rak możliwości finansowych studiowania to jedno, brak przekonania o wartości wykształenia i rzeczywistej potrzeby jego posiadania w tamtym czasie to drugie. Dopiero dzisiaj od ekspedientów w Biedronce wymaga się mgr-a Mr. Green
Ale prawda jest taka, że dziś studiuje dużo więcej ludzi, niż powinno i niż się nadaje. Zdaje się, że ok. 50% ludności w wieku między 19 a 24 lata studiuje - to jest obłęd. Ale takie są efekty ciągłej propagandy i tzw. "bezpłatnych" studiów (a kto za nie płaci, no kto? Podatnicy...). Już nie wspomnę o obleganiu takich 'potrzebnych inaczej' kierunków jak "europeistyka" czy socjologia.
Efekty są takie, że na "marketingu i zarządzaniu" to zna się 'każdy łepek', co to ukończył "Wyższą Szkołę blabla", ale brakuje ludzi do kładzenia tynków...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Całkowicie się zgadzam. Patrzę zresztą przez swój pryzmat - studia historyczne nie nauczyły mnie niczego, czego nie nauczyłbym się sam, czego nie przeczytałbym...
15 lat temu zaczęło się od liceów - każdy musiał mieć ogólniaka. Dziś studia. Szkoły zawodowe i technika zaczęły umierać. Efekty? Widać. "Panie magistrze, pan mi poda kombinerki. - Oczywiście Panie doktorze". Uczelnie wypluły tabuny ludzi z wyższym, do niczego niepotrzebnym, wykształceniem - przeważnie humanistycznym, bo inzynierów brakuje. Ludzi miałkich, bez zainteresowań, bez horyzontów - rewelacyjny materiał na urzędola-etatystę.
Obecna sytuacja to dla mnie paranoja - wydłuża się długość życia, budżet ZUS-u trzeszczy, a u nas opóźnia się moment wejścia na rynek pracy setek tysięcy młodych ludzi. Z żadnym zresztą efektem, bo magister od "zarządzania-Bóg-wie-czym_i_Bóg_wie_jak" nie może znaleźć pracy w tzw. zawodzie i idzie pracować... fizycznie. Nie widzę w tym nic złego, tylko dlaczego mam go utrzymywać na, pożal się Boże, studiach?
Uczelnie wypluły tabuny ludzi z wyższym, do niczego niepotrzebnym, wykształceniem - przeważnie humanistycznym, bo inzynierów brakuje.
Otóż to - bardzo charakterystyczny objaw.
Mixol napisał/a:
Z żadnym zresztą efektem, bo magister od "zarządzania-Bóg-wie-czym_i_Bóg_wie_jak" nie może znaleźć pracy w tzw. zawodzie i idzie pracować... fizycznie. Nie widzę w tym nic złego, tylko dlaczego mam go utrzymywać na, pożal się Boże, studiach?
Kto wie, czy to kiedyś nie doprowadzi do zaburzeń społecznych - no bo takie tabuny sfrustrowanych magistrów na pewno nie będą zadowolone z 'robienia na zmywaku' - tym bardziej, że cały czas im obiecywano, jaka to ich świetlana przyszłość czeka po studiach...
No i oczywiśćie ta sprawa marnowania czasu i kapitału, gdy cały system co raz bardziej trzeszczy...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Caly czas mam nadzieję, że sprawę załatwi "niewidzialna ręka rynku" Dzieci dzisiejszych "magistrów ze zmywaka" nie będą już chyba tak wypychane na studia. Zresztą widzę już, po moim pierdolniku, że powoli rozpoczyna sie renesans szkół zawodowych i techników.
Mam też ciekawy przykład mojego znajomego. Zaczął od zawodówki mechanicznej, potem matura w technikum, wreszcie studia na Akademii Ekonomicznej. Przez jakiś czas procował w banku, a potem się wkurzył na swoje zarobki, rzucił wszystkim i otworzył warsztat blacharsko-mechaniczny
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach