Wysłany: 2006-12-27, 18:20"Wojna galicyjska" - II wydanie
Czy ukazało się już na rynku zapowiadane II wydanie (poprawione i uzupełnione) "Wojny galicyjskiej" Juliusza Batora? Już nie mogę się doczekać, kiedyś dostanę je w swe ręce (w wiadomych celach ).
Wysłany: 2006-12-27, 18:53Re: "Wojna galicyjska" - II wydanie
Leuthen napisał/a:
Już nie mogę się doczekać, kiedyś dostanę je w swe ręce (w wiadomych celach ).
Po to by obnażać i wytykać jego błędy...ja to rozumiem, ale zalecałabym troche umiaru i skromności. Oj, wyczuwam, że próbujesz kreować się na wielkiego historyka. Ale młody żeś jeszcze i zapewniam, że wielokrotnie przyjdzie Ci schodzić z "pola walki ze spuszczoną głową". Uwazaj na "wodę sodową, uderza szybko i znienacka, później jest juz za późno
Trochę mu "imputujesz" ale po takim nicku kto wie, może trza się wystrzegać A swoją
drogą, w nowym wydaniu popracowałbym nad fotkami albo jakimiś mapami i planszami kolorowymi... Pierwsze wydanie reklamowano jako zawierające unikalne zdjęcia- no i trochę na wyrost, bo były ich śladowe ilości...
Ale chyba kupię, jak wyjdzie drugie... Elyen a Bator!!!
Wiek: 53 Dołączył: 03 Sty 2006 Posty: 293 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-12-27, 20:50
O ile mi waiadomo drugie wydanie jeszcze nie wyszlo. Prawdopodobnie nie zmieścilo sie w planach wydawniczych na rok 2006.
Z Juliuszem Batorem spotkalem sie raz jeden na mszy z okazji 90 rocznicy śmierci Franciszka Jozefa. Zapytalem go drugie wydanie. Stwierdzil, e jest ono juz prawie gotowe, a glowne zmiany beda dotyczyly wstepu (ustosunkowanie sie do uwag krytycznych uczestnikow forum i wyjasnienie czy jest jego ksiazka, a czy nie jest), notek biograficznych (zostana one znacznie poszerzone, m. innymi o Kusmanka, Rotha i Arza, a trakze o Ruskiego, wlk. ks. Mikolaja i Dymitriewa), wyprostowane zostana bledy i literowki i poszerzona bibliografia (glownie o pozycje wegierskie). Pytalem go tez o mapy, indeksy i ilustracje. Odpowiedzial i sprawy te sa w gestii wydawnictwa. W samym tekscie beda tez liczne uzupelnienia. Np poszrzony bedzie opis walk, okuocji i wyzwolenia Bochni w czasie ofensywy walca parowego i uzupelniony opis bitwy pod Limanowa. Na moje pytranie kiedy spodziewa sie ukazqania nowego wydania nie potrafil odpowiedzie. Zapewnil jedynie ze swoja prace w tym zakresie ukonczy na 100 % przed Nowym Rokiem.
Nasza rozmowa trwala okolo pol godziny, wiec wydobylem z niego i tak wiele.[/code]
OOOOO, Ezderes - witaj! Cieszę się, że jesteś (zajrzałem na forum po długiej przerwie). Mam nadzieję, że zdrówko dopisuje? A teraz ad rem...
Justyna napisał/a:
Leuthen napisał/a:
Już nie mogę się doczekać, kiedyś dostanę je w swe ręce (w wiadomych celach ).
Po to by obnażać i wytykać jego błędy...ja to rozumiem, ale zalecałabym troche umiaru i skromności. Oj, wyczuwam, że próbujesz kreować się na wielkiego historyka. Ale młody żeś jeszcze i zapewniam, że wielokrotnie przyjdzie Ci schodzić z "pola walki ze spuszczoną głową". Uwazaj na "wodę sodową, uderza szybko i znienacka, później jest juz za późno
Od tego są recenzenci, by wytykać błędy w książkach Dziękuję bardzo za przenikliwą diagnozę psychologiczną co do mojej osoby - i proszę o podanie konkretnych przykładów, które by ją potwierdzały. Za dobre rady też dziękuję, ale doszedłem do nich już sam nieco wcześniej.
Jeśli ktoś lubi p. Batora, niech sobie powiesi jego fotkę nad łóżkiem - ja tego czynić nie zamierzam. Jest coś takiego w psychologii (sama poruszyłaś te tematy), iż przy poznawaniu nowej osoby pierwsze wrażenie jest najważniejsze. A moje pierwsze wrażenie przy lekturze "Wojny galicyjskiej" p. Batora było takie, że - jak wspominałem w innym wątku - krew mnie zalała po pierwszych paru stronach. Mam się spodziewać w II wydaniu cudu? Skoro p. Bator napisał książkę z tezą (a teza ta brzmi - w dużym skrócie - "CK Armia the best") to czemu ja nie mogę zapowiedzieć, że napiszę recenzję z tezą?
ezderes napisał/a:
O ile mi waiadomo drugie wydanie jeszcze nie wyszlo. Prawdopodobnie nie zmieścilo sie w planach wydawniczych na rok 2006.
Taki nick oznacza, że jadam Austriaków i austrofilów na drugie śniadanie
Trotta napisał/a:
Ale chyba kupię, jak wyjdzie drugie...
Ja podobnie jak wydanie pierwsze - pożyczę z biblioteki. Niektóre książki wolę najpierw przeczytać, zanim zdecyduję się na zakup, a wobec dzieła Batora - choćby znacznie zmodyfikowanego - jestem bardzo podejrzliwy.
Wiek: 53 Dołączył: 03 Sty 2006 Posty: 293 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-12-27, 23:49
Szanowny Panie Leuthen!
Nie wiem czego sie pan po "Wojnie galicyjskiej" spodziedwal i mogę tylko zrozumieć iuz sie Panu nie podaba jej życzli8wośc wqobec CK. Na to jest tylk,o jedna rada.
Nie czytajmy ksiażek, które nam sie nie podobają i starajmy sie zrozumieć że autor moze mieć rowniez swoije zdanie, ktore moze byc odmienne od naszego i wielu innych.
Nikt nikogo nie zmusza do czytania takich , a nie innych ksiażęk. Mamy wolność slowa i każdy pisze co chce.
Czytelnik ma równiez wolny wybór. Moze czytać lub nie.
Na razie "Wojna galicyjska" jest jedną z najlepiej rozchadzacych sie ksiażek tego typu (zobacz np.Listę przebojow) i wątpie czy p. Bator przejmie sie opinią Leuthena.
autora "wojny galicyjskiej" sp[otkalem jednorazowo i zrozumialem, ze chyba nie prtagnie zbyt wielkiego rozgłosu, a swoja ksiazke napisal z potrzeby serca. Raczej wątpoiue żeby coś w niej zmienił w duchu krytycznym dla Austro-Węgier, więc jesli tego szukasz - to daj sobie spokój z czytaniem.
Możesz sobie być austrofobem . To twoja rzecz i twoje prawo. Ale nie mozesz wymagać o wszystkich innych aby byli tacy jak TY.
Ja jednak z krótkiej rozmowy z panem Batorem (ktory jest bardzio młodym, sympatycznym i skromnym czlowiekiem) odnioslem nastepujace wrażenia:
Juliusz Bator jest jednak z pochosdzenia i ducha Węgrem, a ściślej węgierskim monarchistą i I Wojna światowa nie niest dla niego, ani obcą wojna, ani wojną imperialistyczną, ale po prostu jego wojną, a żołnierze monarchii nie są dla niego obcymi żołnierzami, ani zaborcami, lecz po prostu jego zołnierzami, zaś Franciszek Józef i Kraol IV jego prawowitymi wladcami i częścia historii Węgier. Oczywiście - nie jest obiektytwny (ja też nie jestem, co mi sie wielokrotnie zarzuca), ale trudno sie tego po nim spodziewać. Kiedy opisuje bitwe na Jablońcu, to z pewnoscia ma do niej podobny stosunek jak Polak opisujacy bitwę o Monte Cassino. Oczywiście żaden z nas Polakow opisujacy zmagania pod Monte Cassino, czy np. Bitwę nad Bzurą nie jest obiektywny i z calego serca jest poo stronie polskich żolnierzy. Każdy darzy sympatią swoich - i to jest chyba jak najbardziej naturalne.
Jako Węgier zapewne też nie rozumie i nie czuje żadnej słowianofilii, ani nie odziaływuje na niego panslawizm. Rosjanie, czy Serbowie są dla niego tak samo odlegli i obcy jak dla Ciebie Eskimosi, czy Argentyńczycy. Oczywiście, jak wszyscy Węgrzy życzy Polakom jaknajlepiej, kocha ich i chętnie z nii rozmawia, ale to nie znaczy, że gotow jst dla nich poswiecic swój interes narodowy i ze polską racje stanu stawia ponad węgierską.
Takie są prawa natury i nic ich nie jest w stanie zmienić.
Jeśli ci sie to, panie Leuthenie, nie podoba - to nic na to nie poradzę ani ja , ani nikt inny.
Tak więcv jedyne cio Ci moge poradziuc - to - nie czytanie i zaoszczędzenie nerwów.
Wydaje mi sie tez , ze masz niesluszne pretensje że ksiażka dotąd nie wyszła. Nie wiem jednak do kogo. Art napomnkąnł lkiedyś icż jest wkontakcie z wydawnictwem Libron i ze ono zamierzalo wydać ją po raz drugi w tym roku. Ale zamierzenie i fizyczne wydanie to chyba dwie różne rezczy. A jeszcze inna jest rola autora w calym przedsięwzieciu.
Jesli sie ksiażka dotad nie ukazala , to widać nie mogła sie ukazać i prożne sa nasze domysly i niewczesne pretensje. Nie sądze aby byla w tym zla wola autora, lub wydawnictwa. Sa jeszce bprawa rynku i tzw. strona techniczna.
Osobiscie mam nadzieję ze II wydanie sie ukaże, a zwloke uważąm za raczej dobry znak. Być moze i autor i wydawnictwo chcą lepiej dopracować książke z pożytkiem dla odbiorców. Ja przynajmniej, nie mam żądnej ochoty aby ich poganiać i wole troche poczekać - niz otrzymać produkt nie dokończony.
Moje skromne życzenie odnośnie II wydania "Wojny galicyjskiej" - aby miało indeks nazwisk. A gdyby był jeszcze indeks miejscowości to już by była pełnia szczęścia.
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2808 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-12-28, 21:02
Rany,znów dyskusja o "Wojnie Galicyjskiej" zaczyna się w złym stylu!
Panie i Panowie! Jestem w kontakcie z Wydawcami. Miało się II wydanie ukazać na Targi Książki Historycznej w Warszawie, ale...
Wiem,że planowano, jako jeden z ważniejszych postulatów czytelników, wprowadzenie indeksów osobowych i geograficznych, poprawę literówek, błędów, które wytknięto w czasie naszej dyskusji na Forum (czasem jednak ktoś to czyta...), także dotyczące zdjęć. Z moich zbiorów będzie kilka (skromność...) Uwzględniono także głosy zagranicznych czytelników!
Jak tylko porozumiem się z Panami Wydawcami to krzyknę na Forum odnośnie zaawansowania II wydania. Z drugiej strony - czasem można jeszcze kupić I wydanie, więc jaki będą mieli zbyt? Rynek jest bezlitosny...
Wiek: 57 Dołączył: 20 Sie 2005 Posty: 2808 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-12-29, 14:23
Szanowni Forumowicze! Jestem po rozmowie z Panem Wydawcą i mam jego upoważnienie do przekazania informacji odnośnie II wydania "Wojny Galicyjskiej".
Oczywiście będzie - ale kwiecień - maj 2007. Jednym z powodów wstrzymywania nakładu są resztki I wydania w hurtowniach.
Książka ma mieć wszelkie indeksy, większy wybór zdjęć, inną szatę graficzną i papier, a to znów jest związane z kasą...
Wydawca miał niedawno spatkanie z Autorem - kończą uzgadniać ostatnie poprawki i zmiany. Jest więc nadzieja, że II wydanie spełni pokładane w nim nadzieje. Oczywiście "ideowo" się nie zmieni, ale ja tego nie oczekiwałem...
Tak więc musimy poczekać. Jak tylko będę miał informację o wyjściu II wydania - natychmiast krzyknę!
Muszę jeszcze wspomnieć, że Libron szykuje do wydania super album zdjęć z I wojny. Jednostka z Krakowa !!!! Oglądałem oryginał w Krakowie, szczęka mi opadła! Album, który oficerowie i żołnierze ofiarowali dowódcy (jeden z 3 - 2 gdzieś zaginęły), zdjęcia opisane, podpisane, niektóre w formacie A-4, ale jakość techniczna zwala z nóg! Niektóre z foto były publikowane przed 1939 w prasie krakowskiej. Będzie to super rzecz, rewelacja -ja już mam obiecaną...
Ja tu się cieszę, że z Ezderesem już wszystko w porządku, pytam o zdrowie, a tu taka "miła" odpowiedź. Ech... Ale co tam. Spieszę wyjaśnić wątpliwości ("panować" mi nie trzeba ).
"Nie wiem czego sie pan po "Wojnie galicyjskiej" spodziedwal"
Odpowiedź jest banalnie prosta - spodziewałem się rzetelnego obrazu zmagań w Galicji w latach 1914-1915. Nie dość, że w książce p. Batora jest - o czym już wspominałem - cały szereg omyłek i błędów stricte faktograficznych (które ten obraz w wielu miejscach w istotny sposób wypaczają), to jeszcze autor zasugerował wyłączną słuszność własnej wersji, głosząc rzekomą prawdę absolutną. Mi to może być "wsio ryba" - ja wiem, iż jest to obraz bałamutny. Pytanie jednak, czy ktoś, kto dopiero zaczyna interesować się tematyką poruszoną w "Wojnie galicyjskiej", nie przejmie punktu widzenia p. Batora, nie mając innej alternatywy. To jest właśnie zagrożenie.
"mogę tylko zrozumieć iuz sie Panu nie podaba jej życzli8wośc wqobec CK"
A wie Pan, drogi Panie, jaka jest różnica między określeniami "życzliwość" a "zachwyt"? Ja bym na określenie stosunku p. Batora do CK Armii użył tego drugiego, gdyż w jego książce można znaleźć szereg opinii taki stosunek poświadczający.
Na swój własny, prywatno-hobbystyczny użytek wyznaję zasadę, że "niech fakty mówią same za siebie". Istnieje cały szereg faktów, które stoją w jaskrawej sprzeczności z wizją wspaniałej CK Armii, prezentowaną przez p. Batora. Żeby nie być gołosłownym przytoczę taki oto-znany Panu Batorowi DOSKONALE bo przytoczony w publikacji, z której korzystał przy pisaniu "Wojny galicyjskiej", fakt. Mianowicie - jak wiadomo, CK Armia używała podczas walk w Galicji 8-mm karabinu Mannlicher wz.95. Otóż - jak pisze Ireneusz Materniak w książce "Przemyśl 1914-15" Warszawa 1994, na s. 38 przy opisie tego karabinu, żołnierze "narzekali na nową broń, gdyż jej mała masa, choć ułatwiała noszenie, powodowała że strzelanie z niej było nieprzyjemne z racji dużego odrzutu". Pozornie jest to malutki detal, szczególik wręcz, jednakże cóż tworzy obraz zmagań, jeśli nie wiele szczególików? Ja osobiście radzę się przy tym zastanowić, jak "duży odrzut" przekładał się na ilość złamanych żołnierskich obojczyków, co jest możliwe przy takim mankamencie broni, jak wyżej opisano.
Oczywiście zapewne wg Pana Batora super CK Armia miała równie super uzbrojenie. Jeśli tak jest istotnie, to proponuję, aby zainteresowani zapoznali się ze składem parku artyleryjskiego Twierdzy Przemyśl podczas I i II oblężenia - odnajdą pewne "ciekawostki".
"Nie czytajmy ksiażek, które nam sie nie podobają i starajmy sie zrozumieć że autor moze mieć rowniez swoije zdanie, ktore moze byc odmienne od naszego i wielu innych."
Jeśli jakaś publikacja jest na interesujący mnie temat, to na 99 % przeczytam ją do końca pomimo to, że mi się nie podoba, by ewentualnie odradzić innym daną lekturę powołując się na konkretne informacje, opinie etc., które dyskredytują jej treść i autora. "Wojna galicyjska" jest dla mnie klasycznym przykładem powyższego.
Każdy autor może mieć własne zdanie i głosić własne, odmienne od ogólnie panujących sądy - pod warunkiem, iż - jak stwierdził to w wywiadzie jeden z czołowych polskich historyków, prof. Wojciech Wrzesiński - ma dostatecznie silne podstawy, by w ten, a nie inny sposób pisać. Własne sympatie i antypatie to jednak zbyt lichy fundament, a mam dziwne wrażenie, iż wizja CK Armii p. Batora zbudowana jest jak ów "dom na piasku" z ewangelicznej przypowieści.
"Na razie "Wojna galicyjska" jest jedną z najlepiej rozchadzacych sie ksiażek tego typu (zobacz np.Listę przebojow) i wątpie czy p. Bator przejmie sie opinią Leuthena."
Więc wg Pana miernikiem wartości dane pozycji jest liczba sprzedanych egzemplarzy? Ryzykowna teza! Jeśli tak Pan w to wierzy, proponuję aby sporządził Pan listę bestsellerów wszechczasów - książek (nie tylko literatury pięknej!), które rozeszły się w największym nakładzie. Pana klucz świetnie by pasował np. do "Mein Kampf" autorstwa znanego nam wszystkim jegomościa z wąsikiem. Wszak miliony egzemplarzy mówią same za siebie. Przepraszam za cytat, który tu umieszczę, ale może on dobitniej wyrazi to, co myślę o tym toku myślenia. Cytat brzmi: "Jedzmy gówno - miliony much nie mogą się mylić".
A że p. Bator nie przejmie się moim krytycznym głosem, tego jestem więcej niż pewien. Wszak nie dał dowodu swą obecnością i wypowiedzią na tym forum, że w ogóle interesuje go poruszana w dyskusjach nad "Wojną galicyjską" krytyka jego dzieła. Czyżby nie chciał dostrzec, że ta wizja jest jak mydlana bańka, która pęka - po konfrontacji z faktami? Uprzedzając ewentualne Pana pytanie, dlaczego zatem zabieram głos w tej sprawie, odpowiadam - milczenie oznacza zgodę na coś, ja się zaś nie zgadzam z wizją Pana Batora, tudzież jego podejściem do materiału historycznego.
"jesli tego szukasz - to daj sobie spokój z czytaniem."
To fakt, iż na początku mojej aktualnej wypowiedzi stwierdziłem, iż "panować" mi nie trzeba, ale nie przypominam sobie, byśmy wcześniej przeszli "na Ty" i zwracałem się "przez Pan", bo tego chyba wymaga tzw. kultura osobista. Rozumiem, iż są ważne powody, by mnie traktować "z góry" - np. różnica wieku?
A jeśli o kulturze mowa - używanie w stosunku do drugiej osoby trybu rozkazującego ("daj sobie spokój") jest może zasadne w wojsku lub w stosunkach rodzic-dziecko, ale chciałbym zaznaczyć, że aktualnie w wojsku się nie znajdujemy (więc owego "rozkazu" nie usłucham), a nic mi też nie wiadomo o tym, by był Pan moim ojcem. Może więc zanim zacznie Pan stukać w klawiaturę i wydawać w tym wątku kolejne "polecenia służbowe" co kto ma robić, wypije Pan trochę Earl Greya - działa bardzo uspokajająco i pozwala nieco trzeźwiej oceniać swą działalność.
"Możesz sobie być austrofobem . To twoja rzecz i twoje prawo. Ale nie mozesz wymagać o wszystkich innych aby byli tacy jak TY."
Bóg zapłać za łaskawe przyzwolenie. Rozumiem, że ja już od dawna jestem postrzegany przez Pana jako austrofob? [Pewnie - jak łatwo przypinać innym łatki!]. A jaka jest Pana definicja austrofobii? Może austrofobem jest wg Pana ten, kto nie zgadza się z wizją CK Armii p. Batora, bo stoi ona w jawnej sprzeczności z faktami? "Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam" - znany cytat, prawda? [używał tego sformułowania Tadeusz Kościuszko, a źródła tego sformułowania można się doszukać w Ewangelii św. Marka 9,39 - "Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie"]. Jakże pasuje on do Pana postawy...
Może będzie Pan łaskaw wskazać cytaty moich wypowiedzi, które świadczą o tym, iż "wymagam od innych, by byli tacy jak" ja? Od razu Panu powiem, by Pan nie szukał - bo czy można znaleźć coś, co nie istnieje?
Wykładu o tym, kim Pan Bator jest i jakie ma przekonania, robić mi Pan nie musi, zważywszy na to, że o jego węgierskim pochodzeniu od dawna wiem, a jego poglądy miałem przyjemność (a raczej nieprzyjemność) poznać w trakcie lektury wiadomej książki.
"Oczywiście żaden z nas Polakow opisujacy zmagania pod Monte Cassino, czy np. Bitwę nad Bzurą nie jest obiektywny i z calego serca jest poo stronie polskich żolnierzy."
Widzę, że ma Pan jakieś szczególne pełnomocnictwa do wypowiadania się w imieniu całego narodu polskiego - i Pana usta, a raczej palce i klawiatura komputerowa, wyrażają także moje przekonania (a rzekomo to ja zmuszam innych by byli tacy jak ja - interesujące...). Rozumiem, że wszyscy historycy polscy opisujący do współczesności bitwy nad Bzurą i pod Monte Cassino byli zawsze po stronie Polaków. Ciekawe, bardzo ciekawe. Proponuję poczytać trochę nowszych (po 1989 r.) opracowań, artykułów i materiałów z konferencji na temat 2 w/w bitew. Pragnę Panu zwrócić przy okazji uwagę, iż stosowanie tzw. kwantyfikatorów ogólnych (stwierdzenia typu żaden, każdy, zawsze etc.) jest bardzo, ale to bardzo ryzykowne.
"Wydaje mi sie tez , ze masz niesluszne pretensje że ksiażka dotąd nie wyszła."
Aha - to ja rozumiem, że pytając: "Czy ukazało się już na rynku zapowiadane II wydanie (poprawione i uzupełnione) "Wojny galicyjskiej" Juliusza Batora?" i powołując się na wypowiedź Arta, który mówił o październiku 2006 r. jako terminie wydania automatycznie zgłaszam "niesłuszne pretensje". Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem - u kogoś najwyraźniej szwankuje ta jakże ważna umiejętność.
"Ja przynajmniej, nie mam żądnej ochoty aby ich poganiać i wole troche poczekać - niz otrzymać produkt nie dokończony."
A kto ma ochotę ich poganiać? Ja?
To z grubsza tyle. Reasumując - proponuję Panu: 1) czytać ze zrozumieniem 2) napić się Earl Greya 3) uważać na używane słowa, wydawane sądy i posiadać dobrą znajomość pojęć i terminów, którymi się operuje (wszystko może być wykorzystane przeciwko Panu).
Dorzucę jeszcze prośbę o szacunek dla polskiej ortografii (cenię ludzi, którzy potrafią pisać poprawną polszczyzną, jak również cenię tych, którzy tego nie potrafiąc wrzucają swój tekst najpierw do Worda korzystając z komputerowego sprawdzania pisowni) i trzymanie emocji na wodzy (choć czasami polemizując na rozmaitych forach okołohistorycznych emocje mnie nieco ponoszą, swoiście pociesza mnie lektura wypowiedzi takich jak Pańska - jednak u mnie te emocje są dosyć stonowane...).
Na koniec 2 łacińskie sentencje, które lubię przytaczać, gdy jest ku temu okazja:
1) "Fere liberenter homines id, quod volunt, credunt". Zdanie to zapisał Gajusz Juliusz Cezar w "Pamiętnikach o wojnie galijskiej" ponad 2000 lat temu. Oznacza ono "Ludzie chętnie wierzą w to czego pragną". Jeśli zestawimy to z jakże zażartą w wykonaniu Pana obroną poglądów i książki p. Batora, wynik jest interesujący.
2) "Nemo me impune lacessit". Dewiza Legio II Augusta (II legion Augusta - Cesarstwo Rzymskie), która najlepiej chyba tłumaczy moją postawę i ilość tekstu, jaką "wyprodukowałem" w odpowiedzi na Pana wypowiedź - "Nikt mnie bezkarnie nie prowokuje".
Wiek: 53 Dołączył: 03 Sty 2006 Posty: 293 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-12-29, 23:50
Szanowny Panie!
Moje dotyczhczasowe posty byly utrzymane w takim samym stylu i tonacji jak Pańskie i nie bylo żadnego powodu abym byl uprzejmy dla kogoś kto uprzejmoscią dotąd nie zrzeszył.
Oczywiście jest mi przyjemnie - że zmusiłem Pana do zmiany tonu na bardziej rzeczowy i cywilizowany. Swoje opinie na temat autora "Wojny Galicyjsakiej" przedstawiał Pan na rożnych forach tykając bezustannie autora, obrzucając go niewybrednymi epitetami, choć jak mi się zdaje świń razem nie pasaliście i nic Pana do tego nie upoważniało. Kto obraża innych nie ma żadnego prawa domagać sie szacunku w stosunku do siebie. Ponieważ jednak , jak wspomnialem, zmienił Pan styl - przeto staram sie być równie uprzejmy.
Najpierw o pisowni:
Jeśli komuś sie nie podoba moja ortografia, to niech wreszcie coś zrobi, aby na forach dzialały nmormalne propgramy naprawcze i korygujace takie sanme jak w programach edytorskich. Nieustannie sie coś psuje, nie łaczy, przerywa, a nie każdy ma czas i cierpliwosc aby zaczynać swoją myśl tysiąc razy od nowa. Nie kazdy ma czas aby śleczeć przy komputerze calymi godzinami.
Potem o meritum sprawy:
Nie jestem autorem "Wojny galicyjskiej" i nie myślę za niego Panu odpowiadać.
Spotkałem go raz w życiu i jak napisałem przeporowadziliśmy półgodzinną ( a wiec krótka)rozmowę na ulicy. To co mogłem z niej wywnioskować i to czego sie dowiedzialem - przekazałem w poście.
Mogę napisać jedynie w swoim własnym imieniu swoje własne sądy na temat historii i odczucia na temat jej przedsawiania.
A najważniejsze z nich jest to, że nie ma jak dotad jednego uzgionionego stanowiska co to jest historia (jest wiele definicji), ani jakie kryteria pwinna spełniać książka historyczna.
Jesli nauczono Pana tylko jednej definicji i jednego kryterium - to mogę tylko Panu współczuć.
Zapewniam Pana, ze od czasow Herodota i Tukidydesa stworzono tysiace rozmaitych dzieł historycznych wg najróżniejszych metodologii i slużące rozmaitym celom.
Stworzyć dzieło obiektywne (sine ira) nie udało sie jednak nikomu i prawdopodobnie niogdy się nie uda. Ja się tym nie przejmuję bo programowo uważąm obiektywizm historyczny za niemożliwy i obłudny. Jeśli ktoś chce sie w to bawić - to mu nie zabraniam, bo każdy ma prawo ulegać złudzeniom.
W "Wojnie galicyjskiej" najbardziej podoba mi sie właśnie to, że autor ośmielił sie oficialnie przyznać do swoich sympatii i nie oszukuje czytelnika. Jeśłi ktoś ma inne sympatie, to może książki nie czytać, lub ja przeczytać i uszanować sympatie autora.
Czytelnik ma prawo do krytyki, a nawet wyrażania niezadowolenia, że dzieło autora nie spełnia jego oczekiwań, alke tylko wtedy jeśli nie jest we wstępie poinformowany co się mu serwuje i jaki jest cel publikacji, jaki jest jej poziom (np. dokumentacja ściśle naukowe, ksiażka popularnio-naukowa, czy tez posrednia miedzy naukową, a popularno- naukową). Wszystkie informacje tego typu znajdują się we wstępie do "Wojny Galicyjskiej:" i jest ona dokladnie tym, co wstęp zapowiada.
Z pewnością nie jest winą autora, ze ogromna część rzekowo poważnych hitoryków nie czyta wstępu. Gdyby go Pan raczył przeczytać to by Pan wiedzial, że jest to typowa pozycjha popularno-naukowa, co oznacza, ze podane w niejk infoprmacje majka charakter ogólny i słuzą wstępnemu zainteresowaniu czytelnika tematyką, a nie mają ambicji być encyklopedycznym kompendium wiedzy o niej. I tylko tak książka może i powinna być odbierana.
Podał Pan przyklad uzbrojenia. Wydaje mi sie, ze na tym poziomie ogólności informacje pana Batora o karabinie Mannlicher są wystarczajace. Natomiast jesli kogoś szczególnie ta broń i opinie o niej interesują - to powinien zaspokpić swoją wiekszą ciekawość w pozycji wymienionej w bibliografii, a nie oczekiwać, ze dowie się wszystkiego - o wszystkim.
O stronie ideologicznej dziełka nie będe dyskutowal, bo napiasalem na ten temat bardzo wiele w innych postach. Nie wydaje mi sie jednak aby w demoikratycznym państywie autor nie miał prawa publicznie wyglaszać swoich poglądow i musial stosować jakąś autocenzurę.
Dotychczas wszystkie pozycje na temat Austro- Węgier i ich armii utrzymane były w tonie dalekim nie tylko od życzliwości, ale i obiektywizmu. I jakoś to nikogo nie denerwowało. Nie słyszalem aby ktoś poza mną mial pretensje do moich "ulubnieńców" : Pajewskiego, Grodziskiego i Batowskiego, choć wszyscy byli profesorami i wszyscy starnnie selekcjowali pod określonym kątem źródla i wypowiadali autorytatywne, lecz zupełnie nieuprawnione sądy. Wszycy tez naogól zachwycaja sie publikacja Kroha, choc przyjęta tam teza jest nader wątpliwa, a dowód nie jest przekonywujący.
Jeżeli wiec pojawia się jedna książka o przeciwnym nastawieniu, to z pewnoscią nie dzieje sie nic złego, a przeciwnie jest to pewna przeciwwaga dotychczaspwej literatury i jakaś doza odtrutki dla licznych szwejkomanow traktujacychy ów paszkwil jako pelnowartościowe żródlo historyczne i jedyna informacje o monarchii naddunajskiej.
I choćby z tego powodu jest ona pożyteczna.
Przedstawia Pan znaną tezę, że wystarczy na zimo przedstwiać fakty, bo one "obronia się same". Otoż w opracowaniach historycznych nigdy nie mamy do czynienia z "faktami", a tylko z relacjami. Badajac zaś każdą realcje musimy sie zastanawiać od kogo ona pochodzi, jakie było nastawienie i sympatia polityczna tego kto ja podaje, a nawet chwilowy stan psychiczny. Nie można bezkrytycznie ufać źrodłom, ani nawet fotografiom, bo nie zawsze podpis odpowiada temu co taka fotografia wyraża. "Fakty nie obronią się same - są tylko relacje obciażane duża dozą subiektywizmu i interpretacja tych relacji.
Historia zaś zawsze byla w slużbie polityki i dostarczała takich interpretacji jakich od niej naogół oczekiwano. Ponadto autorzy zawsze m ieli okreslona przynależność etniczna, lub formacyjna i nigdy nie byli bezstronnymi obserwatorami z zewnątrz.
Pisze Pan, ze jest w ostatnich kilkuinastu latach taka moda, czy maniera, ze autor stara sie przedsawic wydarzenia bezstronnie. Nie przecze - jest. Ale coz z tego wynika ? Do mody mozna sie stosować, lub nie stosować.
A moda taka ma rownież poważna wadę. Traktujac bowiem jednakowo obydwie strony konfliktu zapominamy o tym, ze w każdym konflikcie ktoś jest sprawcą, a ktoś ofiarą. Ktoś broni słusznej sprawy, a ktoś usiłuje tę sluszną sprawę zabić. Ktoś broni wolnośći, a ktoś ją odbiera. Otoż - przyjmujac jednakowa miarę i trakujac strony konfliktu jednakowo - możemy latwo zatrzeć róznice miedzy tym co słuszne, a tym co niesłuszne.
Historyk który zachowuje sie w ten sposob przypomina mi żólnierza sil pokojowych ONZetu w byłej Jugosławii, ktory ze spokojem przygląda sie masakrom ludnosci cywilnej i majac broń w ręku nie użył jej aby bronić ofiar, gdyż "naruszyloby to zasadę jednakowego traktowania obydwu stron". Niech Pan sobie i to przemyśli.
Nie przeczę tez ze ksiażka Juliusza Batora nie ma wad i ze nie ma w niej rozmaitych pomylek, uproszceń i nieścisłości. Jak dotad jednak nie znalazlem żadnej ksiażki historycznej ktora bylaby calkowicie wolna od takich mankamentów. Sadze, ze autor majac mozliwość korektyt, poprawy i uzupelnienia publikacji o te elementy, których oczekuja czytelnicy z pewnoscia z przyjemnościa zechce je poprawić, wyprostować i uzupełnić.
Nie wiem, dlaczego autor nie pojawił się dotad na naszym forum, ale przecież nie ma takiego obowiazku. Zapytalem go nawet o to,ale odpowiedzial mi tylko, ze nasze posty czyta z uwaga i sa dla niego cenna lekturą.
Ja myślę, że być może czytajac nasze komentarze uznał je za dyskusje Polaków o temacie i np. nie chciał sie spierać o to czy Austro-Wegry były zaborcą ziem polskich, jak chcą jedni czy tez dobroczyńcą Polaków jak uważaja inni. Czy zólnierze Franciszka Jozefa byli właśni, czy cudzy. Jest przecież Węgrem, a wiec dla niego takie dylematy nie istnieją: Austro-Węgry byly jego ojczyzna, a zolnierze cesarza i krola Franciszka Jozefa byli jej obrońcami. Oczywiście jest to tylko moja prywatna diagnoza i mogę sie mylić.
Mam nadzieję, że w niniejszej odpowiedzi w niczym nie naruszyłem zasad grzeczności, ktora jak powszechnie wiadomo obowiązuje obustronnie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach