Byly pod wladza Brytyjczykow ( europejczykow) i internowani byli Burowie ( tez europejczycy lub ich potomkowie). Sprawa tych obozow byla glosna nie tylko w Europie, ale na calym swiecie.
krakał napisał/a:
było raczej efektem ludzkich ułomności
Co tego dotyczy, komendant obozu Thalerdorf powinien w panstwie prawnym za wydane rozkazy do zabijania internowanych ( choc w r.1928 jeszcze zyl ) i jego podwladni za ich sluchanie stanac przed sadem, czego nie zrobilo (pewnie z wzgledow politycznych) ani jedno z panstw sukcesyjnych . Odpowiedzialnoscz tez niosa zwierzchnicy panstwa i ich podwladni, ktorzy w momencie ogloszenia wojny skasowali przepisy, dotyczace praw obywatelskich i wprowadzili ( i wobec cywilow) surowe przepisy wojskowe i ten stan utrzymywali do konca wojny.. Ale juz wszystcy wymarli, smiercia sie sledstwo konczy i zaden sad juz nie moze orzec ich wine. Stoja juz przed innym sadem...
_________________ Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
Ostatnio zmieniony przez F Machalica dnia 2010-02-09, 13:30, w całości zmieniany 1 raz
A kończąc offtop thalerhofski i wracając do tematu, to jeńcy wojenni w Krakowie pracowali np. w gazowni, przy rozbudowie sieci gazowej na terenie miasta - m. in. kopali rowy pod instalacje. Są zdjęcia pokazujące ich przy pracy. Pracowali zresztą bodaj nie tylko w gazowni, ale także w innych przedsiębiorstwach, nie jestem pewien, ale chyba byli zatrudnieni także przy rozbudowie sieci tramwajowej.
A co do obozów, to w listopadzie - grudniu 1914 r. rolę obozu przejściowego pełniły krakowskie koszary Franciszka Józefa na ul. Rajskiej, przed wojną lokum 56 pułku, a obecnie Wojewódzka Biblioteka Publiczna. Trafiali tam jeńcy prosto z frontu, po czym najdalej po kilku tygodniach byli wywożeni w głąb monarchii. 24 grudnia 1914 r., za zezwoleniem komendanta twierdzy gen. broni Karla Kuka odbyła się tam wigilia dla przebywających w nich jeńców – Polaków. Jej organizacją zajął się ówczesny wiceprezydent Krakowa prof. Julian Nowak; wzięło w niej udział około 400 osób. „To tragizm dziejowy odbywać w Krakowie wilię polską w niewoli” – pisała „Nowa Reforma”....
_________________ ..."A tak jak stad do tamtych drzew zaczynały już pękać szrapnele. Leżeliśmy więc, a szarże wrzeszczały:
DECKEN !!! ALLES DECKEN !!!!!!"
Dziwi mnie, że sprawa Talerhofu i Teresina wraca w naszym forum jak bumerang, choć była już wielokrotnie dyskutowana. Wiem, że nie napiszę tu nic szczególnie nowego i znacie mój pogląd na sprawę, ale jak już wielokrotnie deklarowałem – odezwę się zawsze i wszędzie, gdy zauważę jakiekolwiek próby oskarżania monarchii AW o rzekome łamanie prawa międzynarodowego w czasie I WŚ i wmawiania na siłę, że było ono bardziej represyjne w stosunku do swych nielojalnych obywateli niż inne państwa w tej wojnie walczące.
Wszelkie porównania represji, jakie dotknęły wówczas Łemków z represjami stosowanymi przez III Rzeszę wobec Żydów, Słowian i Cyganów są zupełnie ahistoryczne, nieuzasadnione merytorycznie i chybione. Nieustanne przedstawianie oczywistych wrogów monarchii działających na korzyść wrogiego mocarstwa (np. ś. Maksyma Sandowycza) jako niewinnych ofiar nieuzasadnionych represji bezmyślnej soldateski jest zupełnie sprzeczne ze źródłami historycznymi. Zachowane dokumenty pozwalają jasno zrekonstruować ich poglądy i działania publiczne nacechowane: nienawiścią w stosunku do monarchii C i K, sympatią i miłością w stosunku do Rosji i jej cara, oraz nawołujące do wspomagania wojsk „świętej” Rosji na wypadek wojny. Dzialaność tych dywersantów ideologicznych nie była bynajmniej niewinna i bezskuteczna, skoro wydala ona plon w postaci domagania się przez większość Łemkow przyłączenia ich terytorium do Rosji już po zakończeniu PWŚ.
Ujmując najkrócej rzecz w punkty trzeba sprawę przedstawić tak:
1) Rozwiązanie, jakie wówczas przyjęto nie było niezgodne z żadnym prawem międzynarodowym obowiązującym w tym czasie ( deklaracja z 1948 roku jest bez znaczenia, bo prawo nie działa wstecz – zaś Austro-Wegry ze zrozumiałych względów nie mogły być ani członkiem, ani sygnatariuszem deklaracji.
2) Łemkowie nie byli prześladowani i internowani ze względu na swoją narodowość, czy religię, lecz wyłącznie skutkiem antypaństwowej działalności grupy duchownych pochodzenia, łemkowskiego, która przed wojną weszła w kontakt z ośrodkiem rosyjskim w Poczajowie prowadzącym działalność pod płaszczykiem religijnym dzialaność propagandową, dywersyjną, a nawet wywiadowczą wymierzoną w integralność i bezpieczeństwo Austro-Węgier. Szkoleniem ideowym zajmował się w tym ośrodku fanatyczny ojciec Eulogiusz (w czasie okupacji Lwowa był on głównym wykonawcą zadania niszczenia kościoła greckokatolickiego w Galicji i „przywrócenia” go na łono prawosławia), finansowaniem i nadzorem ze strony władz carskich zajmował się hrabia Bobriński (w czasie wojny gubernator okupowanej Galicji i wykonawca planów jej całkowitej rusyfikacji), a organizowaniem wywiadu i dywersji patronował generał Iwanow (późniejszy dowódca całego frontu południowo-zachodniego). Po odpowiednim przeszkoleniu zwerbowanych, byłych greckokatolickich duchownych przerzucono znowu na teren Galicji powierzając im zadanie odciągnięcia jak największej ilości krajan od greko katolicyzmu, szerzenie nastrojów przyjaznych Rosji i carowi (tzw. „carosławie”) i wszechstronnego osłabiania monarchii austro-węgierskiej wszelkimi możliwymi środkami. Dzialaność owych misjonarzy „caroslawia” na ogół nie odniosła pozytywnych rezultatów, za wyjątkiem rejonu Beskidu Niskiego, gdzie udało im się przekonać do swych idei znaczna ilość Łemków. Ponieważ teren Beskidu Niskiego miał ogromne znaczenie strategiczne dla monarchii – nie mogła ona tolerować takiego stanu i musiała się przeciw ewentualnej dywersji zabezpieczyć. Wysiedlenie mieszkańców najbardziej niepewnych wiosek i ich internowanie w obozach Talerhofu i Terezinie było, więc jak najbardziej uzasadnione politycznie i strategicznie. Łemkowie nie byli tu wiec prześladowani za swoją etniczność, ani za religię, lecz sami zgotowali sobie nieszczęśliwy los tolerując, popierając i ulegając wrogiej propagandzie antypaństwowej i doprowadzając do sytuacji, w której, z własnego i nieprzymuszonego wyboru zostali uznani za potencjalnych wrogów wewnętrznych. Stosowanie rozmaitych środków prewencyjnych w stosunku do potencjalnych wrogów wewnętrznych było w I Wojnie Światowej normą, a nie wyjątkiem. Rosjanie również izolowali, przetrzymywali w aresztach i likwidowali w rożnych okolicznościach „podejrzanych” agitatorów i potencjalnych wrogów, wśród których olbrzymia większość stanowili Polacy.
3) Żadne państwo prowadzące I Wojnę Światową nie mogło sobie pozwolić na tolerowanie dywersji i jawnej zdrady w czasie działań wojennych, a zwłaszcza na terenach bezpośrednio objętych walką, ważnych strategicznie, lub zagrożonych inwazją. Powoływanie się na prawa i wolności obowiązujące w czasie pokoju jest niedorzeczne, bo wojna zawsze ogranicza prawa obywatelskie zastępując prawo cywilne prawem wojennym na części terytorium państwa, lub na jego całości. Karą za: szpiegostwo, dywersję, dezercję, sianie defetyzmu i jakiekolwiek wspieranie wroga jest w prawie wojennym śmierć, a najlepszym razie ciężkie więzienie. W prawie wojennym stosuje się zawsze uproszczoną procedurę procesową, która wydatnie ogranicza prawa oskarżonego, wobec którego częściej stosuje się zasadę domniemania winy, niż jego niewinności. Władze austro-węgierskie nie wyróżniały się w tej procedurze i praktyce niczym spośród innych uczestników PWŚ. Obłudne lamenty uczestników koalicji walczącej z państwami centralnymi nad uciskiem panującym w C i K monarchii były, więc zwykłymi chwytami wojennej propagandy.
Prosze podac numery ustaw, z ktorych pan wywodzi swoje wnioski.
Porownywac Austrie s Rosja, ktora nigdy nie byla uwazana za panstwo prawne, jest bezsensowne.
W Niemczech, tak jak w Francji i WB, w sprawach wojny decydowal parlament.
_________________ Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
2) Z Pańskiej wypowiedzi wynika, że Rosja mogla robić co chciala, bo nie byla państwem europejskicm - natomiast Austro-Węgry miały pozwolić aby dać sie zniszczyć w imię "europejskości". Taka teza to po prostu śmieszność.
3) Czy decydował parlament, czy też rząd, lub głowa państwa to nie ma w powyższej kwestii żadnego znaczenia. Wszystkie państwa walczące stosowały podobne zasady woibec przeciwnikow i swoich nielojalnych obywateli:
Anglicy bezwzglednie stlumili powstyaniwe kwietniowe w Irlandii w 1916 roku burząc znaczną część Dublina i masakrując cywilnych mieszkańcow stolicy Zielonej Wyspy, a następnie rozstrzelali ujętych powstańcow - nie oszczędzając nawet rannych. Nie mają więc morealnego prawa zabierać głosu w sprawach represji i ludobójstrwa. Francuzi zmasakrowali w 1917 roku własne oddzialy wojskowe odmawiające wyjścia z okopów na bezsensowną rzeź , a w następnym roku wyrżnęli w pień sprzymierzoną dywizje rosyjką walczącą we Francji. gdy ta uznala,że wraz z zawarciem Pokoju Brzeskiego skończyla sie dla niej wojna. Rozstrzeliwali też na podstawie pogłosek i pochopnych oskarzeń tysiaće rzekomych szpiegów, którym nigdy nie udowodniono winy. Zbrodnie te nie zostały nigdy osądzone, ani nawet napiętnowane. Serbowie wymordowali w 1915 roku znaczną część austro-węgiersakich jeńcow wojennych i uszło im to na sucho. Włosi masakrowali w 1917 roku swoich własnych dezerterów i obywateli posądzonych o defetyzm, a w listopadzie 1918 roku zaatakowali podstępnie i zatopili byłą flotę austrop-wegierską przekazanąnowemu państwu - Serbów, Chorwatów i Słoweńców, z którymi Wlochy nie były w stanie wojny. Wskutek zbrodniczego ataku zginęło tysiące marynarzy. Zbrodnia ta nie została nawet symbolicznie napiętnowana. Tak wygladała wojna w wydaniu "cywilizowanych" narodów europejskich walczących z państwami centralnymi. Dlatego koalicjanci powinni w sprawie zbrodni wojennych trzymać dziób zamknięty na kłódkę i nie wysuwać absurdalnych oskarżeń wobec przeciwników.
Odpowiedz p. Batora zupelnie w stylu " i u was murzynow bija ".
Jezeli AW ( w odroznieniu od Rosji) byly uwazane za monarchie konstytucyjna i panstwo prawa, kierujace sie ustawami , to przynajmniej o wypowiedzeniu wojny, o ograniczeniu praw obywatelskich czy sprawach finansowych powinien decydowac parlament. I ten to robi przez ustawe, ktora ma swoj numer. Dlatego pytalem o numery tych ustaw.
W przedwojennych ustawach zawsze bylo:
" Za zgoda obu izb Rady panstwa postanawiam ", po ogloszeniu wojny ustawy juz nie wydawano, bo parlament zostal rozproszony przez rozporzadzenie ( sic! ) .
Jezeli nie istnieje roznica pomiedzy uprawnieniami legislatywy i egzekutywy, to jest panstwo totalitarne.
Swoimi odpowiedziami pan Bator pokazal, ze nie ma zielonego pojecia o prawie jako dyscyplinie naukowej ( naprz . podstawowej teorii podzialu wladzy wedle Montesquieu-go), wiec wyklady historii prawa powinien zostawic ludziom wykwalifikowanym w tej dziedzinie ( historykom prawa ). Na tym koncze z tym offtopicem.
I jeszcze co do dzialania wstecz: na podstawie czego chciela Ententa sadzic cesarza Wilhelma II, ( slynna afera z Hindenburgiem)?
_________________ Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
Wiek: 40 Dołączył: 23 Paź 2006 Posty: 325 Skąd: Hohe Tatra
Wysłany: 2010-02-10, 07:14
F Machalica napisał/a:
nie ma zielonego pojecia o prawie jako dyscyplinie naukowej
zgodzę się, że na papierze wszystko wygląda pięknie: definicje, reguły, casusy, etc.
tyle, że w życiu bywa czasem zupełnie inaczej! teoria teorią, a praktyka to często fakty dokonane!
w myśl prawa międzynarodowego (tzn. owej teorii) to Wolne Miasto Gdańsk ciągle istnieje!
F Machalica napisał/a:
na podstawie czego chciela Ententa sadzic cesarza Wilhelma II
domyślam się, że na podstawie "prawa zwycięzcy" - dajcie mi człowieka, a paragraf zawsze się znajdzie!
choć to już ciut późniejsza epoka
_________________ was im Liede soll erstehen, muss im Leben untergehen...
Ma Pan dziwną zdolność torzenia "of topików", a następnie postulowania ich zamykania w dogodnym dla Pana czasie.
Nie radzę Panu obrażać mnie pochopnie w dalszych postach. Mam dla Pana wiele wyrozumiałości, gdyż nie włada Pan na tyle dobrze językiem polskim, aby odczuć subtelną różnicę między dyskusją publiczną, a zwykłą niegrzecznością (żeby nie powiedzieć ostrzej). Jednakże wszystko ma swoje granice i moja cierpliwość może się wyczerpać, a wówczas usłyszy Pan to, co Pana z pewnością nie ucieszy.
Przedstawiłem swój pogląd na sprawę – Pan zaś „ni z gruszki ni z pietruszki” zażądał ode mnie paragrafów i numerów ustaw – nie precyzując bynajmniej, czego te ustawy i paragrafy miały dotyczyć. Dlatego zapytałem grzecznie, o jakie ustawy Panu chodzi. Jest to, bowiem, postępowanie właściwe i logiczne. Skoro ktoś żąda precyzyjnej odpowiedzi musi precyzyjnie zadawać pytania. Musi się Pan nauczyć właściwego zadawania pytań, aby oczekiwać właściwych odpowiedzi.
Nie będę się z Panem wdawał w polemikę prawną, bo istotnie jestem z zawodu historykiem, a nie prawnikiem. Co prawda dwóch z moich pradziadków i pięciu z prapradziadków było doktorami prawa i funkcjonariuszami w austro-węgierskim systemie sprawiedliwości i pozostała mi po nich nader obszerna biblioteka, z której czasem korzystam, ale nie uzurpuje sobie posiadania wykształcenia, jakiego nie posiadam. Jednakże zapewniam Pana, że moje pojecie o prawie jest nieskończenie większe niż Pańskie o historii. Na tym forum raczył się Pan już skompromitować wielokrotnie kuriozalnymi wypowiedziami na tematy historyczne mieszać rzeczywistość z fantazję i fakty z mitologią (np. w przypadku powoływania się na Wielkie Morawy).
Nie będę Panu tłumaczył, że historia nie zna pojęcia ponadczasowo obowiązującego prawa, ani nie uznaje istnienia żadnych teorii uniwersalnych, które da się przenosić dowolnie z jednej epoki do drugiej. Z pewnością i tak Pan tego nie zrozumie. Może mi pan wierzyć, albo i nie, ale dla historyka niema, ani żadnego obiektywnego prawa międzynarodowego. Nie istnieje też coś takiego jak : obiektywnie słuszne i niesłuszne formy sprawowania władzy. Każde prawo i każda teoria władzy tworzone jest w określonym czasie i służy na ogół interesom tej grupy, która je tworzy, choć czasem takiemu twórcy, czy twórcom (jak np., wspomnianemu przez pana Monteskiuszowi wydawało się,że odkrywają obiektywne prawidłowości i tworzą idealny ustrój w interesie dobra całej ludzkości).
Gdyby teoria Monteskiusza była obiektywnie słuszna – wówczas nie byłyby możliwe ani gigantyczne afery w państwach demokratycznych (tzn. urządzonych wg tego modelu), ani też wielomilionowe społeczności nie byłyby rządzone przez wybranych przez siebie półgłówków, ani tez nie byłyby możliwe wadliwe przepisy prawne ułatwiające życie oszustom, a krzywdzące ofiary i chroniące bandytów. Państwa demokratycznie nie napadałyby na inne pod błahymi pozorami, a dowódcy i żołnierze tych państw nie popełnialiby zbrodni wojennych. Widać system Monteskiusza nie jest wiec idealny i nie ma, co robić z niego religii i absolutyzować go jako najwyższe dobro.
Pisze Pan, ze stosuje metodę „ a wy murzynów bijecie”. Być może jest w tym nieco prawdy. W swoich rozważaniach historycznych trzymam się zasady prostej sprawiedliwości i ekwiwalencji postępowania, której istota jest bardzo prosta: Nikt, kto sam popełnia czyny moralnie naganne i odrażające nie ma żadnego prawa, aby pouczać innych jak postępować, ani oskarżać ich o popełnianie takich czynów, jakie sam popełnia. Dlatego w moim odczuciu ( a myślę, że i nie tylko moim) domaganie się sądzenia cesarza Wilhelma II za zbrodnie wojenne przez prominentów zwycięskiej koalicji ( a zwłaszcza panów Clemencceau i Poincaerego, – których wina i udział w rozpętaniu wojny jest oczywista, ani też Lloyda, George’a – odpowiedzialnego z za brutalne złamanie neutralności Grecji, spowodowanie śmierci jej cywilnych mieszkańców i brutalnego obalenia prawowitego rządu, a także za masakrę cywilów popełniona z zimną krwią w Irlandii) było wysoce niesprawiedliwe, niemoralne i bezczelne. To, że w celu zalegalizowania zwykłej zemsty wspomniani łajdacy stworzyli jakieś „prawo międzynarodowe” i uznali je za obiektywne nic mnie nie obchodzi i mam to głęboko w nosie. Tym gorzej dla nich i dla prawa, bo nie ma nic gorszego dla prawa ponad to, że staje się ono narzędziem niesprawiedliwości, lub zbrodni ( nie zapominajmy, że Prawa Norymberskie również ktoś uchwalał i że było ono podstawą prawną III Rzeszy, a wiec i wszystkie zbrodnie hitlerowskie miały swoją prawną podkładkę). Krótko mówiąc: każdy zrozumie, że groteską jest taki sad, w którym sędzia i prokurator są mordercami, a oskarżają i sądzą mordercę, czy gwałcicielami, którzy oskarżają i sądzą gwałciciela. Powszechne odczucie sprawiedliwości domaga się aby sędziami i prokuratorami byli ludzie nie skalani zbrodnią i aby sąd był obiektywny.
Również nie każdy system polityczny przed I WŚ zbudowany był dokładnie na modelu Monteskiusza i chociaż wyróżniano rzeczywiście trójpodział władzy, to jednak ich kompetencje nie były jednakowe w każdym europejskim państwie. W systemie austro-węgierskim właśnie cesarzowi i królowi przysługiwało prawo wypowiadania wojny (wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami, a wiec i stanem wojennym), a nie parlamentom obydwu członów monarchii (nie istniało, bowiem nic takiego jak jednolity parlament wspólnie decydujący o losach podwójnego państwa). Jasne jest, więc dla każdego historyka, że cesarza i król Franciszek Józef zgodnie z ówczesnym prawem i przysługującymi mu kompetencjami, a także obowiązująca procedurą (poprzedzenie tego aktu przez przesłanie ultimatum i określenie czasu jego spełnienia) wypowiedział Serbii wojnę i zgoda parlamentu nie była w tym wypadku potrzebna. W sprawach wojny i pokoju parlamenty uchwalały jedynie budżet i wyrażały zgodę na użycie wojsk obrony terytorialnej (landwery i honwedu poza granicami Austrii, lub Węgier. Było to zresztą logiczne , ponieważ w Austro-Węgrzech głowa państwa nie była wybierana przez społeczeństwo, ani przez jego reprezentację, a cesarz nie był bynajmniej „władcą z woli ludu”, lecz z „Bożej Łaski”. W czasie wojny cesarz i rząd przejmowali pełnie władzy, a co do władzy ustawodawczej to zostawała ona automatycznie ograniczona: w Przedlitawii w ogóle zawieszono sesje parlamentarne,. Natomiast parlament węgierski działał nadal, ale zakres jego działalności uległ uszczupleniu. Podobnie funkcjonowały i inne cywilizowane państwa europejskie. Żadne społeczeństwo prowadzące wojnę nie może być w trakcie jej trwania rządzone w pełni demokratycznie, bo wojna wymaga planu i przewidywania i działania wojenne nie mogą być zależne od wyniku głosowań parlamentarnych, a rząd ma na głowie ważniejsze rzeczy niż zabieganie o glosy celem stworzenia większości parlamentarnej. Również truizmem i twierdzeniem nie wymagającym dowodu jest to, że w czasie wojny prawa i swobody obywatelskie są zawsze mniej lub bardziej ograniczone (stosownie do zagrożenia kraju. To, że w wielu państwach europejskich, a zwłaszcza w Wielkiej Brytanii postępowano inaczej wynikało z innej tradycji historycznej i nie ma nic wspólnego z oceną wartościową obydwu systemów. To czy lepszym jest ustrój republikański ( przy tym i tu może być wariant: prezydencki, parlamentarny, lub pośredni),parlamentarno-monarchiczny, czy tez monarchiczno-parlamentarny jest sprawą subiektywnych gustów i przekonań, a nie obiektywną prawdą.
Toteż dziwię się, że Pan tego nie rozumie i nieustannie miesza stan prawny okresu pokojowego i wojennego i nie chce przyjąć do wiadomości tego, co oczywiste. Radzę, więc Panu przyjąć moje uwagi do wiadomości i przemyśleć je sobie, a kiedy Pan zechce odpowiedzieć – proszę porzucić mentorski i napuszony ton jakim może się zwracać nauczyciel w stosunku do ucznia - nie zaś dorosły człowiek w stosunku do dorosłego człowieka co najmniej równego mu wykształceniem.
Przepraszam wszystkich forumowiczow za kontynuację "of topicu", lecz nie moze być na forum tak, aby rozpoczynać dyskusję, a następnie ucinać ją i użalać sie na odbieganie od tematu.
Wiek: 58 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 3935 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-10, 20:02
Cóz, z przykrością czytam wywody pana Batora... A już sformułowania typu "nie radzę Panu obrażać mnie pochopnie", wyrażana wspaniałomyślność p.Batora "mam dla Pana wiele wyrozumiałości",przechodzi w sformułowania bardziej nie do przyjęcia- "Z pewnością i tak Pan tego nie zrozumie".
Nie wnikam w meritum sprawy - nie jestem prawnikiem, nie posiadałem też AŻ PIĘCIU pradziadków prawników na usługach Monarchii, co zapewne daje monopol do nieomylności historycznej, ale czepianie się języka, jakim pisze Machalica i wiele podobnych niezbyt grzecznych, delikatnie mówiąc, sformułowań, nie powinno byc wogóle umieszczonych na Forum.
Nie chcę przypominać, czym kończyły się zawzięte dyskusje z p.Batorem - zamykaniem tematu, po uprzednim wielokrotnym osłupkowywaniu jego uczestników. Zarzucanie Machalicy mentorskiego i napuszonego tonu mnie osobiście śmieszy.
Można zarzucać sobie nieznajomość historii lub nieznajomość praw, ale mam wrażenie, że dalsza dyskusja utrzymana w tym tonie miejsca mieć nie powinna.
Nie po raz pierwszy Pan Machalica obraził mnie na tym forum wypowiadając swoje niczym nie poparte uwagi na temat mojej wiedzy historycznej i mojej kompetencji. Starałem sie być zawsze bardzo grzczny, ale wszystko ma swoje granice.
Nie po raz pierwszy również i Pan Panie Art wypowiada się tu w sposób wysoce stronniczy wchodząc w tony aż nazbyt bliskie wypowiedzi Pana Machalicy.
Napisałem, że nie jestem prawnikiem, jakkolwiek mam pewne pojęcie o prawie obowiazującym w Monarchii AW. Nie uzurpuję sobie natomiast żadnej wiedzy prawniczej w zakresie teorii prawa - choć wiele osób na tym forum uzrurpuje sobie analogiczną wiedzę w zakresie historii. Domagam się tylko zachowania przyzwoitych form dyskusji bez stosowania zrotów wyraźnie obraźliwych i pseudomentorskich jak to ma zwyczj czynić Pan Machalica ( co zresztą na tym forum przyjmowane jest przez wiele osób, a w tym i przez Pana z pełną wyrozumiałością). Możemy dyskutować, a nawet się spierać (bo od tego istnieje forum), ale nie może być tak, aby Pan Machalica zamienil się w coś w rodzaju hinduskiej świetej krowy, która wszystko może nafajdać kazdemu na głowę, a nikt nie może nadepnąć jej na ogon, bo to świetokradztwo.
Nigdy nie odzywam się na tym forum bez poważnego powodu i obiektywnie uwazam, ze wznawianie tyle razy "wałkowanej" sprawy Łemków, Talerhofu i Teresina niczemu nie służy. Jesli jednak sprawa wraca jak bumerang i ropętuję sie ją w nieskończoność, to i ja w nieskończoność będe powtarzał swoje argumenty.
Wiek: 58 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 3935 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-10, 21:23
Juliusz Bator napisał/a:
Nie po raz pierwszy również i Pan Panie Art wypowiada się tu w sposób wysoce stronniczy wchodząc w tony aż nazbyt bliskie wypowiedzi Pana Machalicy.
), ale nie może być tak, aby Pan Machalica zamienil się w coś w rodzaju hinduskiej świetej krowy, która wszystko może nafajdać kazdemu na głowę, a nikt nie może nadepnąć jej na ogon, bo to świetokradztwo.
Nigdy nie odzywam się na tym forum bez poważnego powodu i obiektywnie uwazam, ze wznawianie tyle razy "wałkowanej" sprawy Łemków, Talerhofu i Teresina niczemu nie służy. Jesli jednak sprawa wraca jak bumerang i ropętuję sie ją w nieskończoność, to i ja w nieskończoność będe powtarzał swoje argumenty.
J.B.
Sprawa Łemków, Talerhofu i Teresina (chyba chodzi o Terezin...) wracać tu będzie napewno jeszcze nie raz, czy Pan chce, czy nie. Tylko czy obiektywnie - no, według Pana napewno. Ale inni mogą mieć inne zdanie, a Pan nie może im tego zabronić.
Cóż, mam wrażenie że to p.Bator chce, wraz ze swoimi poglądami,jedynie słusznymi, uchodzić za świętą krowę, której nikt nie może nawet dotknąć, o nafajdaniu na głowę (cytat z p.Batora) nie mówiąc. Każdy, kto śmie napisać coś nie po myśli p.Batora jest uznany za wroga nr 1. Napisałem, że w meritum sporu się nie wdaję, bo nie mam zamiaru, ale posty p.Batora od początku, odkąd jest na tym forum są pełne nadętego EGO, niczym Zeppelin... Obrażał, obraża i pewnie obrażać będzie, doszukując się ukrytych treści nawet tam, gdzie ich nie ma. Cóż, dyskusję na ten temat uważam za zamkniętą ze swojej strony, kończę ją, bo dalsza kontynuacja jest bezsensowna, czy p.Bator uzna to za ucieczke z mojej strony, czy nie. A na dokładkę zaczynam się bać, czy p.Bator nie zacznie grozić sądem... Jeśli chodzi o wiedzę prawniczą Machalicy - cóż, mam wrażenie, że jego dorobek z zakresu historii prawa jest na tyle wystarczający, że może się śmiało w tym temacie wypowiadać.
Na tym kończę, życząc p.Batorowi dobrego humoru i wspaniałego samopoczucia. Gdyby coś, to proszę na priv, żeby nie zaśmiecać forum.
Nic dodać . Nic ująć!
Nie mam poglądów jedynie słusznych, a jedynie bronię sprawy, którą uważam za słuszną, a to jest duża róznica, Panie Art. Zawsze dopuszczam krtytykę swoich poglądów, bo przecież są one subiektywne. Jest jednak różnica między krytyką, a znieważaniem. Nie mam zwyczaju dawać się bezkarnie obrażać, gdyż nie hołduję, niestety, zasadzie "nastawiania drugiego policzka" i każdy kto to zrobi - spotka się z mojej strony z analogicznymi działaniami i musi zdawać sobie z tego sprawe - choćby był nawet laureatem nagrody Nobla.
Nie kpilem też bynajmniej ze słabej znajomości jezyka polskiego Pana Machalicy. Po prostu jego niestosowne, publiczne określenia w stosunku do mojej skromnej osoby wolałem uważać za skutek niezręcznosci językowej niż za zamierzonąk niegrzeczność. Zamiast unosić się oburzeniem - proszę sobie postudiować posty Pana Machalicy w różnych tematach i akreślić ołowkiem wszystkie małoeleganckie uwagi w stosunku do mojej osoby, a zrozumie Pan, że nie występuję bezsasadnie. Nie szukałem i nie szukam z nikim zwady - kazdemu odferuję pokój, lub wojnę w zależności od tego jak się do mnie odnosi.
Jeśli sprawa Talerhofu, Terezina i represji wobec dywersantów, rusofilów i dezerterów wyjdziena jaw niejwednokrotnie - to i ja wróce do niej niejednokrotnie. Na to mogę dać każdemu z Panów słowo honoru.
Słuszna uwaga, ale dotyczy to, niestety, wogóle całej nauki, a szczególnie: historii nowożytnej i najnowszej, socjologii i politologii, które zamienily się w coś w rodzaju "panienek" świadczących płatne usługii władcom tego świata.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach