Kolejna książka Józefa Rotha. Dzieje pewnego cechmistrza, niejakiego Anzelma Eibenschuetza. Były podoficer, po opuszczeniu armii(pod naciskiem żony) objął stanowisko cechmistrza gdzieś na wschodnich kresach monarchii.
Te same klimaty co w "Marszu Radetzky'ego" - mała galicyjska mieścina, nuda, niewierna żona(także niewierna kochanka), pijaństwo człowieka który nie potrafi sobie poradzić z samym sobą itp.
No i znowu czły szereg znanych nazwisk jak w "Historii nocy 1002".
Występuje tu Kapturak znany z "Marszu". Podobne szemrane interesy na granicy austriacko-rosyjskiej.
Hrabia Chojnicki też się pojawia ale tylko z nazwiska - przy jakiejś okazji wspomniany jest jego pałac.
Wachmistrz Slama też występuje. Ten sam co w "Marszu" bo wspomina o żonie która miała romans z synem starosty powiatowego. Zatem i Trottowie są pośrednio wspomniani.
Pojawia się też niejaki Mendel Singer. Bohater powieści "Hiob" Rotha też nosi to nazwisko. W tym przypadku chodzi chyba o inną osobę bo Singer z "Hioba" jest nauczycielem a ten z "Wagi" właścicielem sklepiku(lichego) i tzw. uczonym w piśmie.
Inną znajomą postacią jest handlarz korali Nissen Piczenik. Nissen Piczenik, handlarz korali jest bohaterem znanego opowiadania Rotha "Lewiatan".
Znajome klimaty, znajome nazwiska. Mały intymny świat Rotha. Coś w rodzaju "Komedii ludzkiej" Balzaca. "Komedia austro-węgierska"?
Chyba jednak nie. Z dwóch powodów.
Po pierwsze Roth, z całym szacunkiem dla niego, nie jest pisarzem formatu Balzaca.
Po drugie słowo "komedia" zupełnie nie pasuje do twórczości Rotha(czy pasuje do Balzaca?) bo trudno znaleźć tak ponure(czy może smutne) i pozbawione humoru ksiazki jak dzieła Rotha.
Stałeś się widzę specjalistą od Rotha, Prochazko. Jesteś autorem paru postów z jego twórczości.
Nie lubię "Fałszywej wagi". Nudna a bohater, cechmistrz Eibenschuetz, szmatławy. Przypomina podporucznika Trottę z "Marszu radetzky'ego". Ten sam gatunek człowieka.
Zgadzam się też z twoją opinią że trudno znaleźć w literaturze większego ponuraka niż Roth.
Pamiętam opowiadanie "Triumf Piękności". Żona przyjaciela narratora opowiadania podobno ma tasiemca. Ów narrator jest świadkiem jak pokój hotelowy w którym przebywa ta żona opuszcza jej kochanek. Zakłopotany mówi do towarzyszącego mu kelnera:
- Łaskawa pani jest bardzo chora.Ma solitera
Na co kelner odparł:
- Tak jest. Właśnie wyszedł od niej.
To jedyne coś zbliżonego do humoru co pamiętam z Rotha. A przeczytałem go niemało.
Nawiasem mówiąc tym narratorem jest doktor Skowronek. Doktor Skowronek z "Marszu Radetzky'ego"?
Kochanek zaś nazywa się Jenö Lakatos. Facet o tym samym nazwisku(antypatyczny typ, handlarz fałszywymi koralami) występuje we wspomnianym przez ciebie "Lewiatanie". Faktycznie mały intymny świat Rotha.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach