Miałem niedawno okazję przeczytać książkę Vojtecha Zamarowsky'ego zatytułowaną "Tropami siedmiu cudów świata", napisaną w 1979, a po polsku wydaną dość dawno (rok 1990) przez wydawnictwo "Śląsk". Jak się można domyślić, traktuje ona (i to dość obszernie) na temat siedmiu cudów świata, tj.: piramidy Cheopsa, wiszących ogrodów Semiramidy, Artemizjonu (świątyni Artemidy w Efezie), wielkiego posągu Zeusa w Olimpii dłuta Fidiasza, grobowca króla Mauzolosa w Halikarnasie (Mauzoleum), kolosa rodyjskiego i latarni morskiej na Faros. Autor szeroko opisuje też tło historyczne, choć pisze także rzeczy, które z perspektywy czasu wywołują rozbawienie; próbuje dowodzić, jaki to zgubny wpływ miała na dzieje starożytności wstrętna reakcja, ubolewa nad biednym ludem zmuszonym przez okrutnych despotów do wznoszenia piramid (nadmienia, że "burżuazyjni historycy" zakłamują historię twierdząc że piramidy budowali wolni ludzie; dziś wiemy, że mieli rację), starożytnych Greków, Egipcjan czy Babilończyków uparcie dzieli na burżuazję i proletariat, a jeśli Marks, Engels lub Lenin w jakiś sposób skomentowali jakieś dzieło czy człowieka, oczywiście przytacza ich zdanie... Wyjąwszy jednak te kwiatki, książka jest jak najbardziej możliwa do przeczytania, a dla człowieka interesującego się historią - nawet lekka.
Autor pisze też o archeologach i historii odkryć i wykopalisk w danych miejscach. I tu dochodzimy do sedna (z punktu widzenia A-W) sprawy - wspomina też o wykopaliskach prowadzonych przez austro-węgierskich archeologów w Efezie w Azji Mniejszej, nad Morzem Egejskim. Oto cytat:
"Pod koniec XIX w. również w Wiedniu zdano sobie sprawę z faktu, że prestiż mocarstwa wymaga stanięcia w rzędzie państw posiadających własne stacje archeologiczne - mniejsza o to, gdzie stacje te miałyby się znajdować. Dokąd wszakże wyruszyć? Do Egiptu? Ten kraj zajęli już Anglicy i Francuzi, a Niemcy skatalogowali tam "wszystko" z przysłowiową skrupulatnością. Do Babilonu? Do miasta tak grzesznego? A poza tym tam również byli Niemcy (archeolodzy w ruinach oraz inżynierowie na trasie planowanej linii kolejowej Berlin-Bagdad). Do Niniwy? Do Assuru? Do Grecji? Do Tunezji? Wszystko było zajęte i podzielone, zupełnie jak te nieszczęsne kolonie... A ponieważ w owej chwili wolny był tylko Efez, arcyksiążę Ferdynand ("ten tłusty, pobożny, z Konopisztu") wyraził zgodę, by jechać właśnie tam. Tym bardziej, że było to miasto z wielką tradycję chrześcijańską, teren działalności dwóch apostołów, a więc jakby z góry przeznaczony dla archeologów Jego Apostolskiej Mości."
Ekspedycję poprowadził w roku 1896 radca dworu, sześćdziesięcioletni Otto Benndorf, były profesor uniwersytetu praskiego, od 1877 kierownik katedry archeologii na uniwersytecie w Wiedniu. Kierownikiem organizacyjnym wyprawy był Rudolf Heberdey, a w Smyrnie (ob. Izmir) dołączył do nich niemiecki inżynier i archeolog Karl Humann, od wielu lat żyjący w Turcji i znający tamtejsze stosunki. Starsi panowie nieprzyzwyczajeni do tamtejszych warunków trochę się pomęczyli i pochorowali, ale ostatecznie poszło im całkiem nieźle. W latach 1898-1913 wysłano kolejne ekspedycje, które także odniosły pewne sukcesy. W ten właśnie sposób powstało Muzeum Efeskie, mieszczące się w Hofburgu.
Jak widać, choć CK Monarchia nie miała żadnych kolonii, to jednak dzielnie walczyła na gruncie naukowym... A ikona tematu jest nieprzypadkowa - CK archeologom przydałyby się okulary przeciwsłoneczne.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach