Austro-Węgry Strona Główna Austro-Węgry
Historia wyjątkowego wielonarodowego państwa Habsburgów

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
KĄCIK LITERACKI czyli o Monarchii w literaturze.
Autor Wiadomość
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-09, 14:08   KĄCIK LITERACKI czyli o Monarchii w literaturze.

Wydawnictwo Literackie Kraków, 1957
rozdział I, str. 11 - a cytat dotyczy wszystkich i nikogo, nie określony z nazwiska... W rozdziale autor "...stara się z niejaką dokładnością określić miejsce tak zwanej akcji."
Znalazłem kilka smakowitych cytatów tego złośliwca i szydercy Zegadłowicza... Oto one (z pewnymi skrótami):
Dyrektor c.k. gimanzjumw Wołkowicach, dr Balatazar Merc, wybitny ZŁOTOKOŁNIERZOWIEC PIROGOWY (wyr. moje - smakowite określenie!), urzędowy itd. Kawaler orderu św. Salwatora. Człowiek "...pełen idei narodowej, polegającej na przeświadczeniu, że najświetniejsza dynastia Jagiellonów znalazła swą historyczną kontynuację w dynastii Habsburgów." (ku uwadze Kolegów monarchistów... Laughing )
Mikołaj odpytywany na egzaminie pzrez Pana Dyrektora: "a co to są Wołkowice? -miasto- -jakie?- -polskie- - nie, dziecino, nie, galicyjskie to, widzisz, dziecino, miasto,-"

Niedziela, oczywiście nabożeństwo... "Nabożeństwo w szurgocie nóg i pociąganiach nosem. Po ite missa modlitwa za cesarsko-królewski apaostolski dom. Organista intonuje: "boże wspieraj, boże ochroń" - kilka głosów podpiera wysiłki ochrypłego zawodzenia; ostatecznie nikt nie umie ani słów, ani melodii; organista śpiewa sam."
No i klimat galicyjskiego miasteczka...
"Z dwu boków gmachu (gimnazjum-A.) wrastyały weń skrzydłowe przybudowy, obejmujące stosownie do pięter trzykontygentowe klozety. Stądto - kanalizacji wszak nie było, no bo i poco - mocny, przenikliwy, a tak charakterystyczny smród kloaczny wraz z niezawodnie dezynfekcyjno karbolowym kontrsmrodem snuł się na miastona falach wiatrów zachodnich, przez cały boży rok w Beskidach wiejących; - zasnuwał ulicę Wieeńską, rynek i ulicę Lwowską - zaglądal po drodze do domów, na podwórza, strychy i piwnice, salony, jadalnie i sypialnie. Przy koszarach, jeśli wolno tak rzec, przybierał na tuszy i kraśniał - bowiem tutaj łączył się z bratnim smrodem kasarnianym - odtąd już razem junctim, rzeczywiście VIRIBUS UNITIS (podkr. A) waliły na błonia i dalej - w zwycięzkiej ofenzywie zagarniając po drodze wyziewy (chciałoby się rzec dusze!) miast i miasteczek, sączyły się nieustanną gęstą smugą na c.k. Galicję i Lodomerię, napełniając sobą inwentarz martwy i żywy (domy, - bydło, - ludzi); pod wpływem wiekowego działania i systematycznej transakcji chemicznej zastąpiły powietrze, stały się atmosferą i (prawdopodobnie) stratosferą.)"

Tyle Zegadłowicz... No i teraz powiedzcie, czy ten autor pisał o naszej Monarchii z należytą czcią, czy też ironicznie wyszydzał, a może to była miłość do tej dusznej atmosfery i wspomnień, w ten sposób przejawiana ???

Allonsanfanie, kurdę, przestań... A może by tak założyć "Salonik literacki", w którym wyłapywalibyśmy opisy i cytaty z dzieł literackich (no, raczej z literatury polskiej, a może i nie tylko...) nie związanych do końca i nie poświęconych wyłącznie Monarchii, Galicji, ale z literatury pięknej ??? "Salonik literacki" z obowiązkowymi wizytami w czwartki, nie, w dni imienin (co ja piszę !!! dużą literą) Imienin Najjaśniejszego Pana ?? A obchodził je czy tylko geburtstagi ???

:mrgreen:

(post przeniesiony z tematu "Uwagi na temat konkursu" - Pudelek)

Po ostatniej debacie na temat konkursu i po wzięciu udziału w dyskusji w temacie uwagi do konkursu (łamaniec językowy...), postanowiłem załozyć nowy temat.
Rozszerzony tytuł: bon moty, powiedzonka i celne fragmenty. Oczywiście dotyczyć one będą Monarchii. Całe książki, poświęcone Monarchii są z reguły omawiane szerzej, mają swoje stałe miejsce. Także pozycje, w znacznej części ocierające się o Monarchię i zagadnienia z nią związane.
Jest jednak wiele książek, w których ten okres historii występuje jako wątek oboczny, gdzieś jakieś wspomnienia bohatera książki lub jego rodziny. Najczęściej związane z I wojną. Sporo kłopotów przysporzył mi Allonsanfan swoim cytatem z "Motorów" Zegadłowicza. Do głowy mi nie przyszło, że to o niego chodzi. W jego książkach zwracano uwagę przede wszystkim na wątki obyczajowe (no, raczej na nieobyczajowe... :lol: ), społeczne, echa romansu Zegadłowicza z socjalizmem. A na wątki pierwszowojenne i galicyjskie nie bardzo. Ewa Wiegandt w swojej "Austria Felix" wspomina (nie cytując zresztą) tylko "Zmory", jak Zegadłowicz "zjadliwie i satyrycznie" potraktował w końcowych scenach powieści "habsburską ideę harmonijnego współżycia nacji".
"Zmory" przybliżył Allonsanfan i ja w dyskusji na temat konkursu (może Pudelek przeniesie je do tego tematu). Zajmę się "Motorami", które skonfiskowane przed wojną, doczekały się I wydania w 1981r. Może ze względu na socjalizujące wątki ???
Tak nawiasem - coś dla miłośników literatury i jej historii. Zegadłowicz pracował po I wojnie w MSiKu, czyli Ministerstwie Sztuki i Kultury (później wchłoniętym przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego), razem z niesławnej pamięci Eligiuszem Niewiadomskim. Zachowały się karty personalne wszystkich urzędników MSiKu, także Zegadłowicza. Zrobiliśmy sobie z kolegami archiwistami konkurs na odgadnięcie, kim był naprawdę kto z opisywanych przez Zegadłowicza w "Motorach" urzędników... Wiecie, mieć w ręku żywą historię, to jest jednak wspaniała rzecz... Może z Allonsanfanem byśmy to powtórzyli ??? Dostęp do tych akt jest bardzo prosty... Co Ty na to ???
Zakładając ten temat mam nadzieję, że jeśli w czasie lektury jakiejkolwiek książki traficie na coś ciekawego, co dotyczy Monarchii, to tu ten fragment lub swoje uwagi, zamieścicie. Czasem kilka zdań, ale celnych, oddających ducha czasu lub oceniających wydarzenia.
Wierzę w to, że nie zawiedziecie. No i w to, że nasza znajomość literatury pięknej będzie ciut lepsza...
Ja zajmę się teraz "Motorami", które z motoryzacją nie mają nic wspólnego (to dla młodych... :mrgreen: )
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-09, 18:27   

Zegadłowicz znany jest głównie jako skandalista, w jego powieściach doszukiwano się wyłącznie wątków obyczajowych. Chciałbym Was zachęcić do tej lektury, ale raczej w całości – „Zmory”, „Uśmiech” i „Motory” jest to wbrew pozorom literatura ciężka – nawet ciężko się ją, ze względu na specyficzny styl, czyta... Dlatego przebrnięcie przez całość wymaga zaparcia...
Teraz chciałbym, zgodnie z nazwą tematu, zaprezentować Wam kilka ciekawszych fragmentów ksiązki. Dotyczą one głównego bohatera, Cypriana Fałna i jego przeżyć przed wojną i w czasie I wojny. Oczywiście jest to mój wybór, być może Wy wybralibyście inne fragmenty, więc poczytajcie...
„Mosty już wylatywały w powietrze; echo wybuchu powtarzały góry. Szła burza.
W Krakowie ścisk niebywały. Tłoczyły się pociągi z pijanymi rumem i strachem żołnierzami; za bączkiem dębowe liście; na ścianach wagonów trupie główki i piszczele, szubienice z wisielcami, z podpisem „Serb” – i wogóle: Gift aus Serbien! – i olbrzymie pierwsze transparenty wojny: LATRYNA.- Rojowisko obrzydliwe!”
W pogoni za kolejną kobietą Cyprian Fałn udaje się w podróż do Wiednia, juz czasu wojny. Oto fragment jego obserwacji z podróży:
„Droga była straszna!-jechał kilka dni; ciągłe postoje; na lada jakiej stacyjce zatrzymywał się pociąg godzinami zepchnięty na boczny tor; cywilbanda może czekać; przepuszczano głównym traktem pociągi z wojskiem; „Gift aus Serbien”, „Gift aus Russen”- z amunicją; dudniły i chrzęściły armaty na platformach jak somnambulicznie wyprężone olbrzymie, czarne, lśniące pijawki.- Pociągi pełne jęków i rozpaczliwego wycia – ambulanse – ranni! – Pociągi z napisem „cholera”. Okropne! Okropne!
W Wiedniu na rozległym dworcu północnym wszystkie poczekalnie, korytarze, przejścia zatarasowane rannymi i konającymi – półludzie: bez nóg, bez rąk, z roztrzaskanymi szczękami; przestrzelone szyje, płuca, rozwalone brzuchy z siniejącym rojowiskiem jelit; poobwiązywani i pobandażowani byle jak i całkiem źle- tyle, żeby utrudnić konanie, przewlec mękę.”
Do Wiednia wyjechało wielu Polaków:
„Tych tam Polaków była w Wiedniu chmara. Zbiegli się pod opiekuńcze skrzydła monarchy, który poza modlitwą codzienną o szczęście i powodzenie dla katolickiej armii również i, dobrotliwy, za cywilnych Polaków paciorek króciutki odmawiał – jak zresztą za wszystkie swoje ludy, których nawet nazw dokładnych nie znał; miał je spisane na karteczce. Poza tym chwalebnym oddawaniem się w opiekę panu swemu Polacy vel Galicjanie robili interesa – takie interesa, co to tylko jedno mają wytłumaczenie – wojna.”
Od wojny można było się wymigać- sposobów Cyprian Fałn opisuje kilka – m.in. gościa, który „zaraził się tryprem umyślnie, nie leczył się, przeciwnie, pijał wódkę i piwo i sprzedawał kroplę tego gonokokowego wysięku za dwie korony kropla; zarobek! – zbyt miał duży, więc i o produkcję musiał dbać; ciecz wtarta w oko wywoływała straszną chorobę, uniemożliwiającą służbę wojskową i oporną do leczenia.” Ale, jak pisze wcześniej, „Zakres chorób uniemożliwiających służbę frontową zmniejszył się i skurczył do stanu agonicznego; kto mógł dojść do koszar przed komisję asenterunkową, ten też mógł dojść na front i poza front: do szczęśliwości wiekuistej, którą mu w codziennej modlitwie przygotował u boga najjaśniejszy pan cysarz.”
No i pomimo wszystko trafił Cyprian Fałn do wojska...
Po badaniach, zdrów, tauglich, frontdiensttauglich... No i tu ciekawostka o wydających orzeczenie: „Orzeczenie to wydał – komisja tylko kontrasygnowała- lekarz Polak! – Polacy lekarze byli najgorliwsi i najsumienniejsi; wzory praworządowców; tak; były, owszem, wyjątki, wspaniałe wyjątki: doktor W..., doktor K...; ale tych to byś na palcach jednej ręki policzył.- Inaczej czescy lekarze, innych nacji też, lecz zwłaszcza czescy; to byli ludzie miękcy, serdeczni, wyrozumiali – w prostocie swej nie orientowali się (prosit!), że to przecież wojna, nie majówka; puszczała wiara zdrowych i chorych, zwalniała na grandę; to byli pacyfiści, altruiści, fajtłapy; kuda im do mocarstwowego instynktu! Ale! Czesi byli właśnie wrogami mocarstwowej inflacji hetzendorfskiej rakuserii.”
Potem golenie, strzyżenie, pobranie starych mundurów, oczywiście szwancparada (obowiązkowa co dwa tygodnie – choroby...) i jednostka. W jednostce zaczęło się od musztry. No i nauki salutowania! „Ta umiejętność oddania należnej czci przełożonym jest dla żołnierzy najważniejsza; primum salutare nunquam philosophare; zasada: nie myśleć; siła dyscypliny polega na bezmyślności; myśleć znaczy również definiować, myśleć znaczy także wątpić, myśleć znaczy...” Musztrę prowadził „dobrotliwy zugsfuhrer Jerzabek pełen wyrozumiałości i medali srebrnych...”. „Po ćwiczeniach wracał pułk szumną aleją kasztanową do koszar podśpiewując sobie radośnie: „wziął landwera byk na rogi” i inne piękne piosenki.- Podczas tego śpiewanego, wesołego marszu copochwila padała nagła komenda: fliegerangriff! – że niby samolot nieprzyjacielski zrzuci na nich bombę – należało rozbiec się i paść płasko w pył lub błoto – była to miła rozrywka podczas jednostajności nudnego marszu.” Musztra z bronią, opowieści koszarowe, zaślubienie Wisi, orzeczenie „c” no i koniec wojska...
W książce trochę terminów i zwrotów wojskowych – tak charakterystycznych dla języka wojskowego z tego okresu. Oto i one:
Regimencarcty
Przed szwancparadą : habt-acht!-rechts schaut!-a potem komenda ruht! – aufknöpfen!
Po wizycie u panienek: zalecenia stabsarcta: „Zaraz się zameldować po szprungu w marodcymrze, sanitet ci k... przeszprycuje i gut; a jak co złapiesz, skur...., i cetla od saniteta nie będziesz miał, żeś se dał przeszprycnąć – to paka, słupek, szpangi...”
Lufa jest konisz szmelcowano
Przed inspekcją „trza śtrozoki wytrzepać”
Żołnierz dostawał „po mordzie „bis du blau wirst”
Ferfluchtes kacendrek
Gewergryfy
enthebung
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-10, 07:51   

Widzę że ruszyłeś z Kącikiem Literackim, Art. Piękna idea tylko dla kogo?

Wiem z doświadczenia że proponowanie literatury pięknej na tym forum jest jak proponowanie dyplomacji terrorystom bo w obu przypadkach jedyne co budzi zainteresowanie to jak najwięcej broni.
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-10, 08:03   

Może nie będzie tak źle... Wiesz, ja militarystą nie jestem, służył mój dziadek. Literaturę piękną uwielbiam, tak jak piękne kobiety... :lol: Mam jednak nadzieję, że choć kilka osób dzięki temu kącikowi weźmie coś z tej literaturu do ręki. Niekoniecznie Zegadłowicza, bo smętny i ciężko się go czyta, ale inne rzeczy... Ja muszę się wziąć za Wittlina...
A poza tym jak się zapatrujesz na wzięcie się za te karty personalne MSiKu ? Jest też ciekawa lektura (choć przebadana) opinii, które Eligiusz Niewiadomski pisał o plastykach (sprawy stypendiów, zapomóg itp).
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-10, 09:31   

Allonsanfan napisał/a:
Wiem z doświadczenia że proponowanie literatury pięknej na tym forum jest jak proponowanie dyplomacji terrorystom bo w obu przypadkach jedyne co budzi zainteresowanie to jak najwięcej broni.


Święte słowa.

Zarówno ja jak i ty, Allons, zamieściliśmy po parę postów dot. literatury pięknej i zwykle tylko my dwaj gadaliśmy ze sobą tj. ja odpowiadałem na twoje posty i vice versa.
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-10, 09:39   

Koledzy! A dlaczego tak było? Może dlatego, że słabo propagowaliście tę l;iterature? Zacytować coś, czego prawie nikt nie zna, łatwo... Odpowiedzieć trudno, bo tak naprawdę ile jest pozycji z literatury pięknej, mówiącej o Monarchii? Chjoćby ten nieszczęsny Zegadłowicz - znam jego powieści, oczywiście te najpopularniejsze, ale czytałem dawno, wtedy, kiedy jeszcze nie miałem pojęcia, że czasy Monarchii mnie zainteresują. Może gdybyście napisali, w jakich książkach występują interesujące nas motywy, może wtedy ktos by sięgnął po te pozycje. Ja będę się starał. Tyle, że na Forum liczy sie literatura FAKTU... A trudno robić analizę dzieła literackiego pod kątem prawdy historycznej... Zacząc trzeba od dokładnego zapoznania się z zyciorysem autora itd, itd... Ale nie traćcie nadziei! Może coś się ruszy, dlatego ten kącik... Nawet dla kilku osób warto!
 
 
omnibus
VIII. Radca/Major
obrońca Krzyża

Wiek: 54
Dołączył: 27 Mar 2007
Posty: 855
Skąd: małopolska
Wysłany: 2008-03-10, 10:42   

Art napisał/a:
bo smętny i ciężko się go czyta

...podobnie jak Ty Arturze lekturę Zeegadłowicza mam za sobą o jakieś 25 lat.Czytałem jego książki z zainteresowaniem i wypiekami na twarzy,mógłbym rzec że były one dla mnie edukacyjne.Przejęci losami krajów dynasti Habsburgów,a w szczególności Galicji ,ocalamy ślady o niej gdziekolwiek się znajdują.Oczywiście że literatura jest zródłem wiedzy i zachowała wiele śladów o nieboszczce,ale informacje w niej zawarte mają wartość i są doceniane tylko przez nas ,ktoś kto "Tu wpada "by się dowiedzieć czegoś o losie przodka zazwyczaj nie potwierdza uzyskanych informacji np.literaturą.Jednak pomysł założenia tego wątku oceniam jako świetny.Promowanie literatury leży mi na sercu, a literatury z okresu istnienia Galicji szczególnie.Już wybiegam myślami w przyszłość, i widzę oczami wyobrażni, jak to hordy głodnych literatury "tematu"zaczynają okupować biblioteki i księgarnie.Pozdrawiam-uniżenie.
 
 
 
F Machalica
III. Minister/General der Infanterie
Leutnant i.d.R.


Wiek: 69
Dołączył: 21 Wrz 2007
Posty: 2437
Skąd: Czech Republik
Wysłany: 2008-03-10, 23:18   

Art napisał/a:
za bączkiem dębowe liście

Z tego widac, ze pisal o tym, co widzial naocznie. W innym watku sie zastanawialem nad fotografia s Feldzeichen, umieszczonymi z przodu czapki (i nie przepisowo na lewej stronie). Czy to znaczy, ze opisywal realistycznie tez inne rzeczy?
_________________
Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-10, 23:27   

chciałem to właśnie umieścić w tamtym temacie (opis do zdjęcia), ale te liście na dębowe nie wyglądały... No i, Machalico, uprzedziłeś mnie...
Mamy więc sytuację, kiedy w literaturze pięknej znajdujemy opis czegoś, co jest na oryginalnej fotce, a my się zastanawiamy, bo nijak nam to do regulaminu nie pasuje...
Wniosek - nie lekceważyć literatury nie faktograficznej... :lol:
W realizm Zegadłowicza, to nie wiem, czy wierzyć... Choćby ten opis dworca w Wiedniu - wątpię, czy tak było. Natomiast w ten fragment o gonokokach w oku - jest tam też o nafcie (ale bezwonnej!) wstrzykiwanej pod skórę, łamaniu kończyn tak, żeby się krzywo zrosły-no, to już chyba literatura faktu...
 
 
F Machalica
III. Minister/General der Infanterie
Leutnant i.d.R.


Wiek: 69
Dołączył: 21 Wrz 2007
Posty: 2437
Skąd: Czech Republik
Wysłany: 2008-03-11, 00:15   

Art napisał/a:
ale te liście na dębowe nie wyglądały

Ony nie zawsze byly debowe, gdzies czytalem, ze uzywano jakichkolwiek zielonych galaziek.
Cytat:
Choćby ten opis dworca w Wiedniu - wątpię, czy tak było

I to jest mozliwe.Jezeli po jakies wiekszej bitwie przyjechalo pare pociagow lazaretowych i robili selekcje rannych i chorych (nie w sensie selekcji nazistowskiej), to naturalnie robili ja pod dachem, nie na polu.
_________________
Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-11, 07:36   

Art napisał/a:
A poza tym jak się zapatrujesz na wzięcie się za te karty personalne MSiKu ?


Już to ktoś zrobił, Art.

W książce "Narcyz.Rzecz o Zegadłowiczu-powieściopisarzu" Kornela Szymanowskiego są zidentyfikowane osoby z MSiK-u. Jak nie wszystkie to przynajmniej najważniejsze.

Minister - Zenon Przesmycki czyli Miriam
Wiceminister - Jan Heurich
Leon Chrzan - Leon Chrzanowski
Jan Nicki - Jan Skotnicki
Stanisław Rzykowski - Stanisław Wyrzykowski
Poeta-romanista - Edward Porębowicz
Łukasz Wypiszczyk - brak danych

Jest też Eligiusz Niewiadomski(wymieniony po nazwisku). No i Mikołaj Srebrempisany(ten sam), kolega Fałna z MSiK.

Z tego co wiem to "Motory" miały być początkowo kontynuacją "Zmór" z tym samym głównym bohaterem. Później pisarz zmienił zdanie i główną postacią stał się Fałn. Srebrempisany pojawia się parę razy epizodycznie. Był kolegą gimnazjalnym Fałna w Wołkowicach. Fałn miał nawet inicjację seksualną z tą samą miesięcznicą(lunatyczką) Balbiną co Srebrempisany. Póżniej, jak już wspomniałem, zostają kolegami w Ministerstwie.
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-15, 11:11   

Widzę że, po obiecującym początku, temat jakoś oklapł. Czyżby potwierdzały się moje słowa że z literaturą piękną to nie na to forum?

Aby trochę ożywić temat mała zagadka. Skąd pochodzi poniższy fragment?

Skłaniamy się z głębi naszej istoty do prawomyślności, drogi czytelniku. Lojalność naszej układnej natury nie jest nieczuła na urok autorytetu. Franciszek Józef I był najwyższym autorytetem. Jeżeli ten autorytatywny starzec rzucał całą swą powagę na szalę tej prawdy – nie było rady, trzeba było zrezygnować z urojeń duszy, z żarliwych jej antycypacji – zaaranżować się, jak się da, w tym jedynie możliwym świecie, bez złudzeń i bez romantyki – i zapomnieć.
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-15, 11:43   

[quote="Allonsanfan"]Widzę że, po obiecującym początku, temat jakoś oklapł. Czyżby potwierdzały się moje słowa że z literaturą piękną to nie na to forum?
quote]
Zapewne zauważyłeś, że niektóre tematy "odżywają" nawet po roku... Żywi nie tracą nadziei... :lol:
A co do Twojej małej zagadki - formułą tego tematu miała być prezentacja konkretnego dzieła poprzez przytaczanie ciekawych fragmentów lub opis, natomiast zagadki, wybacz, nie ten temat, to już konkurs...
A swoją drogą nadal liczę na Twój udział w tym temacie, bo sam chętnie poczytam coś, czego nie znam. No i że będę musiał lecieć do biblioteki...
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-17, 07:55   

Allonsanfan napisał/a:
Aby trochę ożywić temat mała zagadka. Skąd pochodzi poniższy fragment?

Skłaniamy się z głębi naszej istoty do prawomyślności, drogi czytelniku. Lojalność naszej układnej natury nie jest nieczuła na urok autorytetu. Franciszek Józef I był najwyższym autorytetem. Jeżeli ten autorytatywny starzec rzucał całą swą powagę na szalę tej prawdy – nie było rady, trzeba było zrezygnować z urojeń duszy, z żarliwych jej antycypacji – zaaranżować się, jak się da, w tym jedynie możliwym świecie, bez złudzeń i bez romantyki – i zapomnieć.


Wyglądało mi to na coś w stylu Józefa Rotha. Raczej z któregoś z opowiadań niż z powieści.

Ale od czego Internet? Daje się znaleźć. To z "Sanatorium pod Klepsydrą" Bruno Schulza a dokładniej z opowiadania "Wiosna" stamtąd.
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-17, 08:26   

Szanowni Koledzy! Nie chcę Was zniechęcać do udziału w tym temacie, ale uprzejmie przypominam, że to nie filia tematu "KONKURS"...
Temat ma polegać na prezentowaniu konkretnych dzieł literackich, smakowitych cytatów i przedstawianiu literatury w sposób zachęcający do sięgnięcia po nią, ale nie w formie zagadek. Chyba, że utworzycie temat "Zagadki literackie" - wąsko wyspecjalizowany...
Mam nadzieję, że coś jednak tu wrzucicie...
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-17, 08:51   

Prochazka napisał/a:
To z "Sanatorium pod Klepsydrą" Bruno Schulza a dokładniej z opowiadania "Wiosna" stamtąd.


Zgadza się. Widzę że znowu tylko my dwaj. Reszta jest milczeniem.

Ale widzę że kol. Art ma pretensje(słuszne) że to nie filia konkursu.
Przepraszam, więcej nie będę.
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-17, 09:01   

Allonsanfan napisał/a:
[
Ale widzę że kol. Art ma pretensje(słuszne) że to nie filia konkursu.
Przepraszam, więcej nie będę.

Allonsanfanie! Chciałbym Ciebie i Prochazkę widzieć tu jak najczęściej, ale... Może jednak coś tu wstawicie... Schulz jak najbardziej, z epoką ma coś wspólnego, tyle, że większość zna tę pozycję dzięki filmowej wersji. Ja też wziąłem się za Schulza dopiero po obejrzeniu w tv. :oops:
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-08-17, 22:08   

A może jednak ktoś się ocknie i wstawi jakiś tekst, dotyczący A-W, a nie będący tekstem MILITARNYM ?????
Prochazko, Allonsanfanie - P-O-B-U-D-K-A !!!!!!!!!!!!! :mrgreen:
A tak naprawdę- sam lubię literaturę, ale człowiek ma tyle zainteresowań (moje:religioznawstwo-z przewaga średniowiecza, historia starożytna, czary i czarty, okultyzm, literatura "nieobyczajna", London, filatelistyka, no i jeszcze trochę...), że na normalną lekturę czasu nie starcza...
Choćby te karty personalne z MSiKu - a jednak jakby opublikować te karty jako przyczynki do literatury- nie wiem, czy wiecie, ale Niewiadomski opiniował przyznawanie stypendiów artystom - niekiedy znanym, ciekawostki... No i oceny przełożonych o osobach opisywanych przez Zegadłowicza...
Eeeeeeeeeeeeeeee... marzenia...
 
 
Franz
Admin

Dołączył: 23 Sie 2004
Posty: 1408
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2008-08-18, 14:53   

Zbigniew Herbert nawiązywał czasem do Austro-Węgier ale nie wiem jak jest z prawem do wstawiania utworów autora tej klasy. Mówie o takich utworach jak:
Przemiany Liwiusza
Mitteleuropa
Pana Cogito przyczynek do tragedii Mayerlingu
 
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-08-18, 19:44   

Czyżbyś myślał o wstawieniu tu całych utworów ??? Chyba tylko w tym przypadku mógłby być problem. Chyba nie dotyczą takie zastrzeżenia ocen, recenzji, informacji...
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-08-29, 08:34   

Dzisiaj będzie coś z Rotha.

Józef Roth najbardziej znany piewca starej ck monarchii. Przeważnie niestety nudny jak flaki z olejem('Marsz Radetzky'ego" najlepszym dowodem) ale miewający też dobre momenty.
Oto fragment z opowiadania "Popierskie cesarza"("Die Büste des Kaisers"):

Kiedy tak jeździł wzdłuż i wszerz i bywał w centrum swej wielorakiej ojczyzny, przypadały mu do gustu przede wszystkim owe bardzo charakterystyczne znaki, które w wiecznie taki sam, a mimo to różny sposób powtarzały się na wszystkich stacjach, na wszystkich kioskach, we wszystkich budynkach publicznych, szkołach i kościołach wszystkich krajów koronnych cesarstwa. Wszędzie żandarmi nosili takie same kapelusze z piórami lub takie same hełmy glinianej barwy ze złotym bączkiem i błyszczącym dwugłowym orłem Habsburgów; wszędzie drewniane drzwi ck trafik były pomalowane w czarno-żółte ukośne pasy; wszędzie celnicy nosili takie same zielone(zieleń niemal jak żywa) pendenty do połyskujących szabel; w każdym garnizonie widać było takie same niebieskie bluzy mundurów i czarne salonowe spodnie wałęsających się po corso oficerów piechoty, takie same czerwone spodnie kawalerzystów, takie same kawowe kurtki artylerii; wszędzie w tym wielkim i barwnym cesarstwie, każdego wieczoru, gdy zegary na wieżach kościelnych wybijały dziewiątą, odtrąbiano równocześnie taki sam capstrzyk, składający się z pogodnie brzmiących pytań i melancholijnych odpowiedzi. Wszędzie były takie same kawiarnie z zakopconymi sklepieniami, z ciemnymi niszami, w których jak dziwne ptaki siedzieli nieruchomo szachiści, z bufetami pełnymi kolorowych flaszek i błyszczącego szkła, prowadzonymi przez kasjerki o złotoblond włosach i wydatnych biustach. Prawie wszędzie, we wszystkich kawiarniach cesarstwa, krążył dyskretnie starszy kelner z bokobrodami, na wyprostowanych nogach, kolana już nieco drżące, serwetka w ręku, dalekie, uniżone odbicie starych sług Jego Cesarskiej Mości, dostojnego pana z bokobrodami, do którego należały wszystkie kraje koronne, wszyscy żandarmi, wszyscy celnicy, wszystkie trafiki, wszystkie rogatki, wszystkie koleje, wszystkie narody. A śpiewano w każdym kraju inne pieśni i w każdym kraju wieśniacy nosili inne stroje; i w każdym kraju mówiono innym i kilkoma różnymi językami. I co hrabiego tak zachwycało, to ta uroczysta i równocześnie wesoła czerń-i-żółć, która świeciła swojsko wśród różnych kolorów; również to uroczyste i pogodne "Boże wspieraj" tak bliskie sercu pośród wszystkich pieśni narodowych; i ta bardzo szczególna, nosowa, niedbała, miękka i przypominająca mowę średniowiecza niemczyzna Austriaków, którą wciąż się słyszało pośród różnych narzeczy i dialektów narodowych.

Trzeba przyznać że człowiek czuł austro-węgierskie klimaty.
 
 
CK Tiger
II. Wicepremier/Generaloberst
A.E.I.O.U.


Wiek: 25
Dołączył: 10 Lis 2004
Posty: 2675
Skąd: Festung Krakau
Wysłany: 2008-08-29, 15:48   

Taaaak... To jest właśnie TO. Doskonały tekst.
_________________
Da donnern Kanonen, es blitzen die Säbel,
Da reiten Dragoner, es stürmen die Jäger,
Folgen dem tapf'ren Radetzky nach,
Ja, Radetzky nach, ja mit HURRAH!
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2008-08-29, 16:04   

Nostalgiczny, z łezką w oku... i pomyśleć, że komuś to przeszkadzało...
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-09-30, 08:20   

Dzisiaj coś z F. C. Weiskopfa. Allons pierwszy zarekomendował jego "Zmierzch nad Dunajem" i "Dzieci epoki" na forum i chwała mu za to. Przy okazji, gdzie jesteś, Allons?
Autor ,o silnych lewicowych sympatiach(był członkiem partii komunistycznej), łączy tu sympatię do nowego społecznego ładu z nostalgią za przemijającą monarchią. Jest to możliwe. Nic z Haszka. Oto wybrane fragmenty(rzecz dzieje się w Pradze na początku 1913 r.):

- Było i przeszło! jak jeszcze długo potrwa to u nas? Stary generał artylerii Paječevic, ten sam który wprowadził żółte spodnie w wojski, mawiał: "Moj panowie, dopiero wtedy, kiedy przepędzi się Turka z Europy, przyjdzie koniec na Austrię."
Nie wiem kto to był ten generał i czy rzeczywiście istniał(co to za żółte spodnie w wojsku?) ale dobrze powiedział(jeśli to powiedział).

- Ach wierz mi, Austria nie wytrzyma długo. Ten tam na dole - wskazał na stojący za oknem pomnik Radetzky'ego - był ostatni, który potrafił jeszcze to wszystko jakoś scementować.
Tymczasem Wally wróciła, nie zauważona, i rzuciła wśród chwilowej ciszy:
- Cóż to tak podziwiasz w Radetzkym?
I nie czekając na odpowiedź mówiła szybko dalej:
- Chciałabym napić się jeszcze czegoś, ale widzę że butelka pusta. Szkoda! Może macie coś innego?
- Nie - odparł kapitan nie odwracając wzroku od okna - wódka się skończyła. I stary Radetzky skończył się także. I jego Austria skończy się niedługo. Czym jest ona dziś? Tym samym co i on: pomnikiem dawnej wielkości, pełnym chwały, ale ... pardon! zafajdanym!
I wskazał na posąg w dole. Głowę brązowego feldmarszałka, który - uniesiony na barkach swych zwycięskich żołnierzy - patrzył gdzieś w odległą przeszłość, obsiadły gołębie i dawały upust swej naturalnej potrzebie.


że Austria od dawna przekroczyła swój zenit, to żadna nowina. Już przed pięćdziesięciu laty ktoś napisał "Nasze państwo chyli się ku upadkowi". Ale "chylić się" i "runąć" to dwie różne rzeczy. W "chyleniu się" jest coś lekkiego, austriackiego. "Runąć" - to pojęcie czysto pruskie.

Ten ostatni cytat zdaje się pojawił się kiedyś w Konkursie.
 
 
CK Tiger
II. Wicepremier/Generaloberst
A.E.I.O.U.


Wiek: 25
Dołączył: 10 Lis 2004
Posty: 2675
Skąd: Festung Krakau
Wysłany: 2008-09-30, 17:03   

Dobry ten cytat z przepędzeniem Turka, podobnie to z różnicą między 'runąć' a 'chylić się'. :wink:
_________________
Da donnern Kanonen, es blitzen die Säbel,
Da reiten Dragoner, es stürmen die Jäger,
Folgen dem tapf'ren Radetzky nach,
Ja, Radetzky nach, ja mit HURRAH!
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-10-01, 08:10   

Próbowałem znaleźć tego Paječevica.
Znalazłem dwóch podobnie się nazywających(prawdopodobnie to ojciec i syn):
Alexander Graf Pejácsevich von Veröcze(1808-1852), dosłużył się stopnia Generalmajora.
Nikolaus Graf Pejácsevich von Veröcze(1833-1890), General der Kavallerie

Nie wiem czy ten generał Paječevic to któryś z nich. Jeśli to raczej ten drugi.
A co do tych "żółtych spodni w wojsku" to czy w armii austriackiej ktokolwiek w XIX lub XX wieku nosił żółte spodnie? Nie znalazłem nigdzie najmniejszej wzmianki o tym. Przypuszczam że autor lub tłumacz coś pokręcił.
 
 
F Machalica
III. Minister/General der Infanterie
Leutnant i.d.R.


Wiek: 69
Dołączył: 21 Wrz 2007
Posty: 2437
Skąd: Czech Republik
Wysłany: 2008-10-01, 10:37   

Spodnie piechoty ( w 19 wieku ) powinny byc biale. Ale po dlugim marszu mogly byc na pewnych miejscach zolte i napewno nie pachnialy :lol:
_________________
Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-10-02, 08:16   

Jeszcze parę cytatow z Weiskopfa, ze "Zmierzchu nad Dunajem" i "Dzieci epoki". Ciekawe czy zgadniecie osobę o której mowa.

Znałam go już z widzenia, rzucił mi się w oczy w bibliotece literatury społecznej: niewielkiego wzrostu z małą bródką, z wielkim czołem i mądrymi oczyma filozofa.

Ale gdy posłuchać jak on mówi, to od razu się wie że nie ma takiej klęski dla klasy robotniczej, z której nie prowadziłaby droga do zwycięstwa jeżeli tylko istnieje prawdziwa świadomośc i prawdziwa wola walki.

Od razu, od samego początku zauważyłem że to niepospolity człowiek, mądry i ... no po prostu wielki. Sądzę że tego samego zdania jest każdy, kto się z nim zetknął. I wiesz co w tym jest najpiękniejszego? To, że wyczuwasz w nim wielkośc ale nie czujesz się przy nim mały. Przeciwnie, on jest taki prosty i skromny, słowem to cudowny towarzysz. I ... jak ci to opisać? Doznajesz takiego uczucia, że podnosi cię ku sobie, żebyś mógł lepiej ogarnąć i zrozumieć wszystko. Oczywiście z miejsca nabierasz do niego pełnego zaufania. Takiego zaufania jak do kumpla z którym idziesz na zakazaną demonstrację lub pikietę strajkową, kiedy wiesz że coś wisi w powietrzu ... Tak, masz do niego ogromne zaufanie, ale na tym nie koniec. Nie potrafię tego dobrze wyrazić, ale mnie na przykład od tamtego czasu często się zdarzało: gdy jestem w trudnej zagmatwanej sytuacji widzę go przed sobą - stoi i patrzy na mnie, przeszywa mnie wzrokiem na wylot, tak jakby .. tak jakby on był moim sumieniem socjalistycznym.

Trochę zeszliśmy z ck klimatów. Wspomniałem już o sympatiach politycznych autora. Tak, osoba o której mowa to Włodzimierz Iljicz Uljanow. Towarzysz Lenin.
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-10-03, 07:57   

Fragment z "A Sailor of Austria" Johna Bigginsa, pierwszej pozycji z tetralogii o przygodach Otto Prohaski. Interesujący(moim zdaniem) komentarz do stosunków między Austrią i Węgrami w ramach podwójnej monarchii.

Now, if you wish to conceive of this, picture to yourself a worn-out old man, tormented with indigestion and rheumatism, and married to a pretty wife much younger than himself. The wife is undeniably attractive and can be charming when the mood takes her. But for the most of the time she is an insufferable, hysterical shrew: an expert practitioner of every form of marital blackmail, forever throwing tantrums, smashing china, ill-treating the servants and flirting with the other men. There are constant rows and threats of divorce, but in the end she usually gets her own way if for no other reason than that her husband no longer has the energy to do anything but give in.

To po angielsku więc chyba każdy zrozumie. Ten mąż to oczywiście Austria a żona to Węgry.
 
 
kkStB
XVI. Kupiec/Zugsführer
Naczelnik stacji


Wiek: 38
Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 124
Skąd: Priwislinskij Kraj
Wysłany: 2009-03-13, 22:39   

Na początek odniosę się do słów Arta, że literaturę piękną lubi tak jak i piękne kobiety oraz do wypowiedzi Allonsanfana na temat tego, czy temat literatury pięknej nadaje się na to forum. Faktycznie - większość forumowiczów stawia kobiety (i broń) daleko wyżej nad literaturą... :D No cóż, ja w sumie także zaliczam się do fundamentalistów heteroseksualnych... ;-) , ale poczytać też mi się zdarza (książkę łatwiej poderwać i nie miewa migren ;-) ).

Na dziś polecałbym (już po raz kolejny na tym forum) "Wspomnienia i zapiski" Hugona Steinhausa - urodzonego w Jaśle w 1887 roku wielkiego polskiego matematyka a przy tym świetnego pisarza. Szukać trzeba po księgarniach albo raczej antykwariatach.

Ponadto zachęcam do lektury powieści "Kolejarze" Artura Gruszeckiego. Jest to powieść środowiskowa, której akcja dzieje się w CK Galicji wśród urzędników kolejowych.

Ponadto warto rzucić okiem na krótką humoreskę Michała Bałuckiego "Przygoda w wagonie" - także klimat galicyjsko-kolejowy, ale ujęty z drugiej strony barykady. Czyżby dzisiejszy bandytyzm na kolei to tradycja sięgająca czasów początków kolei...? ;-)

Dwie ostatnie pozycje dostępne online na stronie kkStB.pl
_________________
Pokolenie FJ1 :-)
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-03-16, 10:05   

Oto jeden fragment "kolejowy" z Bałuckiego("Dom otwarty"):

WICHERKOWSKI
(siada)
O! to się pan grubo mylisz; to, panie, wiek najniebezpieczniejszy. Kobieta, jak owoc, im dojrzalsza, tym skłonniejsza do upadku. Dlatego wymaga podwójnej opieki. Ot, nie dawniej jak zeszłego tygodnia, proszę panów, wracaliśmy nocnym pociągiem z Tarnowa w towarzystwie niejakiego Malinowskiego . ..

TELESFOR
(żywo, ruszywszy się na stołku)
Malinowski, Władziu, czy to nie ten .. .

WICHERKOWSKI
Znacie go? Bardzo skromny i przyzwoity młodzieniec i nigdy nie patrzy na kobiety. O! bo ja uważam na to. Ale był tam drugi, który usadowił się vis a vis nas i od czasu do czasu łyp oczyma na moją Pulcherię. Myślę sobie: źle, baczność, trzeba być ostrożnym.

TELESFOR
No, i miejże tu żonę. Człowiek nawet mocy nie może mieć spokojnej.

WICHERKOWSKI
To nic. Słuchajcie, panowie, co się dalej stało. Jedziemy - lampa świeci się coraz słabiej, słabiej, nareszcie gaśnie ... no, rozumie się, bo tym panom kolejnikom idzie więcej o naftę jak o moralność. Co ich to obchodzi, że tam czyjaś żona ...

TELESFOR
(zaciekawiony)
No, no, cóż dalej?

WICHERKOWSKI
Jak przewidziałem, młodzik rozpoczął atak: wysunął najprzód jedną nogę w stronę, gdzie siedziała moja żona. Chciał jej zbrodniarz tą drogą zatelegrafować swoje uczucia; ale ja depeszę przejąłem na koniec mego buta i odtelegrafowałem nawzajem.

TELESFOR
(śmiejąc się)
A niechże pana nie znam!

WŁADYSŁAW
Byłeś pan rodzajem konduktora elektrycznego, asekurującego żonę.

WICHERKOWSKI
Właśnie. Po jakimś czasie, ośmielony tą pobłażliwością moją, a względnie mojej żony, idzie krok dalej, bo wysunął rękę wśród ciemności.

TELESFOR
W stronę pańskiej żony?

WICHERKOWSKI
Tak, i spotyka po drodze moją. On mnie ściska, ja jego, i tak ściskamy się przez parę stacji; aż w Bochni, gdy latarnie dworca oświeciły wnętrze naszego wagonu, (z mocą) ścisnąłem go, panie, na ostatku tak, że mu pewnie na długo odejdzie ochota do sięgania po cudzą własność.

WŁADYSŁAW
I cóż on na to?

WICHERKOWSKI
Nic, poszedł sobie jak zmyty, a moja Pulcheria tymczasem w błogiej niewiadomości o niebezpieczeństwie, jakie zagrażało jej cnocie, rozmawiała sobie najspokojniej z Malinowskim. Widzicie, panowie, to mój system.


Jeśli interesuje Cię tematyka kolejowa w literaturze ck monarchii to może spróbujesz Stefana Grabińskiego. Autor opowiadań grozy urodzony w ck monarchii autor cyklu opowiadań "Demon ruchu" związanych z koleją(m. in. "Ślepy tor", "Maszynista Grot", "Smoluch"). Choć przyznam się że mnie osobiście ten Grabiński niezbyt się podobał(kiedyś próbowałem go czytać). Ale gusta są różne. I do tego tematyka kolejowa. Może więc Tobie się spodoba.
 
 
kkStB
XVI. Kupiec/Zugsführer
Naczelnik stacji


Wiek: 38
Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 124
Skąd: Priwislinskij Kraj
Wysłany: 2009-03-16, 12:17   

Prochazka, dzięki! Spróbuję Grabińskiego - dla kolei jestem skłonny wybaczyć pisarzom niedoskonałości warsztatowe, ważne żeby klimat był - dym, para i stukot kół na złączach szyn...

A co do oświetlenia wagonów - czytałem kiedyś w "Świecie kolei" artykuł o historii oświetlenia wagonów. Jak znajdę to wrzucę kilka zdań bo fajne sprawy tam były, ale nie pamiętam już czy przypadkiem artykuł nie bazował na kolejach pruskich...
_________________
Pokolenie FJ1 :-)
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-03-18, 10:00   

Niektóre z opowiadań Grabińskiego ze zbioru "Demon ruchu" można znaleźć na tej stronie:

http://stefangrabinski.prv.pl
 
 
Prochazka
VIII. Radca/Major

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 867
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-03-24, 13:12   

Tym razem będzie fragment z "Nieba w płomieniach" Jana Parandowskiego - luźno związany z koleją a przynajmniej z dworcem kolejowym. Rzecz dzieje się w ck Lwowie niedługo przed Wielkią Wojną.

- Monarchia jest czymś w rodzaju poczekalni na wielkim dworcu. Zebrało się w niej kilkanaście narodów, siedzą i czekają. Jedni dłużej, drudzy krócej, ale każdy dość długo aby miał czas znaleźć sobie spokojny kąt, trochę wygody i zdrzemnąć się po cichu. Nikt właściwie nie zapomniał, że ma jakąś drogę przed sobą, ale najchętniej by o niej n ie myślał. Kiedy wejdzie portier zapowiadający godziny pociągów ...
Na jezdni zostały już tylko luźne gromadki maruderów; woźnica cmoknął na konie i ruszył. Ponad turkotem kół podniósł się głos Teofila:
- Ojcze, jeśli będziesz mówić dalej, nie zapomnij, że jest tam i nasza godzina.
Hofrat nie odezwał się więcej.


Dworzec kolejowy jako metafora ck monarchii. Słowa te zostały wypowiedziane po zamachu w Sarajewie tuż przed wybuchem wojny. I właśnie wojna sprawiła że właściwe(?) pociągi dla narodów przybyły i wywiozły je w kierunku Niepodległość. Co te narody zrobiły z tą niepodległością to już insza inszość.

Podobnie pisze Henryk Wereszycki w swoim dziele "Pod berłem Habsburgów":

Jak z perspektywy historycznej można sądzić, jej misja dziejowa sprowadzała się do ochrony małych narodowości, kształtujących dopiero swoją narodową indywidualność, przed grożącą im niwelacją w wielkich konglomeratach państwowych, gdzie mogłyby utracić swoją odrębność(...) Toteż fakt upadku carskiej Rosji i widocznie już zbliżający się pogrom cesarskich Niemiec wytworzyły właśnie tę sytuację, w której Austria niejako utraciła swoją rację bytu.

Czyli znowu ck monarchia jako przechowalnia vel poczekalnia narodów.
 
 
kkStB
XVI. Kupiec/Zugsführer
Naczelnik stacji


Wiek: 38
Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 124
Skąd: Priwislinskij Kraj
Wysłany: 2009-03-24, 13:34   

Poczekalnia tak, ale bardziej bym to rozumiał jednak jako miejsce, w którym jesteśmy bo musimy, ale z którego chcemy uciec czym prędzej - ta stacja Niepodległość bardziej nas interesuje... Jednak Austria była po prostu zaborcą, zresztą nie tylko dla Polski...
_________________
Pokolenie FJ1 :-)
 
 
CK Tiger
II. Wicepremier/Generaloberst
A.E.I.O.U.


Wiek: 25
Dołączył: 10 Lis 2004
Posty: 2675
Skąd: Festung Krakau
Wysłany: 2009-03-24, 15:13   

Z perspektywy późniejszych dziejów można sobie oczywiście wygłaszać twierdzenia o 'poczekalni', 'zmurszałości', 'konieczności dziejowej' itp. Ale ze świadectw przed Wielką Wojną wyłania się obraz zupełnie inny. Poza garstką przeintelektualizowanych spiskowców raczej nikt tego tak nie traktował. Oczywiście, działacze polityczni chcieli 'wytargać' jak najwięcej dla siebie tudzież dla swoich kaajów czy ludów - ale mało kto dążył do zniszczenia Monarchii. Może tylko świętojurcy czy włoscy irrendentyści (wszystkich 20, może 30).

Zresztą już tyle razy się o tym dyskutowało... :P
_________________
Da donnern Kanonen, es blitzen die Säbel,
Da reiten Dragoner, es stürmen die Jäger,
Folgen dem tapf'ren Radetzky nach,
Ja, Radetzky nach, ja mit HURRAH!
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-10-14, 12:18   

Teraz będzie o jednym z moich ulubionych bohaterów(czy raczej antybohaterów) literackich(i filmowych też), o Nikodemie Dyźmie.

Pochodził on z Łyskowa. Małego miasta, nazwa pewnie fikcyjna. Znalazłem dwa istniejące Łyskowy - wieś(albo miasteczko) na obecnej Białorusi, drugi to wieś na Ukrainie. To na pewno żaden/żadna z nich.

Dyzma odwrócił się do okna i przyglądał się odrapanym murom podwórza. Istotnie, prześladował go jakiś pech. Nigdzie na dłużej miejsca zagrzać nie mógł. Z gimnazjum wydalili go już z czwartej klasy za upór i brak pilności. Rejent Winder trzymał go jeszcze najdłużej. Może dlatego, że mały Nikodem Dyzma znał język niemiecki o tyle, że rozumiał, dokąd go posyłano. Później Urząd Poczty i Telegrafu, nędzna pensja i wieczne przyczepki naczelnika. Wojna, trzy lata służby w taborach baonu telegraficznego i jedyny awans na frajtra. Znowu poczta w Łyskowie, nim nie przyszła redukcja. Przez proboszcza dostał się do czytelni, lecz i tu ledwie przezimował, bo już w kwietniu okazało się, że nie umie utrzymać półek z książkami w należytym porządku.

Skoro mały Nikodem rozumiał po niemiecku to musiało to było to albo w zaborze austriackim albo pruskim. Frajter czyli Gefreiter to stopień zarówno w armii austro-węgierskiej jak i niemieckiej.

Syn rejenta Windera, student ze Lwowa, niegdyś cały Łysków zachwycał swą elegancją, a w jego pokoju Nikodem nieraz podziwiał szyk różnych przedmiotów toaletowych i teraz przy zakupach starał się naśladować gust młodego rejentowicza.

Skoro syn rejenta Windera studiował we Lwowie to prawdopodobnie to było w zaborze austriackim. Ale oczywiście ktoś z zaboru pruskiego też mógł studiować we Lwowie.

- Na wojnie - odparł Nikodem.
- Pan był oficerem?
- Nie, zwykłym szeregowcem.
- To pięknie - powiedziała Nina. - Wielu wybitnych ludzi służyło wówczas w szarych mundurach żołnierskich.
- Mundury były zielone - sprostował Dyzma.
- Oczywiście, kolor nadziei, bardzo to pan subtelnie zaznaczył. Czy może był pan ranny?
- Nie. Tylko reumatyzm zostawiła mi wojna na pamiątkę.
- No i na pewno ordery? - zapytała.
Nikodem nie miał żadnych odznaczeń, ale skłamał:
- Virtuti Militari. A poza tym miałem i awans, omal nie zostałem generałem.
- Jak to?
- Mianowano mnie starszym szeregowcem i na pewno doszedłbym aż do generalskiej szarży, gdyby nie to, że akurat wojna się skończyła.
- Ma pan jednak, widzę, miłe o niej wspomnienia.
- To był najpiękniejszy okres mego życia - powiedział szczerze.
- Rozumiem pana. Chociaż sama, jako kobieta, nie umiałabym czuć się szczęśliwą wśród umierających i rannych, jednak zdaję sobie sprawę, ze prawdziwy mężczyzna może znaleźć na wojnie środowisko pobudzające najbardziej męskie instynkty. Braterstwo, walka...
Dyzma uśmiechnął się. Przypomniał sobie koszary baonu telegraficznego, kury hodowane przez sierżanta, ciepłą kawę i monotonne dni próżnowania...


Tutaj mamy że awansował na starszego szeregowca. Frajter/gefreiter oznaczał starszego szeregowca w armii austriackiej. W niemieckiej armii Gefreiter był odpowiednikiem kaprala. A zatem służył w armii austriackiej. Zatem był austriackim poddanym.

Nikodem Dyzma, najsłynniejszy chyba hochsztapler w literaturze polskiej pochodził z ck monarchii.

Z tejże monarchii pochodził chyba także Leon Kunicki, chlebodawca Dyzmy którego ten tak perfidnie oszukał.

Złamał lakową pieczęć i wyjął zawartość. Od razu rzucił się mu w oczy paszport austriacki.
- Tu cię mam, bratku.
Paszport był wystawiony na nazwisko Leona Kunika, syna Genowefy Kunik i N.N. W rubryce: "Zawód" stało jak byk: kelner.

Następnym dokumentem był wyrok sądu krakowskiego, skazujący Leona Kunika na trzy miesiące więzienia za kradzież platerów. Pod nim leżała paczka listów, dalej znów notatnik, cały zapisany, i znowu wyrok sądu na ten raz warszawskiego, skazującego już Kunickiego na dwa lata więzienia za współudział w podrabianiu pieniędzy.


Czyli też chyba dawny ck poddany.
 
 
F Machalica
III. Minister/General der Infanterie
Leutnant i.d.R.


Wiek: 69
Dołączył: 21 Wrz 2007
Posty: 2437
Skąd: Czech Republik
Wysłany: 2010-10-14, 23:57   

CK Tiger napisał/a:
Może tylko świętojurcy czy włoscy irrendentyści (wszystkich 20, może 30).

Jules Verne : Mathias Sandorf czyli nowy hrabia Monte Christo - zapomniales o Wegrach i ich masowych buntach przeciw monarchii.
_________________
Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
 
 
Incubus
VIII. Radca/Major
Zwykły przechodzień


Dołączył: 19 Wrz 2010
Posty: 963
Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-08-17, 01:18   

kkStB napisał/a:
zachęcam do lektury powieści "Kolejarze" Artura Gruszeckiego


kkStB, mimo, iż upłynęło już sporo wody w Wiśle (Sanie/Jasiołce/etc.) "Kolejarze" utknęli na www.kkstb.pl w rozdziale bodajże VIII i nijak nie chcą jechać dalej, a szkoda, bo to wcale dobre czytadło. Poza tym nieśmiało przypominam, iż obiecałeś zamieścić opowiadanie Franki.
_________________
Spodobało się Panu Bogu umieścić nas na granicy światów i epok, stąd nasze szczególne doświadczenia! [A. Stojowski]
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-11-30, 08:34   

Aby odświeżyć trochę ten temat podaję fragment jednej z moich ulubionych książek o ck tematyce - "Porucznik diabła"(Maria Fagyas)

(...) Co ma robić człowiek, skoro musi stacjonować w takiej dziurze jak Kecskemét. Wprost nie sposób nawiązać jakichś bliższych stosunków z którymkolwiek z mieszkańców. Pełni są gulaszu, cygańskiej muzyki i szowinizmu. Co wieczór zbierają się w hotelu Beretvás, gdzie każą Cyganom przygrywać nad uchem, jak gdyby byli głusi i ronią łzy do wina. A kiedy ich spytać, co ich w tej pieśni tak wzrusza, to powiedzą, że słowa: "A csizmámban nincsen kíreg mert megette a patkány - féreg!"
- Przepraszam, nie zrozumiałem.
- Dosłownie to brzmi: "Wyściółki też w butach nie mam, bo ją zżarł zawszony szczur!" - Parsknął śmiechem - Najważniejszym wydarzeniem roku jest nowa kasjerka w kawiarni. Uwieść ją pierwszemu - to dopiero powód do dumy. To jakby otrzymać order za wybitne zasługi. Potem dziewczyna przechodzi już z łóżka do łóżka! Pewna blondynka nazwiskiem Piroska pobiła nawet rekord. Zaraziła tryprem aż jedenastu mężczyzn. Nie ma nic w tym przeklętym mieście lepszego do roboty, jak pić i łajdaczyć się.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group