Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2581 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-05-19, 20:29
Ech, aż taki szybki nie jestem... Kupiłem książkę i tyle... Zawsze, mówiąc szczerze, wolałem książkę niż film. Książka ma to, czego w filmie nie pokażą-tą warstwę psychologiczną. No, jeden wyjątek (UWAGA-offtopicuję!!!) "Ziemia obiecana" Reymonta-film genialny a książka - wybitny gniot! Rotha, szczerze mówiąc, jeszcze nie czytałem...
Ja spróbuję. Piszę z pamięci i mam nadzieję że nic nie pokręciłem. Z grubsza wygląda to tak:
"Marsz Radetzky'ego" to historia 3 pokoleń austriackiej wojskowo-urzędniczej rodziny. Protoplasta rodu, oficer słoweńskiego pochodzenia Trotta ratuje cesarzowi Franciszkowi Józefowi I życie w bitwie pod Solferino. Zostaje za to awansowany i uszlachcony. Ten awans społeczny nie czyni go szczęśliwym gdyż czuje się wyobcowanym od swojej rodziny. Pewnego razu w szkolnej czytance swego syna czyta o swoim bohaterskim wyczynie pod Solferino ale podanym nieprawdziwie. Udaje się na skargę na audiencję do cesarza który mówi mu coś w rodzaju "Czasem się kłamie". Bohater spod Solferno kłamać nie potrafi toteż rozgoryczony porzuca armię a swojemu synowi surowo zakazuje kariey wojskowej.
Umiera rozczarowany do całego świata.
Syn zostaje ck urzędnikiem i dzięki łasce cesarskiej zostaje starostą powiatowym. Jest to zresztą bardzo niesympatyczna postać, skostniały biurokrata. Swego syna trzyma krótko i nakazuje mu karierę wojskową.
Syn ów tj. wnuk bohatera spod Solferino to mięczak bez charakteru. Najpierw wdaje się w romans z żoną wachmistrza Slamy(albo raczej ona, starsza od niego, uwodzi go) która umiera w trakcie porodu prawdopodobnie jego dziecka. Następnie służy w kawalerii. Zaprzyjaźnia się z doktorem wojskowym pochodzenia żydowskiego Demantem. Gdy ten ginie w pojedynku(poszło o jego żonę o ile się nie mylę, ten z którym się pojedynkował zmarł również) przenosi się do pułku piechoty znajdującego się w jakiejś galicyjskiej dziurze. Tam rozpija się i wdaje w romans z niejaką panią von Taussig, kobietą grubo starszą od niego. Romans, alkohol i hazard sprawiają że zaciąga długi u lichwiarza. Szantażowany przez tegoż stając przed koniecznością samobójstwa zwraca się o pomoc do ojca. Ten nie ma pieniędzy ale udaje się do cesarza z prośbą o ratunek. Na audiencji cesarz zgodzi się pokryć dług młodego Trotty.
Młody Trotta wystąpił też przeciwko strajkującym robotnikom w miejscowości w której stacjonował i kazał swoim żołnierzom strzelać do nich. Sam został też ranny. dzięki swojemu nazwisku wciąż w łaskach u cesarza dochodzenie przeciw niemu umorzono.
W trakcie święta pułkowego wszyscy dowiadują się o zamachu w Sarajewie. Wkrótce potem młody podporucznik Trotta porzuca służbę w wojsku.Przyznam się że nie pamiętam jaki był bezpośredni powód tego. Może to był całokształt tj. rozczarowanie służbą w wojsku i te wszystkie przeżycia. Podejmuje pracę(kogoś w rodzaju rządcy) u swojego przyjaciela hrabiego Chojnickiego, właściciela majątku w owej galicyjskiej mieścinie. Wkrótce jednak wybucha wojna i musi wrócić do armii. Ginie zaraz na początku wojny głupią śmiercią - chciał przynieść wody z rzeki w wiadrach dla swoich spragnionych żołnierzy. Rzeka była pod ostrzałem Rosjan i Trotta zginął w głupi i bezsensowny sposób. Tak jak żył zresztą.
Stary Totta zniósł śmierć syna i dalej piastował swój urząd starosty powiatowego ale kiedy umarł cesarz Franciszek Józef I tego już znieść nie mógł. Powrócił z pogrzebu, położył się do łóżka i sam umarł.
W tym streszczeniu podałem oczywiście tylko główne wątki i postacie.
Ogólne wrażenie:
Nudna książka. Niestety gdyż jest to chyba najsłynniejsza powieść której akcja dzieje się w monarchii austro-węgierskiej ale tak jest(moim skromnym zdaniem oczywiście).
Zaraz poczytam i zapamiętam.
Służę pomocą przy innych książkach, choć wiem, że grzechem z sortu śmiertelnych jest opowiadanie książek [jeśli wiemy, że odbiorca nie ma zamiaru brać ich do rąk własnych].
Niestety gdyż jest to chyba najsłynniejsza powieść której akcja dzieje się w monarchii austro-węgierskiej
Obawiam się, że tak...
Z pisarzy pochodzenia austriackiego znam właśnie Rotha. Ze sławniejszych jeszcze Hermann Broch [chyba nie zaproponował czytelnikom realiów austrowęgierskich], Albert Paris Guetersloh - sterneowska opowieść "Słońce i księżyc", Heimito von Doderer: tu są tzw. WIEDEŃSKIE POWIEŚCI - "Schody", "Strudhof", "Demony" [obawiam się jednak, że to nie zapędy monarchistyczne...]. Do tego Elias Canetti i jego genialne "Auto da fe" bodaj bez ukonkretnionej przestrzeni!
Ładnie prezentuje się niemiecka powieść XX-wieczna: przecież dojdzie jeszcze Kafka, Mannowie [Tomasz, Henryk, Klaus, Viktor, Elżbieta i Golo] oraz Hesse, mój Hesse.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2581 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-05-25, 20:56
Cóż, zmusiliście mnie do przeczytania "Marsza...".Lubię po kupieniu książki odłożyć ją na później, brać do ręki, przeglądać, zajrzeć do środka-odsuwać chwilę jej przeczytania, bo po jej przeczytaniu coś się kończy... Cóż, jako Galicjanin jestem pewnie zbyt sentymentalny...
Adremując- utwór rzeczywiście trąci lekko grafomanią... Nie da się ukryć. A całą książkę można by streścić w cytacie: "Świat nie był już dawnym światem.Świat ginął." Marsz Radetzky'ego jest takim leitmotivem - ten marsz,Solferino,Najjaśniejszy Pan-klamrą spinają całą powieść. Najjaśniejszy Pan-którego imienia Starosta nigdy nie wymienił, tak jak Żydzi nigdy nie wymieniają imienia Jego,Najwyższego,Jedynego Boga! A jeden z Żydów powiedział Najjaśniejszemu Panu "Błogosławiony jesteś! Nie dożyjesz końca świata!". Nostalgia za Monarchią, świadomość jej upadku-ten smutek przewija się przez całą książkę. Troszkę tylko żałuję, że autor nie podał nazw miejscowości-czyżby te rubieże Monarchii były tak tajemnicze,że nawet ich nazwy się w towarzystwie nie wymieniało?
No, ale chyba przeczytanie "Marsza... " jest naszym obowiązkiem, ciut przykrym, ale...
Pani Marto ! a Teodor Fontane ? nie czytałem niestety żadnej z jego książek, ale czytałem interesujące recenzje. Niemcy XIX wieczne, co prawda to nie klimat galicyjskich miasteczek granicznych, ale epoka wszak malownicza.
Powieść Rotha to dzieło wybitne ze względu na konkrety i zmysłowość. Poczytajcie rozważania von Trotty o rozkładającym się ciele pani Slamowej. Rewelacja. No i ten Hennessy. Świat dekadencji, burdeli, kasyn, pięknej miłości, tradycji. Co mogą o tym wiedzieć dzisiejsi pijacy?
Powieść Rotha to dzieło wybitne ze względu na konkrety i zmysłowość. Poczytajcie rozważania von Trotty o rozkładającym się ciele pani Slamowej. Rewelacja. No i ten Hennessy. Świat dekadencji, burdeli, kasyn, pięknej miłości, tradycji. Co mogą o tym wiedzieć dzisiejsi pijacy?
Zmysłowośc i dekadencja w "Marszu Radetzky'ego"? Jakoś nie zauważyłem.
Co to za zmysłowośc i dekadencja przy których się usypia z nudów?
Młody Trotta upijał się głównie śliwowicą lub okowitą. Też nic nadzwyczajnego w porównaniu z dzisiejszymi pijakami.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2581 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-30, 16:27
No tak, faktycznie, ta zmysłowość jest jakaś dziwna, bo ledwo mignie... Dekadencja, burdele, kasyna, piękna miłość, tradycja... Hihihihi... A gdzie to ??? Nawet ta tradycja, o którą wszak Rothowi chyba chodziło, jast jakś dziwnie ponura, poza tym idiotyczne rzeczy wyczynia z ludźmi. I nie ma czym się zachwycać. A dzisiejsi pijaczkowie ? Ci, którzy mają chć troszkę kasy nie muszą żłopać kwasu i wynalazków, wszak hennessy stoi na półkach nawet w wiejskich sklepikach...
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2581 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-06-20, 21:43
Cóż, książka dość wśród nas popularna, wielu ją już ma, więc może wal na allegro... Jakbyś miał Rotha "Krypta Kapucynów", to możemy poszaleć przy piwie...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach