Wysłany: 2007-04-19, 10:15Fort Skała - Twierdza Kraków
Interesuje mnie bardzo historia związana z tym miejscem , pewna legenda. Mianowicie dotyczy ona zaginionej obsługi posterunku wartowniczego. Działo się to latem i tu w internecie róznie podają 1908, lub 1910 lub 1912 roku. Liczba też jest róznie podawana jeaz kilku, kilkunastu , kilkudziesięciu żołnierzy - może ktoś zna jakąś wersję tej opowieści bądż natknął się na jakieś zapiski zródłowe, artykułu itp.
Też bym się chętnie czegoś o tym dowiedział. Na razie poza skąpymi informacjami które można znaleźć w Internecie na stronach zajmujących się ck fortyfikacjami w ogóle a Twierdzą Kraków w szczególe nic nie udało mi się zdobyć.
Stosunkowo najwięcej informacji o tym wydarzeniu na tej stronie( ale pewnie sam ją już znalazłeś):
Rzeczywiście, ciekawa sprawa! Nie słyszałem jeszcze o niej...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Dołączył: 14 Lis 2005 Posty: 32 Skąd: Twierdza Kraków
Wysłany: 2007-04-19, 19:46
Rzeczywiscie tak legenda jest. Nawet dość znana, opowadana w wielu wersjach. Ja historię te słyszałem od pewnej osoby która obecnie mieszka w forcie Skała (użytkownik Julia z fortyck, gdzie czasem pisuje). Oprocz tego są jakies inne wersje, ale ta jest chyba najdokladniejsza. Napisała ona na forum fortyck:
Ja znam tę historię mniej więcej w tej samej wersji jak ją tu państwo opowiadacie, tyle że, według słów naszego najstarszego portiera, który opowiadał zresztą dość nieskładnie, to było tak że "(...) jeden z nich [żołnierzy stacjonujących w forcie] poszedł tylko na dół po papierosy do sklepu podczas gdy patrol spokojnie palił, pił kawę i beztrosko jadł śniadanie, a gdy wrócił po dziesięciu minutach (...) żywej duszy nie było, były za to kubki z niedopitymi napojami, popelniczka pełna żarzących się jeszcze petów oraz niedojedzona kanapka na brzegu talerza, wszystko wyglądało tak, jakby zaraz ludzie mieli wrócić, ale nie wrócili, szukali ich do wieczora, okolicę zaalarmowano i ani śladu (...) gdyby chcieli zwyczajnie zdezerterować to by mieli pełno lepszych okazji, chociażby nocą". Tyle o tym pan portier który twierdzi że historię tą zna wprost z przekazów ludzi którzy wtedy w tej okolicy mieszkali ale jak to z takimi przekazami ustnymi bywa po latach to wiadomo - ostrożnie trzeba na to patrzeć.
Ale to tylko hisoryjka, legenda opowiadana z ust do ust. Patrol żołniezy zeczywiscie zaginoł, ale pewnie ze względu na przewodniki Łukasikia, te wydażenie jest niepotrzebnie związane z "tajemniczymi" podziemiami Skały. Przez to ta historjka została tak znacznie ubarwiona. A najlepszym przykładem na to jest to że słyszłem też taką wersje, że żołnieże zgubili sie w "labirynatch które wykuto pod fortem" czy inne tego typu Moim zdaniem chozi o zwykła dezercje, która z biegiem lat obrosła roznymi dodatkami.
_________________ "Fortece są tarczą przeciwko nieprzyjacielowi... zbawieniem prowincji, utrzymaniem w całości kraju...są ma koniec tak użyteczne wolnemu krajowi, jak okrętowi kotwica"
Ostatnio zmieniony przez Matys dnia 2007-07-02, 21:55, w całości zmieniany 1 raz
Ze względu na prowadzenie przez żandarmierię śledztwa i wywiad wojskowy - obserwowano miejsca zmieszkania stąd wersja o dezercji została poddana w wątpliwość. Faktem jest że ta opowieść jest przekazywna w róznych wersjach i z biegiem lat z coraz większymi nieścisłościami.
Poszukamy zobaczymy.
Ostatnio zmieniony przez szponiasty dnia 2007-04-19, 22:23, w całości zmieniany 1 raz
Dołączył: 14 Lis 2005 Posty: 32 Skąd: Twierdza Kraków
Wysłany: 2007-04-19, 21:39
Podany przez Ciebie link nie działa, ale chyba wiem o co Ci chodzi, bo to czytałe. Na tej stronie był też chyba artykuł o podziemiach Skały...
A co do poszukiwań, to zdaje sobie z tego sprawe, większość też odzuca tą możliwość, ale jak dla mnie dezercja to chyba jedyna możliwa opcja, bo jak nie to co??
_________________ "Fortece są tarczą przeciwko nieprzyjacielowi... zbawieniem prowincji, utrzymaniem w całości kraju...są ma koniec tak użyteczne wolnemu krajowi, jak okrętowi kotwica"
Przeczytałem artykuł "Czy to tylko tajemnica Fortu Skała" w linku. To się robi coraz ciekawsze.
Zreasumujmy. W klasztorze w Melk w Austrii znajduje się księga z historią eremu z Bielan. W tej księdze zawarte jest wyjaśnienie owego zniknięcia żołnierzy. Mieli oni ok. północy ujrzeć meteor tunguski, potraktowali to jako znak od boga, opuścili wartownię i udali się do eremu tj. zamienili służbę wojskową na służbę bożą. To się mogło zdarzyć. Ciekawi mnie tylko czy ówczesne prawo austro-węgierskie dopuszczało rewizję w klasztorze w poszukiwaniu zbiegów? Bo na pewno ck kontrwywiad wojskowy rozważał taką możliwość zważywszy bliskość eremu wobec Fortu 38. Jednak, ze względu na delikatność sprawy, mogli zdecydować się sprawę wyciszyć.
Jedno mi tylko nie pasuje. Z linku który przytoczył Prochazka wynika że wpisy w księdze dyżurów były wprowadzane prawie do samego końca zmiany tj. do południa. Meteor tunguski zaś pojawił się na niebie ok. północy. Żołnierze zaś kiedy ujrzeli "znak" to chyba udali się do eremu natychmiast, nie czekali 12 godzin. Wyjaśniałoby to dlaczego nikt ich nie widział opuszczających posterunek gromadą jesli udali się nocą. Jesli zaś wyszli nocą to kto dokonywał wpisow w księdze dyżurów?
Widzę tylko jedno wyjaśnienie. Wspomniano że widziano jak przed południem jeden żołnierz z warty udał się po papierosy do sklepiku w pobliskiej miejscowości. Może to on jeden pozostał gdy reszta udała się do klasztoru i dokonywał wpisów dla zmylenia śladów a potem wyszedł niby po papierosy i albo niepostrzeżenie dołączył do kolegów albo uciekł w świat. Czy jednak ludzi którzy zobaczyli "boski znak" obchodzą takie detale jak zacieranie śladów, obawa przed sądem polowym, co sobie inni o tym pomyślą, itp?
Szkoda że Egon Erwin Kisch się tą sprawą nie zajął w swoim czasie. Jestem pewien że odkryłby co się zdarzyło, jak aferę Redla w swoim czasie.
Tak tylko katastrofa tunguska odbyła się o poranku 30 czerwca 1908 roku a widzialna była z odległości 1500 kilometrów jednak by być sprawiedliwym trzeba dodać że dzięki szczególnemu położeniu Słońca w okresie przesilenia letniego, wskutek odbijania światła przez pył, będący efektem eksplozji — w wielu europejskich miastach zaobserwowano zjawisko "białej nocy".
Jedno co mi nie pasuje to data , 1908 która przesuwa owe zdarzenie z 1910 lub 1912 jak podaje większość "źródeł" - czy wspominek internetowych.
Nie bardzo w to wierzę , w to nawrócenie , oddanie się służbie Boskiej , porzucając rodziny jak jeden mąż ?
Trzeba jakoś te zapiski sprawdzić takie to za proste, poza tym sprawa nie była wyciszona i podobno głośno i długo było o tym.
Na stronie http://www.fortyck.pl/fort_38_skala.htm jest wysunięta hipoteza ze znikniecie tego patrolu ma związek z tajemniczymi podziemiami fortu . Zaraz zresztą na forum została wyśmiana : podziemia nie są takie tajemnicze , a może są nawet standardowe w fortach z wieżą Grusona i maja związek z mechaniką (rozproszenie energii po oddanym strzale) . Najprawdopodobniej w tym dniu na warte w sposób nieprzypadkowy została wyznaczona grupa żołnierzy którzy wcześniej zaplanowali dezercje . To ze obserwacja miejsc ich zamieszkania przez żandarmerie nie dala żadnych rezultatów można by wyjaśnić tym ze wyemigrowali np. do USA jak setki tysięcy mieszkancow Galicji na początku XX w. Kraków był wtedy centrum emigracji i przemytu ludzi którzy nie mogli wyjechać legalnie . Miedzy innymi żeby wyemigrować zgodnie z prawem trzeba było mieć zgodę odpowiednich urzedow poświadczających uregulowany stosunek do służby wojskowej , ale to nie stanowiło chyba wielkiego problemu skoro podobno w 1913 nie stawiło sie do „asenterunku” czyli poboru niemal 100 tys poborowych . Tak ze stawiałbym na zaplanowana dezercje , skorzystanie następnie z usług pośredników zajmujących sie nielegalnym dostarczaniem poddanych Franciszka Józefa do portów północno niemieckich i emigracje
Ostatnio zmieniony przez jerry dnia 2007-04-22, 19:54, w całości zmieniany 2 razy
Jedno mi tylko nie pasuje. Z linku który przytoczył Prochazka wynika że wpisy w księdze dyżurów były wprowadzane prawie do samego końca zmiany tj. do południa. Meteor tunguski zaś pojawił się na niebie ok. północy. Żołnierze zaś kiedy ujrzeli "znak" to chyba udali się do eremu natychmiast, nie czekali 12 godzin. Wyjaśniałoby to dlaczego nikt ich nie widział opuszczających posterunek gromadą jesli udali się nocą. Jesli zaś wyszli nocą to kto dokonywał wpisow w księdze dyżurów?
Mogli je wpisać "dla zmyłki" parę godzin naprzód...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Zostało to tak napisane, ponieważ ten fragment tekstu z tego co mi się wydaje był pisany na podstawie Łukasika, który niefortunnie napisał coś w stylu: może właśnie w tych podziemiach rozegrała się tragedia kilku osobowego patrolu.... tego bym na pewno nie łączył ze sobą, bo po prostu jest to niemożliwe O ile jeszcze kiedyś podziemia były w pewnym sensie zagadkowe, to teraz nawet w Internecie są plany, opisy i takie tam, i nie trzeba być znawcą żeby na pierwszy rzut oka stwierdzić że ta historia nie wiele ma wspólnego z podziemiami.
_________________ "Fortece są tarczą przeciwko nieprzyjacielowi... zbawieniem prowincji, utrzymaniem w całości kraju...są ma koniec tak użyteczne wolnemu krajowi, jak okrętowi kotwica"
Wersję z klasztorem jako miejscem / celem ucieczki tych CK dezerterów uważam za najbardziej prawdopodobną. Te piknatne szczegóły (wpisy w księdze, wpływ meterorytu tunguskiego itp.) to mogą być wtórne ozdobniki, którymi to zdarzenie obrosło z czasem, jak każda legenda. Całość natomiast trzyma się kupy - zniknęli jak kamfora i nigdzie nie wypłyneli, bo siedzieli za klasztorną furtą... Motyw religijny tej dezercji znam w innej wersji - że miały na nich wpływ rozwijające się ponoc wówczas bujnie wśród świeckich ruchy dewocyjne, bractwa modlitewne etc., co "przygotowało duchowo" ich ucieczkę - zjawiska związane z meteorytem mogły być wtedy dodatkowym, oststatecznym impulsem, katalizatorem. Poza tym, jeśli datować to na rok 1910 - 12, to w Europie ówczesnej było już dość gorąco i w każdej chwili mogło nastąpić jakieś "przeklęte błazeństwo na Bałkanach", co skłoniło to ich do zadbania o swoje bezpieczeństwo na wypadek bliskiej, już wyczuwanej przez skórę, wojny. Takie uzasadnienie też słyszałem. Tyle, że przyjmując tę wersję automatycznie zakładalibyśmy nieprzeciętnie wysoki poziom świadomości, obycia w świecie, znajomości sytuacji politycznej etc. tych ludzi - a nie wiemy, z jakiej jednostki pochodzili i kim byli. Może to zwykli galicyjscy chłopi, z 20 albo 56 pp? Ale, z drugiej strony, mogli to być "miastowi" z 13 pp albo 2pafort... W każdej z ówczesnych grup społecznych (nie wgłębiam się w szczegóły, tylko sygnalizuję fakt) stopień ogłady, wiedzy o świecie, świadomości religijnej etc. był różny, różny był też sposób patrzenia na rzeczywistość - a grupa dezerterów z powodów religijnych musiała byc dość "homogenna światopoglądowo".
Na zakończenie jeszcze - słyszałem infprmacje, że stosunkowo niedawno ujawniono korespondecnję generała prowincji (?) kamedułów obejmujacej Galicję. Ponoć jest w niej napisane, że tych dezerterów z czasem "rozśrodkowano" po jednym - dwóch do różnych klasztorów na terenie całej monarchii - nie zostali na Srebrnej Górze.
_________________ wśród feldmarszałków, genenarałów, cesarzy, hrabiów, oberstów etc. mogę być góra kapralem. I to landwery...
Ten fragment skopiowalem z http://home.autocom.pl/kowal/twierdza_krakow.htm " nie zawiera on nic o czym nie byloby mowione wczesniej . Wspomniana jest liczba zaginionych -siedem osob
"MA PRZEMYŚL SWOJĄ ROMANTYCZNĄ LEGENDĘ O ODNALEZIONYM W RUINACH FORTU NR XIII "SAN RIDEAU" JEŃCU ROSYJSKIM, KTÓRY SPĘDZIŁ W ZAMKNIĘCIU 6 LAT (IDENTYCZNA OPOWIEŚĆ KRĄŻY TEŻ W TWIERDZY OSOWIEC), RÓWNIEŻ KRAKOWSKA TWIERDZA POSIADA WŁASNĄ, NIE MNIEJ FASCYNUJĄCĄ HISTORIĘ.
RZECZ DZIAŁA SIĘ W NOCY Z 30 CZERWCA NA 1 LIPCA 1908 ROKU. SIEDMIOOSOBOWA OBSADA WARTOWNICZA FORTU NR 38 "SKAŁA" ZNIKŁA BEZ ŚLADU, POZOSTAWIAJĄC PORZUCONE KARABINY, ŁADOWNICE, A NAWET KUBKI Z NIEDOPITĄ KAWĄ NA STOLE... WDROŻONE NAZAJUTRZ ŚLEDZTWO, PODOBNIE JAK OGŁOSZONE POSZUKIWANIA NIE DAŁY ŻADNEGO REZULTATU, NIGDY NIE UDAŁO SIĘ WŁADZOM AUSTRIACKIM WYJAŚNIĆ TEGO NIESAMOWITEGO ZNIKNIĘCIA.
NA TEMAT LOSÓW ŻOŁNIERZY KRĄŻĄ RÓŻNE INTERPRETACJE: JEDNI TWIERDZĄ, ŻE ŻOŁNIERZE PO PROSTU ZDEZERTEROWALI - TAK SKUTECZNIE, ŻE NIGDY ICH NIE ZŁAPANO. INNI SĄDZĄ, IŻ POSTANOWILI SPENETROWAĆ ISTNIEJĄCE POD FORTEM KORYTARZE, SKĄD JUŻ NIE POWRÓCILI A ICH KOŚCI TKWIĄ MIĘDZY SKAŁAMI DO DZISIAJ. POJAWIŁA SIĘ NAWET HIPOTEZA O PORWANIU WARTOWNIKÓW PRZEZ PRZEDSTAWICIELI POZAZIEMSKIEJ CYWILIZACJI. JAKBY NIE DOSYĆ TEGO CAŁA HISTORIA WYDARZYŁA SIĘ W DNIU, W KTÓRYM W ODLUDZIA SYBERII UDERZYŁ SŁYNNY METEORYT TUNGUSKI, CZEGO SKUTKI MOŻNA BYŁO OBSERWOWAĆ RÓWNIEŻ NA KRAKOWSKIM FIRMAMENCIE.
NIE PYTAJCIE MNIE, ILE W TEJ HISTORII PRAWDY. INDAGOWANY NA TĄ OKOLICZNOŚĆ KRZYSZTOF WIELGUS, PRAWDOPODOBNIE NAJWIĘKSZY SPOŚRÓD ŻYJĄCYCH ZNAWCA ZAGADNIEŃ TWIERDZY, TYLKO UŚMIECHAŁ SIĘ TAJEMNICZO... ŻYCIE DOPISAŁO WSZAKŻE DALSZY CIĄG TEJ OPOWIEŚCI. JAK PODAJE JEDEN Z PRACOWNIKÓW NAUKOWYCH O. A . U. J. PAN DR ADAM MICHALEC - POWOŁUJĄC SIĘ NA MAJORA ZAKONU O.O. KAMEDUŁÓW OJCA WINFRIEDA LEITPOLDA - W BIBLIOTECE AUSTRIACKIEGO KLASZTORU W MELK ZNAJDUJE SIĘ DOPROWADZONA DO ROKU 1918 HISTORIA KRAKOWSKICH KLASZTORÓW W TYŃCU I NA BIELANACH. OTÓŻ W OWEJ KSIĘDZE, POD INTERESUJĄCĄ NAS DATĄ ZAPISANO PRZYBYCIE DO BIELAŃSKIEGO KLASZTORU NOWYCH ADEPTÓW NIEWIADOMEGO POCHODZENIA. ZARÓWNO ICH LICZBA, JAK RÓWNIEŻ NOCNA PORA PRZYBYCIA SUGERUJĄ, ŻE BYLI TO NASI ZAGINIENI ŻOŁNIERZE, KTÓRZY Z PRZYCZYN DLA NAS NIEWIADOMYCH GREMIALNIE POSTANOWILI ZAMIENIĆ SŁUŻBĘ CESARSKĄ NA BOSKĄ. CZY NA ICH DECYZJĘ WPŁYNĘŁA MAGIA MIEJSCA (Z FORTU ROZTACZAŁ SIĘ PIĘKNY WIDOK NA POBLISKIE KLASZTORY W TYŃCU I NA BIELANACH), CZY TEŻ NAZBYT DESPOTYCZNY CHARAKTER DOWÓDCY FORTU - LEUTNANTA BLUHERA? MOŻE IMPULS DAŁA NIEZWYKŁA ILUMINACJA ŚWIETLNA, SPOWODOWANA PRZEZ ODLEGŁY METEOR, A MOŻE PO PROSTU - BOŻE POWOŁANIE? TEGO NIE DOWIEMY SIĘ JUŻ CHYBA NIGDY, LECZ CZYM BYŁBY ŚWIAT POZBAWIONY CHOĆ ODROBINY TAJEMNICZOŚCI?
FORT "SKAŁA" POSIADA ZRESZTĄ WIELE INNYCH TAJEMNIC. WSPOMNIAŁEM JUŻ O WYBIEGAJĄCYCH Z FORTU, NIEWIADOMEGO PRZEZNACZENIA KORYTARZACH. DO DZIŚ NIKOMU NIE UDAŁO SIĘ PRZEKONUJĄCO UZASADNIĆ SENSU ICH POWSTANIA. RÓWNIE CIEKAWA JEST HISTORIA ODNALEZIENIA NA TERENIE FORTU SZKATUŁKI Z ODZNAKAMI PUŁKOWYMI, ORAZ DOKUMENTAMI PROJEKTOWYMI KOLEI WARSZAWSKO - WIEDEŃSKIEJ. BYŁY ONE SYGNOWANE PRZEZ OBERSTA AMOSA VETSERA, RZEKOMO OJCA SŁYNNEJ MARII VETSERY - NIESZCZĘŚLIWEJ PARTNERKI ARCYKSIĘCIA RUDOLFA!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach