Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
O sojusznikach, co sobie pomagali.
Autor Wiadomość
Zulu von Auffen
Baron

Wiek: 35
Dołączył: 04 Paź 2004
Posty: 373
Skąd: Rzeszów
PostWysłany: 2006-12-15, 21:45    O sojusznikach, co sobie pomagali. Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Wiele opracować (w tym "wspaniała" praca Michała Klimeckiego "Gorlice 1915" z serii Historyczne Bitwy) powtarza mit, jak to niemiecki sojusznik ratował skórę swemu naddunajskiemu sojusznikowi swymi dzielnymi dywizjami, bez których front austro-węgierski byłby się normalnie sypnął.

Tymczasem:

Arrow kretyństwo Stawki spowodowało rozmontowanie 4 armii Salzy, która miała z Lubelszczyzny uderzyć na Przemyśl - zamiast XX KA, który zawieziono pod Kowno (do Rennenkampfa) Salza dostał wielkie nic i został z gołymi czterema kropkami.
Mając do dyspozycji 3 korpusy (XIV niepełny - 72 pp w Twierdzy Iwangorod), XVI (osłabiony odesłaniem do rezerwy armii dwóch pułków i korpuśnych haubic 122 mm) oraz Grenadierski, popędzany przez Jajogłowych ze Stawki uderzył jak idiota na południe, w stronę Lasów Janowskich, na przyczajonego Dankla. Ten nie zmarnował okazji do pobicia, choć moim zfaniem zmarnował okazję do zniszczenia armii Salzy.
Jego następca, generał Aleksy Ewert oceniając działania swoich wojsk po 3 dniach walk (23-25 sierpnia 1914) stwierdził, że dywizje 4 armii biły się bez związku ze sobą, gdy jedna się cofała, druga nacierała.
Takiego bałaganu oczywiście nie miały austriackie dziady i skończyło się odwrotem i mocnym poturbowaniem 4 armii.

Skutek:
Stawka zmuszona została rozmontować formowaną nad środkową Wisłą 9 armię Leczyckiego - jeden korpus (XXII) wysłano nad Narew, dwa ( Exclamation Exclamation Rolling Eyes Rolling Eyes ) musiano wysłać na austriackich dziadów - najpierw do akcji wszedł XVIII KA, który ustabilizował sytuację na prawym skrzydle Ewerta, potem gwardia, która posłużyła do kontry (chyba) na lewe skrzydło armii odepchnięte od Wieprza.

Wg Biełowo (Bitwa Galicyjskaja) 9 armia Leczyckiego szykowana była do uderzenia na Dolną Wisłę, czyli w stronę Torunia.
Jej rozmontowanie być może pozwoliło uniknąć zagrożenia dla Prus Wschodnich.

Kto komu pomógł????

Arrow podczas Ofensywy Hindenburga (koniec września i październik 1914) obok dzielnych wojsk wilhelmińskich walczyła 1 armia Dankla, ponosząc krwawe straty w okolicach Dęblina i Kozienic.
Ofensywa do Warszawy nie doszła (bo plan Hindenburga był wzięty z powietrza - u nas by powiedzieli, że porwał się z motyką na słońce), ale za to zablokowała Rosjan przegrupuwujących siły z Galicji do Królestwa, celem odparcia rozpoznanej Ofensywy Hindenburga.
Należy pamietać, że od Krakowa na północ był jedynie most kolejowy w Dęblinie (Iwangorod), potem dopiero mosty w Warszawie.
Zablokowanie obydwu przyczółków zatrzymywało praktycznie Rosjan na prawym brzegu Wisły, a napewno mocno utrudniało dostęp do Górnego Śląska.
Pruskie krowy mogli doić, ile chcieli.
Gorzej z pruskimi junkrami.

Pytanie retoryczne:
czy Hindenburg mógł obejść się bez Dankla?
I bez jesiennej ofensywy znad Dunajca, tonącej w błocku?

Kto kogo wspierał?

Arrow

Przed uderzeniem listopadowym (zakończonym Bitwą pod Łodzią) CKMenda przesunęła na środek frontu, między Grupę Woyrscha i Hindenburga 2 armię v. Boehm-Ermollego.

Ruch konieczny, inaczej Hindenburg nie mógłby dokonać tak fajniej koncentracji nad Wisłą.
Rzecz jasna 2 armii brakło potem pod Krakowem (XIV KA z Innsbrucka gasił dyżurnie pożary jeden pod drugim najpierw pod Krakowem, potem pod Limanową).
Bitwa Krakowska nie dość, że ocaliła Kraków, to Górny Śląsk.
W tym czasie Niemcy bawili się w berka z Rosjanami pod Brzezinami.

Kto komu pomógł?

Staram się nie zapominać, że armia naddunajska to była armia zaborcza.
Ale cesarzowi franciszkowi Józefowi I trzzeba oddać to, co cesarskie.

_________________
General der Infanterie Zulu Freiherr von Auffenberg.
Kommandeur der 4-ten K.u.K. Armee.

Viribus Unitis!!!
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
6315092
Pudelek
Premier
Seine Apostolische Majestät


Dołączył: 11 Kwi 2005
Posty: 1929
Skąd: Księstwo Pszczyńskie
PostWysłany: 2006-12-15, 22:07     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

jest podwójnie założony temat, jeden z nich trzeba by skasować

_________________
Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Leuthen
Kupiec

Dołączył: 05 Lut 2005
Posty: 39
Skąd: Wrocław
PostWysłany: 2007-01-06, 11:35     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Zulu von Auffen napisał/a:
Wiele opracować (w tym "wspaniała" praca Michała Klimeckiego "Gorlice 1915" z serii Historyczne Bitwy) powtarza mit, jak to niemiecki sojusznik ratował skórę swemu naddunajskiemu sojusznikowi swymi dzielnymi dywizjami, bez których front austro-węgierski byłby się normalnie sypnął.


Ponieważ kocham ogólnikowe sformułowania, a jedno z nich użyłeś ("wiele opracowań") chciałbym Cię poprosić, byś podał choć 10 konkretnych pozycji (autor, tytuł, miejsce i rok wydania, strony), które potwierdzają, że rzeczywiście bez niemieckich dywizji front austro-węgierski poszedłby w drzazgi. Oczywiście ponieważ potencjalnymi autorami takiego mitu byli niemieccy dowódcy i historycy, chciałbym, aby kilka pozycji z w/w dziesiątki było takowymiż. Ja nie chcę nic sugerować, ale Twoje stwierdzenie wykazuje wyjątkową zbieżność z poglądami prezentowanymi w "Wojnie galicyjskiej" Juliusza Batora...

Ja osobiście uważam, że wojna na Ostfroncie 1914-1918, podobnie jak wiele innych konfliktów, to był system naczyń połączonych. Były 3 odcinki tego frontu - nazwijmy je umównie północnym (Prusy Wschodnie), środkowym (umównie - wzdłuż Wisły) i południowy (Galicja). To, co działo się na jednym z nich, miało wpływ na 2 pozostałe. Zatem np. walki w Prusach Wschodnich i pogrom Rosjan pod Tannenbergiem miały wpływ na sytuację w Galicji i na odwrót, sytuacja w Galicji miała wpływ na to, co się działo w lasach mazurskich. Jeśli masz zamiar udowadniać, co kto komu więcej zawdzięcza, to jest to błędna droga. Prawda jest taka, że Austro-Węgry nie mogły się obejść bez Niemiec, a Niemcy bez Austro-Węgier. Jeśli podniecasz się tym, że oddziały austro-węgierskie uratowały Niemcom Górny Śląsk, to może najpierw raczyłbyś się zapoznać z planami wojennymi Niemiec i Austro-Węgier w latach 1880-1914, bo jeśli w kontekście np. planów wojennych Niemiec Twa wiedza ogranicza się do magicznej formułki "plan Schlieffena", to niestety nie mamy o czym rozmawiać... Natomiast jeśli znasz te plany i ustalenia sztabowców obu stron, to zrozumiesz doskonale, że istnieje coś takiego jak "podział zadań między sojusznikami". Ów podział jest kluczem do zrozumienia rozmieszczenia sił państw centralnych i ich działań.

Nie twierdzę, że Niemcy byli geniuszami wojennymi - każdemu wodzowi zdarzały się większe lub mniejsze wpadki, nawet jeśli byli to tacy geniusze wojenni jak Hannibal, Fryderyk Wielki czy Napoleon. Należy o ich błędach mówić, ale w szerszym kontekście. Jeśli zatem mówisz o "planie Hindenburga wziętym z powietrza", to rozumiem, że wg Ciebie dyskwalifikuje go to jako dobrego wodza? Jak zatem ocenisz fakt, iż przed I wojną światową Franz Conrad von Hotzendorf ocenił, że Karpaty (poza Tatrami) nie stanowią praktycznie większej przeszkody dla wojsk, które chciałyby wtargnąć na Węgry? Czy walki z lat 1914-1915 nie pokazały czegoś innego?

I jedna techniczna uwaga na koniec. Jeśli mówi się o tym, że oddziały austro-węgierskie biły się przeciętnie, a niemieckie dobrze lub bardzo dobrze, to może nie jest to wytwór tylko i wyłącznie opinii samych Niemców, ale pewnych faktów, które każdy znający walki na Ostfroncie potrafi właściwie ocenić. Fakty są zaś takie, że jeśli oddziały państw centralnych ponosiły na froncie wschodnim klęski, to w 90 % przypadków baty zbierały oddziały austro-węgierskie, a w 10 % niemieckie - i można przytoczyć szereg przykładów to poświadczających. W wielu przypadkach żołnierze armii austro-węgierskiej bili się jak lwy i deklasowali o głowę niemieckich kolegów, ale niestety ogólny bilans wypada dla CK Armii ujemnie.



Pozdrawiam
Leuthen

PS Jeśli temat ten ma być skasowany ze względu na to, co mówi Pudelek, proszę o przeniesienie mojej wypowiedzi do tego drugiego wątku, za co z góry dziękuję.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Pudelek
Premier
Seine Apostolische Majestät


Dołączył: 11 Kwi 2005
Posty: 1929
Skąd: Księstwo Pszczyńskie
PostWysłany: 2007-01-06, 12:09     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Leuthen napisał/a:

PS Jeśli temat ten ma być skasowany ze względu na to, co mówi Pudelek, proszę o przeniesienie mojej wypowiedzi do tego drugiego wątku, za co z góry dziękuję.


nie, nie, ten drugi skasowano Smile

_________________
Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Zulu von Auffen
Baron

Wiek: 35
Dołączył: 04 Paź 2004
Posty: 373
Skąd: Rzeszów
PostWysłany: 2007-01-07, 15:15     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Cytat:
[quote="Leuthen"]
Zulu von Auffen napisał/a:
Wiele opracować (w tym "wspaniała" praca Michała Klimeckiego "Gorlice 1915" z serii Historyczne Bitwy) powtarza mit, jak to niemiecki sojusznik ratował skórę swemu naddunajskiemu sojusznikowi swymi dzielnymi dywizjami, bez których front austro-węgierski byłby się normalnie sypnął.


Ponieważ kocham ogólnikowe sformułowania, a jedno z nich użyłeś ("wiele opracowań") chciałbym Cię poprosić, byś podał choć 10 konkretnych pozycji (autor, tytuł, miejsce i rok wydania, strony), które potwierdzają, że rzeczywiście bez niemieckich dywizji front austro-węgierski poszedłby w drzazgi.


Szkoda, że czytasz, a nie rozumiesz. Toć ja właśnie piszę, że to mit - do ofensywy gorlickiej to KuK Armee dźwigała na sobie ciężar walk na najważniejszych kierunkach (Górny Śląsk, Węgry). Mit, który powiela Pan Klimecki, a który w jakiś sposób próbuje obalić Pan Bator (a który obala prof. Dąbrowski).

Cytat:
Oczywiście ponieważ potencjalnymi autorami takiego mitu byli niemieccy dowódcy i historycy, chciałbym, aby kilka pozycji z w/w dziesiątki było takowymiż.


Nie rozumiem tego zdania w powiązaniu ze zdaniem powyżej.

Cytat:
Ja nie chcę nic sugerować, ale Twoje stwierdzenie wykazuje wyjątkową zbieżność z poglądami prezentowanymi w "Wojnie galicyjskiej" Juliusza Batora...


No i co z tego?
Ma to być jakaś obelga?
Książka Pana Batora to apologia, co nie znaczy, że wszystko w niej jest be.
Wystarczy porównać z innymi pracami. Ja sobie np. porównuję z Wielką Wojną Dąbrowskiego, który dziwnym trafem dochodzi do podobnego wniosku.
I z pracą Biełowo (Bitwa Galicyjskaja), w której autor wprost informuje, że atak Dankla na Liblin doprowadził do rozparcelowania armii Leczyckiego, która mogła wzdłuż Wisły uderzyć na Toruń.
Zgadnij dlaczego mogła i dlaczego to był dogodny kierunek.

Cytat:
Ja osobiście uważam, że wojna na Ostfroncie 1914-1918, podobnie jak wiele innych konfliktów, to był system naczyń połączonych. Były 3 odcinki tego frontu - nazwijmy je umównie północnym (Prusy Wschodnie), środkowym (umównie - wzdłuż Wisły) i południowy (Galicja). To, co działo się na jednym z nich, miało wpływ na 2 pozostałe. Zatem np. walki w Prusach Wschodnich i pogrom Rosjan pod Tannenbergiem miały wpływ na sytuację w Galicji i na odwrót, sytuacja w Galicji miała wpływ na to, co się działo w lasach mazurskich.


Wybacz, ale to nic odkrywczego. Przynajmniej dla mnie, człowieka od ponad dziesięciu lat interesującego się walkami na froncie wschodnim w latach Wielkiej Wojny.

Cytat:
Jeśli masz zamiar udowadniać, co kto komu więcej zawdzięcza, to jest to błędna droga. Prawda jest taka, że Austro-Węgry nie mogły się obejść bez Niemiec, a Niemcy bez Austro-Węgier.


No i co z tego, że jedno nie mogło się bez drugiego obejść?
Czy to automatycznie oznacza, że obaj nawzajem sobie tyle samo zawdzięczali?
Aha, dołóż do tego towarzystwa Szwecję.

Cytat:
Jeśli podniecasz się tym, że oddziały austro-węgierskie uratowały Niemcom Górny Śląsk, to może najpierw raczyłbyś się zapoznać z planami wojennymi Niemiec i Austro-Węgier w latach 1880-1914, bo jeśli w kontekście np. planów wojennych Niemiec Twa wiedza ogranicza się do magicznej formułki "plan Schlieffena", to niestety nie mamy o czym rozmawiać...


Zmień człowieku ton, bo z dyskusji o meritum robi się cwaniakowanie, a tego nie lubię.
I wtedy dopiero możemy nie mieć o czym rozmawiać.
Może zamiast tego poczytaj o niemieckich obietnicach i ich spełnianiu.
I zorientuj się, kiedy wreszcie Niemcy ściągnęli z frontu zachodniego kolejne korpusy liniowe po korpusie XI i co w międzyczasie się zdarzyło.

Cytat:
Natomiast jeśli znasz te plany i ustalenia sztabowców obu stron, to zrozumiesz doskonale, że istnieje coś takiego jak "podział zadań między sojusznikami". Ów podział jest kluczem do zrozumienia rozmieszczenia sił państw centralnych i ich działań.


Jesli podział obowiązków jest taki, że ja się natężam, a ty ledwie kiwniesz palcem, to ja dziękuję za taki podział. Zwłąszcza, że jak dostaniesz wciry, to obaj leżymy na łopatach,
Natomiast ten podział nijak mi się nie zgrywa z wpakowaniem połowy 2 armii austriackiej na Bałkany i z wpakowaniem nowosformowanych korpusów rezerwowych (od XXIII do XXVII chyba, ale nie pamiętam dokładnie) na zachód i przesłania na wschód tylko jednego z nich.
Sugeruję uzyskanie informacji o tych korpusach, zwłaszcza o ich składzie osobowym i wyszkoleniu w 1914 roku.

Cytat:
Nie twierdzę, że Niemcy byli geniuszami wojennymi - każdemu wodzowi zdarzały się większe lub mniejsze wpadki, nawet jeśli byli to tacy geniusze wojenni jak Hannibal, Fryderyk Wielki czy Napoleon. Należy o ich błędach mówić, ale w szerszym kontekście.


No to mówię w szerszym kontekście. rzucanie się w 5 korpusów, z czego jeden Landwehry, plus 2 austriackie na kilkanaście korpusów rosyjskich świadczy o pysze albo głupocie albo jednym i drugim.

Cytat:
Jeśli zatem mówisz o "planie Hindenburga wziętym z powietrza", to rozumiem, że wg Ciebie dyskwalifikuje go to jako dobrego wodza?


Niektórzy Niemcy go sami dyskwalifikują.
Poza tym ja tego nie robię, a to, że głupotę zrobił, to inna sprawa.

Cytat:
Jak zatem ocenisz fakt, iż przed I wojną światową Franz Conrad von Hotzendorf ocenił, że Karpaty (poza Tatrami) nie stanowią praktycznie większej przeszkody dla wojsk, które chciałyby wtargnąć na Węgry? Czy walki z lat 1914-1915 nie pokazały czegoś innego?


Z Hindenburgiem było inaczej. Wskutek zwycięstwa pod Tannenbergiem nabral przekonania, że Rosjan będzie bił zawsze i wszędzie.
Dlatego wybrał się z motyką na słońce.

Cytat:
I jedna techniczna uwaga na koniec. Jeśli mówi się o tym, że oddziały austro-węgierskie biły się przeciętnie, a niemieckie dobrze lub bardzo dobrze, to może nie jest to wytwór tylko i wyłącznie opinii samych Niemców, ale pewnych faktów, które każdy znający walki na Ostfroncie potrafi właściwie ocenić.


Rozumiem, że ty potrafisz właściwie ocenic, ja nie.

Cytat:
Fakty są zaś takie, że jeśli oddziały państw centralnych ponosiły na froncie wschodnim klęski, to w 90 % przypadków baty zbierały oddziały austro-węgierskie, a w 10 % niemieckie - i można przytoczyć szereg przykładów to poświadczających.


Zdefiniuj pojęcie klęski i wymień te austriackie i te niemieckie na froncie wchodnim.

Cytat:
W wielu przypadkach żołnierze armii austro-węgierskiej bili się jak lwy i deklasowali o głowę niemieckich kolegów, ale niestety ogólny bilans wypada dla CK Armii ujemnie.


Niekoniecznie niestety. Polska Zmartwychwstała.

Cytat:
Pozdrawiam
Leuthen


Nie lubię, jak kto automatycznie wpisuje "Pozdrawiam".
Nawet jak z przedmówcy usiłuje zrobić... bez komentarza.

_________________
General der Infanterie Zulu Freiherr von Auffenberg.
Kommandeur der 4-ten K.u.K. Armee.

Viribus Unitis!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
6315092
Leuthen
Kupiec

Dołączył: 05 Lut 2005
Posty: 39
Skąd: Wrocław
PostWysłany: 2007-01-10, 15:57     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Na początek chciałbym Cię przeprosić, Zulu von Auffen, za dwie rzeczy: ton mojej wypowiedzi w tym (i w sąsiednim - o walkach w Galicji w VIII-IX 1914 - także) wątku oraz za brak zrozumienia Twojej wypowiedzi. Widać jeszcze nie do końca "wystygła mi głowa" po "dyskusji" z ezderesem i nie wyparowała z niej cała zgryźliwość... Przepraszam. Mam nadzieję, że teraz już spokojnie i merytorycznie, z korzyścią dla obu stron, powymieniamy się poglądami i informacjami. Zatem...

Co do Klimeckiego i jego "Gorlic 1915"... Przyznam, że od dechy do dechy czytałem tą pozycję dość dawno, niemniej do konkretnych informacji (np. przebieg walk podczas bitwy gorlickiej) zaglądałem dość często. Nie przypominam sobie, by Klimecki podtrzymywał mit o wielkiej pomocy Niemiec dla austro-węgierskiego sojusznika przed kwietniem/majem 1915 r. Mój znajomy - Jarosław Chorzępa (red. nacz. kwartalnika "Forteca"), którego ja uważam osobiście za jednego z najlepiej zorientowanych w przebiegu walk w latach 1914-1915 na ziemiach polskich, napisał mi kiedyś, że Klimecki to świetna pozycja zważywszy na czas, kiedy wyszła.
Uważam, że jest ona lepszą książką od "Wojny galicyjskiej" Juliusza Batora, choć niewątpliwie jest o wiele od niej uboższa faktograficznie, co jest jednak zrozumiałe, skoro koncentruje się przede wszystkim na dniach 2-6 maja 1915 r., a wydarzenia wcześniejsze (i późniejsze) są tylko swoistym tłem.

Co do obrony/osłony Górnego Śląska - mam wrażenie, że Pan Bator usiłuje w "WG" stworzyć wizję, iż CK Armia uratowała ten obszar dla Niemiec, bo Niemcy byli tak głupi, że zostawili mikroskopijne siły własne w tyum rejonie. Zgoda - to żołnierze austro-węgierscy zastępując Rosjanom drogę pod Krakowem uchronili niemieckiego sojusznika od perspektywy utraty górnośląskiego obszaru przemysłowego, ale - takie mam wrażenie ("WG" czytałem w 1. połowie 2006 r.) - zapomina o tym, o czym wspominałem - o rozdziale zadań między sojusznikami. Niemcy walczyli już od VIII 1914 r. na dwa fronty i Austro-Węgry podobnie. Jeśli ktoś czepia się tego, że tak mało niemieckich żołnierzy miało bronić Oberschlesien, no to może warto spytać, dlaczego CK Armia nie posłała swych dywizji do Francji?

Co do "systemu naczyń połączonych" - ja wcale nie próbowałem Tobie wmówić, że Ty tego systemu nie znasz/nie rozumiesz. Mam za to wrażenie, że nie rozumie go pan Bator. O ile pamiętam, deprecjonuje on "nieco" wagę zwycięstw nad jeziorami mazurskimi w 1914 r. A przecież utrata tylu żołnierzy odbiła się na pewno w znaczący sposób na zdolności do walki Rosji.

To, że mam kwysoce krytyczny stosunek do poglądów Juliusza Batora i jego "Wojny galicyjskiej" nie oznacza, iż uważam, że nakład jego książki powinien iść na makulaturę. "Wojnie galicyjskiej" naszczęście dużo brakuje do dzieł historyków radzieckich opiewających czyny radzieckiego oręża dobry Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945, niemniej powoływanie się na nią jako na wiarygodne potwierdzenie własnych poglądów/informacji w jakiejkolwiek dyskusji jest dla mnie zawszem powodem do ironicznego uśmiechu...




Hindenburga osobiście nie stawiałbym w rzędzie jakiś super wodzów, choć wymieniałem Fryderyka Wielkiego itd. Fakt - najbardziej jest znany za Prusy Wschodnie AD 1914, a o takich wpadkach jak ta, którą opisałeś Ty (czyli "z motyką na słońce") apologeci niemieckiego oręża wolą nie wspominać. Cóż, Fryderyk Wielki też zlekceważył Rosjan w 1758 r. i chyba bardzo się pod Sarbinowem (Zorndorf) zdziwił, gdy doszło tam do siekaniny, która była co prawda zwycięstwem Prusaków, ale chyba pyrusowym...

Definicja klęski jest oczywiście względna, bo jak wiadomo były w historii wojen bitwy/operacje, które obie strony uznawały za własną wygraną i chyba też takie, które obie uznały za przegraną (!). Uważam jednak, że już np. odwrót armii-austrowęgierskiej jesienią 1914 r. i utrata większej części Galicji było spektakularną klęską CK-Armii (dorzućmy jeszcze upadek Przemyśla w marcu 1915 r.). Jeśli rosyjscy żołnierze usiłowali przepchać Imperium przez karpackie przełęcze, to chyba nie było za dobrze? Ponadto długotrwały odwrót demoralizuje żołnierzy (żeby miał wysokie morale, żołnierz musi przynajmniej od czasu do czasu kontratakować, a najlpiej jest, gdy jest stale w ataku), a jeśli dodamy do tego warunki, w jakich ten odwrót się odbywał (wystarczy przeczytać np. odpowiedni fragment wspomnień Stabisława Sosabowskiego "Droga wiodła ugorem"), to mamy dość wyrazisty obraz klęski CK Armii. Oczywiście, ostatecznie Rosjanie nie zdobylinp. Budapesztu i ponieśli do IV 1915 r. większe straty niż CK-Armia (ale "ludzi u nich mnogo" i chyba bardziej martwili się utratą części uzbrojenia, którego przemysł rosyjski nie mógł wyprodukować tyle, co "konkurencja").

Gdy mówiłem o "batach", to nie miałem na myśli całych operacji, ale raczej konkretne jednostki - tj. postawę żołnierzy i tzw. efektywność w walce. Samo to, że jakaś jednostka ponosi duże straty, nie jest wyznacznikiem klęski. Nasuwa mi się tu przykład operacji limanowsko-łapanowskiej. W tych grudniowych dniach 1914 r. chyba większość jednostek, które tam walczyły, poniosła bardzo duże straty, a - o ile pamiętam - pan Bator wyeksponował przede wszystkie hekatombę żołnierzy 47 pruskiej Rezerwowej Dywizji Piechoty (chyba po to, by potwierdzić swoją teorię, że Niemcy są mądrzy w gębie, a słabi na placu boju). Bardzo wrył mi się w pamięć opis walk żołnierzy Legionów Polskich pod Kostiuchnówką w 1916 r. Polacy trwali na stanowiskach odpierając falowe ataki Rosjan, a tymczasem CK-sąsiedzi dali nogę nie informując o tym polskich towarzyszy broni, w rezultacie czego mieliśmy wiszące skrzydła...


Napisałem, że bilans wypada dla CK-Armii ujemnie "niestety" nie dlatego, że z wielką nostalgią odnoszę się do Austro-Węgier, ale owo "niestety" dotyczy wizji walk w Galicji pana Batora - żołnierze austro-węgierscy nie byli (uogólniając) tacy super, jak on to prezentuje.

Cieszę się, że korzystasz z publikacji rosyjskich. Ja niestety rosyjskiego nie znam (choć zamierzam się go uczyć) i póki co sięgam z publikacji obcojęzycznych do tych pisanych językiem Goethego. Kiedyś bym z chęcią zajrzał do publikacji czeskich traktujących o Ostfroncie podczas I w. św. (uczyłem się w LO 4 lata czeskiego i coś mi tam zostało z ttej nauki Smile ).


Przepraszam za "pozdrawiam" - taki nawyk, którego nauczyłem się od innych w początkach swej internetowej aktywności (teraz staram się go pozbyć). Mnie osobiście denerwuje, jak w co poniektórych sklepach słyszę wypowiadany jak zaklęcie ciąg "Dzień dobry [...]. Dziękuję, zapraszam ponownie" i zaraz następne "Dzień dobry..." do następnego w kolejce...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  

Powered by phpBB modified v1.9 by Przemo © 2003 phpBB Group

 

Historia www.fahnen.republika.pl