Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2812 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-12-04, 15:43
Jeśli chodzi o książkę "Wojna Galicyjska", to właśnie ją skończyłem i teraz zabieram się za wiwisekcję... Łopata ma rację pisząc, że nic niezwykłego.Wkurzyłem się na szanownego autora, z jaką pianą rozprawia się z Haskiem i Szwejkiem, cytując jednocześnie opowiastkę,jak to słynny 28 pp z orkiestrą, sztandarami itp przechodził do Rosjan, a wystarczyło poczytać choćby Kroha, który sporo ciekawych informacji podaje "w tym temacie"... Wnerwiające jest też puszczanie tej samej fotki tylko różnie wykadrowanej z różnymi opisami. Czy jest to może zwykłe niechlujstwo edytorskie? Zobaczę, bo jeszcze sobie powalczę z autorem...
A poza walką jednak interesują mnie Bieszczady i toczące się w nich walki, a tu mam to w jednym kawałku, więc aż tak bardzo nie będę walczył...
Ja ostatnio skusiłem się na tę książkę właśnie w nadziei na bardziej szczegółowe opisy jesienno-zimowych walk w Bieszczadach. Właśnie kończę ją czytać i muszę przyznać, że jeśli idzie o szczegółowość opisywanych wydarzeń to autorowi niewiele można zarzucić (biorąc oczywiście poprawkę na ograniczenia objętościowe) - walki są opisane dość przejrzyście, chociaż brakuje mi trochę informacji o początkowym etapie zmagań w Bieszczadach, gdzieś z października-listopada 1914 i walkach odwrotowych armii A-W w tym rejonie. Ale największym mankamentem jest zdecydowanie BRAK MAP i to obniża wartość tej pozycji. Zamieszczone w książce mapy ogólnej sytuacji na froncie wschodnim niewiele pomagają w zrozumienu znaczenia zdobycia tego czy innego wzgórza na danym odcinku frontu, a wspomaganie się mapą turystyczną Bieszczadów pomaga tylko w niewielkim stopniu. Zresztą nie chodzi tylko o Bieszczady - podobnie jest np. z opisem walk pod Krakowem i Limanową. A szkoda...
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2812 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-12-30, 14:34
cóż, ja czepnąłem się większej ilości mankamentów, m.in. brak indeksów, co w pracy nazywającej się historyczną jest wręcz niedopuszczalne.Bibliografia? czy tu wogóle można użyć tego pojęcia?Źródła archiwalne-czysty śmiech... Wtórne.. Wydany w Austrii przed 1939 wybór źródeł. A np. walki Legionów są dość dobrze udokumentowane w Centralnym Archiwum Wojskowym, no i dostępne bez problemów! Ta sama fotka tylko różnie wykadrowana - ale dwa opisy, niechlujstwo edytorskie czy...
jeśli chodzi o mapki-Olszański zamieścił w swoim opracowaniu "Pierwsza wojna światowa w Karpatach" co prawda odręcznie wykonane, ale przejrzyście pokazujące przebieg linni frontu w określonym przedziale czasowym, na dokładkę w opisach podał dokładnie, którędy (miejscowości, góry,rzeki) przebiegał front i gdzie toczyły się walki.Nie jest to jakieś dzieło, ale ciekawa pozycja. A do Bieszczad nieoceniona. Nawiasem-wymienię ksero Olszańskiego za coś, czego jeszcze nie mam, ale dotyczyłoby Bieszczad...
Co do zawartości merytorycznej- psów bym aż tylu może nie wieszał- pozycja o tyle cenna, że rehabilituje CK Armię, może trochę przesadzając z zachwytami, choć dla mnie zachwyty w sam raz są:) Natomiast błędy edytorskie faktycznie są... tyle że to nie musi byc wina autora. Mapki gorzej niż schematycznie, a starczyłoby odrysowanie niezłych mapek np. z książki Zgórniaka. Mocno już rozsierdziła mnie mapka walk listopadowych na północ od Krakowa- nie dość, że niewiele z niej wynikało, to jeszcze granice twierdzy zaznaczono wg stanu z ok. 1860- 1870 roku, bez zewnętrznego pierścienia fortów.
Odchodzę nieco od zaprezentowanego wcześniej w tym wątku stanowiska pełnego "poparcia" dla omawianej książki (te granice twierdzy mnie nieco wkurzyły), ale nadal nie żałuję jej zakupu i myślę, że jak dla ludzi którzy specjalnie tematem się nie interesują, polecić WARTO!
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2812 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-12-30, 16:38
Merytorycznie nie wieszam, czepiam się... ale po co Bata wiesza psy na Haszku za Szwejka??? Widać bardzo na serio wziął do serca to, co spłodził Haszek.No i po co powtarza bez zastrzeżeń te legendy o 28 pp, co to z trąbami, sztandarami do tych ruskich... Osobiście bardzo mi się spodobał wyważony (no, nie do końca...) Kroh w swojej książce "O Szwejku i o nas"-poruszył bardzo ciekawie ten bolesny dla Czechów problem. W sumie zgadzam się z Trottą, może jest to pierwsza pozycja, która zapoczątkuje opis tego, co się działo w Karpatach w tym czasie. Ale za indeksy, literaturę, bilbliografię to pasy bym darł bez litości... Pierwszy lepszy student historii pracę egzaminacyjną na II roku lepiej by podparł bibliografią...
zakupu też nie żałuję...
Ostatnio zmieniony przez Art dnia 2006-01-01, 22:32, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2812 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-12-30, 22:52
Osobiście sam lubię zwierzęta, a zielonych to tak różnie...
Jeśli chodzi o książkę, to raczej kup teraz, bo nie wiadomo jaki nakład (teraz nie ma w stopce, a zresztą kto to wie, oprócz starych wiarusóqw, co to jest stopka wydawnicza ), wydawnictwo małe, z Krakówka, więc i nakład nie może być duży.Mimo wszystko zawsze się wyłowi kilka smaczków...
uzupełnienie dla Ursusa-kupuj!!!! przeczytaj inne opinie, zastanów się i leć, póki jest! Tak naprawdę, pomimo wielu braków i niedosytu, który nie tylko ja odczuwam, warto-jest to wyłom, nowość, może inni ruszą tym śladem? Jeśli chodzi o dostęp do źródeł-jako wieloletni pracownik archiwum państwowego (lata 1970-1983) mogę Ci powiedzieć,że tak zmieniły się zasady udostępnianai źródeł, że jeszcze kilka lat temu wybranym dany był dostęp, a teraz dostaniesz akta dot. lat 1944-1950 (raporty wojewodów dot. sytuacji w poszczególnych województwach z uwzględnieniem stosunków z Armią Radziecką)-tylko kwestia wolnego czasu, więc nie ma co narzekać, tylko DO ROBOTY,MEINE HERREN!!!
(...) Nawiasem-wymienię ksero Olszańskiego za coś, czego jeszcze nie mam, ale dotyczyłoby Bieszczad...
No niestety, moje materiały dotyczą głównie walk w okolicach Przemyśla i Kraśnika, a stamtąd w Bieszczady jest wystarczająco "daleko" aby uwzględniać to w ww. opracowaniach. A wracając jeszcze do Wojny Galicyjskiej to rzucę jeszcze jeden kamień: przy opisie odbijania Przemyśla w 1915r. autor popełnił dwa błędy, mikroskopijne w skali całego opracowania, ale rażące dla kogoś, kto interesuje się akurat danym tematem. Otóż przemyski fort XI "Duńkowiczki" przemianował na "Duńczykówki" a numer fortu "Prałkowce" (VII) zmienił na VIII. Gdyby to była jakaś literówka to by pół biedy było, ale te błędy powtarzają się kilka razy, więc ciężko to uznać za przypadek. Może jeśli ukaże się II wydanie, to takie rzeczy zostaną poprawione...
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2812 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-01-01, 15:49
Najdziwniejsze jest to,że kilkanaście lat temu, kiedy przygotowywałem swój pierwszy tekst źródłowy do wydawnictwa, wszystko notowało się na karteczkach, przepisywało-wtedy na maszynie.Dziś, w dobie edytorów tekstów, możliwości tej piekielnej maszynki do przygotowania indeksów, sprawdzenia poprawności tekstu są OGROMNE, a tu tyle byków...
No, ale podobno tylko ten się nie myli, który nic nie robi...
Otóż przemyski fort XI "Duńkowiczki" przemianował na "Duńczykówki"
to może być kwestia edytorstwa- już ewidentnie chyba winą Worda albo czegoś podobnego jest pojawienie się wśród krakowskich fortów Werku o nazwie "SĘDZINA"
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2812 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-01-01, 23:32
Zgadza się, Word potrafi robić cuda, ale mam wrażenie, że niektórzy Szanowni Autorzy zapominają, a może nie wiedzą, że istnieje coś takiego jak korekta... przecież komputer się nie myli... Może dlatego czepiamy się tej pozycji, bo czytamy ją bardzo dokładnie?Bo niektórzy spośród Forumowiczów mają dużą wiedzę "w temacie" ? Niechlujstwo edytorskie mnie osobiście razi...
O! Wypraszam sobie! Spora część największych polskich wydawnictw (Zielona Sowa chociażby) to wydawnictwa krakowskie!
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2812 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-01-02, 17:43
Zielona Sowa??? Słyszałem do tej pory tylko o Szarej Sowie (Grey-Owl, chyba...)
A tak nawiasem, które wydawnictwo zaryzykuje wydanie w większym nakładzie książki nieznanego, początkującego historyka??? Tylko Galicyjskie...
No i z KRAKOWA...
Za to niejedno wydawnictwo wyda w tym czasie Szwejka, ludziska przeczytają i uwierzą.. ot podsumowanie toczonej gdzieś tutaj dyskusji na temat źródeł, z jakich płynie powszechna wiedza o Monarchii...
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2812 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-01-02, 22:21
Cóż, widzę tu niezachwianą wiarę w siłę literatury pięknej, jaką pod strzechy niosą nasi wydawcy... A bez tej literatury kilka osób by się nie zainteresowało Monarchią...
Ech, Panowie... więcej wiary w zdrowy rozsądek ludu!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach