Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2477 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-08-09, 20:45Skorupa Ewa "Z czego się śmiała Galicja"
Ewa Skorupa
„Z czego się śmiała Galicja”, Wydawnictwo „Miniatura”, Kraków 1989, str.71
Rys. Z. Pytlika
Nie będę się rozpisywał o książeczce, bo trudno ją streścić. Jedno – jak można w tak małej objętości tak bardzo naigrawać się z Galicji ! No, ja, jako cenzor, to bym tego nie puścił…
Jedyne, co mogę zrobić, aby Wam przybliżyć całą ohydę tej książeczki, to tylko ją cytować, abyście poznali całą perfidię autorki, która cytuje z lubością prześmiewcze głosy ówczesnej prasy...
… „Sielskie” powaby tej „pogodnej” krainy upodobali sobie satyrycy. … Z przydomków, jakimi obdarzano ów zakątek w satyrze, karykaturach i dowcipach, szczególnie modne okazało się określenie „Golicja i Głodomeria”. Używano także innych przezwisk: „Pan na Galicja Lodomirska”, „Galicja Lodomerska”, „Głodomeria i Blagomeria”, „Milicja i Landwera”, „Królestwo Gapistanu”. Tę ostatnią nazwę otrzymała Galicja od lwowskiego „Chochlika”…
Krótko autorka omawia rolę „Gazety Lwowskiej”, która „miała za zadanie przekształcić Galicjan „… w dobrych obywateli c. k. monarchii”. Z tego tytułu też była ciągłym obiektem kpin i żartów. Krytykowano także osoby, czytujące tak bliskie sercu każdego praworządnego Galicjusza czasopismo. Zacytuję fragmencik z tej książeczki: „ INSERATY. Nowa menażeria, na placu galicyjskim dotąd nigdzie nie widziane
1.Idiota narodowy, zwany także prenumeratorem „Gazety Lwowskiej”. (Szczutek, 1876).
Jadę dalej po tej ohydnej treści, uwłaczającej pamięci c.k.Monarchii. Oczywiście robię to z obrzydzeniem…
„Prawomyślny Cekańczyk nierzadko określany jako „c.k. Polak galicyjski” stał się ulubionym przedmiotem szyderstwa satyryków”. Oczywiście ma o tym świadczyć poniższy tekst, a przecież świadczył on tylko o wierności poddanych Monarchii i Najjaśniejszego Pana, którego oblicza nie mogła zasnuć troska o poddanych w Galicji! No to cytuję:
„Wyciąg z „Modlitewnika c.k. Polaków galicyjskich” na rok 1883
Pater noster
Rządzie nasz, któryś jest w Wiedniu, święć się imię Twoje, bądź wola Twoja, jako w sejmie, tak i w radzie państwa, nowe podatki nakładaj nam co dzień, a odpuść nam przeszłość naszą, jako i my odpuszczamy naszym ministrom rodakom ich poświęcenie, wódź nas dalej na pasku naszego serwilizmu, i zbaw nas od samodzielności. Amen!..
Credo
Wierzę w potulność naszą, w świętą apatię powszechną, w galicyjski patriotyzm, w orderów i podatków pomnożenie. …(Różowe Domino 1883)
Oczywiście krytyka ówczesnego społeczeństwa, mam na myśli jego zdrową, ideową część, z dumą mówiącą o sobie „my, Austriacy…”, nie byłaby pełna, gdyby nie dokuczała tym najbardziej patriotycznym – stańczykom! Zaczytuję znów fragment tej przebrzydłej książczyny pióra Kazimierza Bartoszewicza:
„Stańczyk – roślina galicyjska, pnąca się do góry, rośnie u podnóża tronu, w ogrodach rządowych, w parkach pałacowych i po dworach zachodniej Galicji. Trzeba ją jednak często podlewać, bo inaczej usycha. Wydaje silny zapach usypiający; wdychanie go sprowadza chroniczne zatrucie, objawiające się brakiem woli, sennością i nadmiarem apetytu.”
Kolejny cytat, urągający wartościom, które każdy Galicjusz nosi głęboko w sercu:
„Nazwę stronnictwa stańczykowskiego często wywodzono od szyderczo cytowanego zwrotu, kończącego wiernopoddańczy adres z 1866 roku: „Z głębi serc naszych oświadczamy, że przy Tobie Najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy…”
Zapytalski: Skąd właściwie pochodzi nazwa Stańczyk ?
Odrębalski: Oto widzisz od programu, jakie postawiło to stronnictwo- stań i czekaj.” (Szczutek 1869)
Odrębnym rozdziałem autorka potraktowała Najjaśniejszego Pana. Choć, zacytuję zdanie: „Osoba monarchy jest nadto uświęconą i nietykalną, toteż obraza jego jest zbrodnią obrazy majestatu i jest surowo karaną” nie zawahała się, żeby na następnej stronie umieścić wstrętne wierszydło, urągające Najjaśniejszemu Panu, ukrytemu pod pojęciem macierzyńskiej i opiekuńczej Austrii:
„Monolog mamy Austrii.
Cóż to za kłopot, co za utrapienie,
Te hałaśliwe, nieznośne bachory!
Ta wiecznie głodna, ten podarł odzienie,
Tamten znów leży i stęka, że chory…
Ci się pobili, krew im z nosa ciecze,
Za łeb się ciągną, wrzeszczą wniebogłosy-
A ja, mająca macierzyńską pieczę,
Chodzę i muszę ucierać im nosy!
[…]
Tylko Galicja, to poczciwe dziecko!
Czasem cichutko powie, co jej trzeba
Lecz zje pokornie strawę, choć niemiecką,
I jeszcze za to przychyla mi nieba!
Ot dziś – gdy mamie brakło kilka centów,
Patrzcie, to dziecko, chociaż bite nieraz,
Niepomne owych boleśnych „prezentów”
Ostatnim groszem wspomaga mnie teraz!
Bądźcie więc cicho niesforne bachory,
I bierzcie przykład z grzeczności Polaka,
Co sypie złotem za same honory
Na głos uprzejmy ministra-rodaka.”
(Szczutek 1882)
No i tak do końca…
Ale warto sobie przejrzeć tę broszurkę…
Wydaje mi się że kierujesz pretensje pod niewłaściwym adresem. Art. Ewa Skorupa tylko przytoczyła publikacje z galicyjskich pism satyrycznych z XIX w m. in. na temat galicyjskich stronnictw politycznych("Stańczycy", "tromtadraci" itp.), galicyjskich typów ludzkich(Gogo, szlachcic Strachajło - o ile dobrze pamiętam), dostało się też Żydom i Rusinom/Ukraińcom itp. Pretensje powinieneś mieć do redaktorów tych pism a nie do autorki książki.
Po za tym zawsze uważałem Cię za człowieka tolerancyjnego i otwartą głowę a tu piszesz jak zakuty szwarcgelber. . Uważam się za nie gorszego sympatyka Galicji i Austro-Węgier niż Ty ale nie przeszkadza mi że inni mają inną opinię na ich temat niż ja. Zwłaszcza że ci ludzie żyli w tamtych czasach i znali Galicję z pierwszej ręki.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2477 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-08-10, 10:19
Allonsanfanie! wiesz, dziwię się, że tak odczytałeś mój komentarz do tej książeczki... Wniosek jeden - nie mogę sobie robić dowcipów... Sam wiesz, że wpieniało mnie do bólu, jak ktoś na Forum (z reguły nowy) zarzucał nam bezkrytyczne padanie na kolana na sam dźwięk słowa "Monarchia" a pełzanie na hasło "NAJJAŚNIEJSZY PAN"... Nie sądziłem, że ktoś tak odczyta moje żarty... Ale to oznacza jedno - potrafię się wypisać w duchu ...
A książeczka ma jedną wadę - za mała objetość i szkoda, że nie sięga do 1914... No, ale wtedy byłoby to opasłe tomisko, choć też chętnie bym się z nim wtedy zapoznał...
Moje poczucie humoru widocznie szwankuje. Człowiek jednak stary ale głupi(mówię o sobie). Znając Ciebie od dawna z Forum powiniem się od razu domyślić że to nie było serio. Cieszę się jednak że nie muszę zmieniać zdania o Tobie.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2477 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-08-10, 10:48
byłoby jeszcze fajniej, gdybyśmy mogli nieporozumienie (a swoją drogą, wybacz, obśmiałem się ) opić leżajskiem w Sanoku "U Szwejka"... Wysyłałem do Ciebie zaproszenie na privie... Gdybyś mógł wypowiedzieć się w temacie "Sanockie spotkanie" byłbym wdzięczny.
Wiek: 56 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2477 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-08-10, 20:27
Przyznam szczerze, że ostatnio widziałem ją kilka razy na allegro, bez absolutnie żadnych szaleństw cenpowych. Jest to w sumie małego formatu broszurka, ubolewam, że taka mała... Napewno ją trafisz! Powodzenia!
Dołączył: 19 Wrz 2006 Posty: 164 Skąd: Polska Centralna
Wysłany: 2007-08-16, 10:23
Dzięki Art.
Ale niestety nie mogłem zalicytować, bo mnie nie było w Warszawie i dopiero dzis rano wszedłem na forum. Zaraz znowu wyjeżdżam, więc może we wrześniu, jak wrócę z urlopu, to znajdę tę książkę.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach