Wysłany: 2005-09-08, 21:58Bitwa Morska w Cieśninie Otranto - Miklós Horthy
Miklós Horthy
Bitwa Morska w Cieśninie Otranto
Rozpocząłem żmudne przygotowania do operacji. Poprosiłem Dowódcę Floty o przydzielenie mi krążowników „Helgoland" i „Saida", oba typu „Novara", jak również kontrtorpedowców „Csepel" i „Balaton". Aby zmylić przeciwnika nakazałem skrócić maszty krążowników, co miało zmienić ich sylwetkę, upodabniając je nieco do kontrtorpedowców.
Wieczorem 14 maja 1917 roku wyszliśmy z portu. Dwa kontrtorpedowce pod dowództwem kmdr ppor. księcia von Liechtensteina wyprzedzały krążowniki o godzinę i były naszym zwiadem. Obliczyliśmy godzinę wyjścia tak, aby znaleźć się w Cieśninie Otranto już po zapadnięciu zmroku. Od tego momentu krążowniki miały podążać różnymi kursami: „Novara" na wschód, w kierunku Fano, płynący w centrum „Helgoland" na południe, a „Saida" na zachód, ku przylądkowi Santa Maria di Leuca.
Od trzeciej nad ranem usłyszeliśmy na południu kanonadę: nasze kontrtorpedowce napotkały konwój płynący w stronę Brindisi. Z zadania wywiązały się świetnie, zatapiając dwa parowce i osłaniające je kontrtorpedowce.
Wkrótce po rozdzieleniu zespołu napotkaliśmy trawlery. Daliśmy strzał ostrzegawczy, lecz nie wszystkie załogi opuściły pokłady. Niektóre, dopóki ich nie zatopiliśmy, wzięły nas na cel. Nasze szalupy ratowały później ich załogi.
Postawione zadanie zostało wykonane. Trzy krążowniki zniszczyły dwadzieścia jeden lugrów, biorąc do niewoli sześćdziesięciu dwóch marynarzy. Nasze straty były minimalne. „Novara" została niecelnie zaatakowana z powietrza. Nasze trzy krążowniki ponownie połączyły się i podążały w znacznej odległości za wyprzedzającymi je kontrtorpedowcami kierującymi się do macierzystego portu.
W tym czasie ocalałe lugry podniosły przy pomocy radia i sygnałów świetlnych alarm, po którym liczne nieprzyjacielskie kontrtorpedowce opuściły port w Valonie. Rozpoczęła się trwająca siedem minut kanonada, po której 8 nieprzyjacielskich jednostek wolało zawrócić w stronę Valony. Nie mogliśmy jednak przeszkodzić im w utrzymywaniu z nami kontaku wzrokowego i informowaniu ich dowództwa o naszych ruchach.
Niemal w tej samej chwili otrzymaliśmy od grupy Liechtensteina oraz od naszych lotników, informację, że w Zatoce Drin, na wysokości Durazzo dostrzeżono potężne siły nieprzyjaciela nadciągające zapewne od Brindisi, które według wszelkiego prawdopodobieństwa chciały przeciąć naszą drogę odwrotu. Początkowo ukazały się dwa angielskie krążowniki oraz dwa włoskie kontrtorpedowce .
Znając ich pozycję łatwo można było obrać kurs, na wyminięcie, przyjmując, że prawidłowo określimy ich prędkość. Wtedy ks. von Liechtenstein powiadomił nas, że jego dwa kontrtorpedowce nie mogą dotrzeć do Cattaro i kieruje się w stronę wybrzeża. Postanowiłem zatem, że obiorę kurs na nieprzyjaciela, który zbliżając się do nas w szybkim tempie, ominął kontrtorpedowce księcia i szedł nam na spotkanie. Kiedy zatopiliśmy włoski kontrtorpedowiec, oba nasze okręty mogły już bez przeszkód skierować się do macierzystego portu.
Dowódca flotylli krążowników, który pojął naszą sytuację zwrócił się do nas za pośrednictwem łodzi latającej, z pytaniem czy ma przyjść nam z pomocą. Odpowiedziałem, że jedyną szansą powodzenia będzie wzięcie wroga w kleszcze.
Gdy tylko grupa krążowników nieprzyjacielskich zbliżyła się na odległość strzału przyjęliśmy kurs równoległy i o 9:25 otwarto ogień. Na miejscu krążownika włoskiego pojawił się teraz krążownik angielski, z którego pokładu dowodzono operacją.
Już pierwsza salwa z włoskiego krążownika padła o kilka metrów od „Novary". Dopóki dystans od nieprzyjaciela przewyższał zasięg naszej artylerii kazałem stawiać zasłony dymne, żeby pod ich osłoną zbliżyć się na odległość z której moglibyśmy użyć naszych dział i ewentualnie torped. Przeciwnik także zbliżał się, ponieważ, jak można było przypuszczać, sądził, że będziemy raczej salwować się ucieczką.
Kiedy tylko podpłynąłem wystarczająco blisko postawiłem zasłonę dymną i skierowałem się na północny zachód. Krążowniki nieprzyjaciela podchodzące od bakburty znalazły się wreszcie w zasięgu naszych dział.
Rozpętała się wściekła kanonada na dystansie od 4700 do 10 000 metrów. Chociaż prędkość „Saidy" nie przekraczała 25 węzłów mogliśmy iść naprzód i utrzymywać nieprzyjaciela w zasięgu naszej artylerii. Salwy z krążowników angielskich układały się z niezwykłą precyzją. Prowadząca nasz szyk „Novara", znalazła się pod najcięższym ostrzałem. Trafienia, początkowo niegroźne, z czasem zaczęły coraz bardziej zagrażać okrętowi. Zdemolowane zostały stanowisko dowodzenia i kabina nawigacyjna. Wyeliminowano z walki jedno z dział, wybuchło kilka pożarów, które zostały szybko opanowane. Obserwowaliśmy także jak nasze pociski trafiają w okręty wroga.
O godzinie 10:10 zostałem ranny po eksplozji granatu. Miałem w nodze pięć odłamków, a szósty, ważący około kilograma zerwał mi z głowy czapkę nie czyniąc jednak przy tym żadnej szkody (odłamek z osmalonymi resztkami spalonej czapki, odnaleziono po bitwie). Na mundur miałem założony płaszcz. Buty, skarpetki i cała odzież do wysokości klatki piersiowej uległa spaleniu, nie wywołując jednakże poparzeń. Czułem się tak, jakby ktoś zdzielił mnie obuchem, do tego byłem lekko podtruty gazem. Straciłem przytomność, jednak szybko doszedłem do siebie, ponieważ, aby ugasić moje płonące ubranie, wylano na mnie dużą ilość wody. Zostałem zaniesiony na noszach na pokład, skąd mogłem śledzić rozwój bitwy. Chciałem przekazać dowództwo okrętu doskonałemu I oficerowi — kmdr. ppor. Szuboritsowi, ale doniesiono mi, że poległ. Powierzyłem zatem dowodzenie kolejnemu w hierarchii oficerowi — dowódcy artylerii, kpt. Witkowskiemu. Podczas bitwy, kierował on ogniem z głównego pokładu bez najmniejszej osłony i prowadził „Novarę" w sposób doskonały. Sobie pozostawiłem dowodzenie całością naszej eskadry.
O 10:35 zostaliśmy trafieni w rufową maszynownię, w kondensator pary. Musieliśmy wygasić osiem z szesnastu kotłów i ze znacznie zmniejszoną prędkością po jakimś czasie ruszyliśmy z miejsca. Nie chcąc przeciążać kotłów powiadomiłem pozostałe jednostki, że „Novara" odzyska napęd najwcześniej za 10 minut. Pożary dogasały, a my staliśmy unieruchomieni. Ogień Anglików również osłabł i około godziny jedenastej przeciwnik zawrócił na południowy zachód, aby połączyć się z idącymi od południa kontrtorpedowcami.
O 11:20 do „Novary" podeszła „Saida", aby wziąć ją na hol, a dowodzenie zespołem miał przejąć „Helgoland". W trakcie holowania obie strony wznowiły ostrzał. Odparto atak włoskiego krążownika „Quatro", podobnie jak i kontrtorpedowca, który próbował nas storpedować. Dowódca „Saidy", kmdr Ritter von Purschka pod deszczem granatów doskonale przeprowadził ten trudny manewr. Musieliśmy jednocześnie odpierać atak z powietrza i nawet odnieśliśmy sukces strącając jednego z napastników. Wydawało się, że jesteśmy już bezpieczni, gdy na południu dostrzegliśmy dwa słupy dymu. Wkrótce okazało się, że jest to kolejny włoski krążownik płynący w eskorcie kilku kontrtorpedowców.
Doszło do połączenia sił nieprzyjaciela i jego eskadra, licząca teraz co najmniej dziesięć jednostek, ruszyła na nas we frontalnym ataku. Nadszedł krytyczny moment boju. Biorąc pod uwagę siłę nieprzyjaciela i wyeliminowaną z walki „Novarę" nasze obecne położenie przybrało beznadziejny obrót.
Leżałem na noszach i nie widziałem okrętów nieprzyjaciela, zapytałem więc Witkowskiego, co robią. Długo obserwował przez lornetkę i wreszcie odpowiedział:
„Wykonali zwrot i wygląda na to, że się wycofują."
Tak też się stało — opuścili pole bitwy kierując się do Brindisi. Zegarek wskazywał siedem minut po południu. Jeszcze kilka słupów wody podniosło się na powierzchni morza po ostatnich strzałach przeciwnika, i nieprzyjaciel powoli zniknął, za południowym horyzontem, podczas gdy kłęby dymu z północy oznajmiały przybycie naszego „Sankt Georga" i torpedowców, które wyszły z Zatoki Cattaro.
Włoski admirał Acton, zaokrętowany na czołowym krążowniku angielskim rozważał ryzyko podjęcia walki z naszym znacznie silniejszym krążownikiem pancernym „Sankt Georg" i pancernikiem „Budapest". Widząc naszą niezdolność do prowadzenia pościgu wolał wyrzec się dobicia „Novary" i bezpiecznie wycofać się. Zatem wygraliśmy bitwę!
O 12:25 „Saida" podała hol „Novarze", chwilę później zdołaliśmy dołączyć do „Sankt Georga" i naszych okrętów torpedowych, które powitały nas entuzjastycznymi okrzykami. Dwadzieścia cztery godziny po wyjściu z Zatoki Cattaro rzuciliśmy kotwicę na opuszczonym miejscu.
Trzy nasze krążowniki dysponowały dwudziestoma siedmioma działami stumilimetrowymi. Stawiły one czoło dwóm krążownikom angielskim i jednemu włoskiemu, oraz jedenastu włoskim i trzem francuskim kontrtorpedowcom, z trzydziestoma trzema działami o kalibrach od 120 do 150 mm, a ponadto pięćdziesięciu sześciu mniejszych działach. Tonaż naszych jednostek wynosił 12 200 ton, natomiast nieprzyjacielskich, aż 25 932, czyli dwakroć więcej.
Przeciwnik stracił dwadzieścia trzy trawlery, dwa transportowce, dwa kontr-torpedowce i jeden samolot. Okręt admiralski nieprzyjaciela - „Dartmouth", zanim zdołał dotrzeć do Brindisi został zaatakowany i dwukrotnie trafiony przez niemiecki okręt podwodny. Kontrorpedowiec francuski „Boutefeu", który szedł „Dartmouthowi" z pomocą natknął się na ten sam okręt podwodny i zatonął. My nie straciliśmy żadnego okrętu, a Cieśnina Otranto została ponownie otwarta dla naszych okrętów podwodnych. Zaobserwowaliśmy, że blokadę którą tworzyły trawlery z sieciami przeciw okrętom podwodnym można było ominąć. Zorientowałem się zbyt późno, że nieprzyjaciel dostrzegł zagrożenie i wysyłał trawlery wyłącznie w porze dziennej. Nasze okręty podwodne mogły bez przeszkód pokonywać Cieśninę Otranto nocą.
Podczas spotkania skautów, które miało miejsce już po wojnie w Budapeszcie, żona admirała Marka Kerra, który dowodził angielską eskadrą na Adriatyku wręczyła mi list od męża. Przekazywał w nim treść depeszy, jaką po bitwie w Cieśninie Otranto wysłał do swojej Admiralicji. Pisał tam: „Nie ulega wątpliwości, że krążowniki austro-węgierskie okazały iście rycerską postawę. Gdy jeden z trawlerów podjął walkę, odmawiając poddania się, nie staranowały go, lecz pozwoliły mu opuścić pole bitwy. Można uznać to za nawiązanie do starych tradycji, honoru i rycerskości w walce na morzu."
Kiedy przybyliśmy do Zatoki Cattaro, zostałem przetransportowany na okręt szpitalny. Moja żona otrzymała pozwolenie na odwiedzenie mnie. Wiedząc o opóźnieniu naszego wyjścia, przybyła w przeddzień. Informowana o wszystkich szczegółach bitwy przez dowódcę floty musiała cały czas zmagać się z napięciem wywołanym naszą walką. Wiedziała, że zostałem ranny i oczekiwała na mnie na pokładzie okrętu szpitalnego. Radość z powrotu sprawiła, że zapomniałem o wszystkich dolegliwościach i byłem szczęśliwy, znalazłszy się pod opieką najlepszej, najzręczniejszej i najbardziej kochającej z wszystkich pielęgniarek.
Na „Novarze" przeprowadzono prowizoryczne naprawy. Kiedy tylko mogłem być transportowany, ponownie objąłem dowodzenie okrętem, w drodze do stoczni „Arsenał" w Poli, leżąc na noszach ułożonych na mostku. Chciałem uniknąć wszelkich kłopotów, a Adriatyk był wówczas pełen niebezpieczeństw. Miny nasze i przeciwnika utrudniały rejs, a zewsząd czyhały nieprzyjacielskie okręty podwodne. Wydawało mi się, że po raz ostatni dowodzę starą, dobrą „Novarą" i dlatego osobiście chciałem odprowadzić ją do Poli. Na pokładzie miałem co prawda doskonałych oficerów, ale przywykłem już do dowodzenia w ciężkich warunkach, no i miałem większe od nich doświadczenie.
Operowano mnie w Wiedniu, gdzie już po sześciu tygodniach od zabiegu, znakomity chirurg profesor Eiselsberg postawił mnie na nogi. Ponieważ eksplozja zniszczyła mi bębenki w uszach, w Baden, gdzie wynajęliśmy mały apartament, do terapii włączył się otolaryngolog profesor Biel. Udawał, że nie ma nic do roboty, ale dzięki nieustannej rehabilitacji, po pewnym czasie zacząłem lepiej słyszeć, później zaś, podczas rozmów w cztery oczy, interlokutorzy nie zawsze zauważali, iż słabiej słyszę. Natomiast nadal nie słyszałem nic, jeżeli kilka osób mówiło jednocześnie lub też rozmowę zakłócał jakiś hałas z zewnątrz.
-----------------------------------------------------------------------------------
Tłum. Małgorzata C. Wybieralska
Memoires de l'Amiral Horthy Regent de Hongrie, [Paris 1954], s.71-78
Cytowane za Marynarka Wojenna Austro-Węgier w I wojnie światowej 1914-1918 - Karoly Csonkareti
Świetne zdjęcia z tej bitwy - w tym robione z łodzi latających (np. wodujący między okrętami uszkodzony włoski wodnosamolot) są w książce - albumie "Ende einer Seemacht".
Świetne zdjęcia z tej bitwy - w tym robione z łodzi latających (np. wodujący między okrętami uszkodzony włoski wodnosamolot) są w książce - albumie "Ende einer Seemacht".
Super zdjęcie obrazuje takż emoment trafienia Saidy albo Novary przez jeden z brytyjskich pocisków 152 mm.
Ów cytat przywoluje Karoly Csonkareti w swojej Marynarce Austro-Węgier w Wielkiej Wojnie 1914-1918.
Mam jeszcze fragmenty wspomnień dowódcy Saidy - tyle ż epo niemiecku.
_________________ General der Infanterie Zulu Freiherr von Auffenberg.
Kommandeur der 4-ten K.u.K. Armee.
Ja wywiedziałem się tylko tyle, że kpt. Stanisław Witkowski w Polsce międzywojennej był komandorem porucznikiem i członkiem Rady Portu w Gdańsku.
_________________ " JAKIEŚ PRZEKLĘTE BŁAZEŃSTWO NA BAŁKANACH STANIE SIĘ ZARZEWIEM KOLEJNEJ WOJNY ".
słowa kanclerza Niemiec ks. Otto von Bismarcka
GOTT MIT UNS !!!
Prowadzone serwisy historyczne : www.armianiemiecka.tpf.pl | www.osman.livenet.pl
Do opisu bitwy należy dodać jej druga nieodłączną część, tj. akcję niszczycieli Balaton i Csepel pod dowództwem kmdra Johanna ks. von Liechtensteina.
Okręty te miały za zadanie płynąć wzdłuż wybrzeża albańskiego do pewnego momentu, zniszczyć napotkane jednostki, po czym zrobić zwrot na zachód, przeciąć w odpowiednim momencie zaplanowany kurs powrotny zespółu Horthy'ego i płynąc w odpowiednim oddaleniu na lewym trawersie krążowników pełnić rolę dalekiego rozpoznania od strony włoskiego wybrzeża.
Na razie pokrótce (gdyż musiałbym sięgnąć do źródeł) powiem tyle, że ok. 3 w nocy niszczyciele napotkały u wybrzeży Albanii włoski konwój - 3 parowce eskortowane przez włoski niszczyciel Borea (dużo mniejszy i słabiej uzbrojony od okrętów JCesKrólMości).
Ponieważ nad morzem unosiła się mgła, Włosi zostali zaskoczeni - Csepel zajął się niszczycielem, zaś Balaton konwojem - pierwszy pocisk wystrzelony z dystansu ok. 1000 m (to świadczy o widoczności) ziszczył radiostację włoskiego niszczyciela (co też było fuksem), więc Włochom nie pozostało nic innego, jak na dnie z honorem lec, co też niedługo potem sie stało.
Balaton zatopił natomiast 1 statek, dwa ciężko uszkodził.
W drodze powrotnej doszło do starcia austriackich niszczycieli z zespołem włoskiego niszczyciela Aquilla (Włoch plus 3 Francuzów) - w starciu artyleryjskim kanonierzy Balatona z armaty 100 na dystansie ok. 10 km trafili w Aquillę i to tak nieszczęśliwie, że jednym pociskiem załatwili siłownię. A trzeba dodać, że Aquilla miał niemal dwukrotnie większą wyporność i uzbropjony był w armatę 152 mm (włoska klasyfikacja określała ten okręt jako "esploratori" tj. "zwiadowca", podobnie jak krążowniki t. Quarto i Marsala).
Prędkość Włocha spadła niemal do zera, zaś Francuzi dalej nie ścigali.
Po tym zdarzeniu nszczyciele austro-węgierskie już chyba z nikim nie walczyły, a wypełniwszy zadanie rozpoznania skierowały się do Cattaro, gdzie dotarły bezpiecznie, uciekając okrętom Ententy.
Bitwa krążowników Horthy'ego odbyła się niejako obok.
_________________ General der Infanterie Zulu Freiherr von Auffenberg.
Kommandeur der 4-ten K.u.K. Armee.
Wydawnictwo Kagero planuje kolejny specjalny dodatek o okrętach wojennych.
W poprzednim numerze ukazał się m.in. mój artykuł o działaniach brytyjskich submaryn na Bałtyku w latach 1914-1915.
Do nowego numeru piszę artykuł o II Bitwie w Cieśninie Otranto.
Jak się wyprodukuję, dam znać.
_________________ General der Infanterie Zulu Freiherr von Auffenberg.
Kommandeur der 4-ten K.u.K. Armee.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach