Austro-Węgry Strona Główna Austro-Węgry
Historia wyjątkowego wielonarodowego państwa Habsburgów

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
KĄCIK LITERACKI czyli o Monarchii w literaturze.
Autor Wiadomość
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-03-01, 09:15   

Oto mały cytat, coś o ck monarchii. "Śmiertelne zespolenie" Franka Tallisa, piata pozycja z cyklu "Zapiski Liebermanna".

Liebermann poczuł, jak ktoś puka go w ramię.
Obrócił się i zobaczył konduktora z wyciągniętą prawą ręką i otwartą dłonią.
- Opłata za przejazd, szanowny panie.
Doktor spojrzał w martwe oczy konduktora i ujrzał schyłek Austro-Węgier. Cesarstwo, które wydało tak wielu biurokratów i drobnych urzędników, nie przetrwa nowego stulecia. Oto człowiek, któremu nakazano pobierać opłaty i który miał zamiar wypełnić swój obowiązek bez względu na okoliczności. Liebermann czuł za nim obecność całej reszty wielkiej armii automatów ze znakomitymi tytułami, w ozdobnych mundurach, działających w każdej warstwie społeczeństwa - i nie miał siły dyskutować. Wręczył konduktorowi monetę i odebrał bilet.


Dodam, że konduktor domagał się zapłaty w sytuacji dość dramatycznej - kiedy Liebermann zmusił motorniczego tramwaju aby natychmiast jechał za innym tramwajem w którym ukrył się ścigany morderca.
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-04-19, 08:47   

Dwa fragmenty z powieści "Niecierpliwość serca" Stefana Zweiga.

Owego listopada 1913 roku musiał widocznie jakiś rozkaz przelecieć z jednej kancelarii do drugiej, gdyż nagle frrr! - i nasz szwadron przeniesiony został z Jarosławia do innego małego garnizonu nad węgierską granicę. Obojętne, czy podam właściwą nazwę owego miasteczka, gdyż dwa guziki przy tym samym mundurze nie mogą być do siebie bardziej podobne niż jeden garnizon austriacki do drugiego. I tu, i tam takie same rzędowe budynki, koszary, maneż, plac ćwiczeń, trzy hotele, dwie kawiarnie, jedna cukiernia, jedna winiarnia i marny kabaret z wynędzniałymi szansonistkami, które wykonując poboczny zawód, czule dzieliły pomiędzy siebie oficerów i jednoroczniaków. Służba w pułku wszędzie oznaczała skrzętność pełną pustej monotonii. Godzina za godziną podzielone były według niewzruszalnego jak stal odwiecznego regulaminu, zaś czas wolny także nie był zbyt urozmaicony. W menaży oficerskiej stale te same twarze i te same rozmowy. W kawiarni stale te same partie kart i ten sam bilard. Czasem dziwił się człowiek, że Pan Bóg raczył przynajmniej roztoczyć inne niebo i inny krajobraz wokół tych sześciuset lub ośmiuset dachów takiego miasteczka.

Tak zwany papier kancelaryjny, arkusze przepisowo co do milimetra wymierzone podług oznaczonego formatu, był w austriackim zarządzie cywilnym oraz wojskowym może najbardziej nieodzownym rekwizytem. Każda prośba, każdy akt, każdy meldunek musiał być poddany na owym przepisowym papierze, którego indywidualna forma wyróżniała wszystkie dokumenty urzędowe od prywatnych. Według tych milionów i miliardów kartek leżących w kancelariach może kiedyś będzie można z całą dokładnością odcyfrować historię życia i cierpienia monarchii habsburskiej. Nie brano pod uwagę żadnej wiadomości, jeśli nie została napisana na owym przepisowym, białym papierze. Toteż pierwszym moim zakupem były dwa takie arkusze i tak zwane rygi, liniowany arkusz do podkładania, oraz właściwa koperta.
 
 
CK Tiger
II. Wicepremier/Generaloberst
A.E.I.O.U.


Wiek: 25
Dołączył: 10 Lis 2004
Posty: 2674
Skąd: Festung Krakau
Wysłany: 2012-04-19, 10:00   

Allonsanfan napisał/a:
Według tych milionów i miliardów kartek leżących w kancelariach może kiedyś będzie można z całą dokładnością odcyfrować historię życia i cierpienia monarchii habsburskiej.

Prorocza myśl - austriacki biurokratyzm pozwala dziś wnikać w niekiedy niewiarygodnie szczegółowe sprawy z tamtych czasów. Widzę to po swoich poszukiwaniach genealogicznych, w czasie których zanoszę nieustanne dzięki za pedanterię ówczesnych urzędników. :mrgreen:
_________________
Da donnern Kanonen, es blitzen die Säbel,
Da reiten Dragoner, es stürmen die Jäger,
Folgen dem tapf'ren Radetzky nach,
Ja, Radetzky nach, ja mit HURRAH!
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-04-20, 08:06   

Nie wszystkie ck urzędy pracowały tak sprawnie. Oto cytat ze "Zmór" Zegadłowicza:

W urzędzie zaniedbywał się pan Wacław rzetelnie, ale jakoś to uchodziło, bo cały sztajeramt i becirk pił również: ech, pił jak jasna cholera! - więc jedno z drugim, drugie z trzecim - rączka rączkę - wiadomo: viribus unitis. A zaś te naprzykrzone kawałki biurowe załatwiało się rączym szimlem, trudniejsze sprawy zaś dostawały szibera - to znaczy kładziono ten niesympatyczny papier pod plik innych - nowe papiery na tę kupę, dalsze tak samo - no i tak sobie tam mógł leżeć do sądnego dnia(któż wtedy przewidywał że tan sądny dzień tak rychło nadejdzie!-!) - Wreszcie, jeżeli już koniecznie, ale to koniecznie trzeba było tę sprawę przebrzydłą z miejsca ruszyć - wysyłało się papierek daleko, do innego urzędu "wedle kompetencji" - diabeł by się go nie doszukał, prepał kozak z dudami! - No i znów było cicho, obeszło się bez awantur.

To oczywiście literacka fikcja. Podejrzewam jednak że wiele biur i urzędów w Galicji(i nie tylko tam) tak pracowało.
 
 
krakał
Książę


Wiek: 44
Dołączył: 31 Sty 2006
Posty: 6647
Skąd: widać na załączonym obrazku...
Wysłany: 2012-04-21, 00:33   

Dzisiaj, by daleko nie szukać, so genau pracuje Urząd, przepraszam Uwiąd, Miasta Krakowa.
_________________
Moderacja zachowuje sobie prawo do działań niedemokratycznych, opartych na własnym widzimisię ;)
Przed użyciem bana konsultujemy się wyłącznie z lekarzem lub farmaceutą ;)
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-21, 12:37   

Zegadłowicz pracował po wojnie w warszawskim MSiK-u, gdzie duch FJI raczej nie unosił się nad urzędnikami...Swoje informacje o funkcjonowaniu c.k. urzędów musiał zatem dostac od jakiegoś b.carskiego czynownika... :mrgreen: Jego przełożonym był niesławnej pamięci Eligiusz Niewiadomski, który swoje notatki pisał zielonym atramentem (miałem oryginały w łapach).
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-04-23, 08:28   

Art napisał/a:
Swoje informacje o funkcjonowaniu c.k. urzędów musiał zatem dostac od jakiegoś b.carskiego czynownika...


Niekoniecznie. Mógł je uzyskać od jakiegoś krewnego lub znajomego - urzędnika w czasach ck monarchii. Może od swojego wuja, brata matki, Adolfa Kaiszara - sportretowanego w "Uśmiechu" i "Zmorach" jako wuj Wacław Komenda?

Bowiem postacie z "Uśmiechu" i "Zmór" to przeważnie portrety literackie autentycznych krewnych i znajomych Zegadłowicza. Swoją drogą, ciekawe czy rzeczywista babka Zegadłowicza ze strony matki była taką degeneratką jak w "Zmorach"?
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-04-23, 09:38   

Oto co napisał o "Zmorach" Ignacy Fik, krytyk literacki, sam uczeń gimnazjum wadowickiego w latach 1915-21:

Mik ma ojca melancholika, matkę lesbijkę, babcię erotomankę, dziadka wariata, wujka alkoholika, ciotkę hermafrodytkę, profesorów zboczeńców, kolegów idiotów, kochankę lunatyczkę i reprezentuje nas! Czyż nie zbytek łaski? Bardzo dziękujemy, ale wolimy - nie!
 
 
Art
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-23, 10:25   

Jednego jestem pewien - postaci opisane w "Zmorach", pracownicy MSiKu - wspólnie zidentyfikowaliśmy prawie każdego z urzędników - pomogły nam karty personalne - to osoby z krwi i kości... (pisałem o tym już na Forum w innym temacie).
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-05-14, 10:27   

Oto fragmenty z książki "Porucznik diabła" Marii Fagyas. Rozważania niejakiego porucznika Dorfrichtera, który otruł jednego oficera Sztabu Generalnego i próbował otruć 9 innych - na temat armii, a w szczególności porównanie armii austriackiej i niemieckiej.

Niemcy mają wiele zalet, więcej wojska, lepsze uzbrojenie i bardziej jednolitą narodowościowo ludność. My zaś mamy tęgie głowy. Nasza Akademia Wojenna jest najlepsza na świecie. Wiem to z własnego doświadczenia.

Pojawiły się ostatnio dwa wynalazki, które zmienią oblicze świata: silnik spalinowy i telegraf bez drutu. Mogłyby się stać w naszych rękach potężną bronią, gdybyśmy potrafili przenosić je do miejsc, gdzie mogą być przydatne. Tymczasem jednak niemieckie i francuskie regulaminy, podobnie jak nasze, uważają dalej atak na bagnety za broń ofensywną. Nadal upierają się przy używaniu kawalerii dla rozpoznania i koni jako środka transportu. Naszym jedynym ratunkiem jest zrewidować te poglądy i odrzucić wszelkie przestarzałe koncepcje, narzucone nam zarówno przez naszych sojuszników, jak i wrogów, i pójść własną drogą. Francuski Sztab Generalny jest politycznie zmurszały. Niemcy są tępi. Ich szefa sztabu, generała von Moltke, relegowano z Akademii Wojennej, która jest szkółką dla dzieci w porównaniu z naszą. Mianowano go szefem sztabu dlatego, że jest pupilkiem Kajzera i nosi znakomite nazwisko. Kajzer nie dopuści nikogo z iskrą talentu do swego sztabu; wszystkie ważne stanowiska w armii obsadził książętami i papierowymi żołnierzykami, którzy nie mają najmniejszego pojęcia, czym jest wojna. Jeśli będziemy trzymali się Niemiec - to przepadniemy. Jeśli pójdziemy własną drogą, staniemy się światowym mocarstwem.

Moll nie był jednak odważnym i ślepo posłusznym oficerem sztabowym w armii Kajzera, ale w armii cesarza Franciszka Józefa. Między obiema armiami istniała olbrzymia różnica. Austriaków uczono myśleć, gdy tymczasem Niemcom było to zabronione, a Moll należał do tych, co nie myślą.

Nie wiem na ile te ów Dorfrichter miał rację a ile nie. Nie znam się na tych sprawach. Poza tym to powieść a nie praca z dziedziny wojskowości. Osobiście nie sądzę jednak by Niemcy byli tacy tępi ani by wszystkie ważne stanowiska w armii niemieckiej były obsadzone przez "papierowych żołnierzyków". Nie jestem też przekonany by w Sztabie Generalnym ck armii były takie "tęgie głowy". Początek wojny, bałagan i klęski - nie wystawia to najlepszego świadectwa tym "tęgim głowom". Ale to tylko moje zdanie.
 
 
krakał
Książę


Wiek: 44
Dołączył: 31 Sty 2006
Posty: 6647
Skąd: widać na załączonym obrazku...
Wysłany: 2012-05-14, 10:33   

Prawda leży gdzieś po środku. Ani NIemcy nie byli tacy tępi, ani Austriacy tacy świetni. Jedni i drudzy mieli w większości dobrze wyszkolona, na wysokim poziomie kadrę wyższych dowódców, jedni i drudzy byli elastyczni i potrafili myśleć, improwizować, elastycznie podejść do zmieniającej się sytuacji. Przykładem skostnienia i rutyny na wyższych szczeblach dowodzenia była raczej armia rosyjska.
_________________
Moderacja zachowuje sobie prawo do działań niedemokratycznych, opartych na własnym widzimisię ;)
Przed użyciem bana konsultujemy się wyłącznie z lekarzem lub farmaceutą ;)
 
 
Ursus
Hrabia
FAHNEN.republika.pl


Dołączył: 30 Wrz 2004
Posty: 5442
Skąd: Leżajsk (dawniej)
Wysłany: 2012-06-22, 13:47   

Winniczki, kałuże, deszcz

Paweł Huelle

O Austro-Węgrzech w Gdańsku? Tak, można. Polecam lekturę opowiadania.

http://www.balticsealibra...szcz&Itemid=116
_________________
Můj praděda byl voják, který válčil na Piavě.
 
 
krakał
Książę


Wiek: 44
Dołączył: 31 Sty 2006
Posty: 6647
Skąd: widać na załączonym obrazku...
Wysłany: 2012-06-22, 14:57   

Rzeczywiście ładne.
_________________
Moderacja zachowuje sobie prawo do działań niedemokratycznych, opartych na własnym widzimisię ;)
Przed użyciem bana konsultujemy się wyłącznie z lekarzem lub farmaceutą ;)
 
 
Stanislaw Baran
IX. Starszy oficjalista/Hauptmann

Dołączył: 25 Mar 2008
Posty: 791
Skąd: Berlin
Wysłany: 2012-06-22, 15:54   

Prof. dr hab. Eduard Mühle,
od września 2008 r. Dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

Jego habilitacja, jak ponizej:

Weltkriegserlebnis an der galizisch-polnischen Ostfront 1914/15.
Zur Wahrnehmung des Ostens in Feldpostbriefen des Ostforschers Hermann Aubin,
w: Zeitschrift für Ostmitteleuropa-Forschung 51 (2002), s. 529-576.


Przezycia na galicyjsko-polskim froncie wsch. 1914-15
Postrzeganie (obrazy) Wschodu na podstawie feldpostow Hermana Aubina badacza Wschodu.

Hermann Aubin,
czołowa postać przedwojennego Ostforschung
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-08-06, 08:07   

W sieci pod tym adresem znalazłem opowiadanie austriackiego pisarza Sandora Fryderyka Rosenfelda(1872-1945), bardziej znanego jako Aleksander Roda Roda:

http://www.tomaszgabis.pl/?p=824

WYKŁAD GEOGRAFII AUSTRO-WĘGIER


Za czasów śp. Nieboszczki Monarchii Naddunajskiej doszło kiedyś do rozruchów w Zagrzebiu. Gazety rozpisywały się na ten temat zupełnie dowolnie, ale tylko od niedzieli z rana do piątku wieczorem (bo w soboty wiedeńskim dziennikarzom pisać nie wolno).

Odwiedził mnie wówczas pewien pan z Niemiec i nic nie zrozumiał z całej tej pisaniny. Poprosił więc mnie, abym mu wytłumaczył, o co tam właściwie w Zagrzebiu poszło. Tego po prawdzie to i ja sam nie wiedziałem, ale byłem uczciwszy od żurnalistów i otwarcie to przyznałem. - Jednakowoż na temat stanowiska Trójjednego Królestwa Chorwacji-Sławonii-Dalmacji, w ogóle na temat konstrukcji Monarchii Naddunajskiej wygłosiłem do pana z Niemiec stosowny wykład mający rozwiać wszelkie jego wątpliwości i uzupełnić luki w posiadanych przezeń wiadomościach.

- Austro-Węgry - zacząłem - składają się z dwóch części: z historycznej monarchii posiadającej reprezentację parlamentarną oraz z terenów najpierw okupowanych, a następnie zaanektowanych. Przecież to proste, nieprawdaż?

- Tak - zgodził sie ze mną pan z Niemiec.

No widzi pan! - Ta pierwsza część, monarchia konstytucyjna, składa się znów z dwóch części…

Z Austrii i Węgier - wpadł mi w słowo pan z Niemiec.

- Nie. Z królestw i krajów reprezentowanych w Radzie Cesarskiej oraz z krajów Korony Św. Stefana. - Bardzo proste, nieprawdaż?… Co się zaś tyczy krajów Korony Św. Stefana, to składają się one z dwóch części: z Węgier właściwych i Chorwacji-Sławonii. (Mówiąc na marginesie, Węgry właściwe dzielą się jeszcze na zupełnie właściwe Węgry i okręg Fiume, lub krócej: separatum sanctae regis coronae adnexum corpus. - Ale to tylko detal, pozostańmy przy zasadniczym temacie!) - Trójjedyne Królestwo Chorwacji-Sławonii-Dalmacji składa się znów - dziwi to pana? - z dwóch części: jedna z nich istnieje naprawdę, a druga nie. Ta druga nazywa się Dalmacja, a Dalmacja należy przecież do Austrii. Ale i ta część, która istnieje, składa się jeszcze z dwóch części: Chorwacji i Sławonii. Sławonii nie wolno co prawda wymieniać oficjalnie, bo nie istnieje z prawnego punktu widzenia. - Tak samo sprawa przedstawia się z zupełnie z Węgrami właściwymi. Składają się one z o wiele właściwszych jeszcze Węgier i Siedmiogrodu, ale Siedmiogród nie istnieje pod względem państwowo-prawnym. - Aż dotąd rzecz jest niezwykle jasna i przejrzysta. Trudności zaczynają się piętrzyć, gdy dochodzimy do terytorium administrowanego, niegdysiejszego obszaru okupacyjnego. Składa się ono mianowicie z dwóch części, z których pierwsza została przez Austro-Węgry zajęta, obsadzona własną administracją i w końcu zaanektowana, a druga, okręg Nowibasar, najpierw została zajęta, a potem opuszczona. Ta pierwsza część składa się jednak i tak z dwóch części, a to z Bośni i Hercegowiny. - Zaszliśmy więc już dosyć daleko. Powróćmy zatem do królestw i krajów reprezentowanych w Radzie Cesarskiej. Niech mi pan wierzy, albo nie - ale i one dzielą się na dwoje. Pierwsza część rzeczywiście jest reprezentowana w Radzie - jakim sposobem? nie miejsce na to tutaj - ale druga część nie ma tam reprezentacji, nazywa się Morskie Oko, i ma mieć bardzo piękne położenie.

Po wysłuchaniu tego wykładu pan z Niemiec uścisnął mi ciepło dłoń - a ja zadzwonić musiałem zaraz po pogotowie. Facet ubzdurał sobie mianowicie, że składa się z dwóch części, z których pierwsza okupowana jest przez Radę Cesarską, a druga nie istnieje z prawno-państwowego punktu widzenia.
 
 
krakał
Książę


Wiek: 44
Dołączył: 31 Sty 2006
Posty: 6647
Skąd: widać na załączonym obrazku...
Wysłany: 2012-08-06, 09:55   

Nieco przeszarżowane, ale dobre :mrgreen:
_________________
Moderacja zachowuje sobie prawo do działań niedemokratycznych, opartych na własnym widzimisię ;)
Przed użyciem bana konsultujemy się wyłącznie z lekarzem lub farmaceutą ;)
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-01-21, 07:36   

Oto fragment opowiadania Gustawa meyrinka "Mózg, który wyparował"("Das verdunstete Gehirn") o które zapytałem w konkursie:

"Ot, głupek od mózgów, Witt, wiek sześćdziesiąt lat, zawód: indywiduum, zamieszkały Szchnedderedengstrasse nr 8, od dwudziestu lat wytwarza pan sztucznych ludzi, he?" - indagował oficer i, zdjąwszy swój hełm przykrył nim, nie zwracając na to uwagi, mózg, który leżał na stole.(...)

To, co teraz ukazało się jego oczom, było tak dalece zaskakujące i niesamowite, że uczonemu wypadł hełm z ręki.
Mózg, który dotąd znajdował się pod hełmem, po prostu znikł, a na jego miejscu leżała ... na jego miejscu leżała ... morda! Tak, tak, morda!
Krzywa morda z ostro ku górze zakręconym wąsem.
Hiram Witt wlepił przerażony wzrok w talerz.
Wściekły taniec czarownic rozpętał się pod jego czaszką.A zatem jak to prędko wpływ hełmu przeobraża mózg w mordę?! Albo może przyczyna leży gdzie indziej? A może ten ostry metalowy szpic hełmu spowodował jakieś swojego rodzaju galopujące wyparowanie mózgu? Tak jak na przykład piorunochron sprzyja wyładowaniom atmosferycznym do ziemi? Czy może dlatego policja ma kuleczki na ostrzu hełmów, żeby zatrzymywały takie wyparowania? Ależ nie, bo skutki tego musiałyby być widoczne. Być widoczne ... Być widoczne ... Burmistrz z Köpenick ... Pawian ... Zero podzielone przez zero równa się jeden. Ratunku, ratunku, obłęd. Ratunku, ja zwariuję!
I Hiram Witt krzyknął przeraźliwie, kilka razy zakręcił się w kółko, po czym padł jak długi. Na twarz.
Oficera, drużyny i armaty już dawno nie było. Mieszkanie puste. W rogu siedział w kucki Hiram Witt, z idiotycznym uśmiechem na ustach i liczył zapamiętale na swoich guzikach: kapitan Zechprell, szewc Voigt, szewc Voigt, kapitan Zechprell, dobrze, niedobrze, siarczan cynku, dobrze, rozmiękczenie mózgu, kapitan Zechprell, szewc Voigt"
Wreszcie zamknięto go w domu wariatów, ale obłęd nie ustąpił, w ciche niedziele można usłyszeć go, jak śpiewa:
"Od Mozy aż do Nie-emna
od Adygi aż po Bełt,
Niemcy, Niemcy poo-nad wszyy-ystko,
ponad wszystko in der Welt".


Opowiadanie jest dedykowane szewcowi Voigtowi, słynnemu "kapitanowi z Köpenick".
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-06-22, 11:46   

Oto fragment z książki F. C. Weiskopfa „Zmierzch nad Dunajem”(jako aneks do pytania w konkursie):

Podsunął pod głowę poduszki z tureckiego czarpaka, nogi położył na małym stoliczku stojącym obok kanapy i znów zaczął pogwizdywać „Marsza Radetzky’ego”, dziarsko i trochę fałszując:

Radetzky feldmarszałkiem był
Znanym na cały świat,
Za niego-ś krew jak wino pił,
Knedle z granatów jadł.

Rankl usłyszał ten tekst podczas ostatnich ćwiczeń od kilku niezbyt przykładnych rezerwistów ze swojej kompanii. Fakt, że sam tak śpiewał, chociaż tylko w myśli, był w gruncie rzeczy niesłychany – rzec można bluźnierstwo! Ale Rankl był teraz w tak podniosłym nastroju, że tylko prztyknął palcami: „Ach, co tam, i tak nikt nie słyszy!”
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-05-17, 11:02   

Dawno nic nie było, więc daję fragment ze „Zmierzchu nad Dunajem” F.C. Weiskopfa:

Starszy pan w mundurze wysokiego urzędnika państwowego, z siwymi skroniami lśniącymi od brylantyny, przydreptał drobnym kroczkiem i zawołał sapiąc astmatycznie:

- Ach, jaka szkoda, że pani hrabiny przy tym nie było! Jego cesarska wysokość zrobił właśnie znakomity dowcip.

- Co też pan mówi, panie radco dworu! – odparła Ulryka Rankenstein, nie patrząc na niego. Grzebała w torebce, szukała jakichś papierów.

- Proszę posłuchać: jego cesarska wysokość zauważył w gronie dyplomatów i attaché wojskowych honorowego konsula San Marino, pana Bernedera, który z zawodu jest krawcem wojskowym, i pyta go: „Jakże to z panem, mój drogi konsulu, czy pan jest osobą miarodajną czy miarobiorczą?”. No i jak się to pani podoba? Hi, hi, hi!

Starszy pan łapał oddech. Policzki mu zsiniały. Otwierał i zamykał usta jak karp wyrzucony z wody.

- Zmykajmy! – szepnęła Wally do Ireny i dziadka.


W oryginale to było

Wie ist das, mein lieber Konsul, sind Się nun eine maβgebende, oder maβnehmende Persönlichkeit?

Rzadki to chyba przypadek, aby wierne tłumaczenie z języka na język było zarazem dobre, w tym sensie że dobrze oddaje sens oryginału – dowcip(gra słów) nie został tu utracony.

Pytanie, kim była ta jego cesarska wysokość(w oryginale Seine kaiserliche Hoheit).. Zdaje się że wszystkim arcyksięciom od 1867 roku przysługiwał tytuł kaiserliche und königliche Hoheit(wcześniej, bodaj od 1804 było to właśnie kaiserliche Hoheit).

Chwilę wcześniej w książce pojawia się arcyksiążę Józef Ferdynand, wielki miłośnik kobiet, wina i pieprznych kawałów. Pewnie to on zatem był autorem dowcipu.

Mógłby to jeszcze być Franciszek Ferdynand, który też się pojawia(cała rzecz dzieje się na manewrach w południowych Czechach w roku 1913), ale czy ten ponurak zdobyłby się w ogóle na dowcip?
 
 
krakał
Książę


Wiek: 44
Dołączył: 31 Sty 2006
Posty: 6647
Skąd: widać na załączonym obrazku...
Wysłany: 2015-05-17, 15:48   

Mógł. Jeśli wierzyć Romanowi Żabie, FF nie był aż takim ponurakiem, jak się go dziś maluje. A Żaba to świadek o tyle cenny, że bezpośredni, zdarzało mu się rozmawiać z arcyksięciem. Nigdzie nie pisze, by FF tryskał humorem i opowiadał dowcipy, ale też np. relacjonuje treść tych rozmów - FF jawi się w tym świetle jako człowiek szczery, otwarcie wyrażający swoje poglądy; snujący szerokie plany polityczne i reformatorskie, "umysł niepospolity, choć gwałtowny i szorstki charakter". Ale nie ponury. Raczej z opisu Żaby wyłania mi się ktoś w rodzaju Józefa II....
_________________
Moderacja zachowuje sobie prawo do działań niedemokratycznych, opartych na własnym widzimisię ;)
Przed użyciem bana konsultujemy się wyłącznie z lekarzem lub farmaceutą ;)
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-05-17, 18:35   

Co do poczucia humoru FF to jeszcze jeden przykład z literatury – z „Następcy tronu” Ludwiga Windera.

Franciszek Ferdynand przebywa, lecząc się z gruźlicy, w swoim pałacyku myśliwskim w Lölling w Karyntii. Właśnie mocno się rozczarował do Agenora Gołuchowskiego młodszego, ministra spraw zagranicznych monarchii. Jadąc na ośle z pałacyku na stację kolejową po gazety postanawia

- Gołuchowski! Osioł nazywa się od dziś Gołuchowski! – Popędził osła: - Wio, Gołuchowski! – Zjechał w dolinę, przybył na stację, gdzie liczni letnicy czekali na pociąg wiedeński. Wobec zdumionych letników, którzy powitali arcyksięcia z szacunkiem, krzyknął na osła: - Prr, Gołuchowski! Tu dostaniesz obrok, Gołuchowski! Dziesięć minut postoju, Gołuchowski!

Jeśli ta historia jest prawdziwa, świadczyłaby o pewnym, specyficznym, poczuciu humoru FF. Ale nigdzie nie natrafiłem na potwierdzenie tego zdarzenia. Może to tylko fantazja pisarza. W każdym razie historia dobra.

Jeśli to było naprawdę, to Gołuchowski miał sposobność do zemsty. Gdy nadszedł ślub FF z hr. Chotek i związana z tym renuncjacja, dwaj wrogowie następcy tronu – książe Montenuovo i Gołuchowski przystąpili do akcji.

Montenuovo sporządził własnoręcznie listę osób, które miały uczestniczyć w tym uroczystym akcie. Była to długa lista, a gdy już była gotowa, książe znajdował coraz to nowe nazwiska, które szybko do niej dołączał, preteksty, aby krąg zaproszonych jeszcze bardziej rozszerzyć. Do kompetencji ministra spraw zagranicznych jako ministra do spraw cesarskiej dynastii należało sprawdzenie i zatwierdzenie listy. Montenuovo uśmiechając się wręczył ją hrabiemu Gołuchowskiemu ze słowami:

- Mam nadzieję, że nie zapomniałem żadnego nazwiska, ekscelencjo.

Minister rzucił okiem na zdumiewająco długi spis i zaakceptował go, stwierdzając jednocześnie z uznaniem:

- Jestem o tym przekonany, Wasza Książęca Mość.

[…]

Franciszek Ferdynand, znający treść dokumentu, wiedział, że najbardziej upokarzająca część nie została jeszcze odczytana. Wiedział też, iż Gołuchowski przeżywa w tej chwili oczekiwany od dawna z utęsknieniem tryumf, że może się zemścić za osła w Lölling. Cały Wiedeń śmiał się, gdy Franciszek Ferdynand wołał na osła, którym przyjechał na stację w Lölling:

- Prr, Gołuchowski! Tu dostaniesz obrok, Gołuchowski! Dziesięć minut postoju, Gołuchowski!
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-10-01, 19:24   

Dawno nic nie było, to będzie.

Oto fragment z pewnego bardzo znanego utworu literackiego bardzo znanego pisarza.

Razi mnie teraz nie mniej, że wszyscy Francuzi mieszają z błotem cesarza Franciszka Józefa, chociaż go czcili, i słusznie, mogę pana zapewnić ja, jego dobry znajomy, którego on raczy mienić swoim kuzynem. Ach! Nie napisałem do niego ani razu od początku wojny — dodał, jak gdyby przyznając się śmiele do grzechu, za który, wiedział o tym wybornie, nikt nie mógłby go potępić. — Choć nie, w pierwszym roku napisałem raz jeden. Ale cóż, proszę pana, nie zmienia to w niczym mojego dla cesarza szacunku, aczkolwiek mam tu wielu młodych kuzynów, którzy walczą na naszym froncie i uznaliby za rzecz szkaradną, wiem o tym, gdybym podtrzymywał stałą korespondencję z głową wojującego z nami narodu. I cóż jeszcze, proszę pana? Niech mnie krytykuje, kto tylko zechce — dodał, jak gdyby wystawiając się śmiało na moje zarzuty — ale nie życzę sobie, żeby list z podpisem „Charlus" przyszedł w obecnym momencie do Wiednia. Najostrzejsza krytyka, z jaką. zwróciłbym się do sędziwego monarchy, polegałaby na tym że wielki pan jego kondycji, głowa jednego z najstarszych i najsławniejszych rodów Europy, daje sobą powodować takiemu drobnemu szlagonowi, nader zresztą inteligentnemu, ale w końcu zwykłemu parweniuszowi, jakim jest Wilhelm von Hohenzollern. To jedna z anomalii nie najmniej szokujących tej wojny.

Skąd to? Z "W poszukiwaniu straconego czasu"(tom "Czas odnaleziony") Marcela Prousta. Słowa te wypowiada pamiętny baron de Charlus.
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-11-22, 11:58   

Dwa cytaty z literatury dotyczące galicyjskiego lojalizmu wobec Austrii.

Pierwszy, ze „Zmór” Zegadłowicza. Oto fragment mowy pożegnalnej dyrektora gimnazjum wołkowickiego Baltazara Mertza do maturzystów(w tej liczbie Mikołaja Srebrempisanego):

- tak się dziwnie i proroczo składa, że dziś właśnie mamy świętego Gerwazego i Protazego, których, jako wierną parę przyjaciół dozgonnych skreślił nasz nieśmiertelny wieszcz Adam Mickiewicz –
- pamiętacie z lekcyj literatury polskiej te świetlane z wielkiej przeszłości naszej wykrojone niejako i przyszłości pokazane postacie – któżby, zapytam, nie pamiętał onej serdecznej rozmowy, gdy sobie ci mili staruszkowie – niewątpliwie antenaci nasi – gwarzą na przyzbie w soplicowskim dworze: tak, tak, panie Gerwazy – tak, panie Protazy –
- ilekroć myśl moja z rozrzewnieniem dotyka tych dwu znamienitych person – tylekroć jawi się przed oczami duszy jako symbole wspólnej doli Austrii i Polski –
- Austria dziedziczka jagiellońskiego rozkwitu naszej przeszłości królewskiej – to Gerwzy, - Polska, królewskie swe dziedzictwo z cesarskością mądrze łącząca – to Protazy; - to jasne –
- kreśląc tę parę serdecznych przyjaciół, o ile przewyższających inną znaną parę Gawła i Pawła, przewyższających ideą, myślą, powagą – przeczuł i przewidział nasz nieśmiertelny wieszcz losy przyszłe państwa najłaskawiej panującego nam monarchy i losy nasze wtopione w nie nierozerwalnym sojuszem nie martwej litery prawa, lecz sojuszem radośnie bijących serc –
- gdy Austria mówi: tak, tak panie Protazy – Polska odpowiada: tak panie Gerwazy –


Drugi, ze sztuki „Dom otwarty” Michała Bałuckiego

FIKALSKI
(wchodzi z salonu żywo rozpromieniony, za nim dwóch danserów)
Panowie! cudowny, genialny pomysł!

WRÓBELKOWSKI
Co?

FUJARKIEWICZ
No?

(Wszyscy do niego się garną).

FIKALSKI
Uważacie panowie, podczas poloneza, kiedy przemyśliwałem nad tym, czy to nie będzie zbyt rażące kotylion przed kolacją, bo po kolacji, jak wiecie, obiecałem się do Guzikowskich... otóż myślę, jak tu wyjść z honorem z tego zawikłania - wpada mi myśl genialna, myśl połączenia mazura z kotylionem.

FUJARKIEWICZ
Jak to?

FIKALSKI
Niby zwyczajny mazur, ale figury kotylionowe, ordery, bukiety etc.

WRÓBELKOWSKI
(z powagą)
Rozumiem.

FIKALSKI
Ale bo trzeba wiedzieć, jaka głęboka myśl w tym się kryła. To ścisłe połączenie mazura z kotylionem, to niby symboliczne przedstawienie naszego stosunku do rządu, alians Galicji z Austrią, taniec z barwą polityczną, coś całkiem nowego, prawda?

WRÓBELKOWSKI
A! znakomite, jedyne w swoim rodzaju.

FUJARKIEWICZ
Rzeczywiście, bardzo, bardzo.

BAGATELKA
Cudowny pomysł, to warto oblać. Panowie, za kieliszki! (Spieszą wszyscy do stołu w głąb).
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-06-12, 12:18   

Dawno nic nie było, to zamieszczę mały fragment z książki „Porucznik diabła” Marii Fagyas.

Prokurator sądu wojskowego Kapitan Emil Kunze rozmawia z kapitanem Sztabu Generalnego Zoltanem Hodossy o poruczniku Peterze Dorfrichterze, oskarżonym o otrucie cyjankiem oficera Sztabu Generalnego i próbie otrucia 9 innych oficerów. Hodossy był dawniej kolegą Dorfrichtera w Kriegsschule.

- Byłeś z nim w przyjaznych stosunkach? Czy sądzisz, że to on może być Charlesem Francisem?
- Trudno powiedzieć. Jest to człowiek bardzo ambitny. Pewnie marzył o szybkiej karierze. Od śmierci Napoleona minęło dopiero niecałe sto lat. Wielu młodych oficerów sądzi, że skoro Napoleon mógł zajść aż tak daleko, to oni też. Wyobraźmy sobie jednak, że taki właśnie Napoleon rodzi się w Austrii i w roku 1898 wstępuje do armii Franciszka Józefa. Byłby zaledwie porucznikiem w wieku, kiedy Napoleon dowodził już kampanią we Włoszech, kapitanem, gdy tamten koronował się na cesarza, a przy sporej dozie szczęścia majorem, kiedy Napoleon, poślubiwszy córkę Habsburga, rządził już Europą. Nie wiem, co taki Napoleon zrobiłby na miejscu Dorfrichtera. Porastałby spokojnie w sadło albo wytrułby ludzi, którzy mu zablokowali drogę do kariery.
- Czy Dorfrichter może być Charlesem Francisem? – spytał ponownie Kunze.
Kapitan Hodossy zastanawiał się przez chwilę.
- Przypuszczam, że tak. Ale będzie ci diabelnie trudno to udowodnić/


Z ciekawości, porównałem kariery Napoleona i Franza Conrada von Hötzendorf.

Conrad był kapitanem, kiedy Napoleon, w tym samym wieku, jako generał dowodził kampanią włoską, majorem kiedy ten został cesarzem, a pułkownikiem kiedy Bonaparte poślubił Marię Ludwikę. Z tym że ciągle był tylko pułkownikiem kiedy Napoleon dwukrotnie abdykował. Kariera Napoleona skończyła się, zanim jeszcze Conrada naprawdę zaczęła. Conrad był tylko(lub aż, wziąwszy poprawkę na ck stosunki) Feldmarschall-Leutnantem, mając tyle lat co Napoleon w chwili śmierci.

Rzeczywiście, w porównaniu z Napoleonem, nawet Conrad awansował bardzo powoli(najdłużej był kapitanem – 8,5 roku. Dlaczego tak długo?). A przecież I tak, jako oficer Sztabu Generalnego, jak na stosunki austriackie, piął się naprzód bardzo szybko. Co dopiero mówić o zwykłych oficerach liniowych …

A swoją drogą to ciekawe – jak potoczyłyby się dzieje takiego Napoleona w armii austro-węgierskiej za Franciszka Józefa I? Pewnie marniałby w jakichś prowincjonalnych garnizonach. Chyba że poznano by się na jego talentach, ukończył Kriegsschule I miał karierę podobną Conradowej. Ale to i tak mało jak na Korsykanina …
 
 
krakał
Książę


Wiek: 44
Dołączył: 31 Sty 2006
Posty: 6647
Skąd: widać na załączonym obrazku...
Wysłany: 2017-06-12, 19:48   

Napoleon karierę robił na wojnie, i to permanentnej. FCvH robił karierę w czasie pokoju. Wojna, a zwłaszcza wojna długotrwała (a Francja od 1792 roku była w stanie wojny nieomal permanentnie aż do 1815) kapitalnie przyspiesza oficerskie kariery.
_________________
Moderacja zachowuje sobie prawo do działań niedemokratycznych, opartych na własnym widzimisię ;)
Przed użyciem bana konsultujemy się wyłącznie z lekarzem lub farmaceutą ;)
 
 
Ursus
Hrabia
FAHNEN.republika.pl


Dołączył: 30 Wrz 2004
Posty: 5442
Skąd: Leżajsk (dawniej)
Wysłany: 2017-07-12, 18:38   

Miłośników cekańskich klimatów zapraszam do lektury „Dwunastu kręgów” Jurija Andruchowycza. Jest wiedeńczyk zakochany we Lwowie, jest retrospektywny wątek z czasu I wojny światowej (Autor zakłada na głowę c.k. wojaka z 1915 roku hełm, ale nie bądźmy małostkowi), jest wreszcie element habsburskiego ceremoniału pogrzebowego. Ale polecam nie tylko dlatego. Kawał dobrej, porządnej środkowoeuropejskiej literatury w kongenialnym (jak się zdaje) przekładzie. Wydało oczywiście Czarne.
_________________
Můj praděda byl voják, který válčil na Piavě.
 
 
Stanislaw Baran
IX. Starszy oficjalista/Hauptmann

Dołączył: 25 Mar 2008
Posty: 791
Skąd: Berlin
Wysłany: 2017-07-12, 20:09   

Jurij Andruchowycz – Dwanaście kręgów
11 września 2014

http://czytanezaregalem.b...anascie-kregow/
 
 
Allonsanfan
Baron

Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 4537
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-07-13, 08:31   

Oto recenzja książki ze strony wydawnictwa Czarne:

Nowa powieść Jurija Andruchowycza „Dwanaście kręgów”, wydana po kilku latach prozatorskiego milczenia, jest odmienna od trzech poprzednich. Sam autor nazywa ją najbardziej osobistą spośród swoich książek. Na kanwie imaginacyjnego „alternatywnego życiorysu” ulubionego poety Andruchowycza, Bohdana Ihora Antonycza – „Jima Morissona lat 30.”, snuje autor quasi-kryminalną, pasjonującą opowieść o współczesnej Ukrainie – krainie, gdzie „Wszystko, czego sobie życzymy, o czym myślimy i czego się spodziewamy, z pewnością nam się przydarzy. Sęk w tym, że zawsze za późno i zawsze jakoś inaczej”.

Charakterystyczne dla Andruchowycza karnawałowa logika, wyszukane gry słowne, rozszalały intertekstualizm zostały tu wzbogacone o nowe elementy: sceptycyzm oraz ironię dojrzałego twórcy. Andruchowycz tworzy świat będący organicznym połączeniem rzeczywistości poetycko-baśniowej z gorzką ukraińską teraźniejszością z jednej strony, a z drugiej – z Huculszczyzną, która polskiemu czytelnikowi kojarzyć się będzie z wizją Vincenza. A miejscem akcji jest tajemniczy, zagubiony wysoko w Karpatach pensjonat – zamek niczym z Juliusza Verne’a? Czortopol w miniaturze? – własność nie mniej tajemniczego bogacza-filantropa, który w finale okazuje się...


Skoro to opowieść o współczesnej Ukrainie, to ck klimatów tam chyba niewiele.

Bohdan Ihor Antonycz - on urodził się rzeczywiście w Austro-Węgrzech. W roku 1909, czyli miał 9 lat kiedy ck monarchia się rozpadła. Wiele jej zatem nie doświadczył.

Wierzę Ci jednak na słowo, że to kawał dobrej, porządnej środkowoeuropejskiej literatury.

Przy okazji, Jurij Andruchowycz jest ojcem pisarki Sofiji Andruchowycz, autorki powieśći "Felix Austria". Tam są rzeczywiście ck klimaty(choć nienadzwyczajne).
 
 
Ursus
Hrabia
FAHNEN.republika.pl


Dołączył: 30 Wrz 2004
Posty: 5442
Skąd: Leżajsk (dawniej)
Wysłany: 2017-07-13, 08:40   

Allonsanfan napisał/a:
Skoro to opowieść o współczesnej Ukrainie, to ck klimatów tam chyba niewiele.


No właśnie są. Cekańskie i ogólnoaustriacko-środkowoeuropejskie. I chodzi o to, że jest ich więcej, niż się człowiek spodziewa, sięgając po współczesną literaturę.
_________________
Můj praděda byl voják, který válčil na Piavě.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group