Wiek: 35 Dołączył: 06 Lut 2005 Posty: 132 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-02-16, 12:51C. i K. CZOŁG
Od razu śpieszę wyjaśnić, iż czołgów Austro - Węgry jednak nie miały. Celowość ich posiadania z uwagi na specyfikę frontów byłaby mocno wątpliwa. Jedynie na nizinnym froncie rosyjskim, w pewnym okresie walk pozycyjnych możnaby takowe zastosować bojowo, zresztą z nikłymi zapewne rezultatami. Tym bardziej, że w czasie gdy sojusznik naddunajskiej monarchii - II Rzesza Niemiecka - wprowadzał na swoje wyposażenie tą nowatorską broń, front rosyjski w praktyce przestał już istnieć.
Niemniej jednak ze wszech miar warto odnotować osiągnięcie niejakiego Guenthera Burstyna, porucznika w austro - węgierskiej armii. Pomysłowy ów człowiek w roku 1911 stworzył niezwykle nowatorski projekt pancernego pojazdu znanego dziś pod mianem czołgu (sam wynalazca ochrzcił go mianem Motorgeschuetz - tzn. działo motorowe). Co ciekawe, wieloma swoimi parametrami przewyższał on projekty powstające w toku I wojny światowej, gdy sama praktyka użycia podpowiadała twórcom właściwe kierunki rozwoju.
W zamyśle autora czołg miał posiadać lekko opancerzony kadłub i obrotową wieżę z umieszczonym w niej małokalibrowym działem. Podwozie, osadzono by na gąsienicach, dzięki specjalnej przekładni pozwalających na zwroty w miejscu i umożliwiających zrzucenie w razie trwałego uszkodzenia (w takim przypadku pojazd poruszałby się na kołach). W celu łatwego pokonywania terenowych przeszkód (rowy, okopy) Burstyn zaprojektował specjalne, zakończone kołami wysięgniki opuszczane bądź podnoszone w dowolnych konfiguracjach. Przewidywana prędkość maks. Motorgeschuetza miała wynosić w terenie (na gąsienicach) - 7 km/h, a po drodze (na kołach) - 30 km/h.
Jakie były dalsze losy tego wynalazku? Po wykonaniu stosownych projektów Burstyn wysłał je z komentarzem do wiedeńskiego Ministerstwa Wojny, gdzie jak się łatwo domyślić - nikogo nie zainteresowały. Trudno się zresztą dziwić, w świetle przedstawionych we wstępie zastrzeżeń - po prostu projekt ten zbyt dalece wyprzedził swoją epokę. Z identyczną reakcją ( a raczej brakiem reakcji ) nasz sympatyczny porucznik spotkał się w berlińskim Kriegsministerium, gdzie następnie niezrażony próbował. Ostatecznie zdołał jedynie zastrzec swój projekt w tamtejszym biurze patentowym. Makieta wykonana według projektów autora prezentuje się - przyznać trzeba - bardzo imponująco, zgoła nie przypomina pokracznych konstrukcji z I wojny światowej - raczej pojazdy budowane w połowie lat trzydziestych.
Nie wiedziałem o tym czołgu. Zresztą obywatele Monarchii byli dobrymi wynalazcami, ale mieli pecha - ponoć pierwszy sterowiec zbudował rok czy dwa przed Zeppelinem jakiś Węgier (nazwiska nie pamiętam), a niemiecki graf częściowo skorzystał z jego doświadczeń i zgarnął całą chwałę...
A co do Twej noweli - sympatyczna opowiastka. Może w oddaniu grozy sytuacji nie dorównujesz Wołoszańskiemu, ale, jak na pierwszy raz, jest spoko. I fajne nazwisko dla dowódcy czołgu - Blitz...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Wiek: 35 Dołączył: 06 Lut 2005 Posty: 132 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-02-17, 14:24
CK Tiger napisał/a:
(..) I fajne nazwisko dla dowódcy czołgu - Blitz...
Nazwisko dowódcy autentyczne, podobnie jak zaprezentowane wydarzenia (Krause jest postacią fikcyjną ).
Może warto jeszcze zaznaczyć, iż zaprezentowane przez Vilshofena zdjęcia przedstawiają rzecz jasna makietę. Nigdy nie powstał prototyp tego czołgu, a szkoda...
_________________ K.u.K. mährisch-galizisches Festungsartillerieregiment 2 "Eduard Freiherr von Beschi"
Ciekawi mnie jednak, dlaczego nie wykorzystano tych planów w czasie wojny? Po sukcesach alianckich czołgów pod Cambrai, sztab wojsk lądowych mógłby się jednak zorientować, że to wcale nie był taki głupi pomysł. Chyba, że już dawno poszedł on w zapomnienie...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Eeee? Nie za bardzo rozumiem, co chciałeś mi powiedzieć. Chodziło mi o C. i K. sztab. Czołgi mogłyby się przydać choćby na froncie rosyjskim.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Wiek: 35 Dołączył: 06 Lut 2005 Posty: 132 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-02-22, 06:58
Czołgi mogłyby zostać wykorzystane praktycznie wyłącznie na froncie rosyjskim. Pożytki płynące z ich ewentualnego użycia byłyby wszakże mocno wątpliwe i z pewnością nie rekompensowały poniesionych nakładów. Po prostu ówczesne maszyny - jakże niedoskonałe technicznie - choć dobre do przełamywania potężnych umocnień frontu zachodniego, nie nadawały się wszakże do prowadzenia walki manewrowej. Czołgi lekkie (typu francuski Renault FT - 17, tudzież projektowany niemiecki LK - II) zastosowane masowo nadawałyby się do walk w otwartym terenie, lecz udźwignięcie ekonomicznego wysiłku ich masowej produkcji przez Niemcy było wątpliwe, a przez Austro - Węgry zupełnie nierealne.
Pamiętać trzeba również, że gdy zalety broni pancernej stały się powszechnie znane i oczywiste (po Cambrai), front rosyjski praktycznie już dogorywał. Podejmowanie wysiłku opracowywania nowej broni, z punktu widzenia C. i K. sztabu było całkowicie nieracjonalne, w dodatku - powtarzam - ekonomicznie nie do udźwignięcia.
_________________ K.u.K. mährisch-galizisches Festungsartillerieregiment 2 "Eduard Freiherr von Beschi"
Właściwie to fakt. W tym okresie wojny gospodarka nie zdołałaby udźwignąć tego ciężaru. Ale, jak sam twierdziłeś, ten czołg był mniej wadliwy niż późniejsze alianckie. Nowa broń mogłaby też być mocną kartą w grze politycznej. Można by go zacząć sprzedawać Niemcom, a w zamian wymóc na nich jakieś ustępstwa. Tyle, że trzeba by je móc produkować...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Wiek: 35 Dołączył: 06 Lut 2005 Posty: 132 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-02-23, 11:24
CK Tiger napisał/a:
(...) Ale, jak sam twierdziłeś, ten czołg był mniej wadliwy niż późniejsze alianckie. Nowa broń mogłaby też być mocną kartą w grze politycznej. (...)
Tak nie twierdziłem. Na podstawie samych planów (w dodatku wstępnych a nie realizacyjnych) nie da się nic powiedzieć na temat jego wadliwości. O tejże można mówić dopiero na etapie testowania prototypów. Stwierdziłem natomiast, że w tym projekcie tkwił olbrzymi potencjał, przewyższający większość I - wojennych realizacji. Tyle, że od ogólnego projektu do finalnego efektu droga daleka i kosztowna.
Co do karty przetargowej to obawiam się, że to złudzenia. Austro - Węgry uzależniły się w toku wojny od Niemiec niczym narkoman od heroiny, ten proces mógł przerwać jedynie sprytnie przeprowadzony, separatystyczny pokój - ale się nie udało... (nie chcę tu rozważać, czy takowy był możliwy do osiągnięcia).
_________________ K.u.K. mährisch-galizisches Festungsartillerieregiment 2 "Eduard Freiherr von Beschi"
Austro - Węgry uzależniły się w toku wojny od Niemiec niczym narkoman od heroiny, ten proces mógł przerwać jedynie sprytnie przeprowadzony, separatystyczny pokój
Prawda. Po roku 1916 A-W stopniowo stawały się satelitą Niemiec. Często zastanawiałem się - jak do tego doszło? A-W były jednym z najpotężniejszych mocarstw Europy, miały duże rezerwy ludzkie, wojska nie były specjalnie przestarzałe - skąd takie klęski z rąk Rosjan czy Włochów? Bo przecież na tle niemożności poradzenia sobie z wrogami doszło do uzależnienia od Niemiec.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
hmm, o tym że Niemcy zdołali wybudować w czasie wojny kilkanaście własnych czołgów to dowiedziałem się niedawno... ciekawostką może być fakt, że jednej z wczesnych projektów czołgów przedstawiał maszynę... na płozach!
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Wiek: 35 Dołączył: 06 Lut 2005 Posty: 132 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-06-21, 06:46
Ściśle mówiąc Niemcy wyprodukowali:
- ok. 20 egzemplarzy czołgu A7V (używane bojowo),
- 1 egz. czołgu A7VU (prototyp uznano za nieudany i wkrótce złomowano),
- 2 egz. czołgu „K” (inne nazwy: K-Wagen, Kolossus, Großkampfwagen. Ten olbrzym o masie 150 ton nie został użyty bojowo),
- 1 egz. czołgu LK I (po testach i zmianach konstrukcyjnych przekształcony w LK II),
- ok. 100 egz. czołgu LK II (produkowane jeszcze po zawieszeniu broni, do początku 1919r., nie używane bojowo),
- 1 egz. Treffas – Wagen` a (prototyp odrzucony),
- 1 egz. Orion – Wagen` a (prototyp odrzucony),
- 1 egz. Bremer – Marien – Wagen – Überpanzert` a (prototyp odrzucony).
Oprócz tego powstało kilka projektów (np. LK III, Kraftprotze, Daimler Sturmwagen), które nie doczekały się fazy budowy prototypów.
W toku działań wojennych zdobyto ok. 100 egz. uszkodzonych czołgów alianckich (głównie typu Mark IV ale również Mark V, Mark A Whippet, FT-17). Z tej liczby zmontowano do stanu używalności ok. 30 – 40 egz. i używano bojowo w sześciu utworzonych oddziałach czołgów zdobycznych (Sturmpanzerwagenabteilungen Beute 11 – 16).
_________________ K.u.K. mährisch-galizisches Festungsartillerieregiment 2 "Eduard Freiherr von Beschi"
Ostatnio zmieniony przez Karl_Kuk dnia 2005-06-21, 08:55, w całości zmieniany 1 raz
tzn. LK II produkowano a nie wykorzystano bojowo? a dlaczego ich nie wykorzystano? za słaba blacha?
w ogóle gdzie mogę znależć materiały na temat broni pancernej niemieckiej w I wojnie światowej? jak dotąd znalazłem tylko stronkę o A7V... według niej konstrukacja niemiecka przewyższała aliancke pod względem możliwości i parametrów...
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Wiek: 35 Dołączył: 06 Lut 2005 Posty: 132 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-06-21, 08:19LK II i A7V vs. Mark IV
Produkcja LK II ruszyła późnym latem 1918r. i początkowo rozwijała się dość powoli (100 egz. było gotowe dopiero na początku 1919r.). Nim wyprodukowano większą ich liczbę było już po „czarnym dniu armii niemieckiej”, na całym froncie wykonywano manewry odwrotowe a Naczelne Dowództwo przestało wierzyć w możliwość odwrócenia losów wojny. Prawdopodobnie uznano, że angażowanie sił w formowanie nowych oddziałów, szkolenie załóg i przemieszczanie na front niewielkiej liczby pojazdów nie ma w tym wypadku sensu, a całości planów (zamówienie na 2000 egz.) nie zdążono już wdrożyć, bo wojna się skończyła. Czołgi na polecenie aliantów zostały złomowane z wyjątkiem kilku egz. przemyconych wraz z dokumentacją do Szwecji, gdzie podjęto ich produkcję pod nazwą Stridsvagn m/21.
Porównanie cech A7V i angielskich Mark IV nie daje podstaw jednoznacznych ocen. Niemiecki czołg zdecydowanie górował szybkością, zwrotnością, grubością pancerza (2-3 razy grubsze, choć blachy, szczególnie od Kruppa były gorszej jakości – kryzys materiałowy) i komfortem jazdy (resorowanie). Wyróżniał się dwukrotnie mniejszym naciskiem jednostkowym na grunt. Posiadał jednakże – w stosunku do Mark` ów – sporo wad:
Umieszczona z przodu pojazdu armata dawała znacznie mniejsze kąty ostrzału, urządzenia celownicze były nieodpowiednie. Pojazd miał tendencję do zakopywania się w miękkim gruncie, nie był w stanie pokonywać szerszych rowów poprzecznych ani zbyt stromych wzniesień. Zbyt duże nawisy z przodu i z tyłu czołgu oraz wysoko znajdujący się środek ciężkości potęgowały ryzyko przewrócenia (co w rzeczy samej kilkakrotnie się przytrafiło eliminując pojazd z walki) – na domiar złego kierowca ze swego stanowiska miał bardzo ograniczoną możliwość obserwacji toru jazdy i potencjalnych przeszkód. Fatalna wentylacja i izolacja silników generowała we wnętrzu temperatury nawet powyżej 80 st. C (w Mark` ach ok. 55 st. C). Ze względu na gabaryty (wysokość!) stanowił też o wiele łatwiejszy cel dla przeciwników.
Posiadane informacje na temat bezpośrednich starć opisywanych czołgów, z uwagi na skąpość a także odmienność relacji nie pozwalają jednoznacznie rozstrzygnąć, która z konstrukcji była „lepsza”. Wynik starcia „męskiego” Mark` a z A7V „Nixe” sugeruje przewagę tego pierwszego, ale tylko przy przyjęciu za właściwą relacji mówiącej o pojedynku „jeden na jeden”. Jeśli za prawdziwą uznamy bowiem wersję mówiącą o starciu „jeden na trzy”, to porażkę niemieckiej załogi trzeba złożyć na karb popełnionego błędu w taktyce walki. Zresztą, nawet ta pierwsza wersja nie daje podstaw do kategorycznych stwierdzeń – o wyniku mogło zadecydować większe doświadczenie angielskiej załogi, ukształtowanie terenu, czy też zwyczajne szczęście. Do pewnej weryfikacji walorów bojowych obu czołgów potrzebne byłyby dalsze przykłady bezpośrednich starć, do których niestety nie doszło ( casus A7V „Elfride” nie może być brany pod uwagę – czołg został wyeliminowany wskutek ewidentnego błędu kierowcy, a nie działań przeciwnika).
_________________ K.u.K. mährisch-galizisches Festungsartillerieregiment 2 "Eduard Freiherr von Beschi"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach