Po opuszczeniu Cetynii ruszyliśmy wąską droga w górę osiagajac po godzinie jazdy ppoteżny masyw Gory Łowczen (Lovcen) z ktorego roztaczala sie wspaniała panorama zapierajaca dech w piersiach. Obserwowany ze sztytu gory widok na Zatoke Bopga i port w Kotorze należy z pewnościa do najpiekniejszych na świecie. W czasie pierwszej wojny światowej mial on jednakl inne złowrogie znaczenie, gdyz szczyt gory znajdowal sie w graniucach owczesnej czarnogory - zaś zbocza gory i port w Kotorzez należął do Austro-Węgier. C i K flota byla dokonałycm celem artyleryjskim dla baterii czarnogorskich, zas adekwatbna odpowiedź byla zawsze problematyczna ze wzglkedow technicznych. Ze szcytu gory opuszczamy sie obledna serpentyną w kierunku zatoki. droga jest tak kreta, a pobocza taak symbolicznie chronione "barierkami", że jest ona mozliwa do przebycia tylko dla doswiadczonego kierowcy, a i to nie kazdemu sie udaje, Po drodze mijamy tablicę informujaca o wypadnieciu z trasy samochodu służowego jugoslawiańskiego ministra w latah sześcdziesiątych.
Pokonując niezliczone trudności i ryzykując życiem trudno jest zrozumieć w jaki sposob oddziaslom AW udalo sie w tym miejscu na przlomie 1915 i 1916 roku wykonać decvydujace uderzenie pioechoty i zdobyc czarnogorskie baterie, co zadcecydowalo o katastrofie poddanych króla Mkolaja Njegosza. A jednak okazuje sie to prawdą.
W szalonym tempie przekraczamy nie istniejacą już dzis granicę miedzy Czarnogora, A Austro-Węgrami i wtaczamy sie do uroczego Kotoru parkując (rzecz jasna na "dziko").
Wiek: 34 Dołączył: 12 Maj 2007 Posty: 106 Skąd: Bochnia
Wysłany: 2008-03-15, 23:28
To ja chyba też jechałem tą trasą, czasami zdawało mi się, że widzę tylną rejestrację swojego samochodu . Tyle że nie wiedziałem wtedy nic o historii góry Lovcen - w przewodniku zero wzmianek na jej temat.
Zatoka Boka jest głebokim , krętym językiem morza wdzierajacym sie między sklaiste skały. Jest ona ponadto usiana małymi malowniczymi wyspami i wysepkami. Z pewnościa należy do najpiekniejszych miejsc nad Morzem Adriatyckim.
Miasteczko Kotor jest dziś uroczym mijejscem pełnym zabytkowych koscioiłow i pozostalości średniowiecznych murów. Port wydajer sie maly, ale jest to tylko zludzenie, gdyż w rzeczywistyości obejmowal on znaczna część zatoki miedzy miastem, pólwsyspem odgradzjacym go od morza i licznymi wyspami. Kotor (wl. Cattaro byl od wiekow bazaą wojenną floty weneckjiej, a ausstriackiej io austro-wegierskiej. Potęzne umocnmienia chronily gpo od starony ladu, zaś oid strony morza oslonięty był górzystym pólwyspem i wyspami. Aż do wynalezienia dalekosieznej artylerii bylo to miejsce nie do zdobycia. Lecz wszystko zmienilo sie w czasie I WŚ gdy czarnogorcy zaopatrzyli sie w dalekosieżne, nowoczesne działa fdrancuskie, ktore ostrzeliwaly z gory Łowczen widoczny jak na golej dloni port. Austro-egieerska artyleria okretowa nie posiadala dzial o wystarczajaco stronym kącie aby na to odpowiedzieć i przez jakiś czas byla zupelnie bezradana. Potem jednak ludzka pomyslowść wzieła góre. Zastosowano specjalny balast, ktory powodowal celowy przechył jednej burtu - prezz co dziala uzyskiwały wystarczajkacy kat do adekwatnej odpowiedzi. Wyrownany pojedynek trwal odtąd przez nieomal póltora roku, aż do zdobycia Gory Łowczen i podboju Czarnogóry.
W Kotoprze nie ma juz przewagi towarzyszącej nam dota kutuiry prawoslawnej. W Kotorze dominują kościoły katolickie ze wspaniala katedrą na czele. Po dość dlugim szukaniu odnalexliśmy jednak jedna cerkieww wygladem przypominajacą kościoł. Z poczatku sądzilem żę mam do czynienia z zabytkiem z okresu I Jugoslawii, ale ze zduymieniem odczytalem datye - 1908 roku. Dowodzi to , ze wszelkie opowieści o rzekomym przesladowaniu parwośławia w CK monarchii to bajki. Skoro w roku kryzysu bosniackiego zezwolono na otwarcie cerkwi w niejscu, gdzie od wiekow dominowała kultura katolicka - to widać nic takiego w monarchii nie istniało.
W samo południe chronimy się przed palącym słońcem w zacienionej knajpce z widokiem na morze i wysepkę z dominującą nad nią wieżą kościelną. Popijając zimne piwo głośno komentujemy cudowny widok. W tym momencie podchodzi kelner. Jednakże nie przynosi rachunku, lecz pyta po angielsku:
- Czy Panowie jesteście zainteresowani kościółkiem na wyspie?
- Owszem, pięknie wkomponowany w krajobraz.
- Mógłbym pomóc w przedostaniu się na wysepkę.
- Niestety, nie mamy na to czasu. Zaraz opuszczamy Motor. Jesteśmy z Polski, mamy niewiele czasu, a bardzo wiele do zwiedzania...
- Tak, słyszę, ze jesteście Polakami...A z jakiego miasta, jeśli mogę spytać.
- Z Krakowa. To piękne stare miasto na południu Polski...
- Wiem, wiem, gdzie leży Kraków – ożywia się kelner – Mój dziadek w młodości bywał tu i tam.. W Rijece, Zagrzebiu, Wiedniu, Budapeszcie, Lwowie... W Krakowie również....
- To daleko stąd. Trzeba przejechać wiele granic.
- Nie, to było dawniej. Wtedy nie było żadnych granic.
- Chce Pan powiedzieć, że było to jeszcze za monarchii austriackiej?
- Tak, za starego cesarza.
- Nie wygląda Pan na tak starego, żeby mieć dziadka z czasów Austr. -Węgier.
- No cóż jakoś się trzymam, ale lata lecą. Właściwie jestem na emeryturze. Ale trzeba jakoś dorabiać.
- Dobrze się składa, ze wspomniał Pan tamte czasy. Podróżujemy właśnie śladami Wojny Światowej i poszukujemy pamiątek po monarchii Habsburgów.
- To znaczy zabytków?
- Także i zabytków, ale przede wszystkim poszukujemy śladów monarchii Habsburgów w ludzkiej pamięci.
- Mój dziadek uważał te czasy za najlepsze w życiu.
- Każdy ma sentyment do czasów młodości...
- Nie, nie o to chodzi. Widzi Pan, świat był wtedy otwarty. Mogłeś jechać bez przeszkód do Wiednia, Budapesztu, Triestu, Lwowa, Krakowa Można było poznawać różne klimaty, widoki, różne narody, religie, obyczaje. Wszyscy żyli razem, bez nienawiści i dominacji...
- Jak na Czarnogórca ma Pan dziwne sentymenty?..
- Nie jestem Czarnogórcem. Jestem miejscowym katolikiem. Czarnogórcy żyją tam – ręka kelnera wznosi się w gorę i kieruje na masyw Łowczen – Tu jest zatoka Boka, Dalmacja. Kotor był zawsze częścią Zachodniego Świata. Był perłą Adriatyku, jak Wenecja, Zadar i Dubrownik.
- Rozumiem, jest pan Chorwatem.
- Niezupełnie. Jestem miejscowym katolikiem, rdzennym mieszkańcem Kotoru, ale Chorwaci to nasi bracia – są nam najbliżsi. Jesteśmy ostatnim punktem cywilizacji zachodniej. Tam (ręka znów wędruje w kierunku Łowczenu ) jest już ich świat.
- Ich?
- Ortodoksów – Czarnogórców, Serbów, Macedończyków, Greków, Bułgarów...Inny świat, inne myślenie, inne życie...
- Ale w Kotorze widzieliśmy też cerkiew z czasów monarchii.
- Kotor był bazą floty wojennej. W cesarsko-królewskiej flocie służyli też prawosławni marynarze i stąd cerkiew.
- Czyli wspomina Pan dobrze czasy Franciszka Józefa?
- Oczywiście, jak wszyscy prawdziwi mieszkańcy tego kraju.
- Prawdziwi?
- No wie Pan, za czasów Tity nazjeżdżało się tu wielu dygnitarzy, ludzi władzy z Serbii i Czarnogóry. Wysiedlali i wywłaszczali ludzi. Każdy chciał zdobyć jakiś skrawek ziemi nad morze i zbudować sobie willę. Teraz są już starymi ludźmi i żyją z turystów. Panowie, zatrzymacie się tu na noc?
- Raczej nie, musimy ruszyć w stronę Dubrownika.
- To dobrze. Ceny są tu zbójeckie, a ja chętnie bym was przyjął, ale mam skromne warunki...
- Nie, dziękujemy. Naprawdę musimy wyjechać lada chwila. Może nam Pan jednak bardzo pomóc opowiadając jak tu było za Jugosławii.
- Pierwszej, drugiej, czy trzeciej?
- A czy jest jakaś różnica?
- Zasadnicza. Za pierwszej odcięto nas od świata zachodu i doświadczyliśmy serbskiej pychy, ale szanowano własność, za komunistycznej panowała niby równość miedzy narodami, ale nie szanowano własności i wielu strąciło tu domy i ziemie, a w latach czterdziestych, pięćdziesiątych i sześćdziesiątych prześladowano religie i zamykano kościoły. Najgorzej było za trzeciej Jugosławii.
- ?
- Powołali nas do wojska i floty i kazali strzelać do naszych braci w Dubrowniku...To była straszna wojna. Straciłem na niej syna.
- Pana syn zginął z ręki Chorwatów w Dubrowniku, a Pan nazywa ich braćmi?
- A co, mieli witać chlebem i solą tych, którzy zrzucali bomby na ich miasto? Nie winię obrońców Dubrownika tylko tych, którzy wysłali naszych chłopców, aby niszczyli Dubrownik i zabijali naszych braci! Pan wie ilu Bogu ducha winnych cywilów wtedy zginęło...Ile domów, ile kościołów zostało zniszczonych?! Zresztą pojedzie Pan tam, to Pan zobaczy...Jest tam takie muzeum...Pan wybaczy, ale mój syn...Trudno mi mówić...Gdyby, chociaż zginął w obronie miasta...Ból byłby, ale byłoby łatwiej...Niech nam Bóg przebaczy...
- Z pewnością przebaczy, przecież nie poszedł tam z dobrej woli...
- To prawda, ale grzech jest grzechem, a krew krwią...
[u:]Novi Herceg.[/u:]
W zadumie opuszczamy Motor. Promienie zachodzącego słońca pięknie oświetlają góry otaczające zatokę. Rozmowa z mieszkańcem Kotoru pochłonęła sporo czasu. Po niespełna godzinie jazdy rozumiemy, ze nie dotrzemy już dziś do Dubrownika i trzeba będzie zanocować gdzieś po drodze, jeszcze na terytorium Czarnogóry. Robi się coraz ciemniej. Mijamy tablicę Novi Herceg i zjeżamy w lewo. Całe wybrzeże wypełnione jest tu szczelnie willami wyposażonymi w dość ciasne garaże. Wjazd do nich z wąskiej uliczki jest nie lada sztuką. Zatrzymujemy się przed typową willą.
No cóż. Taka jest, niestety, cena używania worda. Być może pojawiaja sie śmieszne lapsusy, ale pisanie z "porawiaczem" zmniejsza ilość literowek i tekst staje sie bardziej zrozumiały.
Gdybym mial pisać w wordzie z wyłączonym "poprawiaczem", to nie byłoby sensu pisać w wordzie i z pewnością przechodzilyby inne błędy. Na ogól kazdy z nas dłuższe teksty pisze w nocy, w czasie gdy percepcja plata rózne figle. Nie ma systemów doskonalych i każdy czytelnik musi sie liczyc z tzw."chochlikiem". Gdyby pisarz chcial w trakcie tworzenia tekstu nieustannie myslec o jego poprawianiu - to nic by nie stworzył.
Dlatego czytajacy teksty pisane na goraco maja prosty wybor: albo nieliczne (ale czasem śmieszne lapsusy). albo liczne literówki. "Motor" zamiasty "Kotoru" nie jest jeszcze najgoirszy. Kiedys mój ojciec pisał tekst w którym "poprawiacz" w 22 miejscach zmienił nieznana sobie frazę "król Wenis" na znaną "król Penis". :lol: Zauważył to dopiero korektor wydawnicwa :lol:
Wiek: 34 Dołączył: 12 Maj 2007 Posty: 106 Skąd: Bochnia
Wysłany: 2008-03-30, 12:53
Ja bym polecił używanie firefoxa, z modułem poprawiania pisowni - spisuje się lepiej od worda, i naprawdę pomaga przy pisaniu na forach. Używam tej kombinacji od dłuższego czasu i sprawdza się wyśmienicie. Na bieżąco podświetla błędy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach