Wysłany: 2008-09-01, 14:22Pamiętnik dziwnego człowieka, Stanisław Reychan
Wspomniałem o tej książce(a nawet zacytowałem fragmenty z niej) w poście " O arc. Leopoldzie i nie tylko - offtopic do Konkursu" w dziale "Poza tematem". Wypada więc i tutaj o niej wspomnieć
"Pamiętnik dziwnego człowieka. Ze Lwowa do Londynu" wydane przez "Universitas" Kraków w 1992. Autor: Stanisław Reychan. Artysta-ceramik ur. w 1897, działalnością artystyczną zajął się dopiero po II wojnie światowej gdy osiadł w Wielkiej Brytanii. Miał wtedy ponad 50 lat. Widocznie geny artystyczne odezwały się w nim choć późno. Pochodził bowiem z artystycznej rodziny. Jego ojciec, dziadek, pradziadek i prapradziadek byli malarzami.
Autor opisuje swoje dzieciństwo i lata młodzieńcze w ck monarchii. Przy czym bardzo dużo(odrobinę za dużo) pisze o swoich i swoich znajomych rodzinnych koligacjach. Następnie opisuje swoją służbę w ck armii w czasie I wojny światowej gdy jako najpierw jednoroczny ochotnik a następnie oficer na froncie włoskim służył w artylerii. To najciekawcze fragmenty wspomnień.
Póżniejsze wspomnienia dotyczące dziejów w powojennej Polsce, II wojny światowej(służba w sztabie Sikorskiego) i z pobytu w Anglii po niej - też dobre. W sumie niezła rzecz i zachęcam do przeczytania jak się komuś trafi okazja.
Na zachętę jeszcze jeden fragment ze służby wojskowej autora w I wojnie:
W trakcie szkolenia jednoroczni otrzymywali kolejne stopnie podoficerskie, zaczynając od pierwszej gwiazdki(kościanej) na kołnierzu _ Vormeistra. Taki starszy kanonier miał prócz tego bardzo wątpliwy przywilej noszenia czerwonych sznurów z pomponami, zawieszonych w skomplikowanej draperii między naramiennikiem i guzikami bluzy. Ładne to może było do paradnego brązowego munduru pokojowego, ale bez sensu do szarej bluzy polowej i wątpię, czy który z innych pułków tego przestrzegał. Ale Schubert widział okazję do rygoru i dyscypliny.
W płaszczu sznury też były na wierzchu, więc zdejmując płaszcz należało je przepiąć na bluzę. Jak mi się wydaje po tylu latach, "draperia" była tak skomplikowana że nie można jej było mieć i na płaszczu i na bluzie w dwóch egzemplarzach.
Przypadek zechciał, że w jakiejś kawiarni czy restauracji, siadając do stołu z ojcem zdjąłem płaszcz ale sznurów naturalnie nie przeniosłem. Gdzieś z dala siedział Schubert z Szalayami. Ja go nie widziałem ale on zobaczył. Tak się ucieszył że będzie miał nazajutrz ucztę sadystyczną że musiał się podzielić spostrzeżeniem z pannami. Może nie wiedział, że to nasze znajome. Panny go jakoś ubłagały i rzeczywiście raportu karnego nie było. Ale jak długo byłem Vormeistrem już nie odważyłem się na publiczne występy bez znienawidzonych sznurów. Wnet zresztą koledzy i ja zostaliśmy kapralami i sznury poszły w zapomnienie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach