Adminie, ty widzisz i nie grzmisz!
Panowie! Oftopiczycie tu wesoło i radośnie o polityce, a o jakości CK armii, jej dowódców, i przyczynach niepowodzeń tejże mieliśmy dyskutować....
_________________ wśród feldmarszałków, genenarałów, cesarzy, hrabiów, oberstów etc. mogę być góra kapralem. I to landwery...
Adminie, ty widzisz i nie grzmisz!
Panowie! Oftopiczycie tu wesoło i radośnie o polityce, a o jakości CK armii, jej dowódców, i przyczynach niepowodzeń tejże mieliśmy dyskutować....
A czyż to nie wielonarodowość i brak łącznika - poza cesarzem - był jedną z przyczyn rozpadu Monarchii?
_________________ General der Infanterie Zulu Freiherr von Auffenberg.
Kommandeur der 4-ten K.u.K. Armee.
Przyczyny klęsk według mnie tkwią w mieszanym składzie narodowościowym tych sił zbrojnych. Armia składająca się z różnych narodów tworzących monarchie nie mogła być tak sprawna jak armia narodowa w ścisłym tego słowa znaczeniu. Przeciwstawiając c.k armii armię kajzerowską widać to wyraźnie. Niemiecka armia była maszyną dość jednolitą, która służyła konkretnemu narodowi. W przypadku Austro-Węgier mamy w siłach zbrojnych odzwierciedlenie mozaiki narodowościowej tego państwa, a zatem jest w tej armii widoczne również odbicie różnych antagonizmów etnicznych i interesów poszczególnych nacji.
W zasadzie tak naprawdę o swoje walczyli Austriacy i Węgrzy reszta narodów wykazywała mniejsza ochotę do walki gdyż monarchia dualistyczna w zasadzie stała z boku nich.
Nie zgadzam sie z tym. Roznorodnosc narodow to nie jest sprawa ktora tak negatywnie wplywala na armie CK. Kiedy to juz dochodzilo do rozlamu monarchii na frontach armia walczyla dalej i jest conajmniej tyle samo przykladow dalszej ofiarnej walki jak owych dezercji. Napewno koncem lata 1918 sprawa miala sie bardzo zle, ale do tego czasu trudno mowic o jakis znacznych rozpadach poza przypadkami Czechow, ale i tu jest niemalo przykladow lojalnosci.
Wyliczajac Austryjakow i Wegrow mozna spokojnie pisac jeszcze o Bosniakach, w niektorych przypadkach wlasnie Czechach a nawet Serbach.
Mysle ze glownym powodem klesk armii CK to sprawa zaopatrzenia w materialy militarne jak i zywnosciowe.
Najwiekszym jednak czynnikiem to chyba bledy sztabowcow generalnych itp., co moim zdaniem tez jest glownym powodem ogromnych ofiar w armii wloskiej.
Co chcialem jeszcze napisac to to ze dziwi mnie ze to niby armia CK poniosla kleske. Jak to? Czy to wojna skonczyla sie przez rozpad armii CK czy raczej przez rozpad monarchii?
Radzilbym tez dzielic miedzy narodowosciami w armii a w monarchii, bo to sa dwie prawie rozne rzeczy
Jasne ze istnial problem narodowosciowy, jednak watpie by byl on powodem klesk armii CK.
O wiele wiele bardziej mialo na to wplyw malo nowoczesne jak nie przestarzale wyposazenie i uzbrojenie armii, zle taktyki oraz bledy sztabu generalnego.
To nie monarchia rozpadla sie przez kleske armii CK a armia CK przez kleske monarchii!
to rzeczywiście fakt, że armia ze wszystkich instytucji monarchii trzymała się najdłużej! jeszcze w październiku, gdy cała CK monarchia waliła się w gruzy podczas ostatniej ofensywy włoskiej zdarzały się zacięte walki o niektóre pozycje.
a z wyjątkiem Czechów większość narodowości zachowywała "prawidłową" lojalność w wojsku
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Owszem, chodzi o Hoffmanna - ci dwaj panowie zawsze mi się mylą, przepraszam, ten karygodny błąd już naprawiam.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Teraz sie pokazuje, ze to bylo inaczej. naprz. sklad narodowosciowy 13 SchR (LIR) byl nastepujacy: 64 % Czechow, 31% Niemcow, 5 % innych, ten pulk wchodzil w sklad tutaj wymienionej 46 SchD. 31 SchR, tez tutaj ilekroc wpominany: 31% Czechow, 37% Niemcow,27% Polakow i 1 % inni. Mozna popatrzyc u wszystkich pulkow Landwehry: http://de.wikipedia.org/wiki/Kaiserlich_K%C3%B6nigliche_Landwehr#Infanterieregimenter. Prosze zwrocic uwagi na to, ze to zrodlo niemieckie. Nawet historyci juz pokazuja, ze z k.u.k IR No 28 i No 35 bylo inaczej, niz do tych czas pisano. I Ci, co sluzyli w Armii Hallera, nie byli ausryjackimi podwladnymi?
_________________ Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
Natomiast w kwestii tego tematu przytoczę duży, interesujący fragment:
W kiełkującej do życia Polsce oficerowie sztabu generalnego pochodzenia austriackiego byli reprezentowani w liczbie 70, generałów przyjęto ponad 30! Wnieśli obok wiedzy i profesjonalnej rutyny także nabyte przez lata służby zwyczaje. Ich cesarska armia posiadała szczególnie bogate tradycje - niektóre regimenty, jak choćby dragonów, mogły pochwalić się nieprzerwaną ciągłością od XVII wieku...
Toteż generałowie o austriackiej proweniencji wyróżniali się wieloma cechami charakterystycznymi. Były to dziwne postaci - wyprostowani, żylaści, z bagnetami na luźnych pasach, sztylpami opinającymi łydki, wyraźnie odróżniali się od reszty, szczególnie od rosyjskich Polaków, z którymi jeszcze tak niedawno toczyli z urzędu wojnę w imieniu obcej dynastii.
Ich pedanteria nie miała sobie równych. Polerowanie, czyszczenie, usprawnianie i porządkowanie było drugą, a może już wtedy nawet pierwszą naturą. Jeden z najsławniejszych w międzywojennej Polsce generałów - Jan Romer - uważał, że godzina jest w rzeczywistości krótsza, niż się sądzi.
Ustalił, że jego godzina liczyła jedynie 59 minut, zaś dla podwładnych była o minutę krótsza. Dawało to wygodny zapas aż 120 sekund.
Romer z poruczenia Naczelnika Piłsudskiego stanął na czele komisji mającej pozyskać dla kraju materiał wojenny u aliantów. Granice były wtedy płynne, wrogowie wszechobecni, a Wojsko Polskie bez butów. Dzięki pedanterii generała, jego doświadczeniu w kontaktach z ludźmi i fachowości Polska w krytycznym momencie istnienia przejęła z Zachodu rozpaczliwie potrzebne w kraju mundury, wyposażenie, broń, paszę dla koni i sprzęt wojenny.
Precyzyjnie zaostrzone, poukładane w szeregu niczym tyraliera gotowa do ataku, leżały na stole generała Stanisława Szeptyckiego kolorowe ołówki. Może to wydawać się śmieszne, ale do dzisiaj plany i schematy bitew i marszów wojennych sporządzane przez sztabowców austriackich wyróżniają się jasnością, prostotą i wielką czytelnością.
Wrzask był skuteczny
W trakcie przebytych kursów oficerowie nabywali też umiejętność pięknego pisania i kaligrafii. Generał Stanisław Haller zadziwiał swym wykwintnym pismem kolegów wojskowych. Był poza tym człowiekiem wielkiej uczciwości i ofiarności, znosząc przez czas długi urzędowanie w podupadłym biurze, gdzie ściany zdobiły jeszcze portrety pruskich generałów. Uważał, że rzeczą ważniejszą od jego biura jest remont gmachu sztabu generalnego.
Austriackie wojsko wyróżniała niezwykle ostra dyscyplina. Dzięki niej wielonarodowa armia austro-węgierska okazała się w najwyższym stopniu odporna na nieszczęścia wojenne. Podobną spoistość prezentowała chyba jedynie armia brytyjska. Tą zwartość uzyskano w obu za pomocą drakońskiej dyscypliny i metod wychowawczych, które w dzisiejszych czasach są trudne do zaakceptowania (choć stosują je nadal z powodzeniem Brytyjczycy).
Generałowie, którzy zostali do niej wdrożeni, przenieśli ją do polskiej armii. W stosunkach służbowych na pewno nie byli ludźmi przyjemnymi dla otoczenia. Choć austriaccy oficerowie mieli unikalny w Europie przywilej zwracania się do siebie wzajem na "ty", oficjalna bariera, jaką stwarzano pomiędzy rangami w armii cesarskiej, była ogromna. Wrzeszcząc na podwładnego po imieniu wymuszano pożądane zachowania. Jeśli się jednak bliżej temu zwyczajowi przyjrzeć, było to zachowanie na poły teatralne, taka behawiorystyczna metoda szkoleniowa.
Generał Józef Rybak, znany w międzywojennej armii z gniewnych i nieprzyjemnych inspekcji, w rzeczywistości swój gniew udawał. Chodziło o to, aby na zasadzie kontrastu w czasie następnej wizyty zwiększyć efekt udzielonej pochwały. Była to swoista dwubiegunowość - od upadku na samo dno oceny po wywyższenie pochwałą za błyskawiczne postępy.
Gdzie legioniście do austro-oficera
Legioniści polscy, którzy poszli na wojnę w szeregach tworzonego ad hoc ochotniczego wojska, nie znali zwyczajów panujących w armii cesarskiej.
Polacy, a szczególnie twórcza inteligencja, żyli z dala od wojska i jego problemów. Był to dla nich świat średniowiecznych stosunków, patriarchalnej zależności i brutalnej dyscypliny. Z jednej strony oficer mógł w każdym momencie służby poprosić o audiencję u cesarza, z drugiej nierzadkie były przypadki samobójstw spowodowanych pominięciem przy awansie czy z powodu biedy. W tym świecie rządził bezwzględnie egzekwowany rozkaz, dotkliwe kary za przewinienia i wrzaski.
Kontakty frontowe inteligencji i paramilitarnych organizacji młodzieżowych z austriackimi sztabowcami wywołały szok. Generałowie traktowali legionistów jak gorszą część armii. Źle uzbrojoną, wyszkoloną na łące w niedzielne popołudnie i pozbawioną wojskowych przymiotów.
Legioniści zaś od pierwszego dnia wojny narzekali na tępą austriacką soldateskę, ograniczonych oficerów sztabowych przystrojonych w sztuczne mózgi (szarego koloru kepi wyróżniające sztabowców), brutalność i pogardliwy stosunek do podwładnych. Zdziwienie wzbudzali szczególnie generałowie - Polacy. Okazało się, że zachowują niezrozumiałą lojalność w stosunku do tronu habsburskiego, że nie są skłonni w czasie operacji frontowych podzielać poglądów i demokratycznych nadziei Legionów, szczególnie I Brygady. Że brzydzą się polityką. Jedni i drudzy, choć mówili do siebie tym samym językiem, byli niczym dwa odpychające się bieguny.
Ktoś, kto przeszedł wszystkie szczeble kariery wojskowej w jednej z najlepszych ówczesnych armii w Europie, mógł czuć się dziwnie w towarzystwie zawadiackiego kresowego szlagona, jakim jawił się Józef Piłsudski podniesiony za sprawą czysto politycznej decyzji do rangi brygadiera.
Franciszek Latinik, dowódca pułku cieszyńskiego, a następnie brygady piechoty, wręcz irytował się na myśl o legionistach. W jego przekonaniu było to niedoszkolone, rozpolitykowane pseudowojsko. Bezgranicznie zaś wierzył w przymioty swoich podwładnych - Polaków z zachodniej części Beskidów i Śląska. Ufał tylko starej, sprawnej jak dobrze naoliwiona maszyna, organizacji wojskowej. Dla pocieszenia legionistom dodać trzeba, że Latinik jeszcze gorsze miał zdanie o austro-węgierskiej kawalerii. Możliwe, że z powodu ukrytej zazdrości - sam był oficerem piechoty.
Na przykład Gosławski
Oficerowie austro-węgierscy w zgodnej opinii obserwatorów z okresu I wojny zasługiwali na miano elity wojskowej Europy. Niejednokrotnie byli poliglotami. Mieli za sobą rozmaite studia i trudne kursy szkoleniowe. Polskiego pochodzenia oficer cesarskiej armii siłą rzeczy nabierał przekonania o własnej wyjątkowości.
Na wyższy stopień i dostęp do sztabowego stolika oficerowie - Polacy czekali długo, nieraz ponad 18 lat. Prowadziła tam ciernista droga, która dla wielu rozpoczynała się od opuszczenia rodzinnego domu, wtłoczenia do głowy nielubianego języka niemieckiego, przymusowej emigracji do szkoły z internatem, gdzie prym wiedli głównie Niemcy austriaccy, Węgrzy i zniemczeni Czesi.
Przykładem takiej drogi jest kariera wojskowa syna celnika Marcelego Gosławskiego z Brodów. Do wojska poszedł, mając siedemnaście lat.
Mając wyraźną predylekcję do broni palnej, Gosławski trafił do 30. batalionu jegrów, potem zaś widzimy go na rozmaitych stanowiskach związanych z opieką nad bronią strzelecką. Niebawem młody oficer został komendantem strzelnicy batalionu i zbrojmistrzem jednostki.
Był rok 1907, kiedy przeniósł się do Wadowic, aby służyć w 56. pułku piechoty. Pułk był bardzo "polski", jego żołnierze pochodzili głównie z okolic Beskidów, Śląska Żywieckiego, także z nizin północnej części Galicji.
W końcu już jako pułkownik, choć zaledwie na czele samodzielnego batalionu piechoty, wyruszył 1 sierpnia 1914 roku na wojnę. Teraz czekała go próba ognia. 3 sierpnia 1914 roku batalion dowodzony przez Gosławskiego wszedł do bitwy. Trzeba tu przypomnieć, w jakim stylu walczyli w tym czasie austro-węgierscy dowódcy. Mimo że zewsząd padały artyleryjskie pociski, a teren zasypywany był gradem kul z broni ręcznej, absolwenci akademii wojskowych cesarstwa nie kryli się jak zające w krzakach. W dobrym tonie było wykonanie natarcia jak pod Wagram i Aspern prawie sto lat wcześniej. Obwieszony symbolami honoru i przywileju - porteepe i szablą, oficer prowadził karne tyraliery nierzadko dosiadając jeszcze wierzchowca. Stanowił wyśmienity cel dla rosyjskich strzelców, ale czasem udawało się przeżyć taką chwalebną szarżę na bagnety. Bitwa rozstrzygała o przyszłych przywilejach. Wielkiego zaszczytu dostąpił Gosławski - tytuł szlachecki von Księżomierz (przyznany w 1916 roku) od miejscowości, gdzie jego batalion stoczył bitwę.
Gosławski przy swojej brawurze miał szczęście w nieszczęściu - zapewne kolejnej bitwy by nie przeżył. Jednak okazało się, że był chory na serce i po długiej rekonwalescencji trafił do służby na tyłach, inspekcjonując produkcję zbrojeniową. W Polsce został inspektorem sił zbrojnych okręgu krakowskiego.
Najciekawsze fragmenty pogrubiłem. Co Wy na to?
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Dołączył: 27 Mar 2008 Posty: 21 Skąd: Ziemia Franza Josefa
Wysłany: 2008-03-27, 05:42
Cytat:
Zauważ jednak, że - choć tacy Niemcy mieli niewątpliwie więcej talentów. Ale armia była jednak w pewnym względzie zdemoralizowana - w Austro-Węgrzech nie było czegoś takiego jak entuzjazm na wieść o wojnie
Więcej talentów? Kogo? Armia niemiecka (a właściwie cztery armie niemieckie -pruska, saska, bawarska i wirtemberska) dzięki elastyczności dowodzenia i dużej samodzielności dowodców wyśmienicie radziła(-y) sobie na poziomie taktycznym. Ale, jeśli chodzi o poziom operacyjny, nie mówiąc już o strategicznym - dalece ustępowała (-y) austro-węgierskim stabslerom. Zresztą -najwybitmiejszy sztabowiec WP II RP, jedyny dowódca który próbował we wrześniu '39 r. przejąć inicjatywe w skali operacyjnej - gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba to właśnie sztabowiec CK Armii z I WŚ.
A co do demoralizacji - to takich jej objawów, jakie wystąpiły np. w niemieckiej Kaisermarine jesienią 1918 r. w Cekaniii nie było. Wcześniejszego "bożonarodzeniowego" bratania się z wrogiem na dużą skalę też nie. Nie mówiąc już o masowych dezercjach (Włochy) czy również masowych buntach oddziałow liniowych (Francja. 1917), czy takim entuzjazmie wojennym w Angli, któty zmusił ją do wprowadzenia powszechnego obowiązku słuzby wojskowej.
Zakłada on (powtarzając za propagandą niemiecka i rosyjska), że armia C i K była wyraźnie gorsza od niemieckiej i rosyjskiej, stanowiąc nieznośny balast dla sojusznika, a łatwy cel dla przeciwnika.
Mit ten (powielany bezkrytycznie w wielu opracowaniach) jest szczególnie szkodliwy, (bo nieprawdziwy) i krzywdzący dla byłych żołnierzy CK i ich rodzin, (bo uwłacza pamięci przodków) i dlatego tez jest przez mnie podważany we wszystkich \wydanych, opracowywanych i zamierzonych publikacjach.
Armia austro-wegierska w zestawieniu z innymi uczestnikami I WŚ w żądnym wypadku nie odstaje od nich – in minus, a w wielu przypadkach wręcz na odwrót, odróżnia się od nich korzystnie, pomimo swego wielonarodowego składu.
W aspekcie militarnym Austro-Węgry poniosły dwie poważne klęski w starciu z Rosjanami:
1) W pierwszej bitwie pod Lwowem (sierpień –wrzesień 1914)
2) W bitwie pod Łuckiem w lecie 1916 roku.
Odniosły jednak walcząc z nimi 4 całkowite, samodzielne zwycięstwa:
1) W bitwie pod Kraśnikiem (sierpień 1914)
2) W bitwie pod Komarowem (sierpień 1914)
3) W bitwie pod Krakowem (listopad 1914)
4) W bitwie pod Limanową (listopad 1914)
Ponadto wspólnie z Niemcami odniosły jeszcze dwa poważne sukcesy:
1) W bitwie pod Gorlicami (maj 1915)
2) W bitwie pod Załoźcami (lata 1917)
Nie najgorzej spisały się też w następujących starciach:
1) W drugiej bitwie pod Lwowem (wrzesień 1914) – bitwa była nierozstrzygnięta pod względem militarnym, wojska AW musiały się jednak cofnąć w obawie przed okrążeniem przez nadchodzące nowe rezerwy rosyjskie,
2) W bitwie pod Dęblinem (październik 1914) – Wojska AW musiały rozpocząć odwrót, ponieważ ich północne skrzydło zostało nagle odsłonięte przez niemieckiego sojusznika.
Na froncie rosyjskim niewątpliwie dobrze spisała się też załoga twierdzy Przemyśl wytrzymując dwa oblężenia, z czego pierwsze zakończyła spektakularnym zwycięstwem nad Rosjanami, zaś drugie trwało od listopada 1914 roku, aż do marca 1915 roku bijąc wszelkie rekordy skutecznej obrony twierdz w IWŚ i skapitulowała wskutek groźby głodu i epidemii.
Obrona Przemyśla znacznie utrudniła posuwanie się Rosjan w głąb Galicji i forsowanie Karpat, a politycznie przekreśliła plan całkowitego włączenia Galicji Wschodniej do Rosji (dopóki bronił się Przemyśl – nie można było głosić, że cały ten kraj jest w ręku rosyjskim).
Pozytywnie należy też ocenić wynik zimowych zmagań karpackich. Armia CK walcząc w odwrocie i w niesłychanie ciężkich warunkach potrafiła powstrzymać przeważające siły Rosjan, uniemożliwić im przedarcie się na Węgry i realizację planu bałkańskiego.
Dla porównania: Rosjanie (pomimo przeinaczania prawdy przez opracowania prokoalicyjne) odnieśli dwa zdecydowane zwycięstwa, zawładnęli po morderczym oblężeniu Przemyślem (zdewastowanym celowo przez obrońców) i utrzymali się przez pewien czas w Galicji Wschodniej. Nie udało im się natomiast osiągnąć żądnego zamierzonego celu strategicznego (ani całkowicie opanować Galicji Wschodniej, ani przedrzeć się na Śląsk i do czech w listopadzie 1914 roku, ani zdobyć duchowej stolicy Polski – Krakowa, ani przedrzeć się na Węgry w zimie 1914/1915, ani utrzymać zdobytego Przemyśla i Lwowa, ani skutecznie wspomóc sojuszniczej Serbii i Rumunii, ani poważnie wedrzeć się do Galicji po zwycięstwie pod Łuckiem w 1916 roku, ani zachwiać frontem austro-węgierskim w ofensywie Kiereńskiegoi w 1917 roku. A przecież ich przewaga nad Austro-Węgrami była niezaprzeczalna, niemiecki sojusznik Austro-Węgier nie angażował na wschodzie wystarczająco dużych sil się i wreszcie – walczyli na jednym froncie (front turecki był dla nich zawsze drugorzędny i znajdował się również na południowo - zachodnich obrzeżach imperium carów.
Z dowódców rosyjskich tylko Brusiłow (Brussiłow) dorównywał austro-węgierskim, lecz Austro Węgry miały wielu generałów o podobnym talencie (Auffenberg, Baltin-Pflanzer, Boroević, Arz, Roth, Bohm – Ermolli). Inni (np. Iwanow, Dimitriew) to prawdziwa kompromitacja. Wielki Książę Mikołaj Mikołajewicz okazał się jedynie zdolnym intrygantem, natomiast jako naczelny dowódca zupełnie się nie sprawdził i żądna z jego koncepcji nie dorównywała pomysłom austro-węgierskiego szefa AOK – Franza Conrada v. Hetzendorfa.
Rzekoma wyższość wojsk rosyjskich nad CK przeciwnikiem jest jedynie wytworem koalicyjnej propagandy, która wyolbrzymiała porażki wroga, a milczała o swoich własnych.
Armia austro-węgierska odnosiła tez wiele sukcesów na innych frontach.
Na Bałkanach (pomimo bajań o zwycięstwach serbskich) wojna toczyła się cały czas na terytorium wroga (zajęcie Zemunia było tylko chwilowym epizodem bez znaczenia). „Zwycięskie” zapasy armii serbskiej w 1914 roku wyczerpały ją jednak doszczętnie, pozbawiły siły ofensywnej i definitywnie przekreśliły jakąkolwiek myśl o przeniesieniu walki na terytorium austro-węgierskie. Natomiast kampania 1915 roku skończyła się katastrofą Serbów i całkowita okupacja ich kraju.
Armia austro-węgierska odparła też zwycięsko niespodziewany najazd Rumunów w 1916 roku, wyrzuciła wroga z Siedmiogrodu i żądała mu szereg kompromitujących klęsk.
Pogrom Czarnogóry i zdobycie masywu górskiego Łowczen należały do największych i najbardziej nieprawdopodobnych operacji IWŚ.
Na froncie włoskim przez cały czas od maja 195 roku do października 1917 roku bardzo skąpe siły austro-węgierskie skutecznie broniły swych pozycji przed dziesięciokrotnie silniejszym przeciwnikiem i odprawy go w 11 bitwach nad rzeką Soczą (Isonzo).
Flota CK skutecznie prowadziła przez cztery lata działania bojowe na Adriatyku i odniosła tam wiele wspaniałych sukcesów, choć stanowiła zaledwie ¼ tonażu koalicyjnego.
Artyleria CK wspierała swych niemieckich sojuszników w Belgii i walnie przyczyniła się do zdobycia Antwerpii.
Jeszcze w październiku 1918 roku generał Pflanzer Baltin zdołał zadać na miesiąc przed końcem wojny szereg upokarzających klęsk siłom koalicyjnym wdzierającym się do Albanii.
Armia CK była tez jedna z, niewielu, która ominął kryzys roku 1917, w którym francuscy, niemieccy i rosyjscy żołnierze odmawiali wykonania rozkazów i nieraz zbrojnie przeciwstawiali się zwierzchnikom,.
Flota CK była jedna z, niewielu, która stłumiła samodzielnie ruch rewolucyjny i dywersyjny wskutek oporu marynarzy przeciw kapitulanckim knowaniom prowodyrów (bunt w Cattaro).
Przekłamane są także wyobrażenia o CK dezerterach. Wcale nie było ich proporcjonalnie więcej niż dezerterów rosyjskich, nie mówiąc już o włoskich, czy francuskich.
A co można powiedzieć o innych uczestnikach wojny
Rosja: Armia rosyjska nie potrafiła się uporać ze słabszym przeciwnikiem i w 1914 roku roztrwoniła własne siły, a w 1915 roku poniosła decydująca klęskę. W 1917 roku praktycznie się rozpadła.
Niemcy: Armia niemiecka odniosła samodzielnie dwa niezaprzeczalne zwycięstwa (w bitwie granicznej z Francuzami, oraz pod Tannenbergiem z Rosjanami. Ani jedno ani drugie nie okazało się rozstrzygające. Inne zwycięstwa (pod Gorlicami, w Rumunii i na Włoszech Niemcy odnieśli wspólnie z sojusznikami.
Ponosili tez kompromitujące klęski (pod Gubinem z Rosjanami w pierwszych dniach wojny) , nad Marna ( z Francuzami) i drugiej bitwie nad Marna z armiami sprzymierzonymi.
Niemcy nie posiadały tez zdolnych dowódców na najwyższym szczeblu: V Moltke okazał się kompletnym nieudacznikiem i zasłynął jedynie z popsucia Planu Schlieffena, Falkenhayn podejmował w większości katastrofalne decyzje, które zaważyły na ostatecznym wyniku wojny (np.,. atak na Verdun) – zaś Hindenburg po zwycięstwie nad Rosjanami pod Tannenbergiem nie pokazał już po raz drugi swego geniuszu.
Jeszcze gorzej wypadają Francuzi. Klęska w bitwie granicznej w sierpniu i wrześniu 1914 roku doprowadziła ich do sytuacji krytycznej, zwycięstwo nad Marna odniesiono głównie dzięki głupocie niemieckich dowódców, zaś bitwy nad Sommą i ofensywa Nivella skończyły się żałośnie.
Również i Brytyjczycy nie spisali się szczególnie: Korpus ekspedycyjny we Francji i wszelkie poźniejsze działania na froncie zachodnim to kompletna porażka, zaś o kompromitującej wyprawie dardanelskiej szkoda nawet pisać. Niemieckie armie kolonialne potrafiły skutecznie skompromitować Anglików w Afryce, zaś niezwyciężona flota brytyjska doznała kilku żenujących porażek, zarówno od Niemców (bitwa pod Coronelem, Bitwa Jutlandzka), od Turków (Galipoli) i od floty CK (Otranto).
Włosi i Rumuni również nie popisali się niczym.. Włączyli się do wojny jakby po to, aby uświetnić chwałę wojsk państw centralnych.
Jedyne zwycięstwo włoskie w wojnie z Austria, (Vittorio Veneto) odnieśli już w momencie, w którym państwo CKL praktycznie nie istniało – wiec trudno je uważać za chwalebne.
Serbowie nie potrafili ani przenieść wojny na terytorium AW ( a celem Serbii były przecież zdobycze terytorialne w Bośni i Wojewodinie), ani skutecznie obronić własnego terytorium. Utrzymali się dość długo głownie dzięki warunkom terenowym swojego kraju i temu, ze dla AW byli aż do wyzwolenia Galicji – przeciwnikiem drugorzędnym.
I wreszcie ostatnia sprawa: pomimo wrogiej propagandy, ruchów odśrodkowych i wielonarodowej struktury armia AW utrzymała się jako całość aż do końca wojny.
Jeszcze w październiku 1918 roku wojska SAW zadawały klęski koalicjantom w Albanii, zaś wojna na froncie bałkańskim skończyła się dopiero w dniu 13 XI 1918 roku, w dwa dni po kapitulacji Niemiec. W tym dniu nie było już Cesarstwa Austriackiego, Galicjan należała do odrodzonej Polski, a w Pradze rezydował prezydent Masaryk!
A przecież armia AW walczyła na ogół nie tylko z siłami przeważającymi liczebnie (jedynie na froncie serbskim miała w 1914 roku pewna przewagę (4: 3), zniweczona zresztą przez większe doświadczenie przeciwnika i warunki terenowe). W wojnie z Rosja stosunek sił wynosił mniej więcej (2:1) na korzyść Rosji, w wojnie z Włochami (10:1) na korzyść Włoch, w wojnie z Rumunią (9:1) na korzyść Rumunii. Przeciwnicy AW dysponowali tez z reguły przewaga uzbrojenia. W momencie wybuchu wojny Rosjanie posiadali wielką przewagę ilościowa i techniczną w artylerii (zwłaszcza polowej) i w lotnictwie, a Serbowie i Czarnogórcy przewagę techniczną w artylerii polowej – posiadali bowiem najnowsze francuskie działa o jakich wojska CK nie mogły nawet marzyć. Jedynym atutem AW w artylerii ciężkiej był słynny moździerz „Huda Emma”, ale jego ilość była niewielka ( co nie przeszkadza że odnosił on fenomenalne sukcesy.
Reasumując:
Negatywny obraz AW sił zbrojnych w I WŚ nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, lecz jest tworem propagandy koalicyjnej, czechosłowackiej, radzieckiej i niemieckiej rozwijanej głownie w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy AW już nie istniały i dlatego były idealnych „chłopcem do bicia”, przy pomocy którego można było ukryć własne błędy, przerzucić na niego własne porażki i przypisać sobie jego chwałę.
Nie wiem z jakiego powodu wojnę na froncie wschodnim przedstawia się tak, jakby Austro-Węgy były w niej strona przegraną, a Rosja zwycieską.
A przecież było zupełnie odwrotnie.
To Austro-Wegry zasiadały w Brześciu nad Bugiem po stronie zwycięskiej, a Rosja po stronie przegranej i to własnie ona podpisała kapitulację ( wyników rokowań nie mozna inaczej nazwać).
I nie była to wcale kapitulacja przed Niemcami, ale przed Niemcami i Austro-Węgrami.
Co więcej przez cała wojnę wlaśnie Austro-Wegry dźwigaly głowny ciężar walki z Rosją i ich sily stranowily znaczna wiekszość wojsk Państw Centralnych na froncie wschodnim.
Pretensje Niemców, którzy przypisuja sobie wylaczne zwyciestwo są bezzasadne, bo bez wojsk monarchii naddunajskiej - pokonanie Rosji, a nawet jej powstrzymanie nie byłoby wogóle możliwe.
Rozpad Austro-Wegier, który nastąpil pól roku później w niczym nie zmienia tego faktu.
Dołączył: 27 Mar 2008 Posty: 21 Skąd: Ziemia Franza Josefa
Wysłany: 2008-03-27, 20:16
Juliusz Bator napisał/a:
Włosi i Rumuni również nie popisali się niczym.. Włączyli się do wojny jakby po to, aby uświetnić chwałę wojsk państw centralnych.
Ogólna teza poprzedniego postu jest trafna. Ale w cytowanym fragmencie Autor się zagalopował. Co do Włochów - w zasadzie zgoda, od dawna przecież wiadomo, że po to istnieje armia włoska, by Austria miała nad kim odnosić zwycięstwa (choć i tu zdarzyły się wyjątki - i to nie tyle Vittorio Veneto, co np. zatopienie wielkich okrętów liniowych; SMS Szent Istvan i SMS VIribus Unitis). Ale Rumunia nie zasługuje na takie słowa. Walcząc z przeważającym (od pewnego momentu, prawda) przeciwnikiem (armia AW, Niemcy, Bułgarzy), dowodzonym przez najzdolniejszych generałów, jak choćby Mackensen, posiadających nadto w odróżnieniu od własnych dowódców doświadczenie bojowe - potrafiła otrząsnąć się z ciężaru niepowodzeń, podnieść po klęsce i zwyciężyć pod Marasesti. G
Żaden dowódca włoski I WŚ, nawet Luigi Capello nie zbliżył się do poziomu gen. Averescu.
Juliusz Bator napisał/a:
Z dowódców rosyjskich tylko Brusiłow (Brussiłow) dorównywał austro-węgierskim
Rumunia , zupełnie niesprowokowana, z czystej chciwości napadła na swojego niedawnego sojusznika w najbardzioej krytycznej dla niego chwili.
Austro-Węgry przeżywały własnie krytyczny moment ofensywy Brusiłowa i toczyły cieżkan wojnę obronną we Włoszech.
Osłona Siedmiogrodu była symboliczna i nie przekraczała 30 000 ludzi. Byli to do tego rezerwiści, żandarmeria, hinved i pospolite ruszenie. Rumuni zaatakowali ogromnymi siłami (przeszło 500 000 ludzi) uzbrojonymi przez Francuzów i Rosjan. Z taką przewagą powinni łatwo uporać się z obrona austro-wegierską i w ciagu conajwyżej 10 dni dotzreć do Cisy.
Tymczasem utknęli w kraju Szeklerów i nie potrafili nawet dotrzreć do terenów zamieszkałych przez swoich rodaków, zostali powstyrzymani, a nastepnie całkowicie rozbici przez niewielką armie rezerwową generała Arza i wyrzuceni za Karpaty. Potem ponieśli kompletna kleske i nie potrafili zasłonić swojej stolicy, ani obronić większości wlasnego terytorium. Uratowala ich w Moldawii jedynie pomoc rosyjska i tylko to pozoliło im przetrwać w Mołdawii jeszcze rok. Ostatecznie jednak i Rumunia musiała kapitulować i przyjać podyktowane warunki.
Zwycięstwo pod Maraseti miało jedynie wymiar symboliczny i w jego wyniku Rumuni nie odzyskali nawet skrawka ziemi zajetej już przez wojska państw centralnych.
Nie o to zreszta chodzi, ale o przebieg wydarzeń w Siedmiogrodzie, gdzie starły się bezposrednio wojska rumuńskie i austro-węgierskie i gdzie , mimo ogromnej przewagi, Rumuni po prostu się skompromitowali, żeby nie powiedzieć dosadniej, że się ośmieszyli.
Co do trójstronnego ataku państw centralnych, to Rumuni nie mają co narzekać, ani kogo oskarżać. Austro-Węgry byly strona przez nich napadniętą, zaś Bulgaria zobiła z nimi dokladnie to samo, co oni z Bułgarią w 1913 roku, gdy w trakcie 2 woijny balkańskiej niespodzianie wbikli jej nóz w plecy. W 1916 roku dokonali zwyklego bandyckiego, i niesprowokowanego najazdu. Do tego źle obliczyli siły i po prostu dostali po siedzeniu.
Chwalić sie nie mają czym. Ani podstępną napaścią, ani jej rezultatem.
Rumunia jest zwykłym scierwojadem, który potrafi jedynie szarpać bezbronnego i leżącego. Postępowała tak zawsze i na nic innego ją nie stać.
Co do Rosjan - nie mam o ich dowódcach dobrego mniemania. Rozpoczeli wojne w nadziei na szybkie zwycięstwo i mieli wszelkie atuty aby je osiagnać (przewaga liczebna, zaangazowanie przeciwnikow na inncych frontach, wielonarodowa struktura Austro-Węgier, sympatia znacznej częsci Slowian żyjacych w CK monarchii wzmaciana umiejętnie rozijana od lat propagandą panslawistyczną). Pomimo tego wszystkiego dali sie powstrzrymać, pobic haniebnie pod Gorlicami i stracili olbrzymie części kraju, a w końcu rozsypali sie jak domek z kart. Jakoś ich genialni dowodcy, ani kolejne miliony powoływane pod broń nie potrafili temu przeszkodzić.
O wiele bardziej cenie sobie zwyklych carskich żolnierzy i frontowych oficerów, ktorych męstwo podziwiam - niż głupotę i beznadziejnośc ich wodzów (zwłaszca na najwyzszym szczeblu).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach