Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2312 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-09, 14:08KĄCIK LITERACKI czyli o Monarchii w literaturze.
Wydawnictwo Literackie Kraków, 1957
rozdział I, str. 11 - a cytat dotyczy wszystkich i nikogo, nie określony z nazwiska... W rozdziale autor "...stara się z niejaką dokładnością określić miejsce tak zwanej akcji."
Znalazłem kilka smakowitych cytatów tego złośliwca i szydercy Zegadłowicza... Oto one (z pewnymi skrótami):
Dyrektor c.k. gimanzjumw Wołkowicach, dr Balatazar Merc, wybitny ZŁOTOKOŁNIERZOWIEC PIROGOWY (wyr. moje - smakowite określenie!), urzędowy itd. Kawaler orderu św. Salwatora. Człowiek "...pełen idei narodowej, polegającej na przeświadczeniu, że najświetniejsza dynastia Jagiellonów znalazła swą historyczną kontynuację w dynastii Habsburgów." (ku uwadze Kolegów monarchistów... Laughing )
Mikołaj odpytywany na egzaminie pzrez Pana Dyrektora: "a co to są Wołkowice? -miasto- -jakie?- -polskie- - nie, dziecino, nie, galicyjskie to, widzisz, dziecino, miasto,-"
Niedziela, oczywiście nabożeństwo... "Nabożeństwo w szurgocie nóg i pociąganiach nosem. Po ite missa modlitwa za cesarsko-królewski apaostolski dom. Organista intonuje: "boże wspieraj, boże ochroń" - kilka głosów podpiera wysiłki ochrypłego zawodzenia; ostatecznie nikt nie umie ani słów, ani melodii; organista śpiewa sam."
No i klimat galicyjskiego miasteczka...
"Z dwu boków gmachu (gimnazjum-A.) wrastyały weń skrzydłowe przybudowy, obejmujące stosownie do pięter trzykontygentowe klozety. Stądto - kanalizacji wszak nie było, no bo i poco - mocny, przenikliwy, a tak charakterystyczny smród kloaczny wraz z niezawodnie dezynfekcyjno karbolowym kontrsmrodem snuł się na miastona falach wiatrów zachodnich, przez cały boży rok w Beskidach wiejących; - zasnuwał ulicę Wieeńską, rynek i ulicę Lwowską - zaglądal po drodze do domów, na podwórza, strychy i piwnice, salony, jadalnie i sypialnie. Przy koszarach, jeśli wolno tak rzec, przybierał na tuszy i kraśniał - bowiem tutaj łączył się z bratnim smrodem kasarnianym - odtąd już razem junctim, rzeczywiście VIRIBUS UNITIS (podkr. A) waliły na błonia i dalej - w zwycięzkiej ofenzywie zagarniając po drodze wyziewy (chciałoby się rzec dusze!) miast i miasteczek, sączyły się nieustanną gęstą smugą na c.k. Galicję i Lodomerię, napełniając sobą inwentarz martwy i żywy (domy, - bydło, - ludzi); pod wpływem wiekowego działania i systematycznej transakcji chemicznej zastąpiły powietrze, stały się atmosferą i (prawdopodobnie) stratosferą.)"
Tyle Zegadłowicz... No i teraz powiedzcie, czy ten autor pisał o naszej Monarchii z należytą czcią, czy też ironicznie wyszydzał, a może to była miłość do tej dusznej atmosfery i wspomnień, w ten sposób przejawiana ???
Allonsanfanie, kurdę, przestań... A może by tak założyć "Salonik literacki", w którym wyłapywalibyśmy opisy i cytaty z dzieł literackich (no, raczej z literatury polskiej, a może i nie tylko...) nie związanych do końca i nie poświęconych wyłącznie Monarchii, Galicji, ale z literatury pięknej ??? "Salonik literacki" z obowiązkowymi wizytami w czwartki, nie, w dni imienin (co ja piszę !!! dużą literą) Imienin Najjaśniejszego Pana ?? A obchodził je czy tylko geburtstagi ???
(post przeniesiony z tematu "Uwagi na temat konkursu" - Pudelek)
Po ostatniej debacie na temat konkursu i po wzięciu udziału w dyskusji w temacie uwagi do konkursu (łamaniec językowy...), postanowiłem załozyć nowy temat.
Rozszerzony tytuł: bon moty, powiedzonka i celne fragmenty. Oczywiście dotyczyć one będą Monarchii. Całe książki, poświęcone Monarchii są z reguły omawiane szerzej, mają swoje stałe miejsce. Także pozycje, w znacznej części ocierające się o Monarchię i zagadnienia z nią związane.
Jest jednak wiele książek, w których ten okres historii występuje jako wątek oboczny, gdzieś jakieś wspomnienia bohatera książki lub jego rodziny. Najczęściej związane z I wojną. Sporo kłopotów przysporzył mi Allonsanfan swoim cytatem z "Motorów" Zegadłowicza. Do głowy mi nie przyszło, że to o niego chodzi. W jego książkach zwracano uwagę przede wszystkim na wątki obyczajowe (no, raczej na nieobyczajowe... ), społeczne, echa romansu Zegadłowicza z socjalizmem. A na wątki pierwszowojenne i galicyjskie nie bardzo. Ewa Wiegandt w swojej "Austria Felix" wspomina (nie cytując zresztą) tylko "Zmory", jak Zegadłowicz "zjadliwie i satyrycznie" potraktował w końcowych scenach powieści "habsburską ideę harmonijnego współżycia nacji".
"Zmory" przybliżył Allonsanfan i ja w dyskusji na temat konkursu (może Pudelek przeniesie je do tego tematu). Zajmę się "Motorami", które skonfiskowane przed wojną, doczekały się I wydania w 1981r. Może ze względu na socjalizujące wątki ???
Tak nawiasem - coś dla miłośników literatury i jej historii. Zegadłowicz pracował po I wojnie w MSiKu, czyli Ministerstwie Sztuki i Kultury (później wchłoniętym przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego), razem z niesławnej pamięci Eligiuszem Niewiadomskim. Zachowały się karty personalne wszystkich urzędników MSiKu, także Zegadłowicza. Zrobiliśmy sobie z kolegami archiwistami konkurs na odgadnięcie, kim był naprawdę kto z opisywanych przez Zegadłowicza w "Motorach" urzędników... Wiecie, mieć w ręku żywą historię, to jest jednak wspaniała rzecz... Może z Allonsanfanem byśmy to powtórzyli ??? Dostęp do tych akt jest bardzo prosty... Co Ty na to ???
Zakładając ten temat mam nadzieję, że jeśli w czasie lektury jakiejkolwiek książki traficie na coś ciekawego, co dotyczy Monarchii, to tu ten fragment lub swoje uwagi, zamieścicie. Czasem kilka zdań, ale celnych, oddających ducha czasu lub oceniających wydarzenia.
Wierzę w to, że nie zawiedziecie. No i w to, że nasza znajomość literatury pięknej będzie ciut lepsza...
Ja zajmę się teraz "Motorami", które z motoryzacją nie mają nic wspólnego (to dla młodych... )
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2312 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-09, 18:27
Zegadłowicz znany jest głównie jako skandalista, w jego powieściach doszukiwano się wyłącznie wątków obyczajowych. Chciałbym Was zachęcić do tej lektury, ale raczej w całości – „Zmory”, „Uśmiech” i „Motory” jest to wbrew pozorom literatura ciężka – nawet ciężko się ją, ze względu na specyficzny styl, czyta... Dlatego przebrnięcie przez całość wymaga zaparcia...
Teraz chciałbym, zgodnie z nazwą tematu, zaprezentować Wam kilka ciekawszych fragmentów ksiązki. Dotyczą one głównego bohatera, Cypriana Fałna i jego przeżyć przed wojną i w czasie I wojny. Oczywiście jest to mój wybór, być może Wy wybralibyście inne fragmenty, więc poczytajcie...
„Mosty już wylatywały w powietrze; echo wybuchu powtarzały góry. Szła burza.
W Krakowie ścisk niebywały. Tłoczyły się pociągi z pijanymi rumem i strachem żołnierzami; za bączkiem dębowe liście; na ścianach wagonów trupie główki i piszczele, szubienice z wisielcami, z podpisem „Serb” – i wogóle: Gift aus Serbien! – i olbrzymie pierwsze transparenty wojny: LATRYNA.- Rojowisko obrzydliwe!”
W pogoni za kolejną kobietą Cyprian Fałn udaje się w podróż do Wiednia, juz czasu wojny. Oto fragment jego obserwacji z podróży:
„Droga była straszna!-jechał kilka dni; ciągłe postoje; na lada jakiej stacyjce zatrzymywał się pociąg godzinami zepchnięty na boczny tor; cywilbanda może czekać; przepuszczano głównym traktem pociągi z wojskiem; „Gift aus Serbien”, „Gift aus Russen”- z amunicją; dudniły i chrzęściły armaty na platformach jak somnambulicznie wyprężone olbrzymie, czarne, lśniące pijawki.- Pociągi pełne jęków i rozpaczliwego wycia – ambulanse – ranni! – Pociągi z napisem „cholera”. Okropne! Okropne!
W Wiedniu na rozległym dworcu północnym wszystkie poczekalnie, korytarze, przejścia zatarasowane rannymi i konającymi – półludzie: bez nóg, bez rąk, z roztrzaskanymi szczękami; przestrzelone szyje, płuca, rozwalone brzuchy z siniejącym rojowiskiem jelit; poobwiązywani i pobandażowani byle jak i całkiem źle- tyle, żeby utrudnić konanie, przewlec mękę.”
Do Wiednia wyjechało wielu Polaków:
„Tych tam Polaków była w Wiedniu chmara. Zbiegli się pod opiekuńcze skrzydła monarchy, który poza modlitwą codzienną o szczęście i powodzenie dla katolickiej armii również i, dobrotliwy, za cywilnych Polaków paciorek króciutki odmawiał – jak zresztą za wszystkie swoje ludy, których nawet nazw dokładnych nie znał; miał je spisane na karteczce. Poza tym chwalebnym oddawaniem się w opiekę panu swemu Polacy vel Galicjanie robili interesa – takie interesa, co to tylko jedno mają wytłumaczenie – wojna.”
Od wojny można było się wymigać- sposobów Cyprian Fałn opisuje kilka – m.in. gościa, który „zaraził się tryprem umyślnie, nie leczył się, przeciwnie, pijał wódkę i piwo i sprzedawał kroplę tego gonokokowego wysięku za dwie korony kropla; zarobek! – zbyt miał duży, więc i o produkcję musiał dbać; ciecz wtarta w oko wywoływała straszną chorobę, uniemożliwiającą służbę wojskową i oporną do leczenia.” Ale, jak pisze wcześniej, „Zakres chorób uniemożliwiających służbę frontową zmniejszył się i skurczył do stanu agonicznego; kto mógł dojść do koszar przed komisję asenterunkową, ten też mógł dojść na front i poza front: do szczęśliwości wiekuistej, którą mu w codziennej modlitwie przygotował u boga najjaśniejszy pan cysarz.”
No i pomimo wszystko trafił Cyprian Fałn do wojska...
Po badaniach, zdrów, tauglich, frontdiensttauglich... No i tu ciekawostka o wydających orzeczenie: „Orzeczenie to wydał – komisja tylko kontrasygnowała- lekarz Polak! – Polacy lekarze byli najgorliwsi i najsumienniejsi; wzory praworządowców; tak; były, owszem, wyjątki, wspaniałe wyjątki: doktor W..., doktor K...; ale tych to byś na palcach jednej ręki policzył.- Inaczej czescy lekarze, innych nacji też, lecz zwłaszcza czescy; to byli ludzie miękcy, serdeczni, wyrozumiali – w prostocie swej nie orientowali się (prosit!), że to przecież wojna, nie majówka; puszczała wiara zdrowych i chorych, zwalniała na grandę; to byli pacyfiści, altruiści, fajtłapy; kuda im do mocarstwowego instynktu! Ale! Czesi byli właśnie wrogami mocarstwowej inflacji hetzendorfskiej rakuserii.”
Potem golenie, strzyżenie, pobranie starych mundurów, oczywiście szwancparada (obowiązkowa co dwa tygodnie – choroby...) i jednostka. W jednostce zaczęło się od musztry. No i nauki salutowania! „Ta umiejętność oddania należnej czci przełożonym jest dla żołnierzy najważniejsza; primum salutare nunquam philosophare; zasada: nie myśleć; siła dyscypliny polega na bezmyślności; myśleć znaczy również definiować, myśleć znaczy także wątpić, myśleć znaczy...” Musztrę prowadził „dobrotliwy zugsfuhrer Jerzabek pełen wyrozumiałości i medali srebrnych...”. „Po ćwiczeniach wracał pułk szumną aleją kasztanową do koszar podśpiewując sobie radośnie: „wziął landwera byk na rogi” i inne piękne piosenki.- Podczas tego śpiewanego, wesołego marszu copochwila padała nagła komenda: fliegerangriff! – że niby samolot nieprzyjacielski zrzuci na nich bombę – należało rozbiec się i paść płasko w pył lub błoto – była to miła rozrywka podczas jednostajności nudnego marszu.” Musztra z bronią, opowieści koszarowe, zaślubienie Wisi, orzeczenie „c” no i koniec wojska...
W książce trochę terminów i zwrotów wojskowych – tak charakterystycznych dla języka wojskowego z tego okresu. Oto i one:
Regimencarcty
Przed szwancparadą : habt-acht!-rechts schaut!-a potem komenda ruht! – aufknöpfen!
Po wizycie u panienek: zalecenia stabsarcta: „Zaraz się zameldować po szprungu w marodcymrze, sanitet ci k... przeszprycuje i gut; a jak co złapiesz, skur...., i cetla od saniteta nie będziesz miał, żeś se dał przeszprycnąć – to paka, słupek, szpangi...”
Lufa jest konisz szmelcowano
Przed inspekcją „trza śtrozoki wytrzepać”
Żołnierz dostawał „po mordzie „bis du blau wirst”
Ferfluchtes kacendrek
Gewergryfy
enthebung
Widzę że ruszyłeś z Kącikiem Literackim, Art. Piękna idea tylko dla kogo?
Wiem z doświadczenia że proponowanie literatury pięknej na tym forum jest jak proponowanie dyplomacji terrorystom bo w obu przypadkach jedyne co budzi zainteresowanie to jak najwięcej broni.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2312 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-10, 08:03
Może nie będzie tak źle... Wiesz, ja militarystą nie jestem, służył mój dziadek. Literaturę piękną uwielbiam, tak jak piękne kobiety... Mam jednak nadzieję, że choć kilka osób dzięki temu kącikowi weźmie coś z tej literaturu do ręki. Niekoniecznie Zegadłowicza, bo smętny i ciężko się go czyta, ale inne rzeczy... Ja muszę się wziąć za Wittlina...
A poza tym jak się zapatrujesz na wzięcie się za te karty personalne MSiKu ? Jest też ciekawa lektura (choć przebadana) opinii, które Eligiusz Niewiadomski pisał o plastykach (sprawy stypendiów, zapomóg itp).
Wiem z doświadczenia że proponowanie literatury pięknej na tym forum jest jak proponowanie dyplomacji terrorystom bo w obu przypadkach jedyne co budzi zainteresowanie to jak najwięcej broni.
Święte słowa.
Zarówno ja jak i ty, Allons, zamieściliśmy po parę postów dot. literatury pięknej i zwykle tylko my dwaj gadaliśmy ze sobą tj. ja odpowiadałem na twoje posty i vice versa.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2312 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-10, 09:39
Koledzy! A dlaczego tak było? Może dlatego, że słabo propagowaliście tę l;iterature? Zacytować coś, czego prawie nikt nie zna, łatwo... Odpowiedzieć trudno, bo tak naprawdę ile jest pozycji z literatury pięknej, mówiącej o Monarchii? Chjoćby ten nieszczęsny Zegadłowicz - znam jego powieści, oczywiście te najpopularniejsze, ale czytałem dawno, wtedy, kiedy jeszcze nie miałem pojęcia, że czasy Monarchii mnie zainteresują. Może gdybyście napisali, w jakich książkach występują interesujące nas motywy, może wtedy ktos by sięgnął po te pozycje. Ja będę się starał. Tyle, że na Forum liczy sie literatura FAKTU... A trudno robić analizę dzieła literackiego pod kątem prawdy historycznej... Zacząc trzeba od dokładnego zapoznania się z zyciorysem autora itd, itd... Ale nie traćcie nadziei! Może coś się ruszy, dlatego ten kącik... Nawet dla kilku osób warto!
Wiek: 45 Dołączył: 27 Mar 2007 Posty: 151 Skąd: małopolska
Wysłany: 2008-03-10, 10:42
Art napisał/a:
bo smętny i ciężko się go czyta
...podobnie jak Ty Arturze lekturę Zeegadłowicza mam za sobą o jakieś 25 lat.Czytałem jego książki z zainteresowaniem i wypiekami na twarzy,mógłbym rzec że były one dla mnie edukacyjne.Przejęci losami krajów dynasti Habsburgów,a w szczególności Galicji ,ocalamy ślady o niej gdziekolwiek się znajdują.Oczywiście że literatura jest zródłem wiedzy i zachowała wiele śladów o nieboszczce,ale informacje w niej zawarte mają wartość i są doceniane tylko przez nas ,ktoś kto "Tu wpada "by się dowiedzieć czegoś o losie przodka zazwyczaj nie potwierdza uzyskanych informacji np.literaturą.Jednak pomysł założenia tego wątku oceniam jako świetny.Promowanie literatury leży mi na sercu, a literatury z okresu istnienia Galicji szczególnie.Już wybiegam myślami w przyszłość, i widzę oczami wyobrażni, jak to hordy głodnych literatury "tematu"zaczynają okupować biblioteki i księgarnie.Pozdrawiam-uniżenie.
Z tego widac, ze pisal o tym, co widzial naocznie. W innym watku sie zastanawialem nad fotografia s Feldzeichen, umieszczonymi z przodu czapki (i nie przepisowo na lewej stronie). Czy to znaczy, ze opisywal realistycznie tez inne rzeczy?
_________________ Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2312 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-10, 23:27
chciałem to właśnie umieścić w tamtym temacie (opis do zdjęcia), ale te liście na dębowe nie wyglądały... No i, Machalico, uprzedziłeś mnie...
Mamy więc sytuację, kiedy w literaturze pięknej znajdujemy opis czegoś, co jest na oryginalnej fotce, a my się zastanawiamy, bo nijak nam to do regulaminu nie pasuje...
Wniosek - nie lekceważyć literatury nie faktograficznej...
W realizm Zegadłowicza, to nie wiem, czy wierzyć... Choćby ten opis dworca w Wiedniu - wątpię, czy tak było. Natomiast w ten fragment o gonokokach w oku - jest tam też o nafcie (ale bezwonnej!) wstrzykiwanej pod skórę, łamaniu kończyn tak, żeby się krzywo zrosły-no, to już chyba literatura faktu...
Ony nie zawsze byly debowe, gdzies czytalem, ze uzywano jakichkolwiek zielonych galaziek.
Cytat:
Choćby ten opis dworca w Wiedniu - wątpię, czy tak było
I to jest mozliwe.Jezeli po jakies wiekszej bitwie przyjechalo pare pociagow lazaretowych i robili selekcje rannych i chorych (nie w sensie selekcji nazistowskiej), to naturalnie robili ja pod dachem, nie na polu.
_________________ Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
A poza tym jak się zapatrujesz na wzięcie się za te karty personalne MSiKu ?
Już to ktoś zrobił, Art.
W książce "Narcyz.Rzecz o Zegadłowiczu-powieściopisarzu" Kornela Szymanowskiego są zidentyfikowane osoby z MSiK-u. Jak nie wszystkie to przynajmniej najważniejsze.
Minister - Zenon Przesmycki czyli Miriam
Wiceminister - Jan Heurich
Leon Chrzan - Leon Chrzanowski
Jan Nicki - Jan Skotnicki
Stanisław Rzykowski - Stanisław Wyrzykowski
Poeta-romanista - Edward Porębowicz
Łukasz Wypiszczyk - brak danych
Jest też Eligiusz Niewiadomski(wymieniony po nazwisku). No i Mikołaj Srebrempisany(ten sam), kolega Fałna z MSiK.
Z tego co wiem to "Motory" miały być początkowo kontynuacją "Zmór" z tym samym głównym bohaterem. Później pisarz zmienił zdanie i główną postacią stał się Fałn. Srebrempisany pojawia się parę razy epizodycznie. Był kolegą gimnazjalnym Fałna w Wołkowicach. Fałn miał nawet inicjację seksualną z tą samą miesięcznicą(lunatyczką) Balbiną co Srebrempisany. Póżniej, jak już wspomniałem, zostają kolegami w Ministerstwie.
Widzę że, po obiecującym początku, temat jakoś oklapł. Czyżby potwierdzały się moje słowa że z literaturą piękną to nie na to forum?
Aby trochę ożywić temat mała zagadka. Skąd pochodzi poniższy fragment?
Skłaniamy się z głębi naszej istoty do prawomyślności, drogi czytelniku. Lojalność naszej układnej natury nie jest nieczuła na urok autorytetu. Franciszek Józef I był najwyższym autorytetem. Jeżeli ten autorytatywny starzec rzucał całą swą powagę na szalę tej prawdy – nie było rady, trzeba było zrezygnować z urojeń duszy, z żarliwych jej antycypacji – zaaranżować się, jak się da, w tym jedynie możliwym świecie, bez złudzeń i bez romantyki – i zapomnieć.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2312 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-15, 11:43
[quote="Allonsanfan"]Widzę że, po obiecującym początku, temat jakoś oklapł. Czyżby potwierdzały się moje słowa że z literaturą piękną to nie na to forum?
quote]
Zapewne zauważyłeś, że niektóre tematy "odżywają" nawet po roku... Żywi nie tracą nadziei...
A co do Twojej małej zagadki - formułą tego tematu miała być prezentacja konkretnego dzieła poprzez przytaczanie ciekawych fragmentów lub opis, natomiast zagadki, wybacz, nie ten temat, to już konkurs...
A swoją drogą nadal liczę na Twój udział w tym temacie, bo sam chętnie poczytam coś, czego nie znam. No i że będę musiał lecieć do biblioteki...
Aby trochę ożywić temat mała zagadka. Skąd pochodzi poniższy fragment?
Skłaniamy się z głębi naszej istoty do prawomyślności, drogi czytelniku. Lojalność naszej układnej natury nie jest nieczuła na urok autorytetu. Franciszek Józef I był najwyższym autorytetem. Jeżeli ten autorytatywny starzec rzucał całą swą powagę na szalę tej prawdy – nie było rady, trzeba było zrezygnować z urojeń duszy, z żarliwych jej antycypacji – zaaranżować się, jak się da, w tym jedynie możliwym świecie, bez złudzeń i bez romantyki – i zapomnieć.
Wyglądało mi to na coś w stylu Józefa Rotha. Raczej z któregoś z opowiadań niż z powieści.
Ale od czego Internet? Daje się znaleźć. To z "Sanatorium pod Klepsydrą" Bruno Schulza a dokładniej z opowiadania "Wiosna" stamtąd.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2312 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-17, 08:26
Szanowni Koledzy! Nie chcę Was zniechęcać do udziału w tym temacie, ale uprzejmie przypominam, że to nie filia tematu "KONKURS"...
Temat ma polegać na prezentowaniu konkretnych dzieł literackich, smakowitych cytatów i przedstawianiu literatury w sposób zachęcający do sięgnięcia po nią, ale nie w formie zagadek. Chyba, że utworzycie temat "Zagadki literackie" - wąsko wyspecjalizowany...
Mam nadzieję, że coś jednak tu wrzucicie...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach