Ja z szeroko pojętej CiK Kuchni najbardziej lubię gulasz segedyński, z houskovym knedlem, warzoną kapustą, do tego zimnym piwem typu pilzeńskiego. Na drugim miejscu, zdecydowanie bagracs gulyas. Trzecie miejsce dałbym specjałowi transylwańskiemu, którego nazwy nie znam, w zasadzie jest to tylko przyprawa a składa się z dużej ilości duszonej papryki, fasoli i pomidorów (nie jest to leczo wbrew pozorom). Dostałem tego słoik od zaprzyjaźnionych Seklerów i do dzisiaj czuję ten smak.
Ogólnie, to przychylam się do zdania Roberta Makłowicza, że CiK Kuchnia jest najlepsza na świecie. Bo jest, bez dwóch zdań !
Ja dziś jadałem Schab po Tokajsku wyborne ! - Oczywiscie trzeba było nieco doprawić pod mój gust
Tym sposobem w moim domu zaczeła sie praktyczna realizacja CK Kuchni.
Następne danie będzie czymś z cielęciny:) i teraz zastanwiam się co wybrać za przepis hmm.
Wiek: 22 Dołączył: 26 Wrz 2006 Posty: 45 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-10-03, 23:16
Zgadzam się, Schab po Tokajsku jest wyborny! Uwielbiam też wspomniane wyżej racuszki (zazdroszczę własnych jabłek ). Najlepszą zupę gulaszową robi mój tata, nikt nie ma pojęcia, skąd ma on przepis a on sam nic nie chce zdradzić ale danie jest przepyszne. Sama lubię robić piszingera bo to danie proste (choc proste wymaga zawsze więcej uwagi) i jego nazwa wywołuje konfuzję już sto km na północ Mam ciągle zamiar zrobić prawdziwego strudla ale to chyba wymaga prawie akrobatycznych umiejętności...Co do obwarzanek/preclów/bajgli-zawsze mówie precle. Bajgiel to było coś podobnego ale przed wojną spożywane i produkowane głównie przez społeczność żydowską. Obwarzanek nie wiem skąd się przypałętał, być może z Kongresówki jak straż pożarna która wyparła straż ogniową...
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2442 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-10-04, 07:30
PANOWIE ! Na Forum pojawił się ideał kobiety !!!! Nie dość,że lubi Monarchię, to jeszcze lubi gotować potrawy z c.k. kuchni !!!
A tak serio, to z książki Makłowicza można zaczerpnąć sporo przepisów, przy okazji mieć masę radochy z oglądania fotek z podpisami autorstwa Makłowicza...
W Warszawie zawsze mówiono "obwarzanki"...Bajgiełe, bajgle, to z jidysz, więc tego terminu używała mniejszość.
A jeśli chodzi o strudel, hmmm, Zegadłowicz opisał w "Zmorach", dlaczego zmarnowało się ciasto na strudel...
A jeśli chodzi o strudel, hmmm, Zegadłowicz opisał w "Zmorach", dlaczego zmarnowało się ciasto na strudel...
Też pamiętam jak to pewien auskulant potraktował pewną dziewczynę ...
Co do strudla to kojarzy mi się on z nieszczęsnym Balounem który zeżarł obiad porucznikowi Lukaszowi i dostał słupka.
Informowałem się w kuchni, co mieliśmy dzisiaj na obiad. Do zupy były na
przykład kluseczki z wątróbki. Gdzie podziałeś te kluseczki? Powyciągałeś jedną
po drugiej i zeżarłeś po drodze. Następnie była wołowina z ogórkiem. Coś z tym
zrobił? Też zeżarłeś. Dwa płaty pieczeni frankfurckiej, a tyś mi przyniósł pół
kawałka. Były dwa kawałki strudla. Gdzieś go podział? Zeżarłeś wszystko, ty
świnio nędzna, mizerna. Pytam się, gdzie zaprzepaściłeś strudel? A, w błoto ci
wpadł? Ty draniu jeden! Może pokażesz mi miejsce, gdzie leży ten strudel w
błocie? A, pies przyleciał jak na zawołanie, złapał go i uciekł z nim. Jezus Maria,
przecież ja cię tak spiorę po pysku, że będziesz miał łeb jak szaflik!
Trzeba przyznać że nieźle jedli panowie oficerowie. Nie to co szeregowcy co dostawali gulasz.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2442 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-10-05, 09:29
No tak, Makłowicz w swojej książce podaje przepisy raczej z kuchni oficerskiej. A czy ktoś wie, jakie było menu zwykłych wojaków, że o kuchni frontowej nie wspomnę...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach