Haszymidzkie Królestwo Jordanii przypomina Austro – Węgry z końca XIX wieku. Spoiwem scalającym i tworzącym państwo w obu przypadkach jest dynastia (w Jordanii ród Haszymidów) i osoba panującego monarchy. Jordania, zupełnie jak Austro – Węgry, pomimo swojej słabości wpisanej w dualistyczny charakter, żyją tu obok siebie Beduini i Palestyńczycy, jest krajem zadziwiająco stabilnym. Monarchia Habsburgów była gwarantem stabilizacji w Europie Środkowej i na Bałkanach – Jordania pełni dzisiaj tę rolę na Bliskim Wschodzie. Haszymidzi potrafili swoją mądrością zamienić najsłabszy element bliskowschodniej układanki, Jordanię, w najspokojniejsze państwo tej części świata.
Zmarły niedawno, powszechnie szanowany król Hussajn ibn Talala, tak jak cesarz Franciszek Józef, swoim długim panowaniem, charyzmą i rozwagą zapewnił przetrwanie państwu i spokój swoim poddanym. Często zresztą wbrew woli tych poddanych.
Królestwo zapewnia palestyńskim poddanym pokój. Tylko w Jordanii uchodźcy palestyńscy mogą się czuć jak w domu i jedynie w tym niezbyt bogatym przecież kraju umożliwiono im asymilację. Na to nie zdobyły się głoszące obłudną solidarność z narodem palestyńskim bogate emiraty Zatoki Perskiej, Syria czy Libia. Ich przywódcy potrafią jedynie wysyłać dzieci palestyńskie na samobójczą śmierć. Król Hussajn wysłał je do szkoły. Nie obyło się to bez rozlewu krwi – likwidacja grożących istnieniu Jordanii palestyńskich organizacji zbrojnych, na czele z Al. Fatah Jasira Arafata, dokonała się z pomocą wiernej królowi armii i pochłonęła wiele ofiar.
Terytorium Jordanii, tak jak w przeszłości państwo Habsburgów, zamieszkują także liczne mniejszości: Czerkiesi, Kurdowie, Turcy, Ormianie i Czeczeni (którzy chronią się tu od wieków przed Rosjanami). Jordania od czasu Wojny Sześciodniowej w 1967 roku, w wyniku której część państwa dostała się pod okupację Izraela, nie toczyła w zasadzie żadnej wojny. Nastawienie pokojowe monarchii jest niezwykle silne – kiedy rządzący pod nieobecność umierającego króla Husajna następca tronu książę Hasan mianował na ważne stanowiska w rządzie zwolenników twardego kursu wobec Izraela, konający monarcha wrócił do kraju z kliniki w USA i pozbawił brata władzy a na swojego następcę mianował syna Abdallaha (obecnego króla). Stary król wiedział doskonale to o czym zapomniał Franciszek Józef – wojna to grób dla jego państwa.
Ta postawa jest tym bardziej zasługująca na szacunek, że monarchia jest otoczona przez krwiożerczych sąsiadów: Irak, Syrię i Izrael. Dla tych państw sam byt haszymidzkiego królestwa jest solą w oku. Irak, w którym król z tej samej co w Jordanii dynastii został obalony przez rządzącą obecnie partię Baas, i którego dyktator z chęcią zagarnąłby terytorium królestwa. Dyktatorsko rządzona Syria, która panuje już w Libanie, z chęcią wciągnęłaby w orbitę wpływów Jordanię. I wreszcie Izrael – gdzie prawica marzy o rozpadzie monarchii i zamienieniu Jordanii w zastępczą ojczyznę dla Palestyńczyków.
Państwo jordańskie nie jest sielankowym miejscem. Królestwo to składa się właściwie z samych problemów i zagrożeń. Do wspomnianych wyżej uroczych sąsiadów i tykającej bomby zegarowej, jaką są Palestyńczycy, można doliczyć problemy gospodarcze i niespokojną sytuację międzynarodową. Jordania nie ma ropy naftowej a w tak zapalnym zakątku świata niezwykle trudno o inwestorów. Kruchą stabilność gospodarki zapewnia energia mieszkańców i zapobiegliwość monarchów. Przed Wojną w Zatoce Jordania mogła liczyć na kontakty gospodarcze z Kuwejtem i dotacje USA. Neutralność wobec Iraku (konieczna dla przetrwania państwa wobec licznej mniejszości palestyńskiej) spowodowała odcięcie tych źródeł finansowania. Król Abdallah, robi co w jego mocy aby zapewnić rozwój gospodarki – jak trudne to zadanie można wnioskować choćby z faktu, że jednym z głównych rynków zbytu jordańskich produktów jest Irak.
Nie można też pominąć kłopotów społecznych – bezrobocie sięga trzydziestu procent, wyraźny jest podział na bogate, zeuropeizowane elity i biedny lud. Tak jak Habsburgowie, Haszymidzi potrafili przekonać do siebie elity poddanych ich władzy narodów. Rządy sprawowane są podobnie – w oparciu o umowę z przywódcami grup etnicznych. Analogiczne jest też zagrożenie wewnętrzne – jeśli do głosu dojdą przywódcy spoza układu, struktury państwa mogą runąć.
Upadek Austro – Węgier spowodował niewyobrażalne nieszczęścia w Europie Środkowej. Rozpad monarchii haszymidzkiej, tak upragniony przez Izrael, Irak, Palestyńczyków i Syrię dałby początek ogromnym konfliktom – przy których dzisiejsze zaostrzenie sytuacji w Izraelu to igraszki harcerzy.
Wojny i zamieszki targają Izraelem i Irakiem. Syria i Irak są władztwem ponurych dyktatorów. Kuwejt i Liban przechodzą okupacje obcych wojsk. Jordania wydaje się być oazą pokoju na pustyni wojny. To zasługa rozwagi ludu czy mądrości panujących? A może temu państwu po prostu sprzyja Opatrzność. W końcu królowie Jordanii to potomkowie Proroka.
Marcin Golec
_________________ 1 zł = 100 gr = 10 gr x 10 gr = 1/10 zł x 1/10 zł = 1/100 zł = 1 gr
Interesujące, szkoda tylko że nie całkiem aktualne. Partia Baas nie rządzi już w Iraku, i to już od ponad półtora roku! Ale poza tym bardzo interesujące, ciekawe jest też porównanie do Austro-Węgier.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Wiek: 21 Dołączył: 12 Lis 2004 Posty: 235 Skąd: Kraków
Wysłany: 2004-11-22, 17:56
Wiem, że nieaktualne, ale dotyczy Austro-Węgier i stanowi kolejną metaforę ich istnienia; to takie trochę romantyczne, że C.K. Monarchia jest dalej akrualna, jako tako, w świecie politycznym XXI wieku . No dobra, a na poważnie, to chyba artykuł ciekawy, nie?
_________________ 1 zł = 100 gr = 10 gr x 10 gr = 1/10 zł x 1/10 zł = 1/100 zł = 1 gr
Ale jednoczesnie pozwolił samostanowić o sobie powstałym w łonie A-W narodom...
Tak naprawdę, to przed I Wojną Światową mało kto (poza jakimiś narwanymi panslawistami i nacjonalistami) chciał upadku CK Monarchii. Moim zdaniem upadła ona w efekcie wielkiego wysiłku i zniszczeń w czasie wojny i w efekcie podłych knowań Amerykanów, Brytyjczyków i Francuzów, przerażonych perspektywą przetrwania potężnego państwa, stanowiącego jeszcze, mimo wszystko, pewne zagrożenie. A, jak to się mówi, "divide et impera". I przyznaję rację Equesowi. Chyba to przewidziałeś, co, Durocu ?
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Tylko ta część Twojej wypowiedzi ma jakąś realną podbudowę...
I tu podskoczyłem z irytacji i litości . Realną podbudową reszty mojej wypowiedzi jest choćby to, w jaki sposób Ententa przyjęła propozycję pokojową Cesarza Karola. Brytyjski premier jeszcze przed kompromitacją Cesarza był negatywnie do niej negatywnie nastawiony. Chyba nie uznajesz za dowód braku tej podbudowy tego, że nie pisano o tym w podręcznikach Bo połowy historii, szczególnie nowożytnej, nie ma w podręcznikach. Mój wywód logicznie uzasadniłem. Dodam jeszcze, że za dowód mieszania się do tego Amerykanów można uznać obłudne stwierdzenie Woodrow Wilsona o prawie do samostanowienia. Bo tego chyba nie traktujesz jako tylko i wyłącznie dowodu dobrej woli? Był to świetny sposób na rozbicie lub nadwerężenie wieloetnicznych mocarstw europejskich.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Realną podbudową reszty mojej wypowiedzi jest choćby to, w jaki sposób Ententa przyjęła propozycję pokojową Cesarza Karola.
Dokładnie tak, jak alianci zachodni te Himmlera i Goringa z 1945 r. (nie obrażajcie się za mimowolne porównanie, chodzi tylko o ukazanie mechanizmu... ). Bo jak to sobie niby wyobrażasz: ktoś toczy zaciekłą wojnę, rzuca na szalę wszystkie siły i środki nie tylko swoje, ale zmusza do tego samego i przeciwnika i nagle w pewnym momencie rozmyśla się, bierze zabawki, idzie do inne piaskownicy i mówi: Sorry, nie chcę już walczyć, rozmyśliłem się, nie bawię się dalej, dogadajmy się... Nie ma tak łatwo, przynajmniej w polityce międzynarodowej. Tam wojny światowe kończą się zwycięstwem jednej ze stron...
Cytat:
Dodam jeszcze, że za dowód mieszania się do tego Amerykanów można uznać obłudne stwierdzenie Woodrow Wilsona o prawie do samostanowienia. Bo tego chyba nie traktujesz jako tylko i wyłącznie dowodu dobrej woli?
Tigerze, to oświadczenie dotyczyło także Polaków...
Ale mniejsza z tym... Kłopot z Amerykanami jest taki, że to są prości ludzie. Dla nich swiat i życie są proste jak konstrukcja cepa. Myślą i postrzegają rzeczywistość symbolicznie i naprawdę wierzą w to, co mówią, nawet jak nie wiedzą co mówią. Oswiadczenie Wilsona wynikało z jego przekonań i poglądów, o czym najlepiej fakt, że do końca swojej kadencji walczył o ratyfikację i wejście USA do Ligi Narodów, mimo iz większość amerykańskich elit nie popierała tego pomysłu i opowiadała się za izolacjonizmem. Przez to przegrał kolejne wybory i wkrótce potem zmarł...
A że idea samostanowienia narodów istotnie osłabiała niektóre państwa europejskie, bynajmniej nie tylko centralne (np Rosję także...) to zrozumiałe samo przez się...
Pozdr
_________________ Wielki Marszałek Dworu Cesarza Francuzów Napoleona I
Bo jak to sobie niby wyobrażasz: ktoś toczy zaciekłą wojnę, rzuca na szalę wszystkie siły i środki nie tylko swoje, ale zmusza do tego samego i przeciwnika i nagle w pewnym momencie rozmyśla się, bierze zabawki, idzie do inne piaskownicy i mówi: Sorry, nie chcę już walczyć, rozmyśliłem się, nie bawię się dalej, dogadajmy się... Nie ma tak łatwo, przynajmniej w polityce międzynarodowej. Tam wojny światowe kończą się zwycięstwem jednej ze stron...
Dogadanie się tu byłoby możliwe, bo Austro-Węgry nie miały bezpośrednich konfliktów z Zachodem, a austro-węgierscy żołnierze walczący na froncie zachodnim nie odegrali żadnej roli, bo było ich bardzo mało.
Cytat:
Cytat:
Dodam jeszcze, że za dowód mieszania się do tego Amerykanów można uznać obłudne stwierdzenie Woodrow Wilsona o prawie do samostanowienia. Bo tego chyba nie traktujesz jako tylko i wyłącznie dowodu dobrej woli?
Tigerze, to oświadczenie dotyczyło także Polaków...
I co z tego? Nie patrzę na historię przez pryzmat tylko i wyłącznie Polski.
Cytat:
Kłopot z Amerykanami jest taki, że to są prości ludzie. Dla nich swiat i życie są proste jak konstrukcja cepa. Myślą i postrzegają rzeczywistość symbolicznie i naprawdę wierzą w to, co mówią, nawet jak nie wiedzą co mówią. Oswiadczenie Wilsona wynikało z jego przekonań i poglądów, o czym najlepiej fakt, że do końca swojej kadencji walczył o ratyfikację i wejście USA do Ligi Narodów, mimo iz większość amerykańskich elit nie popierała tego pomysłu i opowiadała się za izolacjonizmem.
Takie uogólnianie cech do całego narodu jest według mnie (nie obraź się) głupotą. To, że Wilson popierał wejście USA do LN, nie ma nic do rzeczy. Nie uważam, żeby uważanie Wilsona za prostego chłopka, który mówi to, co myśli , było inteligentne. Przecież osłabienie państw europejskich było USA bardzo na rękę. I udało im się to. Wielka Brytania i Francja, dawne mocarstwa obok Niemiec i Rosji, stały się dłużnikami USA, Niemcy zostały pokonane, a Rosja pogrążyła się w wojnie domowej.
Dogadanie się tu byłoby możliwe, bo Austro-Węgry nie miały bezpośrednich konfliktów z Zachodem,
To nie miało znaczenia. A-W były głównym sojusznikiem Niemiec i w rozumieniu aliantów zachodnich były współodpowiedzialne za wywołanie wojny (nie zapominajmy, że to one pierwsze podjęły działania zbrojne - przeciw Serbii, bodajże już 31 lipca 1914 r.)
Cytat:
Nie patrzę na historię przez pryzmat tylko i wyłącznie Polski.
Ja bynajmniej również. Tylko warto pamiętac i o tym aspekcie...
Cytat:
Takie uogólnianie cech do całego narodu jest według mnie (nie obraź się) głupotą. To, że Wilson popierał wejście USA do LN, nie ma nic do rzeczy. Nie uważam, żeby uważanie Wilsona za prostego chłopka, który mówi to, co myśli , było inteligentne.
Nie ma sprawy. Zauważ tylko, że nia napisałem, iz uważam Wilsona za prostaka. On po prostu wierzył w to, co robi, jego działania nie miały raczej cech perfidnego wyrachowania...
Cytat:
Przecież osłabienie państw europejskich było USA bardzo na rękę. I udało im się to.
Tigrze, państwa europejskie osłabiła wojna, nie USA...
Cytat:
Wielka Brytania i Francja, dawne mocarstwa obok Niemiec i Rosji, stały się dłużnikami USA, Niemcy zostały pokonane, a Rosja pogrążyła się w wojnie domowej.
To fakt. Tylko, że nie był to wynik przemyślanej polityki USA, lecz sytuacji wywołanej wojną. Sama Ameryka po I wojnie światowej pogrążyła się w izolacjoniźmie a wkrótce potem w kryzysie i nie w głowie było jej bynajmniej sterowanie polityka państw europejskich i wykorzystywanie ich powojennej słabości...
Pozdr
_________________ Wielki Marszałek Dworu Cesarza Francuzów Napoleona I
Cytat:
Dogadanie się tu byłoby możliwe, bo Austro-Węgry nie miały bezpośrednich konfliktów z Zachodem,
To nie miało znaczenia. A-W były głównym sojusznikiem Niemiec i w rozumieniu aliantów zachodnich były współodpowiedzialne za wywołanie wojny (nie zapominajmy, że to one pierwsze podjęły działania zbrojne - przeciw Serbii, bodajże już 31 lipca 1914 r.)
W mniemaniu Zachodu (zresztą słusznie) Niemcy były wrogiem nr 1. Nieważne, że to A-W wywołały wojnę. Tylko po prostu byłyby zbyt silne. Po klęsce Niemiec i w obliczu niejasnej jeszcze sytuacji w Rosji, stałyby się hegemonem w Europie Środkowej i Południowej. Natomiast ich rozpad na stosunkowo słabe państwa był Zachodowi bardzo na rękę, bo nie stanowiły one zagrożenia. A nie było jeszcze ZSRR, grożącego wywoływaniem rewolucji i ekspansją, więc nie była potrzebna żadna osłona. Paradoksalnie, gdyby komuniści w Rosji szybciej zwyciężyli, możliwe, że A-W zachowanoby jako bufor.
[ Dodano: 2004-11-25, 13:34 ]
Cytat:
Tigrze, państwa europejskie osłabiła wojna, nie USA...
Ale USA to znakomicie wykorzystało.
Cytat:
To fakt. Tylko, że nie był to wynik przemyślanej polityki USA, lecz sytuacji wywołanej wojną. Sama Ameryka po I wojnie światowej pogrążyła się w izolacjoniźmie a wkrótce potem w kryzysie i nie w głowie było jej bynajmniej sterowanie polityka państw europejskich i wykorzystywanie ich powojennej słabości...
Owszem, był to efekt polityki USA. Gdyby nie mieszały się one do spraw Europy, Wielka Brytania i Francja przegrałyby, a Niemcy stałyby się zbyt potężne. Więc doprowadzili do klęski Niemiec, pomagając Entencie. A USA nie musiało sterować polityką państw europejskich. Były osłabione w wyniku wojny, stały się częściowo zależne od USA ekonomicznie, i to wystarczyło.
Tylko po prostu byłyby zbyt silne. Po klęsce Niemiec i w obliczu niejasnej jeszcze sytuacji w Rosji, stałyby się hegemonem w Europie Środkowej i Południowej.
Jest to raczej optymistyczne założenie, znając wszystkie uwarunkowania wewnętrzne A-W owa "hegemonia" byłaby iluzoryczna...
Cytat:
Gdyby nie mieszały się one do spraw Europy, Wielka Brytania i Francja przegrałyby,
To juz tylko swobodne domniemania...
Pozdr
_________________ Wielki Marszałek Dworu Cesarza Francuzów Napoleona I
Jest to raczej optymistyczne założenie, znając wszystkie uwarunkowania wewnętrzne A-W owa "hegemonia" byłaby iluzoryczna...
Zgadza się. Jednak zawsze, gdy władza odnosi sukcesy i rządzi dość dobrze dla poddanych (lub obywateli, jakiś liberał się od razu przeczepi ), ci nie buntują się, nawet jeśli władza jest obca, bo nie mają po co.
Cytat:
Cytat:
Gdyby nie mieszały się one do spraw Europy, Wielka Brytania i Francja przegrałyby,
To juz tylko swobodne domniemania...
Niekoniecznie. Przecież w 1917 sytuacja zarówno na froncie zachodnim, jak i wschodnim, była dla Ententy krytyczna. Front wschodni zaczynał się rozpadać w efekcie rewolucji w Rosji, a na froncie zachodnim Francuzi i Anglicy już ledwo gonili pod Verdun i Ypres. Gdyby nie pomoc gospodarcza USA (bo korpus ekspedycyjny miał raczej znaczenie symboliczne), wojna pewnie też skończyłaby się w 1918, ale zupełnie inaczej...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach