Wysłany: 2007-02-15, 17:59B.Hamman, Cesarzowa Elżbieta
z tego co zauważyłem, to nie ma tutaj tej książki.
połknąłem ją błyskawicznie, czasami tak się zaczytując, że namacalnie czułem się w XIX wieku
obrazi Sissi wyjawia sie z ksiazki niestety niezbyt pozytywny. na pewno lektura obala mit, że to cesarz był wyłącznie winny rozpadu związku - tutaj wina jest mniej wiecej w połowie. Sissi potrafiła ranić FJ bardzo mocno, choć trzeba przyznac, ze do konca zachowala do niego szacunek (jak wiadomo-miłość wygasła cesarzowej wczesniej). szeroko opisywane są kontakty z Węgrami i miłość do tego kraju (za to Czechów serdecznie nienawidziła, doprawdy nie wiadomo dlaczego, bo w początkach panowania byli zancznie lojalniejsi niż Madziarzy). poglądy polityczne - praktycznie republikańskie (podobnie jak Rudolf i Maria Waleria, która jednak była w przeciwieństwie do brata wszechniemiecka i prawie antyasutraicka).
wychodzą tutaj sprzeczności Sissi - gardzi monarchią, ale czerpie pełną garścią z przywiljeów cesarzowej. nienawidzi ceremoniału, ale żada oddawania sobie czci zgodnej z tym ceremoniałem. narzeka na zubożenie kraju, katastrofy przyrodnicze, ale albo pomaga tylko Węgrom, albo wręcz prowokacyjnie wydaje ogromne sumy na swe zachcianki, na meble, klejnoty, konie, podczas gdy poddani żyją w nędzy.
ogromną zaletą jest duzy wybor wierszy cesarzowej, ktorych kilka moze przytocze w osobnym dziale.
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Nie czytałam tej książki, ale też uważam, że Elżbieta miała wiele wad, które niestety zaważyły na jej wizerunku jako cesarzowej, jako żony i matki. Była co najmniej dziwna. Jej postać przedstawiona w filmie "Sisi" jest bardzo wyidealizowana.
Chyba była niedojrzała, nieodpowiedzialna i nie rozumiała swojej roli. No niestety, jako cesarzowa powinna się jednak pogodzić z koniecznością przestrzegania etykiety i musiała jednak jakoś wypełniać swoje funkcje reprezentacyjne, a także powinna też zatroszczyć się o położenie poddanych. Ona to sobie "odpuściła".
Dlaczego najpierw walczyła z teściową o możliwość sprawowania opieki nad swoimi dziećmi, a gdy dopięła swego, to przestała się interesować dziećmi. Zostawiała swoje dzieci wtedy, gdy najbardziej potrzebowały bliskości matki - w okresie niemowlęcym i we wczesnym dzieciństwie. Bardziej zbliżyła sie tylko do Walerii. Całkiem zostawiła Rudolfa, który być może najbardziej jej potrzebował.
Ale te wszystkie sprzeczności w jej charakterze i w jej zachowaniu prawdopodobnie wynikały z pewnej chwiejności emocjonalnej, co znów brało się z obciążeń genetycznych. Była ciagle w depresji, co też pewnie przeszło na jej syna.
No niestety, tak pięknie to nie żyło się w tej cesarskiej rodzinie ...
bo Waleria była "prezentem dla narodu węgierskiego" - a ponieważ cesarzowa była bardziej węgierska niż Węgrzy to Walerię uwielbiała aż do przesady. zresztą porozumiewała się z nią praktycznie tylko po węgiersku
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Witam.
Na spawę cesażowej Elżbiety nie można patrzeć wyłacznie krytycznie. Wiem, że nie była bez wad, ale na jej obronę trzeba wysunąć fakt, że w momencie zawierania małżeństwa z Franciszkiem Józefem była bardzo młoda.
Cesarzowa/krolowa Elżbieta jest bohterką wielu publikacji, które na ogół (pisane z pozycji obecnej poprawnosci politycznej) oceniają ja negatywnie zarzucając jej : nieodojrzalość małżeńska i macierzyńską, nieodpowiedzialność polityczną, skłonności eskapiczne i depresję maniakalną, wyniosłość (przy jednoczesnym braku powagi), a nawet niewierność malżeńską.
Wiekszoś z tych zarzutów jest absurdalna, nieprawdziwa, lub w sposob oczywisty zmyslona.
Sissi w momencie ślubu miala pietnaścielat, zaś w wieku 16 lat zostala matką - jakże wiec mozna od niej wymagać aby by;la w tym wieku psychicznie dojrzala? jej "niedojrzalość" poltyczna doprowadzxila do przeksztalcenia przesdtarzałej, centalistycznej i podporzadkowanej Rosji - monarchii austriackiej w bardfziej liveralne, nowoczesne i przyjazne ludziom Austro-Węgry, jej "dziwctwa" (zamilowanie do gimnastyki, spotru i dbalości o sylwetke) sdą w dziesiejszych czasach czymś zwyczajnym i oczywistym, zaś pomio ,że niewątpliwie lubila hrabiego Andrassyego - to przecież nigdy nie udowodniono jej żadnego z nim cudzolózstwa i cesarz do końca życia czcil i kochal swoja pierwsza miłość. Elżbieta nie lubiła Czechów, a kochala Węgrow, ponieważ czeska arystokracja (skupiona wokoł jej teściowej) reprezentowala wszystko to czego nie cieripiała - tendencje absolutystyczne, sztywny ceremoniał i upokażajacy dyktat carskiej Rosji.
Najwiekszą zasluga Elżbiety był jej udzial w powstaniu Austro-Węgier. Bez jej dzialń, bez milości i zaufania jakim darzyli ją Węgrzy - żadna ugoda nie mialaby szans zaistnieć. Nie bylby do niej zdolny, ani konserwatywny z natury Franciszek Jozef, ani czuli na swe krzywdy Węgrzy - pamiętajacy straszliwe represje popwstaniowe z lat 1849-1855. Dlatego mozna uzanć Elżbietę za prawdziwą tworczynię Austro-Węgier i wszystkich konsekwencji tego wydarzenia. To jej zasluga jest porzemiana Budapesztu we wspaniała metropolie , jaka pozostaje do dziś. Dlatego dla Węgrow jest ona nadal ich ukochana królową, ktorej poświecono najpiekniejszy most w Budapeszcie i na ktorej grobie skladaja po dzis dzień wiazanki świoeych kwiatów opasanych wstążkami w narodowych barwach.
Powstanie Austro-Węgier mialo tez zbawienne konsekwencje dla Polakowe, Ukraińcow i wielu innych narodow Przedlitawii. Umożliwiło wspaniały rozwoj kultury i nuaki polskiej w drugiej połowie XIX wieku i pozwolilo przygotować kadry nauczycieli, urtzednikow i parlkamentarzystow do pracy dla przyszłej niepodleglej Polski. Pozwoliło tez Ukraińcom umocnić swą świadomość narodową i wyzwolić sie z kulturalnej zależności od Rosjan.
Elżbieta miała wiele wad, ale nie zrobiła też nigdy nikomu świadomie krzywdy - natomiast wielu ludziom wyrzadzila wiele dobra.
Można zadać pytanie. Skowo cesarzowa Elżbieta zrobila tyle dobrych rzezczy i byla lepsza, a nie gorsza od wiekszości panijących i wybitnycvh politykow swego czasu tpo dlaczego po dziś dzień pada ofiarą napaści ze strony zajadłych pismakow, ktorych poziom moralny nieiewle odbiega od jej mordercy Luigi Luccheniego?
Odpopwiedź wydaje sie prosta. Wszystkie te ataki i poaszkwile wychodza spod pior psudoliberalnych spadkobiercow fanatycznych, XIX wiecznych republikańskich antyklerykalów, dla ktorych monarchjia habsburska byla symbolem znienawidzonego przez nich - katoliockiego , feudalnego świata.
Tacy ludzie trzymają dziś rzad dusz w Austrii, Czechach i w nieomal calej Europie - więc trudno aby było inaczej. Matecznikiem tej nietolerancyjnej, niby liberalnej ideologii byla XIX wieczna centalistyczna Republika Francuska, która nie cierpiała CK monarchii z calej duszy: 1) jako "przeżytku" średniowiecznego, 2) sojusznika Nimiec i 3) wroga ich rosyjskiej przyjaciółki.
Franciszek Józef i Elżbieta popełnili ta (niewybaczalna w oczach pseudooliberalow) zbrodnbie, że przeksztalcili despotyczna monarchie we wspólnotę narodow, wktorej prawa czlowieka i poszanaowanie odrebności narodowych bylo wieksze niz w ówczesnych "postepowych" repuplikach. Nie dość więc że reprezentowali "wrogie postepowi" sily, to jeszce usilowali "zawrociuć kolo historii". Po I WŚ tego rodzaju ideologia upowszechniła sie wśród wasali i sojusznikow zwycieskiej Francji, a takze socjalistycznej Republiki Austriackiej i tak już zostalo.
Jak napisalem - Węgrzy mają za co kochać Elżbietę, ktora przywroxcila im godność narodową i niepodleglość. Uczucie to było zreszta wzjemne. Choć Sissi nie zosila wszelkiej pompy i unikala publicznych wystapień, to jednak dla Węgrow zrobila wyjatek i w 1896 roku wystapila we wszystkich wielodniowych uroczystosciach milenijnych stosujac sie skrupulatnie do przepisanego ceremoniału. Nie zrobuiła tego dobrowolnie nigdy dla nikogo innego.
Nic wiec dziwnego,że mimo wszystkichm kalumni i idiotyzmow jakie wypisują pseudohistorycy, pseudopolitolodzy i zwyczajni idioci - Elżbieta była, jest i bedzie dla Węgrów zawsze ich wielką królową i matką narodu.
Jesli ktoś pragnie dowiedziec się jaka byla naprawdę Elżbieta powinien przeczytać sobie np. doskonale ilustrowaną ksiażke Georga Kuglera, "Franciszek Józef i Elżbieta", Łódź 2002.
A co do fimu. Niewątpliwie jest on cukierkowy i niedokladny historycznie (np. koronacja Elżbiety na krtolowa Węgier odbyla sie dziesieć lat po jej oficjalnej wizycie w Wenecji, a nie wczesśńiej, jak to widzimy na ekranie), ale jedno jest w nim prawdziwe: uczucia jakie żywili do soiebie wzajemnie Węgrzy i ich krolowa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach