Wysłany: 2008-08-28, 10:28O arc. Leopoldzie i nie tylko - offtopic do Konkursu
W ostatnim pytaniu F Machalicy była mowa o arc. Leopoldzie(1897-1958), po emigracji do USa znanym jako Leopold Lorraine.
Udało mi się znaleźć o nim i o jego służbie w czasie I wojny światowej w książce "Pamiętnik dziwnego człowieka. Ze Lwowa do Londynu" Stanisława Reychana.
Stanisław Reychan, artysta ceramik pochodził z artystycznej rodziny. Jego ojciec, też Stanisław, był malarzem i rysownikiem, zaś jego dziadek, pradziadek i prapradziadek(wszyscy Reychanowie vel Reichanowie) też byli malarzami.
W czasie I wojny został w maju 1915 powołany do wojska jako jednoroczny ochotnik. Pierwszy prezydział otrzymał do szkoły oficerów rezerwy w Wiedniu przy baterii zapasowej 14 Pułku Haubic Polnych(K. u. K. Feldhaubitzenregiment "Freiherr von Krobatin" Nr 14.)
Dlaczego wybrał artylerię?
Wybór broni stał się iluzoryczny. Wszyscy się pchali do artylerii, choć była kosztowna, bo trzeba było mieć własnego konia z rzędem, ale uchodziła za "bezpieczniejszą", zatem była przepełniona.
Z powodu tego przepełnienia były kłopoty z miejscem w artylerii.
Przypadek chciał że ojciec miał zamówienie na serię rysunków portretowych "wodzów" monarchii, którą miano wydać w albumie. Przyszła kolej na ministra wojny, generała artylerii barona Krobatina. Ojciec był znanym causerem, umiał zabawiać siedzących sztywno portretowanych. Wśród ożywionej rozmowy wspomniał na koniec o synu. Feldzeugmeister Krobatin zawołał adiutanta: przydział w noszącym jego nazwisko pułku był załatwiony. Wielki honor.
Honor okazał się jeszcze większy. Ekscelencja Krobatin nie powiedział ojcu, że syn jego będzie kolegował z dwoma arcyksiążętami, synami generalnego inspektora artylerii arc. Leopolda Salvatora. Był to demokratyczny, popularyzujący gest czasu wojny: Leopold i jego nieco starszy brat Rainer mieli rozpocząć służbę od samego dołu.
Leopold był żywym, wesołym chłopcem, który się łatwo z kolegami przyjaźnił. Jego brat Rainer, o rok starszy i opóźniony z powodu wątłego zdrowia, był cichy, spokojny i nieśmiały, ale miły. Sytuacja była skomplikowana. W koszarach i w służbie mieliśmy ich traktować jako kolegów, nie zapominając jednak tytułu("po imieniu" przyszło ukradkiem znacznie później). Poza koszarami natomiast musieliśmy stawać przed nimi frontem na baczność. Przyjeżdżali rano powozem z ochmistrzem, kapitanem Kurzem, który potem znikał, by zjawić się znowu wieczorem po służbie i zabrać książątka do domu.
I jeszcze dwa fragmenty:
Na Boże Narodzenie dano nam urlop. Zdaje mi się, że wcześniej zdawaliśmy teoretyczny egzamin oficerski i dostaliśmy trzecią gwiazdkę plutonowych - Einjährig Freiwilliger Kadettaspirant Zugsführer, tak brzmiał nasz tytuł, który należało jednym tchem przy meldunku wykrzyczeć. Im głośniej, tym lepiej. Arcyksiążęta wyprzedzali nas w awansie zawsze o tydzień lub 10 dni.
Gdzieś z końcem zimy miały się rozpocząć praktyczne egzaminy oficerskie, po nich pogotowie marszowe i odejście na front. Nie wiem już dlaczego odbywały się nieregularnie i w niejednakowej kolejności: może były trudności w skompletowaniu baterii, którą trzeba było podczas egzaminu dowodzić i przy jej użyciu przeprowadzić "strzelania". Oczywiście kapitan Schubert, przeczulony na punkcie przepisów, nie byłby dopuścił do najmniejszych improwizacji. Niektórzy z nas zdali wcześniej i odeszli z tytułem ogniomistrza. Ja, Müller i jeszcze któryś nadal obijaliśmy się przy baterii zapasowej. Arcyksiążęta byli gdzieś nad Isonzo, prawdopodobnie awansowani już na podporuczników.
Drogi Prochazko, a można gdzieś jeszcze tę pozycję książkową zdobyć ?
Obawiam się że będzie trudno.
Kupiłem ją jakieś 15 lat temu więc na pewno nie ma tego w księgarniach. Pozostają antykwariaty i Internet - Allegro i strony sprzedające książki online. Przed chwilą sprawdzałem - na razie nie ma tej książki dostępnej.
Przy okazji informuję czasy ck monarchii i I wojny światowej zajmują ok. połowę książki. Reszta jest o 20-leciu międzywojennym, II wojnie światowej i latach po niej które autor spędził w W. Brytanii.
Jeszcze jeden fragment z książki ilustrujący stosunek ludzi do wojny.
Był też niejaki Dr. Scheibl czy Scheidl, radny miasta Wiednia, drobniutki, w cwikierze na nosie. Jechał zaraz za mną. Furiosa tego bardzo nie lubiła. Moi koledzy już o tym wiedzieli i trzymali się z daleka. Ale Scheibl nie wiedział. Tyle pamiętam, że Furiosa wierzgnęła gwałtownie, ale to bywało częste. Czułem, że zrobiło się za mną zamieszanie, odwrócić się nie było wolno, więc jechałem dalej, aż Schönerer zaczął ryczeć: "Halt!". Scheibl leżał na ziemii, miał rozcięty kopytem but i połamane kości. Schönerer ruszył do mnie z awanturą, że kolegę poraniłem, ale najbardziej zaperzony sadysta nie mógł długo utrzymywać że to moja wina.
W następną niedzielę należało biednego Scheibla odwiedzić w szpitalu garnizonowym. Szedłem z bardzo ciężkim sercem. Wiedziałem że z tego wprawdzie nie umrze ale złamanie było skomplikowane i gotowe pozostawić jakieś skutki a leczenie długie. Obawiałem się wymówek i wyrzutów. Bądź co bądź to mój przeklęty koń nabroił.
Scheibl leżał na łóżku uśmiechnięty, zadowolony. Otoczony kwiatami, owocami, ciastkami które mu właśnie przyniosła żona. Dzieci zdaje się też tam były. Struchlałem, ujrzawszy całą rodzinę, zaczną płakać i obsypywać mnie wyrzutami. Przedstawiono mnie żonie: z uśmiechem, serdecznie się ze mną przywitała. Przerwano mi gdy zacząłem wystękiwać apologię. Nic sobie z tego nie rób, lieber Kamerad, dobrze mi tu, noga się dobrze goi, będzie może trochę krótsza, ale tym lepiej. Naraz zrozumiałem. Scheiblowie uważali mnie za zbawcą: przecież on już nigdy na front nie pójdzie. Został ranny honorowo, choć nie na polu bitwy i dalej spokojnie będzie radził w magistracie wiedeńskim, płodził dzieci i w kawiarni czytał gazety. I jak to z takimi patriotami zwyciężać wroga!
To mi przypomina znany fragment ze "Szwejka":
- Najlepiej - mówił jakiś głos od drzwi - zastrzyknąć sobie nafty pod skórę na ręku. Mój bratanek miał takie szczęście, że mu amputowali rękę po łokieć i teraz ma spokój z całą wojną.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach