Czechów od maleństwa miałem za tzw. ciepłe kluski, czyli knedle. No bo to popularne „szwejki” i naród mieszczuchów czyszczących w przydomowych ogródkach samochodziki marki „Skoda”. ...
Do tego płoche to jak zając szarak lub jakiś inny „krecik”. Nawet nie imponowały mi ich bajki dla dzieci z nieśmiertelnym rozbójnikiem Rumcajsem na czele- nie wiedzieć czemu wizualnie przypominającym wczesnego p. Bronisława Geremka (broda plus chytre oczka). Optowałem za misiem Yogi z Parku Yellowstone, psem Huckleberry oraz Bolkiem (nie mylić z agentem „Bolkiem”) i Lolkiem.
Z czasem ten mój wredny stosunek do braci-Słowian ulegał zmianie. W końcu poczytałem to i owo o Korpusie Czechosłowackim, który po rewolucji bolszewickiej szachował przez pewien czas połowę Syberii (kolaborował tak z „białymi”, jak „czerwonymi”, a i zmyślnie ukradł pociąg wypełniony złotem; kruszec ów stanowił potem fundament założonego w Pradze banku dla weteranów jednostki) oraz wyrobiłem sobie zdanie o mądrości narodu, który wyzwalał swoją stolicę w momencie, gdy genosse Adolf Hitler od sześciu dni przebywał w piekielnych zaświatach, a wygłodniali Rosjanie masowo gwałcili Niemki w zburzonym Berlinie.
Nadal jednak nie mogłem wyzwolić się z niewolniczego schematu: Czech to zasadniczo oportunista i życiowy minimalista. Inwazja wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku i brak zbrojnego oporu ze strony tubylców tylko go umocniły. Nie mówiąc już o sytuacji w tym kraju w latach siedemdziesiątych („normalizacja”) i osiemdziesiątych, gdy „knedle” zdawały się masowo i szczerze akceptować czerwone gwiazdy i hasła typu: „Z Sovetskym Svazem a nigdy inak” na każdym kominie fabrycznym. Przypadek sprawił, że moje wyobrażenie o czeskiej mizerii uległo całkowitej zmianie…
Pewnego pięknego ranka, wiele wiosen temu, jechałem rozklekotanym (pamiętającym chyba czasy denazyfikacji Germanii) „Volkswagenem” w okolicach Złotego Stoku. Zatrzymałem wehikuł przy drodze wiodącej do Paczkowa (polskie Carcassonne) i udałem się do pobliskiego lasu „za potrzebą”. Miałem pecha. Nieświadomie przekroczyłem granicę państwową Rzeczypospolitej , wdzierając się ( co prawda nie głębiej niż 20 metrów) na terytorium Republiki Czeskiej.
Inwazja została powstrzymana przez „sympatycznych” polskich pograniczników, którzy po 30 minutach trzymania autora tych słów „na muszce” (wyjmij łapy z kieszeni, nie ruszaj się- nawrzeszczeli się aż dostałem gęsiej skórki)- oddali intruza czeskiej policji. 15 minut później siedziałem w komisariacie w uroczym śląsko-morawskim Jaworniku ( polecam zwiedzić znajdującą się tam byłą letnią siedzibę biskupów wrocławskich na „Janskym Vrchu”, czyli „Johannesbergu”), tłumacząc się, że to przypadek, to nie tak, że żaden przemyt, że nigdy więcej.
I wtedy wszedł młody policjant ubrany na wzór amerykański (wierzcie mi: wyglądał, jak chicagowski „krawężnik”), szybko zakończył formalności, a potem- znając z protokołu przesłuchania moją profesję- pochwalił się, że również ukończył historię ( Uniwersytet Śląski w Opawie), pochodzi z Hluczyńskiego Kraju (20 km od polskiego Raciborza) i jest, co rzadkie wśród Czechów, ale nie Hluczynian, praktykującym katolikiem.
Gliniarz wytłumaczył mi na czym polega istota czeskiego patriotyzmu. To przede wszystkim miłość do ojczystego języka (najpiękniejszego języka na świecie!), racjonalna zasada narodowej ekonomii krwi polegająca na nie upuszczaniu jej wtedy, gdy dla Polaków wydaje się to oczywiste (nie powtórzymy naszego czeskiego samobójstwa, gdy podczas Wojny Trzydziestoletniej wyrżnięto nam szlachtę pod Białą Górą. Wy Polacy okazaliście się lekkoduchami niszcząc Warszawę w 1944 roku. To dzisiaj ponure miasto, a nasza Praga świeci złotem i pyszni się zabytkami. Złe czasy należy przeczekać- koniunktura zawsze przyjdzie) oraz autentyczne przywiązanie do własnego kraju ( to co, że mały, ale nasz).
Siłą rzeczy skracam jego wykład, muszę wszelako stwierdzić, że przypadł mi do gustu. To jest wprawdzie filozofia narodu małego i trochę „zahukanego”, nie zawsze przystająca do polskich realiów, ale godna rozważenia w głównym swym nurcie.
Realizm polityczny, ochrona substancji narodowej, spójna wizja narodu i państwa. To- na różnych etapach naszej historii- Aleksander Wielopolski, stańczycy, Roman Dmowski… To niestety kropla w morzu polskiej tromtadracji i cierpienia bez godziwej zapłaty.
A tak- cierpienie trzeba również dobrze sprzedać. Tytułem przykładu: właśnie Czesi „sprzedali” światu niewątpliwą tragedię rozstrzelanej po zamachu na Reinharda Heydricha wsi Lidice, o której losie średnio rozgarnięty na Zachodzie człowiek coś tam słyszał. Z drugiej strony temu samemu światu Powstanie Warszawskie myli się z Powstaniem w Getcie, a już na pewno nie słyszał o dramacie setek kieleckich, zamojskich, czy wołyńskich wiosek palonych i wyrzynanych przez Niemców oraz prymitywnych bandziorów z Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wystarczy?
Czescy policjanci elegancko odstawili pechowca na granicę. Wsiadłem do samochodu ( w tzw. międzyczasie pozbawionego bocznego lusterka) i ruszyłem z piskiem łysych opon. Po chwili jakiś podpity dureń ze wsi Kamienica omal nie wturlał mi się pod koła. Wstał z klęczek, otrzepał workowate spodnie z których wystawała połlitrówka i czkając warknął: „co, k…., chcesz w ryja”.
I tak pożegnałem się z polskim romantyzmem. Pijaczek, współczesny „ułan”- samobójca zniknął za śmietnikiem…
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Nie mam pojęcia, zresztą mało mnie to obchodzi. Poza tym to jest pan Ratajczak.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Cóż, w moich oczach takie kłamstwo to nie wielka zbrodnia...
Mniejsza z tym. Bardzo bym prosił o dyskusję nad wyżej zamieszczonym tekstem, a nie jego autorem.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Drobna literowka . Od kłamstwa oświęcimskiego był własnie pan Dariusz Ratajczak i sadzac po zdjeciu jest to rzeczwiscie on.
zawsze mi się myliło, bo miałem kolegę ze studiów Ratajczyka
CK Tiger napisał/a:
Nawet nie imponowały mi ich bajki dla dzieci z nieśmiertelnym rozbójnikiem Rumcajsem na czel
to dopiero jest zbrodnia
CK Tiger napisał/a:
wyrobiłem sobie zdanie o mądrości narodu, który wyzwalał swoją stolicę w momencie, gdy genosse Adolf Hitler od sześciu dni przebywał w piekielnych zaświatach, a wygłodniali Rosjanie masowo gwałcili Niemki w zburzonym Berlinie.
jednak sytuacja Pragi była dość specyficzna, o czym zaważyła zresztą mądrość kilka lat wcześniejsza
stosunek pograniczników polski i czeskich chyba się nie zmienił do dnia dzisiejszego.
CK Tiger napisał/a:
racjonalna zasada narodowej ekonomii krwi polegająca na nie upuszczaniu jej wtedy, gdy dla Polaków wydaje się to oczywiste
nic dodać, nic ująć.
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach