Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Targedia Mayerlingu 1889
Autor Wiadomość
Franz
Admin


Dołączył: 23 Sie 2004
Posty: 1018
Skąd: Olsztyn
PostWysłany: 2005-08-05, 18:38     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Ja to bym chciał jakieś dowody na to, że ktoś lubił tych czy tamtych za dużo jest znaków zapytania w sprawie, oznaków sympatii.
Darkol a co za problem by wrzucić tekst na forum? Trzeba go tylko trochę sformatować - byle użytkownik to może Smile
Ten tekst to chyba tłumaczenie z jakieś innej wersji tej encyklopedii.

_________________
W sprawie kontaktu z administratorem
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
3703639
CK Tiger
Głównodowodzący
A.E.I.O.U.


Wiek: 16
Dołączył: 10 Lis 2004
Posty: 1544
Skąd: Festung Krakau
PostWysłany: 2005-08-06, 12:30     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

No więc jako "byle użytkownik" Very Happy , zamieszczam ten tekst:


Arcyksiążę Rudolf (1858-1889) Rudolf, arcyksiążę austriacki (ur. 21 sierpnia 1858, zm. 30 stycznia 1889) był synem i następcą cesarza Austrii Franciszka Józefa i cesarzowej Elżbiety. Jego samobójcza śmierć w Mayerling w 1889 stała się międzynarodowym skandalem i przyczyniła się do upadku władzy dynastii Habsburgów.

Dzieciństwo i młodość

Młody arcyksiążę Rudolf urodził się w 1858, jako pierwszy syn i trzecie dziecko cesarskiej pary. W najwcześniejszych dniach swego życia, zgodnie z ówczesnym zwyczajem, został zabrany od matki i przekazany w opiekę arcyksiężnej Zofii, matce ojca. Następca tronu nie widywał często swych rodziców. Cesarzowa, która spędzała czas na podróżach i pielęgnowaniu urody, nie czuła się związana ze swoimi dziećmi. Cesarz zaś, człowiek twardo stąpający po ziemi i bez reszty oddany obowiązkom, przekładał surowość nad ojcowskie uczucie.
Dzieciństwo spędził więc Rudolf samotnie, pozbawiony kontaktu z rówieśnikami, wychowywany przez surowych guwernerów, zawodowych żołnierzy wybieranych przez cesarza, którzy z wrażliwego chłopca chcieli uczynić godnego cesarskiego tytułu mężczyznę.
Surowe wychowanie i brak miłości ze strony rodziców przyczyniły się z pewnością do późniejszych problemów emocjonalnych Rudolfa.
10 maja 1881 ożenił się z belgijską księżniczką Stefanią, córką Leopolda II. Wesele odbyło się z wielką pompą i splendorem godnym przyszłego cesarza. Rudolf wydawał się być zakochany w swej młodziutkiej żonie, którą jego matka nazywała "tłustą słonicą". Po narodzinach ich jedynego dziecka, arcyksiężnej Elżbiety (21 września 1883), książęca para bezpowrotnie oddaliła się od siebie (co było też spowodowane licznymi chorobami wenerycznymi Rudolfa, których nabawił się z powodu swej chronicznej niewierności).
Cierpiący na neurastenię arcyksiążę pociechy szukał w alkoholu, morfinie i kobiecym towarzystwie.

Rudolf i polityka

W odróżnieniu od swego głęboko konserwatywnego ojca, Rudolf był zagorzałym zwolennikiem liberalizmu, co ideologicznie zbliżało go do matki. Arcyksiążę obracał się w wiedeńskich kręgach republikańskich, co wprawiało Franciszka Józefa we wściekłość. Był również przeciwnikiem sojuszu Austrii z Niemcami, co w przypadku, gdyby został cesarzem, mogłoby mieć duży wpływ na losy Europy w XX w.

Tragedia w Mayerling

W 1887 Rudolf zakupił zameczek myśliwski w Mayerling. Jesienią następnego roku 30-letni następca tronu spotkał 17-letnią baronównę Mary Vetserę. Od samego początku tej znajomości Mary otaczała Rudolfa boską niemalże czcią i była gotowa zrobić dla niego wszystko. Nie był to z pewnością dla Rudolfa największy romans jego życia, ale darzył Mary uczuciem i był poruszony jej bezgraniczną, fanatyczną wręcz miłością do niego. Gdy następca tronu podjął decyzję o własnym samobójstwie, Mary była gotowa towarzyszyć mu w tym dramatycznym posunięciu.
Według oficjalnych raportów, ich śmierć była wynikiem cesarskiego nakazu zakończenia romansu arcyksięcia. Jak wykazało prowadzone śledztwo, Rudolf, zgodnie z umową zawartą z Mary, zastrzelił swoją kochankę, a następnie oddał strzał we własną głowę.
Arcyksiążę został oficjalnie uznany za "psychicznie niestabilnego", by jako samobójca mógł być pochowany z wszelkimi honorami. Pogrzeb odbył w Wiedniu, a ciało Rudolfa złożono w cesarskiej krypcie kościoła Kapucynów. Zwłoki Mary zostały potajemnie wywiezione z Mayerling i złożone na cmentarzu w Heiligenkreuz.
Powszechnie znana była fascynacja Rudolfa śmiercią i jego zmęczenie dręczącymi go dolegliwościami. Na biurku zwykł trzymać ludzką czaszkę i rewolwer. W Mary znalazł wierną towarzyszkę, darzącą go wielką miłością, swej ostatniej wędrówki do Mayerling – teatru tragedii, który później z rozkazu cesarza został zaadaptowany na klasztor karmelitanek.

Samobójstwo czy morderstwo?

Od momentu ogłoszenia, raport dotyczący śmierci arcyksięcia wzbudzał liczne wątpliwości. Krótko przed śmiercią w 1989 roku, ostatnia cesarzowa Austro-Węgier Zyta udzieliła wywiadu, w którym wyjawiła, że arcyksiążę i jego kochanka zostali zamordowani w ramach spisku mającego na celu uciszyć Rudolfa, po tym jak odmówił udziału w zorganizowanej przez francuski rząd, próbie obalenia swego konserwatywnego i popierającego Niemcy ojca. Gdyby plan ów się powiódł arcyksiążę objął by tron jako cesarz liberalny i pro-francuski. Zyta nie podała żadnych dowodów potwierdzających autentyczność tej rewelacji, toteż za życia cesarzowej nie potraktowano jej poważnie.
W grudniu 1992 szczątki Mary Vetsery zostały wykradzione z cmentarza w Heiligenkreuz. Po ich odnalezieniu policja, chcąc mieć pewność, że należały one do baronówny, zleciła w Wiedeńskim Instytucie Medycznym ich przebadanie. Jakkolwiek potwierdzono ich tożsamość, zauważono, że czaszka nie nosi śladów po kuli, która to, wystrzelona przez Rudolfa, miała być przyczyną śmierci Mary. Zasugerowano natomiast, że Vetsera prawdopodobnie została zabita przez serię silnych ciosów w głowę.
W związku z poczynionym odkryciem przeanalizowano raport z sekcji zwłok arcyksięcia, sporządzony tuż po jego śmierci. Jego ciało nosiło ślady walki. Ponadto akta sprawy wspominały o sześciu kulach wystrzelonych z rewolweru, który jak dowiedziono, nie należał do Rudolfa.
Oficjalny raport państwowy mówi, że Rudolf zastrzelił Vetserę na jej własną prośbę, nim sam popełnił samobójstwo. Nie wspomina ani słowem o poczynionych po latach odkryciach, co budzi oczywiste przypuszczenia- coś starano się ukryć. Nigdy jednak nie będzie możliwe dokładne ustalenie tego co naprawdę wydarzyło się w Mayerling. Zgromadzone fakty pozwalają jedynie na snucie skrajnie różnych teorii.
Jedna z nich głosi, że nim doszło do tragedii, między arcyksięciem a jego kochanką doszło do kłótni, a w jej następstwie do szamotaniny. Rudolf zabił Mary, zaś następnie sam pozbawił się życia. Innymi słowy- raczej klasyczne morderstwo niż podwójne samobójstwo kochanków. Teoria ta upada jednak gdy przychodzi do wyjaśnienia jak popełniając samobójstwo arcyksiążę wystrzelił sześć kul, oraz skąd wziął się rewolwer, skoro nie należał do Rudolfa.
Druga teoria zakłada uczestnictwo osób trzecich, owych tajemniczych morderców, którzy pobili Vetserę na śmierć, a następcę tronu zastrzelili. Ta ostatnia teoria nosi znamiona podobieństwa do tej głoszonej przez cesarzową Zytę, która jako żona następcy tronu w latach 1914-1916, była w bliskich stosunkach z ojcem Rudolfa, Franciszkiem Józefem. Od niego właśnie i od innych ważnych na dworze austro-węgierskim osobistości mogła zaczerpnąć informacji dotyczących jednego z najbardziej tajemniczych epizodów w europejskiej historii.
Należy jednak pamiętać, jak ciężkie dla cesarza musiało być ogłoszenie, że jego jedyny syn i następca wraz ze swą kochanką popełnił samobójstwo w stanie "braku psychicznej równowagi". Jeśli istniałyby jakiekolwiek dowody na to, że para została zamordowana, z pewnością podano by taką (znacznie wygodniejszą do monarchii) wersję wydarzeń do publicznej wiadomości. O ileż lepiej wyglądałaby w oczach współczesnych postać arcyksięcia- niewinnej ofiary spisku, niż arcyksięcia „szalonego” mordercy i samobójcy.

Skutki śmierci arcyksięcia Rudolfa

Śmierć jedynego syna sprawiła, że małżeństwo Franciszka Józefa i Elżbiety zupełnie się rozpadło. Cesarzowa pogrążyła się w melancholii i wyrzutach sumienia, które nie opuściły jej aż do śmierci. Nowym następcą tronu austro-węgierskiego został arcyksiążę Karol Ludwig, brat cesarza, a po jego śmierci Franciszek Ferdynand. Zabójstwo tego ostatniego w 1914 pociągnęło za sobą łańcuch zdarzeń zwany I wojną światową.
Gdyby Rudolf przeżył jeszcze kilka lat, nie jest wykluczone, że Franciszek Józef abdykowałby, zostawiając tron cesarzowi znacznie bardziej liberalnemu, nowoczesnemu i przeciwnemu sojuszowi z Niemcami. Kto wie, jak wówczas potoczyłyby się losy Austro-Węgier?

_________________
"Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."

K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
hehenio
Mieszczanin

Wiek: 48
Dołączył: 12 Lip 2005
Posty: 10
Skąd: Szczecin
PostWysłany: 2005-10-31, 19:13     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Marian Rosco Bogdanowicz. Wspomnienia. Tom I, rozdział VIII (fragment)

O romansie Rudolfa z Vetserą, trwającym już od dwóch lat, wiedział naturalnie nie tylko dwór. Wiedziało o nim całe miasto! Ale kochany, wesoły, lekko biorący rzeczy Wiedenek tak był przyzwyczajony do miłostek swoich młodych arcyksiążąt, tak na wesoło brał często powtarzające się, nigdy tragicznie a zwykle pogodnie kończące się skandaliki, że nikomu przez myśl nie przeszło, by i tu miało być inaczej.
Toteż wszystkich zaskoczyła w połowie stycznia tej zimy dyskretnie kolportowana wiadomość, że doszło jakoby do ostrych nieporozumień między cesarzem a arcyksięciem z powodu jego, niebranego dotychczas zbyt poważnie, romansu.
Opowiadano sobie, że widziano Rudolfa, opuszczającego gabinet cesarza w wielkim wzburzeniu, miano nawet słyszeć słowa: "Cesarz mówi, że coś podobnego w domu habsburskim się nie wydarzyło. Cesarz zobaczy, co się jeszcze wydarzyć może".
Wtajemniczeni wiedzieć chcieli, że papież przysłał przez umyślnego kuriera, a doręczyć kazał przez nuncjusza cesarzowi list otrzymany od Rudolfa, w którym tenże odmalowywał swe nieszczęśliwe pożycie ze Stefanią, błagał papieża, by zezwolił na anulowanie tego małżeństwa i wpłynął na cesarza w kierunku uzyskania jego zgody na rozwód.
Cesarz wezwał Rudolfa. Scena miała przebieg niezmiernie patetyczny. Głosy, które dochodziły do antykamery pomimo zamkniętych podwoi, miały być tak wzburzone i podniecone, że przebywający tamże mogli połapać fragmenty treści rozmowy, której epilogiem był wyżej przytoczony okrzyk Rudolfa.
Wiedziano, że po tej rozmowie stosunki między cesarzem a Rudolfem były chwilowo zupełnie zawieszone, że przez kilkanaście dni zupełnie się nie widywali, że Rudolf odbywał konferencje ze swymi ścisłymi przyjaciółmi, że cesarz wydawał się bardzo przygnębionym. W ogóle atmosfera u dworu', a co za tym idzie w towarzystwie, które wokoło tegoż grawitowało, była nad wszelki wyraz ciężka.
Toteż odetchnięto swobodniej, gdy na balu w ambasadzie niemieckiej dnia 26 stycznia, na którym był cały dwór, cesarz podszedł do Rudolfa, serdecznie go powitał i ostentacyjnie długo, bardzo swobodnie z nim rozmawiał.
Ale na tym samym balu rozegrała się scena, którą nie wszyscy zauważyli. Scena tak wymownie kobieca: Gdy arcyksiężna Stefania wchodziła do salonu i wszystkie damy oddawały przepisowy plongeon, Mary Vetsera nie pochyliła się w ukłonie, tylko dumnie wyprostowana, wyzywająco i zuchwale w arcyksiężnę się wpatrywała. Trudno zrozumieć jak Vetsera na taki nietakt zdobyć się mogła. Tłumaczyła się podobno później tym, że nie zdołała zapanować nad sobą.
Był to zresztą jedyny wypadek, gdy obie te panie w salonie się spotkały. Jak już wyżej wspomniałem, baronowa Vetsera do kół dworskich nie należała. Ambasady kwestii Hofflihigkeit tak ściśle nie przestrzegały. Bal ten miał być jakoby o s t a t n i m spotkaniem cesarza z synem. Przyjacielska rozmowa, która tak wszystkich ucieszyła, ostatnimi wymienionymi między ojcem a synem słowami.
Tak utrzymują jedni. Inna natomiast wersja podaje, że nazajutrz po tym balu miała odbyć się zasadnicza, ale serdeczna już tym razem rozmowa między ojcem a synem, w zakończeniu której, Rudolf przekonany jakoby przez cesarza o beznadziejności swoich zamiarów, o wielkości i świętości oczekujących go obowiązków, miał się formalnie zobowiązać słowem honoru do zerwania z Vetserą.
Wersja tej rozmowy i zobowiązania Rudolfa nigdy stwierdzone nie zostały. Ze jednak pogodzenie to nie było tylko formalnym, jedynie tylko światowym na balu incydentem, zdawałby się wskazywać fakt, że zaraz potem zapowiedziany został na dzień 30 stycznia obiad familijny u cesarza, w którym w gronie całej rodziny cesarskiej Rudolf i Stefania mieli wziąć udział.
Wypadki jednak potoczyły się inaczej, a potoczyły z oszołamiającą tragiczną szybkością!
Rudolf na dzień ten zaprosił był już dawniej kilku przyjaciół, między innymi ks. Filipa Koburskiego, hr. Hoyosa i Hektora Baltazziego (rodzonego wuja Mary Vetsery) na kilkudniowe polowanie do Mayerlingu. Nie chcąc zmieniać zapowiedzianego już programu polowań, a jednak wziąć udział w obiedzie familijnym, postanowił, że po wczesnych miotach popołudniowych pojedzie wieczorem do Wiednia. Odpowiednio też były wydane dyspozycje. Szczegół ten jest bardzo ważny, jak równie ważnym faktem jest zaproszenie na to polowanie Baltazziego. Gdyby bowiem, jak tego chce oficjalna wersja tragedii, Rudolf był naprzód wiedział o przyjeździe Vetsery dnia tego do Mayerlingu, i obopólne samobójstwo było zdecydowane i ułożone, trudno przypuszczać, żeby zapowiadał się na obiad familijny w Burgu na ten sam wieczór, a tym mniej, by do Mayerlingu zapraszał właśnie wuja Vetsery.
Tutaj wplata się szczegół, który tak oficjalna wersja, jak i późniejsze przemilczały, a który tym bardziej wątpliwe rzucałby światło na wersję o premedytacji czy przygotowaniu samobójstwa. Rudolf w tym właśnie czasie pozował do portretu znanemu w Wiedniu i wielkim cieszącemu się powodzeniem malarzowi polskiemu. Zygmuntowi Ajdukiewiczowi, który miał atelier na najwyższym piętrze hotelu Metropol. Pozował w paradnym mundurze generała kawalerii, którego attyla biała obszywana sobolami wisiała w atelier, i Rudolf ubierał ją siadając do portretu.
Tego dnia (30 stycznia 1889 r.) Rudolf, mający wyjechać do Mayerlingu na polowanie, przybył wcześnie rano w stroju myśliwskim, bodajże w świtce darowanej przez panią Alfredową, zamienił ją na paradną attylę i zasiadł do portretu. Rozmawiał swobodnie i wesoło, nic nie zdradzało jakiegokolwiek zdenerwowania. Wierny Bratfisch (słynny jego fiakier wiedeński) czekał przed hotelem.
Naraz, około godziny 11, zwykły Dienstmann (posłaniec) zapukał i oddał list dla arcyksięcia. Rudolf, przeczytawszy, nie mógł ukryć zniecierpliwienia, kazał posłańcowi przywołać Bratfischa, któremu wydał cicho jakieś polecenie, po czym oświadczył Ajdukiewiczowi, że musi przerwać pozowanie i wyszedł.
Przed hotelem, gdzie Bratfischa już nie było, wsiadł do zwykłego fiakra i wyjechał z miasta w kierunku Mayerlingu. Na szosie kazał zwolnić. Niedługo potem dopędził go Bratfisch słynnymi swymi kłusakami. W karecie siedziała pani. Rudolf pożegnał fiakra, przesiadł się do Bratfischa.
Panią była Mary Vetsera.

Pierwsze mioty w lasach Mayerlingu, podług poprzednio ułożonego programu, były brane od rana w nieobecności Rudolfa; gości swoich zatem, którzy wcześnie przybyli, miał spotkać dopiero w lesie. To sprawiło, że gdy przybył w południowych godzinach z Vetserą, spotkał go tylko zaufany, i wspólnie z Bratfischem we wszystko wtajemniczony, wierny kamerdyner Loschek, który im podał śniadanie, po czym Rudolf, po wysłaniu telegramu do Burgu, przepraszającego, że na obiad nie przybędzie, i zainstalowaniu Vetsery w swym pokoju sypialnym, podążył do lasu, by wziąć jeszcze resztę przeznaczonych na ten dzień miotów.
Wieczorem, po powrocie z lasu, zasiadł Rudolf ze swymi gośćmi do obiadu. Nastrój miał być wesoły, pito wiele. Rudolf żadnego zdenerwowania nie zdradzał. Nikt z gości nie przypuszczał, że w pokoju obok, do którego prowadziły pierwsze drzwi na lewo z hallu, w którym obiadowano, znajduje się Mary Vetsera. Do tego momentu zgadzają się wszystkie wersje.
Wersja oficjalna
Nazajutrz rano o godzinie 7, gdy podług otrzymanego polecenia Loschek zapukał do drzwi, nie było odpowiedzi. Na pukanie coraz silniejsze - to samo. Początkowo zaniepokojony, później już poważnie przerażony, Loschek pobiegł po Hoyosa. Wtajemniczył go w sekret pobytu Vetsery. Pukano dalej coraz natarczywiej. Wszystko nadaremnie. W końcu zdecydowano się wyważyć drzwi: Rudolf leżał z przestrzeloną skronią obok Vetsery, również martwej z raną w okolicy serca.
Przerażenie było tak wielkie, że po prostu potracono głowy. Na razie pozamykano na klucz wszystkie wyjścia z zameczku. Służbę internowano w ich pokojach i posłano po księdza, starostę, lekarza i żandarmów do pobliskiego Badenu. Żandarmami obstawiono nie tylko pagórek, na którym wznosi się zameczek, ale i czworobok zabudowań gospodarczych, znajdujących się u stóp tegoż, oddzielony tylko drogą prowadzącą z Badenu do Heiligenkreuz. W zabudowaniach tych znajdowały się mieszkania funkcjonariuszów leśnych.
Lekarz mógł tylko skonstatować zgon, ksiądz naturalnie nie mógł nic więcej zrobić jak pomodlić się przy zwłokach, ale tak jednemu jak i drugiemu nie pozwolono powrócić do Badenu. Tymczasem zaś naradzano się, co zrobić i jak uwiadomić cesarza. Nic nie może lepiej uzmysłowić przerażenia i niezaradności, jak sam nagi fakt: następca tronu wielkiego mocarstwa nie żył już od wielu godzin, o godz. 7 rano zrobiono to straszne odkrycie, a dopiero o godzinie 11 przed południem hr. Hoyos zdecydował się wreszcie jechać z hiobową wieścią do Wiednia.
Nie odważył się jednak iść do cesarza. Tak jak był ubrany, w myśliwskim stroju, zajechał na Bellaria przed Schwarze Adler Stiege (schody Czarnego Orła) wiodące do apartamentów cesarzowej. Nie zważając na służbę dyżurującą w pierwszej antykamerze, wszedł do salonu poprzedzającego apartamenta cesarzowej, w którym siedziały pełniące służbę damy, między nimi ulubiona lektorka cesarzowej Ida Ferenczy. W sąsiednim salonie, za zamkniętymi drzwiami cesarzowa, która z zamiłowaniem studiowała dzieje starożytnej Gre:cji, miała lekcję z profesorem greckiego Chrystomanosem.
Damy dworu, którym wtargnięcie Hoyosa o tej godzinie i w tym stroju wydało się czymś równie potwornym jak i niewytłumaczonym, osłupiały, gdy im oświadczył, że musi natychmiast widzieć cesarzową. Może im się nawet wydało. że mają przed sobą człowieka. który nagle zmysły postradał! Ida Ferenczy pierwszą zdobyła się na odpowiedź, że nikt nie ośmiela się przerywać lekcji cesarzowej.
Alteracja ta była zapewne dość głośna, bo naraz otworzyły się gwałtownie drzwi, w których stanęła cesarzowa. Serce matki odczuło, czego słowa jeszcze nie odważyły się wypowiedzieć: ?Co się stało Rudolfowi?" A gdy Hoyos zdobył się tylko na jedno słowo ??nieszczęście"! Cesarzowa krzyknęła: ?Rudolf nie żyje". Hoyos niezdolny wypowiedzieć słowa pochylił głowę...
Cesarzowa z krzykiem, który nie miał w sobie nic ludzkiego, który był raczej rykiem śmiertelnie ranionego zwierzęcia, biegła w kierunku apartamentu cesarza, za nią biegły hofdamy, Hoyos...
Każdy pragnął ją zatrzymać, przywieść do przytomności. Przejęci niewypowiedzianą grozą chwili nie zdołali wymówić słowa.
Z tym nieopanowanym krzykiem. nieprzytomna. leciała przez szereg salonów jak uosobienie katastrofy, która żywiołowo, nieświadomie ma uderzyć. A jednak...
Jednak gdy znalazła się w narożnym pokoju. który łączył jej apartamenty z pokojami mieszkalnymi cesarza, nagle oprzytomniała. Padła na kanapkę. Bez słowa, bez łzy, staczała w tej chwili najstraszniejszą walkę wewnętrzną, która każe zapomnieć ci sobie, o bólu własnym, jakiego zda się serce nie wytrzyma,. to serce. które zbiera siły i odwagę. by zanieść nic nie przeczuwającemu ojcu wiadomość, która zabić może. I wtedy...
Wtedy, gdy skamieniałe w bólu rysy odgadnąć nie pozwalały tych obłędnych myśli, całej wielkości tej rozpaczy, jakie kłębiły się za tym zawsze przepięknym czołem, gdy oniemieli z przerażenia świadkowie odetchnąć zda się nie śmieli. z ust cesarzowej padły jedyne najmniej oczekiwane słowa: "Poślijcie po Schratt" (Ruft die Schratt).
Dla wielu będzie to niezrozumiałe. Tylko najsubtelniejsze umysły, tylko najszlachetniejsze serca objąć zdołają cały bezmiar abnegacji kobiety, żony i matki, która wiedząc, że ma zadać ból nadludzki. zapomina o sobie, myśli tylko o tym, by w tej przestrasznej chwili cesarz mógł znaleźć obok siebie i tę prawdziwą, wielką przyjaźń swego życia.
Bez słowa więcej, jak przeznaczenie, którego biegu nic już wstrzymać nie zdoła, znika we drzwiach prowadzących do apartamentu cesarza, zamykając je za sobą.

Przejściowy pokój, w którym ta scena się rozegrała, oddzielała od gabinetu cesarza jego sypialnia i jego salon prywatny. Po drugiej stronie gabinetu była duża sala ozdobiona wielkimi płótnami batalistycznymi, w której dyżurni adiutanci i osoby przybywające na audiencję czekały na chwilę stawienia się przed cesarzem. Nikt z nich wyobrażenia nie miał o pełnych niewysłowionego tragizmu momentach, rozgrywających się za drzwiami, przed którymi stosownie do regulaminu stali po obu ich stronach oficerowie gwardii austriackiej i węgierskiej, w postawie na baczność, z wyciągniętymi pałaszami, podczas gdy pozostali za drzwiami sypialni - Hoyos i damy dworu cesarzowej - przeżywali chwile, których tragicznej ciszy żaden szmer, żaden odgłos nie przerywał. Minęła godzina... może więcej. Naraz drzwi się otworzyły. Cesarzowa skinęła na Hoyosa.

Franciszka Józefa, jako prywatnego człowieka, że się tak wyrażę, zwykłego śmiertelnika, oprócz najbliższej rodziny, Katarzyny Schratt, osobistej jego służby i tych nielicznych, którzy z nim polowali - nikt nigdy nie widywał. Ale nawet i dla nich, w mniejszym może stopniu, jak i dla wszystkich, nawet i dla dyżurnych adiutantów, był on uosobieniem majestatu.
Pomimo całej dostępności, jaką dawały chętnie i łatwo udzielane przez niego audiencje, ani na chwilę i dla nikogo nie przestawał być tym "z Bożej łaski" ostatnim jej niezłomnym symbolem. Pełen wrodzonej, a dziwnie naturalnej godności w ruchu i geście, słowie i czynie, był zawsze "Cesarzem". Pomimo bliskich już sześćdziesięciu lat, wyniosłej i pięknej postaci, w całym tego słowa znaczeniu dla wszystkich, ale i dla siebie - nadczłowiek.
Gdy Hoyos za cesarzową wszedł do gabinetu, ujrzał naraz starca zupełnie złamanego, którego plecy wstrząsały nieopanowane łkania, z głową ukrytą w dłoniach opartych na biurku, przy którym przed chwilą jeszcze załatwiał ze zwykłą sobie starannością i obowiązkowością "kawałki".
Pierwszy raz w życiu ujrzał go może ktoś w całej słabości beznadziejnie zgruchotanego człowieczeństwa.
Obok, jak uosobienie opanowanego całym wysiłkiem woli bólu, stała cesarzowa, z ręką opartą na konwulsyjnie drgających ramionach męża.
Dosłyszalnym zaledwie słowem wezwany przez cesarzową, Hoyos opowiadał...

W godzinę później cesarz złamany ciosem, ale już opanowany, cesarzowa jak skamieniały posąg rozpaczy, brali udział w doraźnie zwołanej naradzie, o której na wstępie tego rozdziału wspomniałem, podczas gdy do Mayerlingu jechała komisja złożona z członków dworu arcyksięcia, kancelarii gabinetowej, ministerstwa domu cesarskiego, nadwornego lekarza - hofrata dra Widerhofera, jego asystentów etc.

Do tego momentu nikt nic nie wiedział. Natychmiast po pierwszej naradzie, czy nawet wśród niej, cesarz z cesarzową poszli uwiadomić arcyksiężnę Stefanię, dla której śmierć męża była nie tyle sprawą sercową, ile przekreśleniem wszystkich życiowych snów o wielkości. Premier zaś (hr. Taaffe) pospieszył zarządzić wydanie pierwszego wyżej wspomnianego komunikatu, zamkniętego w kilku słowach: "Następca tronu, arcyksiążę Rudolf żyć przestał".
Tymczasem opracowywano szyfrowe w setkach słów zamykające się depesze do papieża Leona XIII. Dopiero, gdy od papieża nadeszła odpowiedź zezwalająca na uroczysty pogrzeb z ceremoniami religijnymi, ogłoszono późno w nocy drugi komunikat o samobójstwie. Wrażenie nie tylko w monarchii, ale i w całej Europie było wstrząsające. Ponieważ śmierć Vetsery nie dała się dłużej ukryć, dwór zaś zdecydował się uznać "tragedię miłosną", dzienniki wiedeńskie i inne pisma w całym państwie rozpisywały się o tragedii wprawdzie otwarcie, ale w granicach dozwolonych cenzurą. Prasa zaś z całego świata, szczególnie paryska, nie krępowana tymi granicami, tym mniej zaś skrupułami, święciła po prostu orgie sensacji, tak jak gdyby sama prawda nie była dość wstrząsającą.
Podczas gdy dwór i Wiedeń okrywały się żałobą, komisją urzędująca w Mayerlingu oddawała się swym makabrycznym zadaniom. Przede wszystkim zaprzysiężono uroczyście wszystkich, po czym przesłuchiwano i protokołowano zebrane zeznania, a jednocześnie dr Widerhofer ze swymi asystentami przeprowadzał autopsję.
Stwierdzono, że cała lewa górna część twarzy i głowy Rudolfa, była zupełnie zgruchotana, podczas gdy Mary Vetsera miała tylko małą ranę zadaną kulą rewolwerową.
Gdy profesor Widerhofer przystępował do balsamowania zwłok Rudolfa, sprowadzony z Wiednia rzeźbiarz "dorzeźbiał" woskiem zmasakrowaną część głowy, co, nawet później, gdy leżał na paradnym katafalku w kaplicy nadwornej Burgu, było widoczne.
W tym samym czasie, gdy komisja i lekarze oddawali się swym żałobnym pracom, przygotowując zwłoki Rudolfa do jego ostatniej z całą pompą dworu habsburskiego mającej się odbyć podróży, późno wieczór, przy zupełnym już zmierzchu, ciało Mary Vetsery, owinięte naprędce (jakżeż makabryczny szczegół!) w znajdujący się pod ręką płaszcz oficerski, wsadzono do zwykłej landary i wieziono do trupiarni wiejskiego cmentarzyka w Heiligenkreuz, gdzie je złożono tymczasowo na ławie, zanim przywieziona z Wiednia trumna pozwoliła na pogrzebanie wczesnym rankiem, w obecności tylko Hektora Baltazziego, i dwóch komisarzy ze starostwa i dworu .
Ponieważ tak trupiarnia jak i cmentarz były obstawione żandarmami, nikogo oprócz mnicha z sąsiedniego opactwa nie dopuszczono. Zresztą cały ten ponury obrzęd miał miejsce o świcie, gdy w najbliższej okolicy nic jeszcze nie wiedziano, Wiedeń zaś zaczynał dopiero odczytywać późno w nocy wydane komunikaty o samobójstwie.

Opowiadano, że baronowa Vetsera, przez całą dobę nie mogła się dowiedzieć, co się z jej córką stało. Ani w Mayerlingu, ani w Heiligenkreuz nie była. Gdy tajemnicy dłużej ukryć się nie dało zażądano, by natychmiast wyjechała za granicę (do Wenecji), skąd przez cały rok nie wracała. Mówiono jednak - i wydaje się to bardzo prawdopodobne - że cesarzowa, wiedziona wrodzoną delikatnością uczuć i współczuciem, przyjęła ją w największej tajemnicy przed jej wyjazdem. Można sobie wyobrazić cały tragizm spotkania dwóch nieszczęśliwych Matek.
Zabalsamowane zwłoki Rudolfa o północy do Burgu i złożono na paradnym katafalku w kaplicy dworskiej.
Przepisy etykiety hiszpańskiej obowiązujące na dworze Habsburgów od czasu ich panowania w Hiszpanii, postanawiają, że członek domu cesarskiego zmarły poza Burgiem, przewieziony zostaje do tej kaplicy punktualnie o północy, w żałobnym fur. gonie zaprzężonym w 6 czarnych mułów. Tak więc powracał arcyksiążę Rudolf, który w pełni sił, młodości i zdrowia opuszczał Wiedeń równo dwie i pół doby przedtem.
Żałobny ten pochód o północy, wśród zupełnej ciszy, sprawia zawsze wrażenie wstrząsające! Cóż dopiero teraz, gdy furgon w ponurym świetle pochodni niesionych przez paziów wiózł zwłoki tak tragicznie zmarłego, a kochanego przez Wiedeń następcy tronu, jedynego syna umiłowanego przez lud monarchy, ku któremu wczoraj zaledwie zwracały się tak nagle zerwane nadzieje.
Pochód otwierały i zamykały oddziały gwardii konnej i pieszej, austriackiej i węgierskiej. W czterokonnych żałobnych karocach towarzyszyli trumnie członkowie dworu arcyksięcia wielki ochmistrz, szambelanowie i adiutanci.
W kaplicy oczekiwali cesarstwo, rodzina cesarska i członkowie ich ściślejszego dworu. Po krótkich liturgicznych ceremoniach wszyscy opuścili kaplicę, oprócz honorowej warty pełnionej przez oficerów pułku arcyksięcia, lecz i tym kazano po chwili wyjść i wtedy weszli oboje cesarstwo sami, za którymi zamknięto drzwi, i pozostali dłuższy czas przy otwartej dla nich trumnie syna.
Przez kilka dni następnych cały Wiedeń defilował przed tą otwartą trumną. Jakkolwiek umieszczona była na wysokim katafalku, wszyscy, którym dobry wzrok na to pozwalał, mogli skonstatować zmasakrowane części głowy zmarłego pomimo kunsztownego wypełnienia woskiem.

Podczas gdy w dniach następnych przygotowywano się do uroczystego pogrzebu, tak dw6r jak i szersze koła stolicy rozpamiętywały i drobiazgowo roztrząsały szczeg6ły ostatnich dni jego życia. Malarz Ajdukiewicz, w którego atelier spędził Rudolf ostatnie godziny swego życia w Wiedniu, więcej może jak inni wstrząśnięty przerażającą katastrofą, przypomniał sobie list przyniesiony przez posłańca, kt6ry spowodował nagły wyjazd arcyksięcia. Nie uszedł jego uwagi gest jakby zniecierpliwienia. W nagłym odbłysku pamięci zdawał się sobie przypominać, że list w tym geście zmięty wsunął arcyksiążę do kieszeni munduru, w którym pozował. Mundur jeszcze wisiał w szafie, w jego kieszeniach mogło się zatem znajdować częściowe chociażby rozwiązanie ponurej tajemnicy. Skoczył do szafy. W kieszeni munduru poczuł szeleszczący papier...
W późniejszych latach, na natrętne czasem pytania, Ajdukiewicz stale opowiadał, że listu tego nie przeczytał. Wierzmy, że tak było. Zgłosił się jednak natychmiast do posłuchania u cesarza, by w jego ręce złożyć ostatnie a tajemnicze pismo, które arcyksiążę otrzymał. Cesarz znał i lubił Ajdukiewicza. Pozował mu do konnych portret6w i zapraszał do Godollo, gdzie mu polecał malować sceny z polowań konnych. Przyjął go natychmiast, rozpytał o szczegóły tego ostatniego pozowania i list odebrał. Nie umiem powiedzieć, w jaki sposób treść listu dostała się do wiadomości kół dworskich. Czy niedyskrecję popełnił Ajdukiewicz, w kt6rego zapewnienia, że listu nie przeczytał, nie wszyscy wierzyli, czy też ktoś z otoczenia cesarza, dość że wiadomym się stało, że list był od hrabiny Larisch, która go uwiadamiała, że przed dwunastą w południe będzie w sklepie Rodecka na Kohlmarkcie, podczas gdy w karecie jej, która będzie czekała przed sklepem będzie Mary Vetsera. Prosi, by przysłał jej Bratfischa, z którym pojedzie do Mayerlingu.
Hrabina Maria Larisch, z domu baronówna Wallersee, bratanica cesarzowej z morganatycznego małżeństwa jej brata z aktorką monachijską z dawna już była podejrzewaną, że gorliwie się zajmuje ułatwianiem miłostek Rudolfa. Jej raptowne przyjaźnienie się z Mary Vetserą zwracało uwagę, tym bardziej gdy romans Rudolfa przestał być tajemnicą. Cesarzowa, która ją dawniej obsypywała łaskami, przestała ją widywać.
Teraz kazano jej wyjechać z Wiednia. Błagała cesarzową o danie jej możności wytłumaczenia się. Cesarzowa przyjęła ją w obecności cesarza. Skończona komediantka, dla której wszystkie skrupuły były zbytecznym balastem, w patetycznej scenie padła na kolana, przysięgała, że o romansie Rudolfa nic nie wiedziała. Że gdyby cokolwiek podejrzewała, nie byłaby widywała Vetsery etc. Na to cesarzowa bez słowa rzuciła jej list przyniesiony przez Ajdukiewicza, i oboje z cesarzem wyszli z pokoju.
Hrabina Larisch tego samego wieczoru opuściła Wiedeń.

Obok tej oficjalnej, że się tak wyrażę d o z w o l o n e j wersji, utrzymywała się jednak w poufnych kołach druga, starannie tłumiona. Dopóki żył stary cesarz, unikano o ile możności tak w prasie, jak i wszelkich publikacjach aluzji do tragedii Mayerlingu. Ogólnym pragnieniem było nie wywoływać wspomnień przeżytych przez tego tragicznego starca na tronie.
Potem przyszła wojna. Dramat ogólnoświatowy zepchnął w cień najintensywniejsze nawet przeżycia pojedynczych krajów, a tym bardziej jednostek lat poprzedzających ten kataklizm dziejowy. Zdawało się, że tragedia Mayerlingu szła ku zapomnieniu, że zobojętniała pamięci współczesnych.
Tymczasem tak nie jest. W miarę jak się zbliżamy do półwiekowej rocznicy tragedii, pojawiają się coraz to nowe, goniące za sensacją publikacje fantastyczne, ubierane najczęściej w szatę romansu, którego heroiną jest młoda niewinna dziewczyna uwiedziona przez niesumiennego rozpustnika (tak np. pisze Claude Anet w swojej książce). Coraz to nowe filmy równie wulgarne jak niezręczne i nieudolne, które na tych, co znali przedwojenny dwór wiedeński, jego przepych i wytworność, na tych, co mają w pamięci osoby dramatu, robią wrażenie niesmacznych parodii.
Pięćdziesięcioletnia rocznica tragedii może nam przynieść nieoczekiwane rewelacje: cesarz Franciszek Józef postanowił podobno, że w pięćdziesiąt lat po śmierci Rudolfa, ?wolno będzie otworzyć i przejrzeć protokoły i zeznania?, zebrane w Mayerlingu przez komisję nazajutrz po katastrofie.
Dokumenty te zebrane przez ludzi zaprzysiężonych, związanych urzędową tajemnicą, dotychczas - jak się zdaje - nie były przeglądane. Ci, co je zebrali, prawdopodobnie wszyscy już nie żyją. Powojenne władze austriackie, wiedzione czy to pietyzmem dla pamięci cesarza, czy też wrodzonym sferom wiedeńskim poczuciem dżentelmenerii, zastosowały się do jego życzenia i nie otwierały związanego sznurem, opatrzonym pieczęcią urzędową kuferka, złożonego w archiwum ministerstwa spraw zagranicznych i cesarskiego domu, a jeśli może otworzyły, nie publikowały jego treści. Za rok mniej więcej upływa termin ustanowiony przez cesarza. Czy dowiemy się wtedy całej prawdy?
Jak wstrząsające i dziwne było wszystko co miało związek z tym dramatem, tak dziwny jest i szczegół związany z kuferkiem zawierającym jego tajemnicę. Gdy zebrano całą górę spisanych protokołów i zeznań, okazało się, że nie ma w czym przewieźć ich do Wiednia. Zabrano zwykły, z sosnowego drzewa, na żółto pomalowany kuferek dziewczyny służebnej. Gdy wszystko zostało starannie upakowane spostrzeżono, że zamek zepsuty. Bez długich ceregieli związano kuferek sznurem, opatrzono pieczęciami i przewieziono do Wiednia. Cesarz rozkazał, by kuferek nie otwierany złożono .w archiwum ministerstwa z wyżej podanym poleceniem.
I tak się stało, że najbardziej tragiczną i najbardziej wstrząsającą tajemnicę dumnego domu Habsburgów kryje w swym wnętrzu drewniany kuferek dziewki kuchennej czy pokojowej.
Wspomniałem o drugiej wersji, starannie tłumionej, za której prawdopodobieństwem przemawia wiele, nie dających się inaczej wytłumaczyć, a niezaprzeczonych szczegółów dramatu. Przede wszystkim jego synteza, zrozumienie i wniknięcie w usposobienie i charakter jego bezpośrednich aktorów: Rudolf byłw swych uczuciach erotycznych nieodrodnym Habsburgiem. Gwałtownym w swej pożądliwości, jak i niestałym w swym afekcie. Romans z Vetserą poprzedzały liczne a pozbawione momentu tragiki miłostki. Wszystko raczej zdawałoby się wskazywać, że Rudolf zaczynał już być zmęczonym miłosną natarczywością Vetsery. Gest zniecierpliwienia, który nie uszedł uwagi Ajdukiewicza w chwili otrzymania listu, przyniesionego przez posłańca, był prawdopodobnie szczerym odruchem. Nie ulega wątpliwości, że początkowo był porwany zmysłową urodą Vetsery, jej bujnym wschodnim temperamentem, ale raczej skłonny byłbym przypuszczać, że po trwającym już dwa lata romansie, gwałtowne, coraz natarczywsze manifestacje uczuciowe namiętnej Mary, a może i nie ukrywane już ambitne zamiary, przybierające coraz częściej formę żądań, jak i zaczynające się już sceny zazdrości, nużyły go i niecierpliwiły. Wglądając w samą genezę ich związku, uznać raczej trzeba, że nie Rudolf zdobywał Vetserę, ale Vetsera jego.
Scena pierwszego ich spotkania na balu polskim, której byłem przypadkowym świadkiem, popiera to przypuszczenie. Mary Vetsera nie była naiwnym dziewczątkiem, jaką np. chce ją widzieć Claude Anet w swej książce, ale gorącej krwi Lewantynką, dojrzałą do miłości już w piętnastym roku życia.
W chwili spotkania Rudolfa miała lat prawie dwadzieścia. Wiedziała, czego pragnie, i dokąd ją to prowadzi. Stanowisko jej rodziny i jej samej nie było takie, by zostanie kochanką następcy tronu mogło budzić inne niedosiężne nadzieje. Stanowisko greckiej, bankierskiej rodziny Baltazzich w Wiedniu XIX wieku nie daje się podciągnąć pod paralelę ze stanowiskiem przepotężnych Radziwiłłów wieku XVI, osaczających Zygmunta Augusta.
Rudolf jej się podobał, to zdaje się być niezaprzeczalne; oddała mu się bez zastrzeżeń z całą wrodzoną namiętnością, ale zdobycie miłości następcy tronu wydawać jej się mogło wystarczającym celem jej pragnień i ambicji, a kto wie, może i ambicji jej otoczenia.
Wszak jej matka, baronowa Vetsera zdawała się nic nie mieć przeciwko temu, by wspomniano dawniejszy flirt jej samej z innym Habsburgiem - arcyksięciem Wilhelmem.

Podług mnie nie może być uważanym jako przekonywający argument poważnych zamiarów Rudolfa wobec Vetsery list jego do Leona XIII, błagający o anulowanie małżeństwa ze Stefanią belgijską.
Zanik wszelkich jego uczuć dla żony znany już był i szeroko komentowany parę lat przed romansem z Vetserą. Mówiono o pewnym cierpieniu arcyksiężnej, wynikłym w następstwie urodzenia córki, które odbierało wszelką nadzieję dalszych potomków, a powodowało u Rudolfa silnie akcentowaną awersję.
Czyż zatem gorące pragnienie uwolnienia się z więzów znienawidzonego małżeństwa, nie dającego przy tym upragnionych nadziei dynastycznych, koniecznie trzeba wiązać z zamiarem poślubienia Vetsery i zrzeczenia się tym samym wszelkich aspiracji życiowych, o których skądinąd wiemy, że były u Rudolfa tak żywe i tak daleko w przyszłość jego własną i mającego mu kiedyś przypaść w udziale panowania patrzące, że wywoływały nawet konflikty z cesarzem?
Stosunek z Mary Vetserą dał mu już wszystko, co dać mógł. Czyż wydaje się tak dalekie od prawdy przypuszczenie, że odczuwany już przesyt, przy równoczesnym, od kilku lat potęgującym się pragnieniu zerwania węzłów małżeńskich, i coraz boleśniej odczuwanym stanowisku przyszłego dziedzica korony bez następcy, coraz silniej go opanowywały i nasuwały myśl uwolnienia się równoczesnego od krępujących go więzów, legalnych czy nielegalnych, i szukania w nowym związku tak szczęścia domowego, jak i spełnienia upragnionych nadziei dynastycznych.
Dlaczegóż raczej w tym świetle nie starać się wytłumaczyć listu Rudolfa do Leona XIII, w którym zresztą, o ile wiadomo, nie ma wzmianki o zamiarze poślubienia Vetsery - zamiarze wprost absurdalnym dla człowieka, który w gronie zaufanych przyjaciół roztrząsał poważnie i rozumnie swe przyszłe obowiązki monarsze, obowiązki, które ewentualne małżeństwo z Vetserą z góry unicestwiało, bo mogło nastąpić tylko po zrzeczeniu się korony.
Częściowe chociażby tylko przyjęcie prawdopodobieństwa powyżej streszczonej tezy pozwoli krytycznie rozpatrzyć elementy dramatu i dojść do konkluzji, że tylko p r z y p a d k o w e skojarzenie momentów tego dramatu umożliwiło przysłonienie rzeczywistej prawdy legendą kochanków uciekających od życia, z powodu nieprzezwyciężonych przeszkód stawianych ich miłości.
Wszak ten stosunek miłosny, trwający od dwóch lat bez poważniejszych przeszkód i ściśle biorąc niczym niekrępowany, nie wymagał ani przewidywać nie pozwalał tak tragicznego rozwiązania.
Inną zatem - jakżeż ponurą - musiała być ta prawda jeśli postanowiono ukryć ją w mgłach romantycznej a tak mało prawdopodobnej legendy.

Druga wersja dramatu

Na tle powyższych rozważań i poniżej przytoczonych kilku szczegółów, nabiera cech prawdopodobieństwa druga wersja, starannie tłumiona, pomimo to jednak, jeśli nie w wyraźnych twierdzeniach, to w łatwo zrozumiałych aluzjach uporczywie powracająca, najczęściej zdeformowana dodatkami; dla tych jednak, którym stanowisko, funkcje, lub prosty przypadek pozwolił ją usłyszeć i zanotować - bardzo zastanawiająca.
Przyjmijmy jako fakt, że fantazja Vetsery przyjazdu do Mayerlingu, zaskoczyła Rudolfa. List otrzymany w ostatniej chwili w pracowni Ajdukiewicza, gest zniecierpliwienia, który nie uszedł uwagi malarza, wyraźnie za tym przemawiają.
Poddaje się jednak, posyła Bratfischa, i na gościńcu spotyka Vetserę, którą odwozi do zameczku, instaluje w swym pokoju. i wyjeżdża do lasu na spotkanie swych gości, z którymi w zupełnej swobodzie umysłu i humoru bierze dwa mioty.
Wyjeżdżając na polowanie spostrzega w oknie parterowego budynku gospodarczego, zaledwie o kilkadziesiąt metrów poniżej zameczku położonego, śliczną młodą kobietę, która mu się z zaciekawieniem przygląda. Nie byłby młodym, pełnym życia i temperamentu mężczyzną, gdyby go to nie zainteresowało. Notuje to w pamięci, może żywiej, niż taki banalny incydent by zasługiwał. Wieczorem, po powrocie z lasu, zasiada do obiadu w ścisłym gronie myśliwych, w którym podług zwyczaju bierze udział naczelny dyrektor lasów.
Do Vetsery odgłosy wesołego obiadu myśliwskiego zaledwie dochodzą. Nikt natomiast oprócz Rudolfa, zaufanego kamerdynera Loschka i Bratfischa, o jej obecności w zamku pojęcia nie ma.
Pije się wiele! Bratfisch śpiewa popularną Fiakerlied i piosenki wiedeńskie. W oparach alkoholu tym uporczywiej rysuje się w pamięci Rudolfa poranna, tak urocza wizja. Dopytuje się dyrektora lasów. Dowiaduje się, że to żona jednego z młodych leśniczych ("Forstadiunktów"), poślubiona zaledwie parę tygodni ternu. Zaciekawienie ogólne. W wesołym nastroju biesiadnego grona krzyżują się żarty, może nie nazbyt wytworne, docinki, które podniecają.
W tym stanie rzeczy i umysłów na spokojną rozwagę miejsca nie ma. Tym mniej u Rudolfa, u którego alkohol podnieca zmysły, a dotychczasowa łatwość zaspokajania kaprysów tłumi skrupuły.
Toteż poddana szeptem przez usłużnego a silnie podgazowanego dyrektora myśl odwołania młodego leśnika pod pretekstem służbowych rozkazów, dla usunięcia przeszkody spotkania z jego żoną, nie budzi jego sprzeciwu. Po chwili meldują, że leśniczy czeka w kancelarii. Rudolf, wymawiając się chęcią zaczerpnięcia świeżego powietrza, wychodzi z hallu frontowymi drzwiami na dziedziniec, po którego drugiej stronie, oddzielony tylko drogą, stoi budynek gospodarczy. Oświetlone okna mieszkania pięknej leśniczanki zdają się tak kusząco wskazywać drogę...
Towarzystwo pozostałe w hallu pije dalej. Mija godzina albo dwie. Dyrektor zdaje się już nie pamiętać o młodym leśniczym, czekającym w kancelarii, który w końcu, widząc, że o nim zapomniano, odchodzi.
Naraz, w podniecony libacją, wesoły nastrój biesiadnego grona wpada odgłos bliskiego strzału. Wszyscy się zrywają, nagle wytrzeźwieni wybiegają przed dom. Rudolfa nie ma! Z dołu, od zabudowań gospodarczych słychać przejmujący krzyk kobiecy. Biegną w tym kierunku. W ciemności nocy rozświetlonej tylko błyskami zapałek (zanim znalazła się świeca czy latarnia) widzą Rudolfa, leżącego z :rozpłataną głową pod otwartym oknem par~ terowego mieszkania. O parę kroków dalej trup młodego leśni~ .czego, z głową zmasakrowaną strzałem oddanym z bezpośredniej bliskości. Leżąca obok dubeltówka ma kolbę zbryzganą krwią...
Odtworzenie przebiegu dramatu trudności nie nastręcza. Zeznania leśniczanki je uzupełniają.
Nie całkiem trzeźwy, podniecony flirtem z leśniczanką, Rudolf słyszy kroki męża w sieni. Wyskakuje przez niskie okno. Leśniczy chwyta strzelbę. W ciemności kolbą rozbija mu głowę. Nachyla się nad upadającym, poznaje przy świetle zapałki arcyksięcia i strzela sobie w łeb.
Zwłoki Rudolfa porywają jego towarzysze i unoszą do zameczku, zanim obudzeni wystrzałem inni mieszkańcy gospodarczego budynku zdołali się zorientować, jako tako odziać i wybiec na miejsce wypadku.
Znaleźli już tylko zwłoki leśniczego i nieprzytomną jego żonę. Rudolfa tymczasem wnoszą do jego pokoju i zastają tam leżącą już w łóżku Vetserę, o której nawet wtajemniczony w jej obecność Loschek w tym ogólnym przerażeniu zapomniał.
Mary Vetsera, półprzytomna z przerażenia, bólu a może i wstydu, porywa leżący na stoliku rewolwer Rudolfa i zabija się.
Dalszy ciąg już znamy. Zamykają zamek, z którego nikogo nie wypuszczają. Te same rozporządzenia przeprowadza nagle wytrzeźwiały dyrektor lasów w budynku dolnym, podczas gdy do pobliskiego Badenu posyłają po księdza, doktora, starostę i żandarmów.
Ludzie idący rano do pracy widzą w zupełnej już ciszy pogrążony zameczek jak i budynek dolny, ale ku ich niesamowitemu zdumieniu obydwa budynki obstawione żandarmami. Powodów tego nikt nie rozumie. Domysły, jeśli są jakie, są tak dalekie od strasznej prawdy!
W zamku naradzają się. Nikt nie ma odwagi zawieźć hiobową wieść. Wreszcie o godz. 11 przed południem Hoyos jedzie do Wiednia.

Podałem obie wersje. Powątpiewania, jakie mi nasuwają braki w umotywowaniu pierwszej, starałem się uzasadnić. Pozostaje mi już tylko streścić w kilku słowach szczegóły, które przemawiają
za prawdopodobieństwem drugiej i powody, które na rozpaczliwej, naradzie w Burgu mogły i musiały przeważyć na ogłoszenie raczej pierwszej wersji dla ratowania strzępów prestiżu.
Przede wszystkim szczegóły:
- Rudolf ma górną połowę głowy tak rozbitą, że nawet sztuczne, najstaranniejsze uzupełnienie woskiem nie jest w stanie tego ukryć. Czyż jest możliwe, aby kula z rewolweru mogła spowodować takie uszkodzenie?
- Ludzie idący rano do pracy widzą zamek pogrążony w ciszy, ale oba budynki już otoczone żandarmami. Czyż wykonanie tych rozporządzeń, tj. sprowadzenie żandarmów z Badenu etc., byłoby możliwe już w tej wczesnej porze, gdyby samobójstwo było odkryte dopiero rano, jak podaje oficjalna wersja, biorąc pod uwagę, że telefonów i samochodów wówczas jeszcze nie było?
- W okolicy, przez długie lata utrzymuje się podanie, konfidencjonalnie tylko i niechętnie wyrażane, że były trzy trupy. Gdy w kilka lat po tragedii spędzałem lato w Helenental, często kierowałem mój ranny spacer konny w stronę Mayerlingu. Spotykałem siedzącego na drodze, w sąsiedztwie zameczku, starego dróżnika. Zawsze, z wrodzoną tym sympatycznym Austriakom Gutmuetigkeit uprzejmie mię pozdrawiał. Nawiązywałem z nim rozmowę. Powiedział mi, że już trzydzieści lat pilnuje tego odcinka drogi. Przygotowawszy kilkoma napiwkami teren do przyjaznej konfidencji, zapytałem go raz znienacka, co wie o dramacie?
Starowina spoważniał, uśmiech zniknął z jego twarzy, wyjął fajkę z bezzębnych ust, i jakby niechętnie powiedział: I darf nix sagen, ober das ene waass ick, es war 'n drei Leich. Więcej nie mogłem z niego wyciągnąć. Może zresztą nic więcej nie wiedział, ale tymi kilkoma słowami potwierdził upartą wersję o "trzech trupach".
Wreszcie szczegół ostatni: już nie szczegół, ale argument. Zameczek zamieniono na klasztor, w którym umieszczono kobiecy zakon kontemplacyjny. W miejscu hallu, w którym odbywała się biesiada myśliwska, urządzono obszerną kaplicę. Pierwsze drzwi z kaplicy na lewo prowadzą do mniejszej kapliczki, w której przybywająca z sąsiedniego Lainz cesarzowa samotnie się często modliła, i gdzie z jej polecenia nakreślono na ścianach kilka wybranych przez nią sentencji religijnych, czy też wersetów z Pisma świętego. Kapliczka ta, to dawny pokój sypialny Rudolfa, w którym miał się rozegrać dramat. W każdym zaś razie spoczywały tu jego zwłoki po dramacie. Akt pietyzmu zupełnie zrozumiały. Kaplica ta jest otwartą dla zwiedzających, turystów czy letników.
Ale dlaczegóż, z jakiego powodu, przerobiono również na klasztor budynek dolny, o ile ten w niczym nie byłby związanym z ponurą tragedią? Ulokowano w nim zakon wychowawczy, poświęcony biednym sierotom.
I znowu kaplica, w miejscu gdzie miało być mieszkanie leśniczego i pięknej jego żony.
Czyż ten akt ekspiacyjny, inaczej nie dający się umotywować, nie nasuwa myśli, że na tym miejscu rozegrał się dramat, że tu właśnie zginął następca tronu?
Ta druga wersja, jeśli prawdziwa - a nic nie przemawia za tym, by nią być nie miała jest tak ponura, tak bolesna dla uczuć, chociażby tylko czysto ludzkich, tak przerażająca dla zrozpaczonych rodziców, pragnących zachować dla pamięci ukochanego syna cześć i żal najszerszych warstw ludności, tak wreszcie niebezpieczna dla samej idei dynastycznej, iż zrozumieć można, że postanowiono raczej przesłonić całą okropność, że się tak wyrażę, całą wulgarność tej tragedii, romantyzmem nieszczęśliwej miłości.
Czy bliska już pięćdziesiąta rocznica zakreślona wolą Franciszka Józefa, jako dopuszczalny termin odsłonięcia tajemnicy, przyniesie nam wreszcie jej rozwiązanie?


Przypis wydawcy:
Austriackie Archiwum Państwowe (Oesterreichisches Staatsarchiv) - do którego zwróciło się Wydawnictwo Literackie w r. 1957 z prośbą o informację, czy zostały odnalezione dokumenty rzucające nowe światło na dramat w Mayerlingu stwierdziło, że "wykryty i opublikowany tajny akt odręczny [byłego] prezydenta wiedeńskiej policji dr Kraussa nie wniósł w zasadzie żadnych nowych faktów (hat im wesentlichen keine neuen Fakten gebracht)". Akt, o którym mówi Austriackie Archiwum Państwowe, został nazwany "Mayer!ing Original" (Oryginał mayerlingowski) i był częściowo opublikowany w Wiedniu, w r. 1955. Lakoniczne i wstrzemięźliwe stwierdzenie Państwowego Archiwum w Wiedniu budzi pewne zastrzeżenia. Wydaje się, że prezydent policji nie byłby tak pieczołowicie i przez tyle lat przechowywanego ściśle tajnego dokumentu, gdyby nie odbiegał on przynajmniej częściowo od podanej swego czasu oficjalnej wersji.
Z tego też powodu podajemy poniżej te fakty, które zostały stwierdzone przez ówczesną prasę, względnie współczesne nam źródła:
- "Czas" z dnia 2 II 1889 pisze: "Dr Widerhoffer stwierdził w bezzwłocznym badaniu że w głowie zgasłego arcyksięcia znajdowała się rana uwydatniająca się szerokim rozerwaniem wierzchu czaszki i kości czaszkowych... a przy łóżku, tuż pod prawą ręką leżał wystrzelony rewolwer. Położenie broni nie pozostawiało żadnych wątpliwości, że nieboszczyk zadał sobie śmierć własną ręką". Tym samym odwołał "Czas'" swoje doniesienia z dnia 31 I i 1 II, w których jako przyczynę zgonu arc. Rudolfa podaje "paraliż serca".
- Znany pisarz historyczny austriacki Egon Caesar Conte C o r t i w książce pt. Elisabeth (wyd. 22, Salzburg 1934, str. 420 i dalsze) podaje, że:
- Mary Vetsera poniosła śmierć od kuli rewolwerowej w skroń, tak jak Rudolf. Tak zeznał prof. Widerhoffer;
"'- - Rudolf pozostawił kilka listów, m. in. również nie wysłaną depeszę do przeora klasztoru cystersów, by przybył do Mayerlingu odprawić modły za jego duszę;
- w listach pisze Rudolf m. in., że "musiał umrzeć, bo tak nakazywał mu honor";
- Rudolf nie pozostawił żadnego listu do ojca-cesarza;
- w liście do siostry pisze Rudolf: "Umieram niechętnie" (Ich sterze nicht gerne);
- w liście do matki: "Wiem bardzo dobrze, że nie byłem godzien być jego [cesarza] synem" (Ich weiss sehr gut, class ich nicht wilrdig war sein Sohn zu sein).

"Panorama" (Katowice, nr 41 z dnia 16 X 1955 r.) podaje, że "dossier prezydenta policji wiedeńskiej barona Kraussa zostało odnalezione i za wiera 500 stron zeznań i dokumentów". Wynika z nich jakoby:
- Rudolf miał stosunek z hr. Larisch Wallersee, która ułatwiała mu później schadzki z kobietami świata arystokratycznego;
- Mary Vetsera poznała Rudolfa również za pośrednictwem hr. La risch; wiadomo było, że Vetsera była przelotną miłostką Rudolfa i że obdarzała względami również innych młodych ludzi;
- hr. Larisch zaznajomiła Rudolfa między innymi również z księżniczką Aglają Auersperg. Rudolf zachował się wobec niej brutalnie, z czego księżniczka zwierzyła się bratu, który udał się do cesarza ze skargą na Rudolfa. Cesarz uznał, że ks. Auersperg ma prawo żądać satysfakcji honorowej od "uwodziciela", wykluczył jednak pojedynek, gdyż następca tronu nie ma prawa pojedynkować się. Na spotkaniu Auersperga z Rudolfem zapadła decyzja rozstrzygnięcia sprawy pojedynkiem amerykańskim. Rudolf wyciągnął czarną gałkę. Na jego prośbę Mary Vetsera postanowiła umrzeć wraz z nim. Tyle "Panorama".
Wśród powodzi literatury zajmującej się sprawą Mayerlingu ukazała się ostatnio książka Lonyaya: Rudolph, the tragedy ot Mayerling (New York, 1949). Krytyka uznała ją za bezwartościową. Podkreślamy to dlatego, że Carl Lonyay jest potomkiem żony Rudolfa - Stefanii, która wyszła w r. 1900 za księcia i magnata węgierskiego Elemera Lonyay. Stwierdzamy wreszcie dodatkowo, że maskę pośmiertną Rudolfa wykonał malarz Ajdukiewicz.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Fisher
Profesor


Wiek: 26
Dołączył: 31 Sty 2007
Posty: 188
Skąd: Polska
PostWysłany: 2008-01-12, 00:07     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Kilka ciekawostek z miesięcznika Focus.


Mimo że był synem cesarza, Rudolfa śledziła policja. Zachowane raporty dotyczą jego działalności politycznej. Te dotyczące romansu z Mary Vetserą – zaginęły krótko po aferze.

Mówi się, że wysoki urzędnik policji Ferdynand Grup znalazł w Mayerlingu notatkę, w której następce tronu wyjaśnił przyczyny swego samobójstwa. „Mayerling. 30 stycznia 1889 Pożegnanie! Czas nagli. Wyciągam wnioski: Cesarz nie abdykuje w możliwym do przewidzenia czasie, zmierza ku przepaści. Wieczne czekanie z powodu upokarzających upokarzających wielokrotnych poważnych konfliktów nie do zniesienia! Aspiracje do Węgier magnifique, ale niebezpieczne, B. czuwa! Znikąd zrozumienia dla niszczącej sytuacji w małżeństwie. Z powodu swej pozbawionej perspektyw miłości do mnie baronessa wybiera tęsamą drogę. Pokuta! Rudolf”. Ta notatka, jeśli w ogóle istniała, zaginęła wraz z innymi dokumentami. B. jak się wydaje, ma oznaczać Bismarcka.

Przed śmiercią Rudolf polecił wysłać matce Mary fotografię zameczku i zwrócić jej uwagę na dwa zamknięte okna. Dlaczego? Jeszcze jedna zagadka. Może zamknięte dwa okna miały symbolizować podwójną śmierć w Mayerlingu?

Fredrach Wolff, stolarz z Alland, złożył w 1942 r. zdumiewające oświadczenie. Jako młodzieniec został wezwany wraz z ojcem, by uporządkować po tragedii zamek Mayerling. Wolff twierdził, że Rudolf i Mary zostali zabici przez zabójców, którzy włamali się przez okno. W pokoju były ślady walki – w ścianach tkwiły kule, meble strzaskano, a na podłodze było pełno krwi. Prawdopodobie Wolff fantazjował. W 1942 r. nikt nie mógł potwierdzić, czi istotnie był on w Mayerlingu.

_________________
Najjaśniejszemu Panu będę służył do ostatniej kropli krwi!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Pudelek
Premier
Seine Apostolische Majestät


Dołączył: 11 Kwi 2005
Posty: 1832
Skąd: Księstwo Pszczyńskie
PostWysłany: 2008-01-12, 00:20     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

ponieważ pogłoski o mordzie na arcyksięciu i jego kochance są dość powszechne ciężko stwierdzić, czy rzeczywiście ów Wolff fantazjował. wiadomo przecież, że opinie sprzeczne z oficjalną wersją najpierw są podważane, ale w tej akurat zbyt wiele sensacyjnego nie było - motyw zabójstwa był brany pod uwagę od samego początku

_________________
Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Fisher
Profesor


Wiek: 26
Dołączył: 31 Sty 2007
Posty: 188
Skąd: Polska
PostWysłany: 2008-01-12, 00:24     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Mary po śmierci też nie zaznała spokoju. 16 maja 1889 r. na polecenie jej matki drewnianą trumnę wydobyto i włożono do trumny metalowej, która spoczęła w wymurowanej krypcie. W ostatnich dniach II wojny szukający kosztowności Rosjanie plądrowali groby. Wydobyli trumnę baronessy. Kiedy zakonnicy usuwali spustoszenia, w miedzianej trumnie ujrzeli szkielet dziewczyny: na czaszce nie było śladów po kuli. W lipcu 1959 r. dokonano ekshumacji: według świadków w czaszce nie było otworów. 8 lipca 1991 r. trumnę Mary wykradł Helmut Flatzelsteiner, handlarz mebli z Linczu. „Badał” kości sam, potem przekazał je znajomemu lekarzowi. W grudniu 1992 r. policja wykryła przestępstwo. Szkielet baronessy trafił do Instytutu Medycyny Sądowej w Wiedniu. Biegli stwierdzili, że to kości młodej kobiety. Na fotografiach niektórzy dopatrzyli się dziur po kuli. 28 października 1993 r. odbył się kolejny pogrzeb Mary Vetsery. Ciało Rudolfa spoczywa w krypcie Habsburgów. Rodzina kategorycznie odmawia zgody na ekshumację.

_________________
Najjaśniejszemu Panu będę służył do ostatniej kropli krwi!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wolfram
Urzędnik


Dołączył: 04 Sty 2008
Posty: 97
Skąd: Śląsk
PostWysłany: 2008-03-18, 13:51     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

W książce "Wielkie Zagadki Przeszłości" Przeglądu Reader's Digest jest dosyć ciekawie opisane to wydarzenie.

_________________
"Wróg nie może nas zniszczyć ekonomicznie. Wszystko, czego potrzebujemy, pozyskujemy z naszej kolonii."
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Fisher
Profesor


Wiek: 26
Dołączył: 31 Sty 2007
Posty: 188
Skąd: Polska
PostWysłany: 2008-03-19, 14:45     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Rudolf miał wszystko co dawało mu pochodzenie Habsburgów (bogactwo i rozrywki), lecz w rodzinnym domu nie znalazł ani przyjaźni - ani zrozumienia. Franciszek Józef widzial w synu posłusznego żołnierza, matka - śliczna lecz egoistyczna Sissi - poświęcała czas urodzie i poezji.

_________________
Najjaśniejszemu Panu będę służył do ostatniej kropli krwi!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Fisher
Profesor


Wiek: 26
Dołączył: 31 Sty 2007
Posty: 188
Skąd: Polska
PostWysłany: 2008-03-19, 15:50     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Opowiadano, że za spawą Rudolfa zaszła w ciąże Aglaia von Auersperg. Alexander von Auersperg zażądał od cesarza, aby kronprinz uratował honor, stając do „amerykańskiego pojedynku”. Jego uczestnicy losowali między siebie dwie kule. Ten, komu przypadła czarna, musiał popełnić samobójstwo w ciągu pół roku . Cesarz zmusił Rudolfa, by przyjął wyzwanie – arcyksiążę wylosował czarną kulę.
Nie ma dowodów, iż Aglaia miała dziecko z następcą tronu, pozatym Cesarz potępiał pojedynki.

_________________
Najjaśniejszemu Panu będę służył do ostatniej kropli krwi!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Prochazka
Hrabia

Dołączył: 17 Lis 2005
Posty: 439
Skąd: Warszawa
PostWysłany: 2008-03-20, 07:31     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Polecam książkę "Oskarżam arcyksięcia Rudolfa"(autor Jerzy S. Łątka) - już wspomnianą w tym poście. Tam zgromadzono ponad 20 różnych hipotez przyczyn śmierci arc. Rudolfa.
Najoryginalniejsza jest ta że Rudolf zastrzelił Mary po tym jak ta z zazdrości "wytrzebiła mu jądra" a póżniej popełnił samobójstwo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Fisher
Profesor


Wiek: 26
Dołączył: 31 Sty 2007
Posty: 188
Skąd: Polska
PostWysłany: 2008-03-20, 11:44     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Prochazka napisał/a:
z zazdrości "wytrzebiła mu jądra"

Ciekawa hipoteza Very Happy

_________________
Najjaśniejszemu Panu będę służył do ostatniej kropli krwi!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Fisher
Profesor


Wiek: 26
Dołączył: 31 Sty 2007
Posty: 188
Skąd: Polska
PostWysłany: 2008-04-25, 19:10     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

http://www.pl.zoneeuropa.tv/TV/Guide/Programme/1013661/Mayerling/

Właśnie leci film Mayerling na Zone Europa, trzeba śledzić powtórki.

_________________
Najjaśniejszemu Panu będę służył do ostatniej kropli krwi!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wolfram
Urzędnik


Dołączył: 04 Sty 2008
Posty: 97
Skąd: Śląsk
PostWysłany: 2008-04-25, 20:02     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Widziałem go już dwa razy na ZoneEuropa, film jest ciekawy ale bardzo monotonny.

_________________
"Wróg nie może nas zniszczyć ekonomicznie. Wszystko, czego potrzebujemy, pozyskujemy z naszej kolonii."
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 2 z 2 Idź do strony Poprzedni  1, 2
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  

Powered by phpBB modified v1.9 by Przemo © 2003 phpBB Group

 

Historia www.fahnen.republika.pl