Wysłany: 2006-01-19, 14:31Osoby pamiętające Cesarza i Króla
Trotta napisał, że jego Babcia pamięta ck żołnierzy. Mi przypomniało się opowiadanie mojego nieżyjącego brata, który na polibudzie w Krakowie miał sędziwę nauczycielkę matematyki, która pożekała "Za Austryji było lepiej" i zdaje sie, jeszcze coś o Cesarzu.
Pamiętam jeszcze mojego pradziadka, ale raczej mi nic o wojaczce nie opowiadał...
A Wy? Myśle, że macie bogatsze opowieści. Zapraszam. Chyba się wszystkim zrobi miło
Moja Babcia wspominała także naukę "Boże wspieraj" w szkole- na strychu znalazłem podręcznik, wydany w 1916 we Lwowie, ktory kończył się właśnie "Hymnem Ludów". Opowiadała także, jak w okolicy odbywały się manewry i kawalerzysta, który wypadł galopem zza zakrętu, o mało jej nie stratował. Wyhamował konia, zatrzymał się przy niej i uspokoił, żeby się nie bała, że to tylko ćwiczenia. Faktycznie, była to Galicja Zachodnia, front nigdy w pobliże nie dotatrł. W rodzinie wspominano także majestatycznie przelatującego Zeppelina.
Jak się zaczynała wojna, Babcia miała siedem lat...
Babcia przekazywała także wspomnienia swojego ojca, który służył w artylerii (prawdopodobnie ciężkiej- ale to może być legenda rodzinna) najpierw w Krakowie, potem na froncie włoskim. Z historii tych pamiętam wspomnienie strasznego głodu na froncie- pradziadek z kolegami tłoczyli się w wykutych w skałach kawernach (to określenie znam właśnie z relacji Babci) i w ciągu dnia tłukli w linie włoskie w dolinach. Natomiast w nocy żołnierze obu stron spotykali się w dolinie, na spustoszonych ogniem artylerii polach kukurydzy i wspólnie szukali pojedyńczych ziaren...
Rodzinna tradycja kazała walczyć Pradziadkowi pod Verdun- co nie jest takie zupełnie niemożliwe-jeśli służył w ciężkiej artylerii, mógł się załapać na Skody wypożyczone Niemcom, tyle że nie pod Verdun, a pod belgijskimi fortami...
Z tamtych czasów przetrwała u Babci niechęć do jednego z narodów Monarchii- jeszcze kiedy wybierałem się w 90tych latach do Czech, Babcia ostrzegała: "Tatuś na wojnie spotkał Niemców, Austriaków, Węgrów, Włochów- i wśród nich byli różni ludzie, za to Czesi- zawsze mówił, że spotkał samych łajdaków"
Z rodzinnych stron mojego Ojca- czyli z Makowa Podhalańskiego - znam przekazywaną już z drugiej ręki opowieść o propagandowym "wkroczeniu moskala". Urządzana była chyba w celach dydaktycznych, aby ludzie wiedzieli, czym moskal pachnie- wpadał do miasteczka kudałty i umorusany kacap na koniu, wrzeszczał, wywijał nahajką, możliwe że czasem z czegoś strzelał i w ogóle ludzi straszył Nie wiem tylko, czy impreza taka urządzana była w 1914, czy w 1920 roku, a ponieważ opowieść jest ze słyszenia, nie mam jak jej zweryfikować.
Rodzinna tradycja kazała walczyć Pradziadkowi pod Verdun- co nie jest takie zupełnie niemożliwe-jeśli służył w ciężkiej artylerii, mógł się załapać na Skody wypożyczone Niemcom, tyle że nie pod Verdun, a pod belgijskimi fortami...
Jeden z dalszych wujów mojego Dziadka też miał walczyć pod Verdun - ponoć nabawił się tam trwałych urazów psychicznych. To może mit, ale w CK armii na pewno był, bo widziałem zdjęcie.
Poza tym, jak już w innych miejscach pisałem, mój pradizadek walczył "za Cesarza i nasz kraj" - został ranny już w sierpniu, sądzę iż gdzieś pod Kraśnikiem (tam walczył m.in. korpus z Przemyśla, a mój pradziadek był spod Jarosławia).
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Wiek: 33 Dołączył: 29 Cze 2005 Posty: 367 Skąd: London
Wysłany: 2006-01-21, 20:44
Jak już nadmieniałem na forum,moja prababka podobno sama widziała Cesarza Franza-Józefa,podczas objazdu monarchii.Twierdziła że był w Szczucinie jak była jeszcze małą dziewcznynką,podobno widziała Go jak wysiadał z powozu....
A co do rodziny to wielu moich przodków było w kuk armee,wielu było podoficerami,jak bywam u rodziny w Szczucinie to czasem je oglądam,te pożółkłe kartoniki a na nich moich protoplastów,,,z przed wieku...i nawet moja zyjąca babcia twierdzi że w Szczucinie to najlepiej było za Cysorza...A ja choć egzystuje na ziemiach obzyskanych,,,to w Szczucinie czuję się najlepiej,gdzie wisła odziela galicję od kongresówki.I wiadomo nasi z
Galicyji to nasi,a ci Z ZA WISŁY,to zawiślaki,i poszechnie wiadomo że np.jak panna od "nas" weżmie sobie za męża "zawiślaka"to jest to rodzaj niesmaku podobnego do francuskiego foux pa (niewiem czy to dobrze napisałem),a wogóle to starsi ludzie są kopalnią opowieści,na tematy miłem nam CK forumowiczom...
_________________ Dobro i zło nie istnieją ,Jest tylko walka, wieczna WALKA ...
Roman Fiodorowicz von Ungern Sternberg(1885-1921)
Dołączył: 02 Lip 2005 Posty: 248 Skąd: Festung Chicago
Wysłany: 2006-01-22, 09:05
Trotta, twoj przodek mogl byc pod Vedun i wcale nie musial byc w artylerii ciezkiej wypozyczonej niemcom. Jesli trafilo mu sie byc w jednym z pulkow 106 DP Landsturmu to mogl pod koniec wojny znalesc sie w okolicach Verun. Nie byl to oczywiscie okres najabrdziej zacietych walk jakie toczyly sie tam w 1916 roku ale byla to okolica Verdun.
Moja bacia, rocznki 1912, wspominala mi ze pamieta jak dzisiaj jak cala wies sie spalila latem 1918 roku. Jej ojciec, a moj pradziadek, w tym czasie „landszturmil” w Wieliczce jako kucharz. Po pozarze pradziadek wrocil do domu na zgliszcza i babcia mowila ze usiadl, wyciagnal z kieszeni chusteczke, schowal a nia twarz i glosna zaczal plakac. Pradziadek byl w mudurze, babcia dobrze pamietala ze byl w czapce z „trzema guzikami”. Domyslam sie ze te trzy guziki, to kokarda cesarska oraz dwa guziki. I to sa jedyne wspomnienia dotyczace mojego pradziadka z okresu wielkiej wojny jakie udalo mi sie wyciagnac od babci. Druga ciekawostka pierwszo wojenna ktora przekaza mi babcia to taka ze u jej sasiadki w stodole jeszcze dlugo po drugiej wojnie swiatowej w stodole wisiala „nahajka” pozostawiona przez kozakow jesienia 1914 roku.
Trotta, twoj przodek mogl byc pod Vedun i wcale nie musial byc w artylerii ciezkiej wypozyczonej niemcom. Jesli trafilo mu sie byc w jednym z pulkow 106 DP Landsturmu to mogl pod koniec wojny znalesc sie w okolicach Verun. Nie byl to oczywiscie okres najabrdziej zacietych walk jakie toczyly sie tam w 1916 roku ale byla to okolica Verdun.
O tym słyszałem, ale z rodzinnych opowieści dość mocno przebija, iż pradziadek służył w ciężkiej artylerii. Chyba że (był on z rocznika, bodajże, 1881- więc w chwili wybuchu wojny już trochę lat miał)- artylerię odsłużył w czasie pokoju, a podczas wojny został zmobilizowany do innej formacji.
W domu mam nawet skrawki spisu landszturmistów z okolicy... hehe, sprawdzę...
Co do Verdun- doszedłem źródła tej plotki- wyszła najpewniej od najmłodszego syna mojego pradziadka, a brata mojej Babci. Człowiek sympatyczny, ale bajarz i konfabulator pierwszej wody Opowiadał np o swojej walce w partyzantce (wiem z pewnego źródła- nigdy nie był!) czy o całych bitwach, toczonych ponoć z Czechami tuż po wojnie o przebieg granicy, w których miał brać udział jako żołnierz LWP (historia jakoś o całym konflikcie milczy). Myślę zatem, że Verdun zostało dodane dla podniesienia rangi życiorysowi praszczura. Tym bardziej że Babcia, od której słyszałem prawie wszystkie te opowieści, ani słowem o zachodnim froncie nie wspominała.
czy o całych bitwach, toczonych ponoć z Czechami tuż po wojnie o przebieg granicy, w których miał brać udział jako żołnierz LWP (historia jakoś o całym konflikcie milczy)
walk chyba nie było, ale ruchy wojsk LWP i Czechosłowacji wzdłuż granicy - owszem. Czesi ściągnęli nawet pociąg pancerny.
ale to tak małym na marginesie
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Hm... dzisiaj mój kanclerz, Heinrich Wagner (prawdziwych danych niestety nie mam) wspomniał o osobie, która pamiętała Franciszka Józefa I. Pokazywali to bodajże w TVP 1, a wspomniany delikwent ma ponoć 116 lat i mieszka na Pomorzu (mieszkał we Lwowie, ale wiadomo, jak się dalej potoczyły losy). Niestety niewiele o nim wiem, ale może któryś z forumowiczów widział wspomniany reportaż?
Wiek: 53 Dołączył: 13 Mar 2006 Posty: 22 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-03-13, 19:48Paweł Parniak
Prawdopodobnie chodzi o program o Pawle Parniaku. Jest to zapewne najstarszy Polak i najstarszy weteran I wojny światowej na świecie. Paweł Parniak, obecnie mieszkający w Woliborzu gm. Nowa Ruda, urodził się dn. 27 lutego 1890 r. w Nowosiółce Biskupiej k. Tarnopola. Od 1914 r. walczył w szeregach armii austro-węgierskiej, a od 1919 r. służył w Wojsku Polskim. Dosłużył się stopnia plutonowego. W latach 1926-1932 pracował w Kanadzie. Po powrocie do Polski zakupił gospodarstwo rolne. Podobno w czasie II wojny światowej został poraniony przez Ukraińców. Po 1945 r. osiedlił się na ziemiach zachodnich. Dochował sie 11 wnuków, 33 prawnuków i 22 praprawnuków. Został zgłoszony do Księgi Rekordów Guinessa, ale niestety nie odnaleziono jeszcze jego oryginalnej metryki chrztu. Rekord nie został więc uznany. Na świecie żyje jeszcze ok. 79 zarejestrowanych weteranów I wojny światowej, znanych z imienia i nazwiska. Wg. informacji z Wikipedia w Polsce żyje ich jeszcze 3, ale oprócz Parniaka pozostali dwaj urodzili sie w latach 1900-1902. Chyba byli trochę za młodzi na I w.ś. Ostatnio we Francji ogłoszono, że ostatni francuski weteran z lat 1914-1918 będzie miał uroczysty pogrzeb państwowy. Rodziny żyjących weteranów zaczęły ich zgłaszać do organizacji rządowych. Okazało się, że jest ich trochę wiecej niż sądzono. Niektórzy wcześniej nie zapisali się nigdzie, bo nie chcieli brać udziału w uroczystosciach, które przypominały im o okropnosciach wojny. W Polsce nigdy nie traktowano weteranów z należnym szacunkiem. Weterani z 1920 r. byli pomijani przez całe dziesięciolecia, więc co tu mówić o Polakach-weteranach z armii zaborczych. Kto wie, może jest ich więcej niż trzech, tylko nikt o tym nie wie.
Wiek: 29 Dołączył: 30 Gru 2006 Posty: 47 Skąd: Kraków
Wysłany: 2007-01-03, 18:27
Mój dziadek był za młody by póść do wojska, do legionów, dostał się jedynie do pracy przy kolei, też przekłamując swój wiek z 14 na 16 lat
później wzięli go do CK armii i gnił w okopach nad Prutem. Natomiast później walczył z bolszewikami, jeżdżąc w pociągu pancernym. Podczas jakichś walk został ranny kolbą i miał złamany obojczyk - dostał za to Krzyż Walecznych, miał potem dzieki temu prawo wyborcze do senatu. Niestety po II wojnie krzyż ten "przepadł" bo musiał "przepaść jak kamień w wodę" za wojnę z 1920 r.
_________________ Przy Tobie Najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach